Natura absurdów

Natura absurdów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy w Polsce zaczną się opłacać inwestycje proekologiczne?


- Szkoda czasu na Polskę - mówił szef dużej francuskiej firmy, która buduje oczyszczalnie ścieków. Jego przedsiębiorstwo nie tylko zrezygnowało z udziału w tegorocznych targach ekologicznych Poleko, ale także z Polski jako kraju, dla którego środowiska warto cokolwiek robić w ciągu najbliższych pięciu, dziesięciu lat. - Bardzo długo jeszcze będziemy musieli czekać, aby inwestowanie u nas w ochronę środowiska potraktowano poważnie - mówi Andrzej Kasenberg, prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju.
Na Podhalu, duszącym się od tzw. niskiej emisji z palenisk domowych, olbrzymie pieniądze z zagranicznej pomocy skierowano na budowę sieci gazowej. Z gazu jednak nie opłaca się korzystać, gdyż taniej jest palić, tak jak dawniej, słabej jakości zasiarczonym miałem węglowym, zasypując okolicę sadzą. Także w miastach aspirujących do godności uzdrowisk.
W Suwałkach za 6,7 mln zł oddano do użytku z wielką pompą najnowocześniejszy w Polsce Zakład Utylizacji Odpadów Komunalnych. Nowoczesna kompostownia mogłaby przerobić dziennie 85 t odpadów, pracuje jednak na pół gwizdka, gdyż brakuje... śmieci. Taniej jest wysypywać je w lasach, na pobocza dróg lub - jak w pobliskim Augustowie - na starym, cuchnącym i nieszczelnym wysypisku. - Nowoczesny system kompostowania to jedyny sposób na opanowanie gór odpadków. Ale ta nowa technologia nie pasuje do kraju, w którym brak podstawowych rozporządzeń do ustawy o odpadach, kuleje egzekucja prawa, a śmieci taniej jest wyrzucić gdziekolwiek - twierdzą pracownicy Instytutu Ochrony Środowiska.
- Na całym świecie opłaca się inwestować w ekologię. Inaczej jest w Polsce - mówi Marek Kaczmarczyk, wiceprezes firmy Recykling Centrum System, która należy do grupy kapitałowej ASMA-ASMABEL (jej priorytetem jest wdrażanie systemów selektywnej zbiórki odpadów). Przedsiębiorstwo stawia pojemniki na szkło w centrach dużych miast, odbiera stłuczkę szklaną z hoteli (m.in. z Sheratona i sieci Orbis). Zrobienie u nas pieniędzy na ekologii jest dziś chyba najtrudniejszą sztuką. - Oprócz deklaracji powinny być jak najszybciej wprowadzone mechanizmy ekonomiczne wspierające działania proekologiczne, w tym selektywną zbiórkę odpadów - twierdzi Henryk Klimaszewski, prezes zarządu ASMABEL.
W krajach Unii Europejskiej wprowadzono podatki od emisji spalin, zużywania nośników energii, produkcji odpadów czy zanieczyszczania wody. Liderem jest Holandia, w której od 1 stycznia 1995 r. obowiązuje pakiet podatków na działania szkodzące środowisku. W Danii dodatkowym podatkiem obciążono firmy produkujące opakowania jednorazowe. Mimo że polskie wysypiska w 40 proc. są dziś wypełniane opakowaniami jednorazowymi, ich producenci nie ponoszą z tego tytułu choćby symbolicznych opłat (pozwoliłyby one stworzyć system segregacji i przerobu odpadów, całkowicie zasilany ze środków pozabudżetowych). Michał Rudziecki z polskiego oddziału firmy Arthur Andersen na łamach "Rzeczpospolitej" przekonywał, że w osiągnięciu wymaganego w Unii Europejskiej poziomu recyklingu opakowań może w dużej mierze pomóc wprowadzenie odpowiednich instrumentów fiskalnych.
Brak takich regulacji podatkowych także w sektorze energetyki alternatywnej. Kilku pierwszych w Polsce właścicieli elektrowni wiatrowych, mimo szumnych deklaracji składanych przez kolejnych ministrów ochrony środowiska, nie korzysta ani ze zwolnień z opodatkowania produkcji energii elektrycznej sprzedawanej do sieci państwowej, ani z ulg w spłacaniu rat zaciągniętych kredytów. Czy w ich ślady zechcą pójść następni? Gdyby w Polsce każdy pojazd miał katalizator, już w ciągu trzech najbliższych lat emisja zanieczyszczeń do atmosfery zmniejszyłaby się nawet o połowę. Biznesem stała się jednak nie produkcja katalizatorów, ale jedynie ich użyczanie na okres rejestrowania pojazdów. Także sprzedaż benzyn bezołowiowych - jak stwierdzają eksperci Centralnego Laboratorium Naftowego w Warszawie - "nie rozwija się stosownie do podaży z uwagi na konstrukcję cen i podatków".
Nawet jeśli teraz rządowi brak odwagi na wprowadzenie proekologicznych mechanizmów ekonomicznych czy prawnych, to proces integracji z Unią Europejską zmiany takie wymusi. Jeżeli nakłady na ekologię w Polsce utrzymałyby się na obecnym poziomie, na nadrobienie opóźnień i osiągnięcie unijnych standardów potrzebowalibyśmy aż 26 lat. Według zaleceń Banku Światowego, już dziś wydatki na nadrabianie dystansu do "zielonej UE" powinny wynosić 3,3-4,6 proc. PKB rocznie. Nawet jeśli w polskiej ekologii pieniędzy jest dużo, to wciąż bywają marnotrawione. - Poraża dokonywana przy biernej postawie Ministerstwa Ochrony Środowiska dezintegracja naszej ekologii - powtarza prof. Stefan Kozłowski, przewodniczący Komitetu Naukowego "Człowiek i Środowisko" PAN.
- Na Zachodzie powstawanie firm wyspecjalizowanych w recyklingu, budowie oczyszczalni ścieków, produkcji filtrów, katalizatorów, benzyn bezołowiowych i żywności ekologicznej to nie moda, ale biznes, czasami podsycany świadomym działaniem władz - przypomina prof. Piotr Gliński z Instytutu Socjologii i Filozofii PAN. - W Polsce brakuje z jednej strony polityki podatkowej czy sprawnych mechanizmów kredytowych, z drugiej zaś - kontroli przestrzegania stanowionego prawa i respektowania zasady, że zanieczyszczający płaci. Dopóki bardziej będzie się opłacać ogrzewanie węglem, a nie gazem, produkcja luków okrętowych, a nie filtrów, dopóki nowoczesne kompostownie odpadów będą nie wykorzystane (bo taniej jest wysypać śmieci do rowu), dopóty nie może być mowy o przełomie w polskiej ekologii.

Więcej możesz przeczytać w 48/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0