Telewizja na kościach

Telewizja na kościach

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czasem zastanawiam się, czy TV Polonia nie jest jedyną telewizją naprawdę publiczną, realizującą w praktyce typowe dla niej założenia artystyczne, edukacyjne i informacyjne
Okazji do uśmiechu ciągle mamy zbyt mało, więc gdy zdarza się ona w telewizji, staram się jej nie przegapić. Zwłaszcza gdy dotyczy programu Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny - "MdM", który ostatnio obrasta w rewiowe przybudówki. Obaj autorzy wypracowali własny styl inteligentnej parodii, wyśmiewającej absurdy współczesnej popkultury. Robią to niby lekko, ale nieubłaganie. Precyzyjnie, do kości.

Tym razem program poświęcono polskim kwizom telewizyjnym. Mann i Materna przedstawili kilka okrutnych karykatur, uświadamiających nam ich bezmyślność i konwencjonalność. To fakt, wszystkie kanały proponują dziś bliźniaczo podobne do siebie kwizy. Są one coraz mniej zabawne, coraz bardziej siłowo prowadzone, coraz sztuczniejsze. Dlaczego? Przyczyna tkwi - moim zdaniem - w licencjach. Większość tych programów powstaje na podstawie zagranicznych scenariuszy, do których prawa zakupują nasi producenci. Obce pomysły są powierzchownie adaptowane do naszych potrzeb i przedstawiane nam - jedne po drugich - niczym nowe rodzaje margaryny. Prawie wszystkie odwołują się nie do wiedzy uczestników zabawy, lecz do ich konsumpcyjnych marzeń. Dlatego tak naprawdę nie trzeba dziś niczego umieć, by stanąć do walki o lodówki, telewizory, miksery lub nawet samochody.
Kwizy pokazywane w polskich telewizjach wywołują efekt obcości: uzmysławiają nam, jak bardzo odległe od naszej wrażliwości są te pomysły. Rzeczywiście, nadają się raczej do parodiowania przez Manna i Maternę, a nie do szczerego polubienia i przywiązania. Są swoistymi namiastkami programów rozrywkowych, pospiesznie przygotowywanymi na podstawie gotowych receptur niczym zupy typu "gorący kubek". A ja lubię porządną zupę na wywarze z jarzyn i na kościach: z ziemniakami, przyprawami i świeżą śmietaną. Tylko komu się chce teraz
tak pichcić w telewizji?
Jak zwykle pomogli mi czytelnicy. W listach, które państwo piszą, coraz częściej natykam się na pochwały pod adresem TV Polonia. Zarówno Polacy mieszkający poza krajem, jak i ci znad Odry i Wisły, podkreślają, że odpowiada im nieco anachroniczny, ale bardzo polski rytm Polonii. To, że zamiast amerykańskich seriali i licencyjnych kwizów proponuje się tu nasze filmy (w tym cała klasyka oraz zapomniane produkcje z lat 60. i 70.), a rozrywkowe zgadywanki (np. "Brawo bis") przypominają raczej swojską "Zgaduj-zgadulę" niż licencyjne "Koło
fortuny".
Telewizję Polonia można odbierać dzięki antenie satelitarnej lub podłączeniu się do sieci kablowej, może dlatego nie jest tak popularna jak stacje dostępne dzięki rozpowszechnianiu naziemnemu, ale z całą pewnością to jeden z najwartościowszych kanałów polskojęzycznych. Czasem zastanawiam się nawet, czy nie jest to jedyna telewizja naprawdę publiczna, realizująca w praktyce typowe dla niej założenia artystyczne, edukacyjne i informacyjne. Nie czuje się tu gonitwy za pieniądzem (z reklam), jest czas na oddech i muzykę poważną; własne programy (choć ciągle niezbyt ich wiele) realizowane są na podstawie rodzimych pomysłów. Gotuje się tu wolniej i tradycyjniej, ale na kościach, bez pomagania sobie błyskawicznymi erzacami.
To, że teoretycznie TV Polonia przeznaczona jest dla widzów mieszkających za granicą, powoduje, że zwolniono ją z doraźnych serwitutów politycznych i ukształtowano w rodzaj skansenu polskości. Miał to być sposób na dotarcie do rozsianych po świecie rodaków, a okazało się, że to oaza kulturowej przyjemności dla całej polskiej inteligencji. Bo różnica między Polonią a większością stacji komercyjnych i quasi-komercyjnych polega także na tym, że stawia ona swoim widzom wymagania, starając się ich podciągnąć na wyższy poziom, podczas gdy pozostałe kanały zgadzają się na rozleniwiony intelektualnie populizm. Trudno uwierzyć, ale tutaj nagrodami w konkursach ciągle jeszcze bywają książki! Kto wie, czy korzystając z zaaferowania innych nadawców swoimi sprawami, TV Polonia nie wyrosła nam na taki nasz PBS (amerykańska telewizja publiczna, ambitna i licząca się, choć wyraźnie ustępująca popularnością telewizjom komercyjnym)?
Kiedyś miałem wątpliwości, czy to dobrze, że powołano trzeci program Telewizji Polskiej i za nasze, abonentów, składki funduje się go widzom w innych krajach. Dziś odwołuję tamte słowa - okazało się, że TV Polonia wykorzystuje nasze pieniądze uczciwie i stanowi prawdziwą, publiczną alternatywę dla stacji komercyjnych. Dobrze, że jest i dobrze, że trzyma z tą warstwą społeczeństwa, która jest dziś w odwrocie - z inteligencją, powoli przerabianą na klasę średnią. Jaka jest różnica między jedną a drugą? Dokładnie taka sama jak w kwizach: w jednych nagrodami są książki, w innych - mikrofalówki. Może właśnie dlatego w programie Manna i Materny "MdM po godzinach" nie sparodiowano żadnego kwizu z TV Polonia? I może także dlatego warto się na nią jak najczęściej przełączać.

Więcej możesz przeczytać w 48/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0