Lekcje z kotłowaniny

Lekcje z kotłowaniny

Reforma podatkowa musi być wspólnym przedsięwzięciem koalicji i - prawdopodobnie - opozycji
Zamieszało się w koalicji dwa razy w krótkich odstępach - o reformę podatkową i o związane z budżetem na przyszły rok zmiany w podatku dochodowym. Nie byłoby zamieszania o reformę podatkową, gdyby premier na początku urzędowania zapowiedział ministrom (i wicepremierom), że każda ważna inicjatywa wymaga jego zgody, nim czegokolwiek o niej dowie się publiczność. I gdyby tę zasadę konsekwentnie egzekwował.

Z drugiej strony, nawet jeżeli premier nie przedstawił takiego wymogu jasno i twardo, hierarchia rządowa nakazywała, by minister finansów zwrócił się do szefa rządu o zgodę na publiczne zapowiedzenie radykalnej reformy podatkowej. Rząd, także koalicyjny, nie jest sumą domen ministrów czy partii koalicyjnych, w obrębie których prowadzi się politykę własną lub własnej partii, nie licząc się z punktem widzenia reszty rządu czy koalicjanta. Niewypał z reformą podatkową świadczy o tym dobitnie. Reforma ta nie powinna być zaprzepaszczona, ale nie może wrócić jako kolejna próba "sprawdzania koalicjanta bojem", bo nic z niej nie będzie. Reforma tak trudna politycznie nie może być zamysłem autorskim, nawet tak zasłużonego reformatora jak Leszek Balcerowicz. Czas reform ze znaczkiem autorskim minął. To musi być reforma koalicji i - prawdopodobnie - opozycji, tak jak reforma samorządowa.
Powinna być ona nieco odmienna od zawartej w "Białej księdze". Redukcja ulg i stawek podatkowych jest słuszna, ale szansa zrobienia tego jest wtedy, gdy jednolitą stawkę podatkową ustala się na poziomie najniższej stawki dotychczas obowiązującej, a najlepiej jeszcze niżej. Moim zdaniem, nie można wprowadzić podatku płaskiego (część nie płaci, a reszta według jednolitej stawki) czy liniowego (wszyscy płacą według jednolitej stopy), jeżeli dochody z niego bezpośrednio po reformie nie mogą spaść. Taka reforma powinna być wprowadzona równolegle z obniżeniem ogólnej stopy podatkowej (spadek podatku dochodowego, a pozostałe bez zmian) albo w ramach szerszego przeglądu podatków (spadek podatku dochodowego, podwyżki niektórych innych dla zrekompensowania ubytków budżetowych).

Nie ma prawa przyrody,
które ministrowi finansów
przyporządkowuje na zawsze
"domniemanie słuszności"



Awantury o poprawki poselskie do ustawy o podatku dochodowym też nie można przypisać tylko posłom AWS. Nie byłoby awantury, gdyby minister finansów traktował poważniej głosy posłów akcji o polityce prorodzinnej - jednym z filarów jej programu wyborczego, o którym AWS nie zapomniała po przejęciu władzy. To przecież dobrze nie zapominać o tym, co się wyborcom obiecywało. I jeszcze jedno - nie ma prawa przyrody, które ministrowi finansów przyporządkowuje na zawsze "domniemanie słuszności", a tym, co myślą inaczej - "domniemanie ignorancji". Można odrzucać uzależnianie podatku od liczebności rodzin, a nawet wspieranie rodzin z budżetu, ale koalicyjność oznacza, że trzeba robić - także na swym podwórku - coś, co się nie podoba, lecz warunkuje działanie koalicji. Przy takim podejściu można było osiągnąć z AWS kompromis we wczesnej fazie tworzenia budżetu. Awantury nie byłoby też, gdyby premier nie dopuścił do wyjścia z Rady Ministrów projektu budżetu, o którym było wiadomo, że nie ma pełnego poparcia koalicji i że koalicyjny spór rozegra się na sali sejmowej.
Rząd AWS i UW w ciągu roku pracy zrobił wiele dla wzmocnienia Polski i dla pomyślności ludzi. To rząd politycznie znacznie bardziej treściwy i wartościowy niż większość gabinetów koalicji SLD-PSL. Jego pracę przysłaniają niestety koalicyjne spory i widowiskowe konflikty wywoływane przez obu partnerów, którym zbyt często wydaje się, że koalicjant istnieje tylko po to, by dostarczał głosów potrzebnych do większości. Byłoby najlepiej, gdyby każdy, zanim wytknie palcem drugiemu, przyjrzał się samemu sobie w lustrze.
Okładka tygodnika WPROST: 48/1998
Więcej możesz przeczytać w 48/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0