Drogi na szczyt

Drogi na szczyt

Jak się zostaje politykiem
Świat wielkiej polityki kojarzy się przede wszystkim ze sztywną atmosferą salonów, do jakich przepustką jest najczęściej wykształcenie, pieniądze i rozległe koneksje. Tymczasem na politycznych salonach pojawiają się niekiedy także postaci o predyspozycjach odpowiednich raczej do zrobienia kariery w show-biznesie. Self-made-man to amerykańskie określenie człowieka, który stworzył sam siebie i zrealizował swe cele. Być może z tego powodu elektryk z Gdańska, który przyczynił się do upadku komunizmu, cieszy się większą popularnością za oceanem niż we własnym kraju. Ale nawet kazus byłego polskiego prezydenta świadczy o tym, że nieoczekiwane kariery i ekscentryzmy w świecie polityki nie są cechą typowo amerykańską. Od śmierci prezydenta Abrahama Lincolna, stolarza i farmera, który ocalił amerykańską federację przed rozpadem, minęło 135 lat, a w USA powstała klasa świetnie wykształconych polityków zawodowych. Mimo to nie wszyscy decydenci legitymują się dyplomami Harvardu czy Yale. Ronald Reagan, czterdziesty prezydent USA, nim został gubernatorem Kalifornii, a potem gospodarzem Białego Domu, był niezbyt wybitnym aktorem i działaczem związku zawodowego. Fakt ten zresztą najczęściej wykorzystywano w materiałach propagandowych epoki budowy komunizmu. Amerykański prezydent był w nich przedstawiany jako "aktorzyna Reagan" i "amerykański kowboj" zakłócający spokój socjalistycznej rodziny. Propagandziści nie chcieli jednak zauważyć, że od czasu zakończenia kariery aktorskiej do wprowadzenia się do Białego Domu przeszedł on trzydziestoletnią edukację polityczną. W ostatnich latach w amerykańskiej polityce pojawia się coraz mniej "kowbojów". Jednym z nielicznych jest Jesse Ventura, zapaśnik w stylu wolnoamerykańskim, komandos i drugoplanowy aktor filmów przygodowych, który w 1998 r. został gubernatorem Minnesoty. Były zapaśnik reprezentuje Partię Reform, stworzoną przez innego "odmieńca" polityki amerykańskiej, Rossa Perota (miliardera, właściciela koncernu komputerowego Electronic Data Systems). Zainteresowanie ludzi wielkiego biznesu polityką jest zjawiskiem niemal naturalnym. Znacznie rzadziej drogę na szczyty władzy udawało się pokonać farmerowi. Sztuki tej dokonał Jimmy Carter. Jego ścieżka kariery wiodła od plantacji orzeszków ziemnych aż do Białego Domu. Marzenie prezydenta Niemiec Johannesa Raua spełniło się dopiero w chwili, gdy przeszedł na emeryturę: 40 lat był posłem do parlamentu Nadrenii Północnej-Westfalii, 28 lat - członkiem jej rządu, 21 lat - szefem krajowej SPD i bez mała 20 lat - premierem. Był też nadburmistrzem Wuppertalu i kierował Ministerstwem Nauki i Badań, mimo że sam nie mógł się wykazać nawet świadectwem maturalnym. Kompleks ten zaowocował przekształceniem przez Raua upadającego zagłębia górniczego w ośrodek nauki, badań i nowoczesnych technologii. To z jego inicjatywy w Nadrenii powstał pierwszy w Niemczech uniwersytet eksternistyczny i najgęstsza sieć wyższych uczelni (jest ich 49). Innym wybitnym samoukiem w świecie niemieckiej polityki jest szef dyplomacji Joseph (Joschka) Fischer. Ten 50-letni weteran politycznego ruchu ekologicznego zaczynał karierę na ulicy jako członek organizacji Revolutionärer Kampf. W szkole i życiu zawodowym nie wiodło mu się najlepiej. Najpierw rzucił gimnazjum, później przerwał przyuczanie do zawodu fotografa i włączył się w protestacyjny ruch studencki lat 60. Malował bruki, pracował w fabryce, był taksówkarzem, antykwarystą, a nawet tłumaczem seks-komiksów. Z czasem lewacki terroryzm pozbawił go złudzeń, a polityczną przystań odnalazł wśród Zielonych. Z ramienia tej partii został posłem do Bundestagu, a później szefem resortu ochrony środowiska w rządzie Hesji. Wtedy też przylgnął do niego przydomek "ministra w tenisówkach", z powodu białych sportowych butów Nike, w których przyjmował tekę szefa resortu. Mimo braku wykształcenia Fischer ceniony jest za znajomość problematyki społeczno-politycznej. Jest doskonałym mówcą, choć nie zawsze panował nad językiem.Swego czasu trafił do więzienia za obrazę sądu, zasłynął też z powodu zdania wypowiedzianego pod adresem prezydenta Richarda von Weizsäckera: "Za pozwoleniem, jest pan dupkiem". Pierwsze miejsce w annałach najbardziej kontrowersyjnych karier politycznych zajmie z pewnością Ilona Staller.Córka budapeszteńskich lekarzy nie miała zbytniej ochoty do nauki i pracowała jako pokojówka. Wykorzystując jej słabość do zamożnych zagranicznych gości, węgierski wywiad zaangażował ją do wyciągania informacji od Niemców i Amerykanów. Również po wyemigrowaniu do Włoch Staller robiła to, co umiała i lubiła najbardziej: stała się gwiazdą filmów porno, znaną pod pseudonimem Cicciolina. W politykę zaczęła się bawić w szeregach radykałów i z ich ramienia trafiła do Izby Deputowanych, ale nie zapisała się bynajmniej jako wybitny działacz. W parlamencie chwalono ją wyłącznie za sumienną obecność na posiedzeniach, a poza tym - za przychylność wobec fotoreporterów i przechodniów, którym na każde życzenie pokazywała biust. Glenda Jackson, zdobywczyni dwóch Oscarów, do polityki trafiła z kinowego ekranu. W roli deputowanej brytyjskiego parlamentu występuje od 1992 r.
Ostatnio ubiegała się o wystawienie jej kandydatury z ramienia Partii Pracy na stanowisko mera Londynu, ale ani jej dotychczasowe sukcesy, ani obycie z publicznością nie wystarczyły. Laburzyści wystawili "mniej lewicowego" Kena Livingstone’a. W parlamentarnych ławach zasiada również znany korespondent BBC Martin Bell. Zdobył on rozgłos przede wszystkim dzięki relacjom z wojny w Bośni i demaskatorskim wystąpieniom przeciw posądzanemu o korupcję posłowi torysów - Neilowi Hamiltonowi. Co się rzadko zdarza, Martin Bell zyskał poparcie zarówno laburzystów, jak i torysów. Początkowo twierdził, że został deputowanym tylko na jedną kadencję, ale dziś nie wyklucza startu w następnych wyborach. We Francji najbardziej zdumiewającą karierę polityczną ostatnich lat zrobił Bernard Tapie. Ten bogaty biznesmen cieszył się opinią zbawcy bankrutujących przedsiębiorstw. Na Słowa klucz polityka wykreował go prezydent Fran?ois Mitterrand, który potrzebował zdolnego, wygadanego i fotogenicznego demagoga. Miał on podciąć skrzydła Michelowi Rocardowi uzyskującemu lepsze niż Mitterrand wyniki w sondażach popularności. Gdy pupil prezydenta zadanie wykonał, zarzucono mu wyłudzenie od banku Credit Lyonnais kolosalnej pożyczki, oszustwa podatkowe i kupowanie meczów dla piłkarzy Olympique Marsylia. Przerwało to jego karierę polityczną, pozbawiło mandatu do Parlamentu Europejskiego i doprowadziło do więzienia. Wśród ekscentryków francuskiej sceny politycznej zabłysnął Daniel Cohn-Bendit, Niemiec, który nad Sekwanę przyjechał w 1968 r. Cohn-Bendit stanął na czele buntu francuskiej młodzieży. Ruch ten doprowadził do ustąpienia premiera i prezydenta, a także trwałego przewartościowania świadomości społeczeństwa. Czerwony Dany, jak go nazywano, uznany został we Francji za persona non grata. Mimo dziesięcioletniego wygnania Cohn-Bendit kilkakrotnie potajemnie przekraczał jej granice, a niedawno spektakularnie powrócił na scenę polityczną kraju Woltera. Na prośbę francuskich Zielonych stanął na ich czele w wyborach do Parlamentu Europejskiego, dzięki czemu ugrupowanie uzyskało zdumiewająco dobry wynik. Jak oceniają dziś francuscy komentatorzy, "Czerwony Dany w wersji zielonej" nic nie stracił z dawnej charyzmy i wstrętu do pustosłowia, zyskał natomiast na ogładzie, rozwadze i rozeznaniu w politycznych realiach. Najbarwniejszą postacią izraelskiej polityki jest Szmuel Flatto-Szaron. Znalazł się w Izraelu w 1972 r., dokąd uciekł przed francuską policją ścigającą go za oszustwa podatkowe i korupcję. W zdobyciu prawa pobytu pomogło mu pochodzenie. W celu uniemożliwienia ewentualnej ekstradycji Flatto-Szaron wystartował w wyborach do Knesetu. Drogę do parlamentu i immunitetu poselskiego otworzyło mu kupno 18 tys. głosów. Oszustwo wyborcze wyszło jednak na jaw i Flatto-Szaron na półtora roku trafił do więzienia. Po odsiedzeniu wyroku były poseł założył w centrum Tel Awiwu galerię kopii mistrzów malarstwa, lecz wkrótce splajtował. Dziś handluje brylantami. Jak twierdzi, polityka dobra jest dla tych, którzy nie mają pieniędzy i nigdy nie będą ich mieli... 


Okładka tygodnika WPROST: 2/2000
Więcej możesz przeczytać w 2/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0