Internet możliwości

Internet możliwości

Dodano:   /  Zmieniono: 
Internetowe spotkanie z LECHEM WAŁĘSĄ
"Wprost": - Czy za rok będzie pan kandydował w wyborach prezydenckich?

Lech Wałęsa: - Tak.

User: - Kogo uważa pan za najlepszego kandydata prawicy w nadchodzących wyborach?


- Tego, kto zaproponuje właściwy program i da gwarancję, że jego pomysły będą dobre i zostaną zrealizowane. Takiego z przyjemnością bym poparł. Jego propozycje powinny pasować do dzisiejszych czasów w Polsce i w Europie.

Sławomir Agata: - Czy chce pan skonsolidować prawicę, a jeżeli tak, to w jaki sposób?

- Bardzo chcę skonsolidować prawicę. Moja propozycja, by w pierwszej turze wyborów prezydenckich wystartowało trzech lub czterech kandydatów prawicowych, jest obliczona na konsolidację. Chcę poderwać naród przez dyskusję. Bo jeden kandydat mógłby pewnie sprawy przedstawiać jednostronnie. Dzięki dyskusji poprawimy programy, zainteresujemy elektorat i skonsolidujemy się. Jeżeli moja koncepcja zwycięży, zwycięży prawica. Ta koncepcja jest prosta: na razie podyskutujemy. Z całym narodem. Pokażmy błędy, konieczności, zadbajmy o zrozumienie. Jeden z nas przejdzie do drugiej tury wyborów prezydenckich. Zadbajmy, by ci, którzy odpadną, poparli tego jednego. Jeżeli odpadnę, poproszę mój elektorat na kolanach, by poparł tego, który przejdzie do drugiej tury.

"Wprost": - Jeden z czytelników zapytał, hm...

- Proszę pytać, proszę nie unikać trudnych pytań.

"Wprost": - ... czemu nie zrezygnuje pan z życia politycznego.

- Ja temu panu odpowiem tak: po co on to mnie proponuje, niech sam to zrobi, niech się wycofa. Jestem patriotą, ja się nie wyłączę. Śmierć mnie może tylko wyłączyć.

User: - Czy są jakieś sprawy, których pan nie dokończył podczas poprzedniej kadencji i które chciałby pan doprowadzić do końca teraz, jeżeli wygra pan wybory?

- Nawet połowy nie dokończyłem. Zamierzałem być prezydentem przez dwie kadencje. W 1990 r. kandydowałem wyłącznie dlatego, że przeczuwałem kontrrewolucję komunistyczną. Prosiłem, przekonywałem: koledzy, musimy dokonać przejęcia resortów siłowych od generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego. Nie wierzono mi. Uznano, że po prostu chcę zostać prezydentem. Pytam tych wszystkich mądrali, kiedy mieliśmy przejąć resorty siłowe? Czy gdybym się spóźnił o trzy miesiące, byłoby możliwe przejęcie tych resortów? Ledwo zdążyłem z przejęciem właściwej władzy. Gdybym tego nie zrobił, dziś nadal rządziłby w Polsce gen. Jaruzelski, a Kwaśniewski nie miałby najmniejszych szans. W sierpniu 1991 r. był pucz Janajewa. Wszyscy towarzysze, ci z demoludów, spędzali w tym czasie urlop na Krymie. Różańca na pewno tam nie odmawiano. Nie mam dowodów, ale fakty mówią za siebie. Planowano kontrrewolucję, tyle że Polska była tu najważniejsza, a Polska była już kontrolowana i pilnowana przeze mnie. Ale kiedy zabezpieczyłem Polskę, załatwiałem inne rzeczy. Załatwiłem wszystko, co na zewnątrz można było załatwić. Próbowałem też wewnątrz, ale natrafiłem na opór kolegów i nie udało mi się przeforsować na przykład prywatyzacji. Jestem więc niezadowolony i nie spełniony.

"Wprost": - Mieliśmy dziś poważne kłopoty z łączami, za co przepraszamy pana prezydenta i internautów. Internet dopiero raczkuje. Co pan sądzi o tej formie komunikowania się?

- To jest rzecz niewyobrażalna dla mojego pokolenia, w każdym razie dla jego większości. Jakie to daje możliwości! Muszę przyznać, że przez prawie dwadzieścia lat nie zajmowałem się techniką. Dopiero od pół roku przyglądam się temu i widzę, że Internet to coś niebywałego. Są też niebezpieczeństwa, nieodpowiednie publikacje, pomówienia. Trzeba by to... nie, nie cenzurować, ale jakoś nadzorować, bo to może wyrządzić szkody. Ale w ogóle Internet mi się bardzo podoba.

Więcej możesz przeczytać w 2/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0