Klejone rodziny

Klejone rodziny

"Przez 25 lat mieszkałam z twoim ojcem. Życie z nim było piekłem. Robiłam to tylko dla ciebie. Nie mogłam pozbawić cię ojca" - to jedno z najczęstszych usprawiedliwień, jakie podają matki swoim dzieciom. Sytuacje, w których rodzice rezygnują z rozwodu, pomimo rozpadu pożycia małżeńskiego, są powszechne. Najczęściej powodem jest tzw. dobro dziecka. - Dziecko staje się narzędziem w rękach rodziców. Jest potrzebne, by za wszelką cenę, w obawie przed samotnością, zatrzymać przy sobie współmałżonka - tłumaczy prof. Barbara Smolińska, terapeuta z Laboratorium Psychoedukacji.
Dorośli już w przedszkolu wmawiają dzieciom, że "lepszy ojciec zły niż żaden". Pogardliwie uśmiechnięte nauczycielki patrzą z oburzeniem na dzieci z rodzin niepełnych lub żyjących "na kocią łapę". - W polskiej tradycji rozwód i założenie po raz drugi rodziny jest czymś wstydliwym - tłumaczy prof. Brunon Hołyst, wiktymolog i kryminolog. Zdaniem psychologów, kobiety często nawet nie biorą pod uwagę możliwości odejścia od męża. Nikogo nie dziwi samotny mężczyzna, ale rozwódka z dzieckiem jest z założenia "gorszym gatunkiem".
W hierarchii wartości uznawanych przez Polaków rodzina zajmuje najwyższe miejsce - podaje CBOS. Przeważnie są to jednak rodziny fikcyjne, a tworzący je zapominają o idealnym modelu, w którym miłość erotyczna, macierzyńska, ojcowska i dziecięca współgrają z sobą. - Tymczasem rozwód przeprowadzony w sposób kulturalny wcale nie musi być rodzinną tragedią. Nie oznacza dla dziecka końca świata. Prawdziwy dramat rozgrywa się wtedy, gdy skłóceni i agresywni rodzice za wszelką cenę chcą zachować papierowe małżeństwo. Dla dziecka życie w takim domu staje się nie do wytrzymania - mówi Zuzanna Celmer, psycholog.


Dzieci w rozpadających się małżeństwach żyją w atmosferze zawieszenia i ciągłych niedomówień

Ze stu par, które po zupełnym rozpadzie pożycia zdecydowały się na powrót, tylko dziesięć kocha swoje potomstwo - wynika z badań przeprowadzonych w punkcie konsultacyjnym Monaru. W pozostałych rodzinach dziecko nie słyszy słów miłości, nie jest przytulane, nie widzi uśmiechu, staje się dla rodziców niewidzialne. Wanda S. przez pięć lat walczyła o odzyskanie swojego męża. Utrudniała mu widywanie się z synem, szantażowała podczas odwiedzin. Wreszcie zajęta niszczeniem "tej trzeciej" oddała dziecko dziadkom. Po uporczywej walce mąż wrócił do domu. Wanda sprowadziła syna z powrotem. Nie była już postrzegana jako porzucona żona. Sześcioletni Maciuś na skutek rozłąki z dziadkami stracił wzrok.
Coraz częstszym powodem utrudniania rozwodu przez którąś ze stron jest strach przed pogorszeniem się sytuacji materialnej. W zaciszu domowego ogniska rodzi się więc spisek, którego uczestnikiem staje się dziecko. Kobieta chcąca zatrzymać przy sobie męża wierzy, że jej się to uda. Rozbudza oczekiwania dzieci w stosunku do ojca. Szantażuje, przekupuje prezentami. Robi wszystko, by zniszczyć nowy związek "byłego" partnera - ostrzegają psychologowie.
Coraz częściej specjaliści wspominają też o zjawisku sieroctwa psychicznego u dzieci z pełnych, ale nie żyjących w zgodzie rodzin. - Kiedy rodzice ciągle się kłócą, małe dzieci biegną do łóżka i przykrywają się kołdrą. Starsze siadają w kącie, zatykają uszy paluszkami i kiwają się. W ten sposób chronią się przed złem - mówi Zuzanna Celmer. - Manifestowanie agresji wobec dziecka odbija się na jego kontaktach z otoczeniem. Zostaje bowiem poważnie zachwiane poczucie bezpieczeństwa. Dziecko czuje się nieszczęśliwe, często nie widzi sensu życia. To są dzieci, które w większości wyrosną na nieletnich przestępców, ludzi chłodnych uczuciowo. Nie wzruszą się, nie ucieszą, nie pobawią, nie będą zdawać sobie sprawy, że sprawiają ból - przestrzega prof. Brunon Hołyst. Dokładnej liczby dzieci wychowywanych w domach bez miłości nikt nie zna. Zdaniem prof. Juliana Radziewicza z Wyższej Szkoły Pedagogiki Specjalnej, do ujawnienia takich wypadków najczęściej dochodzi po latach w szpitalach psychiatrycznych, w gabinetach psychologów i w zwierzeniach ludzi już dorosłych. Dzieci w klejonych małżeństwach przez cały czas żyją w atmosferze zawieszenia i niedomówień. - Brak odwagi, najczęściej jednego z rodziców, by wziąć życie w swoje ręce, brak woli walki o szczęście dziecka, a przede wszystkim nieliczenie się z jego uczuciami świadczy o tym, że prawo rodzinne wymaga rewolucyjnej nowelizacji. Dzieci same bronią swojego prawa do miłości, na co tak naprawdę rodzice nie zwracają najmniejszej uwagi - podsumowuje prof. Maria Łopatkowa.

Okładka tygodnika WPROST: 48/1998
Więcej możesz przeczytać w 48/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0