Pomożecie?

Pomożecie?

"Leksykon polskich powiedzeń historycznych", czyli dzieje pustosłowia i blagi
W ciągu ostatniego półwiecza "Polak potrafi", "gest Kozakiewicza", "gruba kreska" czy "homo sovieticus" i dziesiątki podobnie chwytliwych haseł uruchamiały masową wyobraźnię milionów Polaków. Do dziś przerzucanie się sloganami wypiera u nas społeczny dyskurs, a hasła polityczne mają żywot intensywny, choć krótki. Aż 247 takich zwrotów zebrali i objaśnili Maciej Wilamowski, Konrad Wnęk i Lidia A. Zyblikiewicz w "Leksykonie polskich powiedzeń historycznych" (Znak). Antologia pozwala spojrzeć na rodzime dzieje odkrywczo - jako na historię blagi, pustosłowia i pyskówki.
Slogany polityczne - na przykład: "Jeden naród, jedna Rzesza, jeden wódz", "Komunizm to elektryfikacja plus władza rad" czy "Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie..." - dawały napęd wielomilionowym rzeszom ludzkim do gigantycznych, często przerażających dokonań. Nic dziwnego - posługiwanie się "skrzydlatymi słowami" jest przyjętym w świecie sposobem uprawiania polityki co najmniej od połowy ubiegłego wieku, kiedy wielkonakładowa prasa po raz pierwszy czyniła je społeczną własnością w stosunkowo krótkim czasie. W Polsce, zwłaszcza ostatnich dziesięcioleci, zawołania polityczne pełniły funkcje namiastkowe - zastępowały scenę polityczną, głos opinii publicznej, a nawet rachunek ekonomiczny. Przyjmowane z entuzjazmem szybko zaczęły być obiektem parodii i drwiny, w każdym razie stały się nieusuwalną częścią historii naszych czasów.
Niektóre - wydawałoby się ostatecznie skompromitowane - hasła PRL-owskie zyskały w III RP niespodziewane kontynuacje. "Budujemy drugą Polskę" - zadekretował Edward Gierek na V Plenum KC PZPR w 1972 r., co ówczesny sekretarz do spraw propagandy Jerzy Łukaszewicz uczynił przewodnim hasłem "propagandy sukcesu". Gierkowskie powiedzenie zyskało dwie nieoczekiwane repliki. W czerwcu 1979 r. pod potężnym krzyżem wzniesionym w centrum stolicy (na placu Zwycięstwa!) Jan Paweł II również mówił o odbudowie Polski: "Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi... tej ziemi". Wezwanie po roku odczytano jako proroczą zapowiedź Sierp- nia ’80. Bardziej bezpośrednio odniósł się do propagandy minionego okresu Lech Wałęsa. "Zbudujemy drugą Japonię" - zapowiadał na początku lat 80. - z dna kryzysu gospodarczego. Z wiadomym rezultatem.
Gierkowskie hasła w ogóle miały szczęście do przewrotnych parafraz. "Weźcie tę wielką sprawę w swoje ręce"- apelował pierwszy sekretarz w 1971 r., dając do zrozumienia, że zamierza odchodzić od Gomułkowskiego centralizmu. Lech Wałęsa wielokrotnie powtarzał to wezwanie po roku 1989, usiłując uprzytomnić współobywatelom, że skończył się czas państwa opiekuńczego. Prasa rychło hasło ośmieszyła, wykazując, że na serio potraktowali je przede wszystkim aferzyści i naciągacze bankowi, a wkrótce po nich rolnicy i wielkoprzemysłowa klasa robotnicza, która zniecierpliwiona oczekiwaniem na poprawę bytu "wzięła sprawy w swoje ręce", blokując drogi.
"Ja jako były partyzant..." - zaczynał swoje wystąpienia w latach 60. Mieczysław Moczar, kiedy po opanowaniu wpływowego trzystutysięcznego wówczas ZBOWiD-u i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przymierzał się do przejęcia schedy po Gomułce. Kiedy za sprawą ekipy Gierka i przy cichym poparciu Moskwy, którą drażnił Moczarowski nacjonalizm, generał poszedł w odstawkę, "jaja kobyły" wyśmiewano niemal oficjalnie. Nieoczekiwanie do tego powiedzonka nawiązała na początku lat 90. Bogumiła Boba, ówczesna posłanka ZChN, inicjując swoje wystąpienia w ramach wokół- aborcyjnych polemik zwrotem: "Ja jako lekarz...". Efekt komiczny potęgowało to, że po takim wstępie posłanka wygłaszała sądy o znamionach rewelacji medycznych: "Proszę pana, ja podczas operacji mogę się zarazić nowotworem!".
"Ballada o Janku Wiśniewskim", jednej z pięćdziesięciu ofiar masakry milicyjnej z 17 grudnia 1970 r., zaśpiewana z histeryczną ekspresją przez Krystynę Jandę w finale "Człowieka z żelaza" (1981 r.) stała się patetyczną pieśnią nadziei w dobie stanu wojennego. Tymczasem w roku 1992, gdy odrodzona "Najjaśniejsza Rzeczpospolita" kultywowała swe martyrologiczne początki, piosenkę o Janku Wiśniewskim zaśpiewali w "Psach" Pasikowskiego pijani ubecy, wynosząc na ramionach zmożonego alkoholem kolegę. Charakterystyczne: wersja Jandy poszła w zupełną niepamięć, natomiast sekwencja filmowa z Jankiem Wiśniewskim zyskała rangę "kultową" wśród widzów najmłodszego pokolenia, znudzonych ciągłą i jałową eksploatacją martyrologii antykomunistycznej.

Polskie slogany polityczne, które porywały miliony, były później zbiorowo wyśmiewane w ramach społecznego odreagowania

Zdarzało się, że hasła, które wcześniej porywały miliony, były później przez nie zbiorowo wyśmiewane w ramach grupowego odreagowania. Kiedy Gierek w styczniu 1971 r. na wiecu w Gdańsku zapewniał o zbieżności celów nowego kierownictwa partii z celami społecznymi, a na koniec rzucił zza mównicy "Pomożecie?", robotnicze audytorium w najlepszej wierze odpowiedziało "Pomożemy!", co ówczesne media uczyniły hasłem dekady. Kiedy Jan Paweł II podczas ostatniej wizyty w Polsce podobnym zwrotem zaapelował do tłumów o pomoc w reewangelizacji ojczyzny, wierni odruchowo odpowiedzieli "Pomożemy!", po czym wybuchnęli katartycznym śmiechem.
Bywało odwrotnie. PRL-owskie hasło skompromitowane w momencie powstania dziś zyskuje wydźwięk pozytywny. "Punkty za pochodzenie", którymi partia zdecydowała w 1969 r. wspomagać maturzystów pochodzenia chłopskiego i robotniczego przy egzaminach na studia, przez dziesięciolecia uchodziły za antyinteligenckie szykany. Ta procedura utrzymała się jednak zadziwiająco długo; ostatni raz "punkty za pochodzenie" przyznawano w 1987 r. Dziś, gdy coraz częściej narzeka się na "reprodukcję inteligencji" i zastraszająco niską liczbę dzieci chłopskich garnących się do studiów, "punkty za pochodzenie" wydają się niektórym publicystom rodzajem rozumnego wspomagania edukacji w kraju o jednym z najniższych w Europie wskaźników określających liczbę osób z dyplomem.
Przegląd "powiedzeń historycznych" ostatniego półwiecza nasuwa także konkluzję, że najłatwiej rodzą się one w sytuacjach skrajnych, na przykład w czasie zagrożenia wojennego albo w warunkach "nieprzejrzystości politycznej". Hasłem "Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej", wygłoszonym z trybuny XI Plenum KC PZPR we wrześniu 1971 r., Gierek początkowo z sukcesem poderwał społeczeństwo do rozbudowy rodzimego przemysłu ciężkiego w warunkach wzmożonej podaży dóbr konsumpcyjnych - od fiata 126p po meblościanki dla każdego i wczasy z puli FWP, przeniesione częściowo na plaże Bułgarii. Hasło wyręczało rachunek ekonomiczny. Już w odrodzonej Polsce slogan zastępował - przynajmniej jakiś czas - świadomość faktycznego stanu prawnego. Kiedy w 1992 r. głośno było o aferach alkoholowej, Art-B, FOZZ, Lech Wałęsa obiecywał wyborcom: "Aferzystów puścimy w skarpetkach". Pomijał fakt, że afery miały swe źródło w pełnym luk prawie, na którego kształtowanie Wałęsa miał wpływ zgoła niewielki. Dopiero w 1995 r. przyznał: "Gdyby sam Wałęsa chciał wykonać ťskarpetkiŤ, to musiałby wykonać zamach stanu". Hasła polityczne odgrywały też rolę swoistych pohukiwań w sytuacji, gdy normalny dialog sił społecznych był skrajnie utrudniony. Sondażowa groźba kryła się w lotnym sformułowaniu Wojciecha Jaruzelskiego: "Są granice, których przekraczać nie wolno". Tymi słowy generał jasno dawał do zrozumienia z trybuny IX Nadzwyczajnego Zjazdu PZPR w lipcu 1981 r., że społeczeństwo we własnym dobrze rozumianym interesie nie powinno się domagać dostępu do mediów, demonopolizacji roli partii i osłabienia sojuszu z ZSRR. W tym bardziej już cywilizowanym ostrzeżeniu brzmiały jednak te same tony, co w groźbie premiera Józefa Cyrankiewicza z czerwca 1956 r.: "Ten, kto podnosi rękę na władzę ludową, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie". A także w propozycji gen. Kazimierza Witaszewskiego, ówczesnego wiceministra obrony narodowej, który w marcu 1956 r., odpowiadając na krytyczne wobec zasad socrealizmu wystąpienia Antoniego Słonimskiego, powiedział na jednym z zebrań: "Weźcie gazrurkę i przepędźcie tego Żyda Słonimskiego". Kiedy jednak generał Jaruzelski w listopadzie 1981 r. zapowiedział: "Socjalizmu będziemy bronić jak niepodległości", stało się jasne, że żarty się skończyły.

Więcej możesz przeczytać w 48/1998 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0