Argument kuli

Argument kuli

Dodano:   /  Zmieniono: 
Argument kuli "Rewolucja pożera swoje dzieci. My demokraci pierwszej fali powinniśmy o tym dobrze pamiętać" - radiostacja Echo Moskwy kilkakrotnie przypominała fragmenty ostatniego wywiadu Galiny Starowojtowej, deputowanej do Dumy, nazajutrz po jej śmierci. Telewizja pokazywała w tym czasie przechwyconą przez petersburską milicję tydzień wcześniej partię supernowoczesnych, nieomal bezgłośnych pistoletów maszynowych Argan 2000. W piątek 20 listopada okazało się, że nie cały transport wpadł w ręce stróżów porządku. Jeden z automatów znaleziono w klatce domu numer 91 przy Kanale Gribojedowa. Leżał razem z pistoletem Beretta-Gardone, porzucony przy zwłokach deputowanej i jej ciężko rannym asystencie Rusłanie Linkowie.
Do zabójstwa doszło późnym wieczorem. W piątek po południu Starowojtowa była jeszcze w Moskwie. W swoim gabinecie w Dumie urządziła małe przyjęcie dla najbliższych współpracowników. Jak na ironię rozmawiano m.in. o najgłośniejszych morderstwach ostatnich lat. - Wszystkie te zabójstwa w taki czy inny sposób związane były z wielkimi pieniędzmi - relacjonuje jej słowa jeden z sekretarzy. Sama Starowojtowa była przekonana, że jest bezpieczna. Nie prowadziła przecież interesów. Nie miała żadnych firm. Ale polityka to też biznes. A w tej branży 52-letnia deputowana była jedną z czołowych postaci. W zdominowanej przez komunistów Dumie jawiła się jak ostoja wartości liberalnych. - Wszyscy, którzy przyglądali się posiedzeniom Dumy, wiedzą, że na niej właśnie koncentrowała się nienawiść komunistów i nacjonalistów. Często spotykała się z różnymi groźbami i mówiła o tym - wspomina Jegor Gajdar, przywódca partii Demokratyczny Wybór Rosji. - Sam byłem świadkiem jednej z takich scen. Dokładnie w dniu zabójstwa - relacjonuje ormiański dziennikarz Dawid Petrosjan. - Zeszliśmy do bufetu w Dumie na kawę. Podszedł do nas mężczyzna w wieku ok. 50 lat. Jak się okazało, Starowojtowa ostro występowała z parlamentarnej trybuny przeciwko jego kandydaturze na eksponowane stanowisko w państwie. Groził, że ją zniszczy. Rozgorączkowani politycy wskazywali na słynnego komunistycznego antysemitę gen. Alberta Makaszowa, a nawet na przewodniczącego Dumy Giennadija Sieliezniowa jako potencjalnych zleceniodawców zabójstwa. Ten ostatni miał walczyć o mandat w przyszłorocznych wyborach do Dumy w tym samym okręgu co Starowojtowa. Ale nikt nie odniósł się do tych podejrzeń poważnie. Jeśli Starowojtowa naprawdę się komuś naraziła, to byli to raczej ludzie, którzy sterują politycznymi wydarzeniami, ale sami pozostają w cieniu. Zdaniem służb śledczych, najbardziej prawdopodobny ślad wiedzie do Petersburga. Niedługo ma tutaj dojść do wyborów dumy miejskiej i gubernatora obwodu. Starowojtowa stworzyła demokratyczny blok wyborczy o nazwie Północna Stolica. Zapowiadała, że odbierze komunistom i narodowcom co najmniej połowę mandatów. Nie ukrywała też swoich gubernatorskich ambicji. Co więcej - była w Petersburgu postacią popularną i rzeczywiście mogła pomieszać szyki konkurentom. Komu? Najwięcej podejrzeń pada na komunistów. Jeśli Komunistyczna Partia Rosji rzeczywiście dryfuje, to nie w stronę socjaldemokracji, jak uważali do niedawna niektórzy optymiści, ale w kierunku narodowego socjalizmu - przekonują najpoważniejsi moskiewscy komentatorzy, a komuniści robią wszystko, by te opinie o sobie utrwalić. Najpierw deputowany do Dumy generał Makaszow, ten sam, który w czasie puczu Ruckiego i Chasbułatowa kierował nieudanym szturmem rebeliantów na siedzibę telewizji w Ostankino, woła na wiecu, że "on i każdy z jego zwolenników zabierze z sobą na tamten świat dziesięciu Żydów". Potem zdominowana przez lewicę Duma odmawia potępienia generała.

Znalezienie zabójców deputowanej Galiny Starowojtowej staje się dużym wyzwaniem dla władz Rosji

W odpowiedzi z przeciwnego obozu politycznego i z kręgów obrońców praw człowieka padają wezwania do zakazania działalności KPR, której Makaszow jest prominentnym członkiem. Z powodów czysto pragmatycznych sprzeciwia się temu premier Primakow: "Sprowadzenie na margines tak wielkiej siły politycznej doprowadziłoby nieuchronnie do poważnych wstrząsów w państwie" - tłumaczy. Pewny siebie Makaszow stwierdza publicznie: "W obecnym rządzie tylko jeden człowiek nie jest Żydem - to kierowca, który rano rozwozi wszystkich do pracy". Zacietrzewiony generał zapomina nawet, że w gabinecie Primakowa jest kilku członków KPR, z pierwszym wicepremierem Jurijem Masliukowem na czele. Partia znów przemilcza wybryk swego członka. W szeregi demokratów zaczyna się zakradać niepewność. Kierowany przez Giennadija Ziuganowa Narodowy Sojusz Patriotyczna Rosja jest dzisiaj silniejszy niż kiedykolwiek. Ale po śmierci Starowojtowej sam prezydent Jelcyn przestrzega za pośrednictwem swego rzecznika: "Niektóre organizacje polityczne obwiniają się już nawzajem o to, co się wydarzyło. Chciałbym wszystkich przed tym przestrzec. Nie wolno wyciągać pospiesznych politycznych wniosków przed ostatecznym zakończeniem śledztwa. Nie wolno wykorzystywać tego morderstwa jako pretekstu do dzielenia kraju na dwie części, bo to jest przede wszystkim wyzwanie dla całego społeczeństwa, dla nas wszystkich". Spirala została już jednak nakręcona. Stare podziały na "białych" i "czerwonych" odżywają z nową siłą. Nieliczne uspokajające głosy giną w wezwaniach do obrony i konsolidacji. Niepokój i niepewność potęguje brak poczucia bezpieczeństwa. Rosjanie zwykli wierzyć w uzdrawiającą moc władzy, ale pod warunkiem, że u sterów państwa stoi silny człowiek. Tymczasem prezydent Jelcyn prawie nie opuszcza swojej rezydencji w podmoskiewskiej miejscowości Gorki-6. Skojarzenia nasuwają się same. Tym razem prezydenta nie porównuje się już z niedołężnym Breżniewem w jego ostatnich miesiącach, ale z Leninem odseparowanym od świata w innych Gorkach. Na Kremlu doskonale zdają sobie sprawę z sytuacji. "Jewgienij Primakow jako premier zgodnie z konstytucją zastępuje prezydenta w razie nieobecności głowy państwa. Primakow jest faktycznie wiceprezydentem" - mówi zastępca szefa prezydenckiej administracji Oleg Sysujew w wywiadzie dla agencji RIA - Nowosti i brzmi to jak wskazanie następcy Jelcyna. Poważni politycy zdają sobie sprawę, że trzeba uspokoić nastroje. Sprawa znalezienia zabójców Starowojtowej - bezpośrednich wykonawców i zleceniodawców - staje się dzisiaj dużym wyzwaniem dla władzy, choćby dlatego, że okazała się ona bezsilna w wypadku innych głośnych morderstw ostatnich lat. "Trzeba skończyć z tym bandytyzmem" - mówi w telewizji premier Primakow. I cały kraj patrzy z nadzieją właśnie na niego. Nikt nie wierzy w zapewnienia prezydenta, który zawsze w podobnych wypadkach "brał śledztwo pod osobistą kontrolę". Jego były sekretarz prasowy Paweł Woszczanow napisał kiedyś: "Jesteśmy dziećmi terroru i zawdzięczamy to obecnej władzy".

Więcej możesz przeczytać w 48/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0