Masochizm - tak, sadyzm - nie

Masochizm - tak, sadyzm - nie

Będzie gorzej, a więc będzie lepiej. Prognozy na przyszły rok przewidują niewielkie pogorszenie wskaźników gospodarczych w Polsce, podobnie jak w całej Europie. Sądzę, że dobrze się stanie, gdyż spadająca inflacja, ustawiczny przyrost gospodarczy, malejące bezrobocie i wzrost poziomu życia, co widać gołym okiem, groziły utratą toż- samości narodowej. Społeczeństwo nasze, zmęczone nienormalnym stanem mającym znamiona antynarodowego spisku, odpocznie nieco pogrążone w uzasadnionych narzekaniach na pogarszającą się sytuację gospodarczą.
Wydaje się, słuchając niektórych polityków, że sukces gospodarczy i polityczny ostatnich lat niszczył duszę polską bardziej niż zaborcy oraz Stalin z Bierutem i Breżniew z Gomułką. To oczywiście Leszek Balcerowicz i Hanna Gronkiewicz-Waltz pozbawili nas narodowej przyjemności rozkoszowania się klęskami i porażkami. To oni, a także poprzednie rządy, które w mniejszym czy większym stopniu przestrzegały zasady nieniszczenia systemu ekonomicznego po to, by zyskać profity polityczne, otóż to ci wszyscy narazili nas na dyskomfort odczuwania dumy narodowej z dokonań ostatnich dziewięciu lat. Na szczęście w przyszłym roku kończy się dominujący od wielu lat polityczny sadyzm, czyli zadawanie bólu społeczeństwu poprzez dawkowanie sukcesów gospodarczych. Znowu na scenę polityczną wrócą ci politycy, którzy do perfekcji opanowali politykę czerpania przyjemności z doznawanych cierpień, czyli sławiących wyższość masochizmu nad sadyzmem politycznym.
Ostatni kongres PSL, czyli Partii Systematycznego Lamentu, sprzymierzonej nomen omen z Przymierzem Społecznym, a właściwie aspołecznym i wspieranym przez SLD, potwierdza gotowość koniecznej rekonstrukcji masochizmu politycznego. Otóż partie te, kreujące wizję zniewolonego obywatela, bo uzależnionego od dotacji, ulg, zapomóg i punktów za pochodzenie, żywią nadzieję, że w końcu załamie się koniunktura na świecie, co wywoła reperkusje w Polsce i pozwoli czerwono- zielonej koalicji po raz kolejny ściemniać scenę polityczną. Tymczasem jednocyfrowa inflacja - o czym piszą Piotr Andrzejewski i Zofia Leśniewska w tekście "9,9%" - osiągnięta w tym roku wskazuje, że wystarczyło nam dziewięć lat wolnej i wolnorynkowej Polski, by się znaleźć w rodzinie krajów cywilizowanych. Sukces ten będzie miał wielu ojców, choć prokreacyjna funkcja Leszka Balcerowicza jest niepodważalna. Pozostali ojcowie to raczej poprawni wychowawcy, czyli ojczymowie. Matką tego sukcesu jest niewątpliwie Hanna Gronkiewicz-Waltz, pełniąca już drugą kadencję funkcję prezesa Narodowego Banku Polskiego ("Słowo bankowca"). Dzięki takim sukcesom makroekonomicznym i stabilnej sytuacji gospodarczej dziś już nie wypada używać w stosunku do naszego kraju określenia polnische Wirtschaft, zwłaszcza że w Niemczech, a także w pozostałych krajach Europy sparaliżowanych przez strajkujących kolejarzy, sytuacja gospodarcza nie zachęca do optymizmu. Kolejarze Unii Europejskiej, podobnie jak elektorat PSL, nie chcą konkurencji. Sądzę, że mają szansę na sukces, jeśli zlikwidują konsekwentnie konkurencję w polityce, czyli demokratyczne wybory. Brak konkurencji w PRL spowodował, że osiągnęliśmy najwyższy poziom rozwoju społeczno-gospodarczego, czyli kartki na żywność. Kolejarze zachodniej Europy chcą jechać - jak widać - w kierunku pustyni gospodarczej. Jaki z tego wniosek? Znajdą go państwo w bardzo interesującej rozmowie naszego korespondenta Piotra Cywińskiego z dyrektorem Centrum Studiów nad Integracją Europejską w Bonn, prof. Ludgerem Kühnhardtem. "Dziś lewicowcy - stwierdza profesor - nie są motorem tzw. progresywnych przemian społecznych, lecz raczej obrońcami tego, co zostało osiągnięte w ostatnim trzydziestoleciu". Na szczęście dla Europy leży ona bardziej w USA niż w Europie.
Okładka tygodnika WPROST: 48/1998
Więcej możesz przeczytać w 48/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0