Łączność absolutna

Łączność absolutna

Dodano:   /  Zmieniono: 
W tym roku spadną ceny usług telekomunikacyjnych w Polsce

W styczniu najprawdopodobniej rozpocznie się sprzedaż dokumentacji na ogłoszony przez Ministerstwo Łączności przetarg na tranzytowe usługi telekomunikacyjne. Dwa miesiące później powinny wpłynąć pierwsze oferty. Przetarg wzbudził spore zainteresowanie wśród właścicieli oraz menedżerów firm telekomunikacyjnych i nie tylko wśród nich. Wojna toczy się o wielkie pieniądze. Polski rynek tranzytowych połączeń telekomunikacyjnych teraz wart jest ok. 3 mld zł; jego wartość każdego roku wzrasta o 12 proc. Dotychczas wszystkie zyski wpływają do kasy TP SA. Już za kilkanaście miesięcy dotychczasowy polski monopolista będzie musiał się dzielić dochodami z innymi operatorami.

Połączenia tranzytowe należą do najbardziej lukratywnych usług telekomunikacyjnych. Korzystamy z nich wszyscy, zwykle nie zdając sobie z tego sprawy. Przez łącza między strefami numerycznymi przechodzi na przykład większość naszych rozmów międzymiastowych oraz część połączeń wykonywanych za pomocą telefonów komórkowych. Często nie zdajemy sobie również sprawy z opłat, jakie od nas pobierają nasi usługodawcy. Kryją się one w całościowym rachunku. Obowiązujące obecnie w Polsce taryfy za połączenia tranzytowe należą do najwyższych w Europie.
- Po dopuszczeniu do tego rynku innych operatorów ceny zapewne spadną - uważa wiceminister łączności Jarosław Okrągły. - W Niemczech po złamaniu monopolu państwowego operatora ceny usług tranzytowych zmniejszyły się w ciągu roku mniej więcej o 40 proc. Czy podobnie będzie w Polsce?
Dotychczas mówi się o licencjach dla dwóch dodatkowych prywatnych operatorów. - Polski rynek usług telekomunikacyjnych przynajmniej na razie nie jest na tyle wielki, aby mogły na nim działać i zarabiać więcej niż trzy firmy zajmujące się usługami tranzytowymi - uważa poseł Karol Działoszyński (UW), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Transportu i Łączności. - Dlaczego mają być tylko dwie licencje, a nie na przykład sześć? - zastanawia się szef dużej firmy telekomunikacyjnej. Jego zdaniem, większa liczba operatorów gwarantuje niższe ceny dla klientów.
W Polsce istnieją już dwie, poza TP SA, infrastruktury telekomunikacyjne, które można by wykorzystać do stosunkowo prostego zbudowania nowych ogólnokrajowych sieci tranzytowych. Należą one do Polskich Kolei Państwowych oraz Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Dysponują one kilkoma tysiącami kilometrów linii kablowych i światłowodowych, które nadają się do tranzytowych połączeń. Przyszli operatorzy będą mieli ułatwione zadanie przy załatwianiu zezwoleń na budowę własnych sieci i przy innych formalnościach, co bywa niekiedy bardziej kłopotliwe niż samo budowanie. Jeśli obie firmy znajdą się w konsorcjach, będą w przyszłości uczestniczyć w podziale zysków. Jest to szczególnie istotnie w wypadku PKP, które nadal są na garnuszku państwa.
Zwolennicy większej liczby operatorów tranzytowych uważają, że i tak im się to opłaci, gdyż budowa nowych sieci nie jest aż tak drogim przedsięwzięciem. Ogólnokrajowy operator, a tylko tacy zostaną dopuszczeni do usług, musiałby przypuszczalnie ułożyć ok. 3 tys. km kabli. Oznacza to wydatek nie przekraczający 600 mln zł. Po uwzględnieniu innych nakładów kwotę tę należy zapewne pomnożyć przez dwa. - Mając na uwadze przyszłe zyski, taka inwestycja i tak będzie opłacalna - twierdzi nasz rozmówca.
Budowa nowych sieci potrwa jednak kilka lat. W tym czasie polski rynek usług tranzytowych już może zostać podzielony pomiędzy firmy wcześniej dysponujące infrastrukturą. Walka tylko o dwie licencje zapewne sprawi, że wyjdą z niej zwycięsko ci, którzy najbardziej wywindują opłaty za licencję. Mówi się o opłatach wartych setki milionów dolarów. Na przykład firma El-Net, która niedawno wygrała przetarg na budowę nowej sieci telefonicznej w Warszawie, zapłaci państwu za koncesję 300 mln USD. Być może opłaty za licencje na połączenia tranzytowe będą jeszcze wyższe. Zyska na tym oczywiście skarb państwa. - Zadaniem Ministerstwa Łączności jest zapewnienie państwu jak największych wpływów. W przyszłości jednak zapłacą za to abonenci. Wysokość opłat koncesyjnych nie powinna więc odbiegać od realiów ekonomicznych - uważa poseł Krzysztof Oksiuta (SKL-AWS) z sejmowej Komisji Transportu i Łączności. - Po demonopolizacji rynku najprawdopodobniej i tak usługi tranzytowe stanieją - ma nadzieję poseł Działoszyński.
W sprawie najważniejszego tegorocznego polskiego przetargu nadal jest wiele niewiadomych. Jak zachowa się dotychczasowy monopolista na rynku usług tranzytowych, czyli TP SA? Dotychczas bronił swoich wpływów wszelkimi dostępnymi metodami. Na przykład tam, gdzie rozpoczynali działalność prywatni operatorzy lokalni, telekomunikacja, aby utrudnić im życie, natychmiast zaczynała nowe inwestycje. Często metoda ta okazywała się skuteczna. Czy tak będzie w sferze usług tranzytowych? Jaką politykę przyjmą nowi akcjonariusze TP SA? Czy firma ta obniży ceny swoich usług nawet do granic opłacalności, aby zniechęcić konkurentów do zbyt dużych inwestycji?
Mimo wielu niejasności już tworzą się pierwsze koalicje, które będą zabiegać o licencje. Z naszych informacji wynika, że dotychczas podpisano około dwudziestu listów intencyjnych. Najbardziej aktywną grupą wśród ubiegających się o połączenia długodystansowe są operatorzy telekomunikacyjni. Najsilniejsi z nich to bez wątpienia wielkie firmy zagraniczne. Z naszych informacji wynika, że wśród nich prym wiodą AT&T, Global One oraz telekomy z Niemiec, Francji i Austrii. Aktywni są też lokalni prywatni operatorzy z Polski. Jest ich już niemal dwudziestu. Zbyt słabi finansowo, aby sprostać zagranicznym gigantom, próbują się łączyć. Najprawdopodobniej najbardziej liczące się grupy powstaną wokół największych, takich jak Netia, Telefonia Lokalna i El-Net. Polscy operatorzy są w dobrej sytuacji, gdyż w ustawie o łączności znajduje się zapis dopuszczający do naszego rynku tylko te podmioty, które mają co najmniej 51 proc. krajowego kapitału. Zagraniczni uczestnicy będą więc zabiegać o ich udział.
Bardzo aktywne są grupy finansowe i kapitałowe (polskie i zagraniczne), które liczą na udział w przyszłych, niemal gwarantowanych zyskach z połączeń tranzytowych. Dotychczasowe ich uczestnictwo w przedsięwzięciach telekomunikacyjnych okazało się dość udane. W gronie ubiegających się o licencje są na przykład Elektrim, KGHM, grupy kapitałowe Jana Kulczyka i Sobiesława Zasady oraz banki i towarzystwa ubezpieczeniowe, w tym Deutsche Bank oraz EBOiR.
Do gry weszli najwięksi dostawcy sprzętu telekomunikacyjnego, jak Siemens, Alcatel i Lucent, którzy próbują się konsolidować z operatorami. Austriacki Kapsch podpisał z Dyrekcją Generalną PKP umowę joint venture; powstała spółka Koltel instalująca centrale telefoniczne dla PKP i innych instytucji. Kapsch również zamierza się włączyć, zapewne wspólnie z państwowymi kolejami, do przetargu na usługi tranzytowe. Na ustalenie jego warunków wpływ mają nie tylko politycy i parlamentarzyści, ale także instytucje regulujące rynek telekomunikacyjny.
Uczestnicy gry obawiają się, że mogą się do niej włączyć na przykład znaczący akcjonariusze TP SA. Czy byliby skłonni do wspierania konkurencji, gdyby znaleźli się wśród zwycięzców przetargu? Z naszych informacji wynika, że istnieją próby wprowadzenia zapisów uniemożliwiających udział w konsorcjach współwłaścicieli polskiego narodowego operatora.
Wydawanie licencji na usługi tranzytowe to jedna z ostatnich form administracyjnego ingerowania w telekomunikację. Po wejściu w życie ustawy o działalności gospodarczej oraz po przyjęciu norm obowiązujących w Unii Europejskiej polski rynek stanie się praktycznie ogólnodostępny. Będzie to dotyczyć również usług tranzytowych.

Monika Mizielińska-Chmielewska prezes Kapsch Telecom

Na całym świecie coraz bardziej widoczne są tendencje do globalizacji usług telekomunikacyjnych. W niedalekiej przyszłości dojdzie do przegrupowania udziałów w firmach telekomunikacyjnych i przejęcia ich przez globalnych operatorów międzynarodowych. Tymczasem już niebawem w Polsce nastąpi demonopolizacja usług telekomunikacyjnych. Biorąc pod uwagę ogólnoświatowe tendencje, oznacza to, że mamy coraz mniej czasu, aby wyprzedzić to, co i tak jest nieuchronne, i wymusić na światowych potentatach walczących o nasz rynek ich możliwie duże zaangażowanie kapitałowe w Polsce. Powinniśmy dążyć do tego, aby ci, którzy uzyskają koncesje na usługi telekomunikacyjne, inwestowali w krajowy przemysł oraz w sektor usług telefonicznych. Udzielający koncesji powinien mieć ponadto możliwość jej cofnięcia w wypadku niewywiązywania się z przyjętych warunków. Moim zdaniem, przy udzielaniu koncesji dodatkowym operatorom obsługującym połączenia tranzytowe państwo powinno uwzględnić dotychczasowe pośrednie zaangażowanie polskich podatników w stworzenie już istniejących sieci, które bez wątpienia wykorzystają przyszli koncesjonariusze. Taką infrastrukturę mają u nas PKP oraz PSE. Instytucje te (zwłaszcza ciągle dotowane przez państwo koleje) powinny mieć zagwarantowany udział w przyszłych zyskach operatorów. Tych, którzy uzyskają koncesję, należy włączyć do udziału w niedochodowej telefonizacji wsi. Dotychczasowe zacofanie telefonizacyjne na wsi jest jednym z poważniejszych czynników komplikujących naszą szybką integrację z Unią Europejską.
 

Więcej możesz przeczytać w 2/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0