Układ scalony

Układ scalony

Kto mógł zlecić zabójstwo generała Marka Papały?
- Marek Papała albo chciał się wycofać z układu, w który został wmanewrowany, albo dowiedział się dostatecznie dużo, by układ ten móc rozbić. Podobno kilka dni przed śmiercią powiedział: "Ja ten układ roz..., niech tylko znajdę się w Brukseli" - mówi oficer prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa byłego komendanta głównego policji. O jaki układ chodziło generałowi Papale?

- Wszyscy sądzą, że najgroźniejsi w Polsce przestępcy to Dziad, Pershing czy Oczko. Prawda jest inna - to nie tego rodzaju ludzie trzymają i pociągają za sznurki. Czy oni byliby w stanie przerzucić broń na Bałkany albo osłaniać narkotykowe szlaki? - pyta nasz informator. Układ powstaje po połączeniu się kilku sfer interesów. Jego najważniejszym elementem są byli oficerowie służb specjalnych i ich agentura. - Właśnie ta zdegenerowana agentura to przeważnie głośni obecnie przestępcy. Czy tylko przypadkiem wiele śledztw prowadzonych przeciwko nim kończy się umorzeniem postępowania? - zastanawia się wysoki oficer Komendy Głównej Policji. Najbardziej jaskrawym dowodem na "niebezpieczne związki" oficerów SB i pospolitych bandytów była fala włamań do mieszkań opozycjonistów w latach 1988-1989. Oficerowie dokładnie wiedzieli, który z nich i kiedy wychodzi z więzienia, kiedy spotyka się na widzeniu z członkami rodziny, zlecali więc włamania, podczas których pospolici przestępcy mieli zabrać z mieszkań wszelkie "obciążające" właścicieli materiały.
Część układu wywodząca się z dawnej SB kontroluje przede wszystkim handel bronią (zajmują się nim zarówno firmy posiadające licencje, jak i spółki robiące to nielegalnie) oraz szlaki przerzutu narkotyków. Stąd pochodzą ogromne pieniądze trafiające potem do legalnie działających przedsiębiorstw kontrolowanych przez byłych oficerów SB. - Układ mógł funkcjonować praktycznie bezkarnie, ponieważ najważniejsi ludzie byli i są znajomymi ważnych osób z politycznego świecznika - niektórzy doradzali byłym ministrom. Mają też znajomości w biznesie - niektórych przedsiębiorców sami nawet wykreowali - wyjaśnia pracownik komendy głównej. Podaje przykład: - Załóżmy, że - czynni jeszcze wtedy - pracownicy SB chcieli ulokować kogoś w pobliżu władz ważnej, amerykańskiej organizacji polonijnej. Robili mu więc "legendę" biznesmena - otrzymywał pieniądze na własny interes (powiedzmy, że pieniądze pochodziły ze sprzedaży broni do Ameryki Południowej). Nasz X od dawna może już nie być tajnym współpracownikiem, lecz prowadzący go wtedy oficerowie cały czas mają go w ręku. Dziś jest po prostu "ich" biznesmenem. Zwraca uwagę to, że interes rozkręcił dosłownie z niczego.
Z czasem układ się poszerza. Byli wysocy oficerowie służb specjalnych i policji namawiają na przykład znanych polityków do założenia fundacji, mającej działać na rzecz poprawy stanu bezpieczeństwa publicznego. Pod skrzydłami fundacji szybko chronią się agencje ochroniarskie, których szefowie pracowali razem z niektórymi założycielami fundacji. Ale firmy ochroniarskie pracują w zupełnie innym interesie, toteż zdarzają się im dziwne wpadki: w napadach na chronione przez nich kantory giną na przykład duże sumy pieniędzy. Pomysłodawcy osiągają jednak swój cel: wciągają do układu kolejne ważne osobistości - często bez ich wiedzy - przez co układ staje się jeszcze mniej czytelny dla osób z zewnątrz, w tym dla policji i prokuratury. Próbują też docierać do policjantów - jako sponsorzy bądź oferenci.
W latach 1990-1992 z inspiracji policji bądź przy jej udziale zaczęły powstawać fundacje, na przykład poznańska Asekuracja czy warszawska Fundacja Sportu w Policji Fair Play, mające zdobywać darowizny dla policyjnych komend różnego szczebla. Darczyńcami były firmy ubezpieczeniowe, agencje ochrony, hurtownie, restauracje oraz osoby prywatne, ale byli też biznesmeni z "układu". W połowie lat 90. fundacje zbierały przeciętnie 130-170 mld starych złotych rocznie. Praktykę przyjmowania darowizn skrytykowała NIK. Pomoc nie mogła być skuteczna - stanowiła zaledwie nieco ponad 1 proc. nakładów budżetowych na policję - dawała natomiast sponsorom możliwość wpływania na obdarowanych, wyciągania od nich informacji. Niektóre darowizny policjanci przyjmowali "do ręki", a tylko niewielki odsetek tych datków po latach wpisano do ewidencji. To stanowiło okazję do delikatnego szantażu.


Czy Marek Papała zginął, gdyż wiedział za dużo o ciemnych interesach byłych wysokich oficerów SB?

W 1996 r. Marek Papała został zastępcą komendanta głównego policji odpowiedzialnym za finanse, łączność i zaopatrzenie. Znalazł się w środku systemu, w którym nie stosowano praktycznie przetargów, a zamówienie choćby długopisów dla ponad 100 tys. funkcjonariuszy oznaczało wydatkowanie wielkich sum. Wzrastały one niepomiernie przy kupowaniu samochodów, mebli, telefonów, sprzętu łączności. Oferentami były też oczywiście firmy należące do "układu". Policjantów, których udałoby się skorumpować, można by potem wciągnąć do interesów. I z niektórymi tak się stało - po odejściu ze służby trafili do rad nadzorczych fundacji i spółek (przeważnie zajmujących się sprawami bezpieczeństwa lub handlujących bronią). Marek Papała mógł się wtedy zorientować, jak dużymi możliwościami dysponuje "układ".
- Marek Papała był wyjątkowo czuły na poparcie ze wszystkich stron politycznej sceny. Najbardziej obawiał się złej opinii o sobie, dlatego zabiegał o przychylność bardzo różnych ludzi - mówi jeden z jego najbliższych współpracowników. Ta cecha charakteru byłego komendanta mogła zwrócić uwagę osób z "układu", tym bardziej że część z nich spotykał na korytarzach MSW, na imprezach towarzyskich. Po odejściu ze służby nie musiał już tak uważać na to, kim są jego rozmówcy. Dla nich z kolei pokazywanie się w towarzystwie Papały mogło stanowić swoiste alibi. Zapraszano go w bardzo różne miejsca. W dniu śmierci był na przykład gościem - wraz z biznesmenem Edwardem Mazurem - Józefa Sasina, emerytowanego generała SB, kierującego w PRL Departamentem V (ochrony gospodarki).
Jedna z hipotez śledztwa dotyczy "układu administracyjnego" - poszukuje się zleceniodawcy tego morderstwa w grupie byłych funkcjonariuszy służb specjalnych i policji oraz urzędników państwowych, którzy wzajemnie gwarantowali sobie bezpieczeństwo, gdyby prokuratura zainteresowała się ich interesami rozkręconymi po odejściu ze służby i państwowych posad. Gdyby Marka Papałę uznano za osobę, która za dużo na ten temat wie i nie gwarantuje utrzymania tej wiedzy w tajemnicy, stanowiłby dla nich śmiertelne zagrożenie. Policja potwierdza, że handlarze bronią i narkotykami najczęściej "uciszają" osoby niewygodne, wynajmując płatnych morderców.
Inna hipoteza śledztwa zakłada, że Marek Papała padł ofiarą wojny nieufności między gangsterami a byłymi pracownikami MSW i UOP, kontrolującymi najbardziej dochodowe interesy. Czasem byli oficerowie prowadzący zwyczajnie "wystawiali" dawnych podopiecznych, by odwrócić uwagę od własnych interesów. Policyjni konfidenci ulokowani w gangach zgodnie informowali, że kilka tygodni przed śmiercią Papały do grup przestępczych docierały informacje, że "wystawia" ich były wysoki oficer komendy głównej. Prowadzący śledztwo sądzą jednak, że sami gangsterzy nie zdecydowali się na zastrzelenie tak wysokiego oficera policji, jakim był Marek Papała.
UOP sprawdza zagraniczne wątki sprawy, czyli interesy "układu" w handlu bronią i przerzucie narkotyków. Całkiem możliwe, że część operacji prowadzili na polskie zlecenie byli oficerowie Stasi i służb specjalnych ZSRR. Policja sprawdza natomiast wątki towarzyskie. - Często się zdarza, że pierwotne instynkty i namiętności biorą górę nad interesami. Nie wykluczamy, że taki był prawdziwy motyw morderstwa. Zleceniodawcy musieli się przecież liczyć z tym, że śledztwo będzie bardzo żmudne i drobiazgowe, więc trafimy na wiele ciemnych spraw, które normalnie mogłyby nigdy nie zostać wykryte - mówi oficer prowadzący śledztwo. Policja potwierdza, że istotnie, dotychczasowe dochodzenie prowadzone wspólnie z UOP dostarczyło wielu cennych informacji na temat działania "układu", czyli polskiej mafii. Teraz trzeba je tylko przełożyć na materiał procesowy.

Okładka tygodnika WPROST: 48/1998
Więcej możesz przeczytać w 48/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0