Marka Palikot

Marka Palikot

Jeden z dawnych przyjaciół mówi o nim: „zakochał się w sobie, i to z wzajemnością”. Ale eksperci mówią, że z Palikotem może być tak jak niegdyś z Lepperem. Dla wyborcy liczy się silna osobowość i hasło „Myśmy jeszcze nie rządzili”.
Była połowa sierpnia, właśnie skończył objazd po Polsce. Odwiedził niemal każdy kąt, choć media tego nie zauważały. Zdążyły już skreślić Ruch Palikota. W sondażach zbierał marne ochłapy.

Spotkaliśmy się w Nowym Wspaniałym Świecie przy skrzyżowaniu ze Świętokrzyską. Szybko wypalił: – Idę w górę. Od przyszłego tygodnia moje notowania będą rosły, a w wyborach zdobędę 10 procent.

Wyjaśnił, że będzie walczył o głosy dawnego elektoratu Samoobrony. Tak mu wyszło z badań. Kiedy więc niechętni mu komentatorzy dzisiaj piszą, że Palikot buduje „miejską Samoobronę", pewnie nawet nie przypuszczają, że to kurs obrany w pełni świadomie. I że dopisek „miejska” wcale nie jest konieczny.

Jak on to przewidział?

– Wcale nie przewidział. Jeszcze dwa miesiące temu sam miewał chwile zwątpienia. Czuł, że nadchodzi jego polityczny koniec – słyszę od znajomego Janusza Palikota. 

Biznesmen, jakich niewielu

Urodził się w Biłgoraju w 1964 r. W rodzinie, jakich w Polsce wiele. Rodzice należeli do PZPR, choć ustroju nie kochali. Ojciec popijał. Relacje z synem miał nie najlepsze.

W liceum Janusz zachwycił się „Solidarnością". W stanie wojennym trochę knuł. Skończyło się aresztowaniem i zatrzymaniem przez SB. Wyszedł po czterech dniach, ale z wilczym biletem wyleciał ze szkoły. Wyjechał do ciotki do Warszawy, tam zrobił maturę. Potem studia filozoficzne – zaczął na KUL, skończył na Uniwersytecie Warszawskim.

Znajomy ze studiów: – Chciał być prymusem i ciężko na to pracował. Na seminariach szarżował powyżej swojej wiedzy, w knajpach starał się zdominować dyskusję. Zawsze po to, by zwrócić na siebie uwagę.

Potem jeszcze studia doktoranckie w PAN. Ale to już czas wielkiego przełomu. Janusz Palikot zostawia rozgrzebaną pracę doktorską i jedzie do Biłgoraja robić pieniądze. Żeni się z córką badylarza, który daje mu tysiąc dolarów na rozkręcenie interesu.

Najpierw były palety sklepowe. Skupował u chłopów deski i chałupniczo zbijał. Traf chciał, że partia towaru na paletach Palikota poszła na Zachód, a tam komuś wpadła w oko karteczka z adresem producenta. Wkrótce przyszło poważne zamówienie z Holandii – na ciężarówkę palet dziennie. Po roku Palikot otwierał już fabrykę. Potem odkrył niszę na rynku alkoholowym i pomyślał, że warto z Włoch sprowadzić wino musujące. Okazało się jednak, że cena trunku byłaby zbyt wysoka. – Może kupi pan linię produkcyjną? – spytał włoski eksporter.

To był strzał w dziesiątkę. Pierwsza partia – 16 tys. butelek – poszła w godzinę! Potem było jeszcze lepiej. W kilka lat firma Ambra stała się liderem rynku, a Palikot lansowanym wzorcem polskiego biznesmena.

Szczyt kariery biznesowej przypada na 2001 r. Palikot sprzedaje interes winny i kupuje lubelski Polmos.

Przyjaciel poetów i artystów

Równocześnie kreuje się na filantropa i mecenasa kultury. Organizuje finansowanie dla organizacji pozarządowych, sponsoruje teatry na Lubelszczyźnie. Potrafi odwiedzić Czesława Miłosza, wręczyć mu serię butelek wódki z wierszem poety na etykiecie i zaprosić do siebie. Pieniądze wsparte urokiem osobistym czynią cuda, elita od wizyt nie stroni.

Dziennikarka Teresa Torańska gościła kiedyś w lubelskim domu Palikota: – Bez przepychu, ale w bardzo dobrym stylu. Szlachetna prostota. Dużo drewna, długa ława, skóry. Kuchnia włosko-francuska, cztery czy pięć dań, porcje niewielkie, ale znakomite. Oczywiście świetne wino.

– Uwielbia organizować w domu debaty – opowiada jeden z bywalców. – Wita gości i rzuca temat. Na przykład „sceny z młodości, których się wstydzimy" albo „coś o »Ferdydurke«”. A potem zaczyna się nudna, kawiarniana dyskusja.

Rok 2004. Pewnego dnia odwiedza ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego i proponuje przeznaczenie miliona złotych oraz przyciągnięcie innych sponsorów na zbliżający się Rok Gombrowicza. Dąbrowski rewanżuje się, stawiając Palikota na czele komitetu obchodów. Ten Gombrowiczem naprawdę się fascynuje i lubi o tej fascynacji opowiadać. Poznana wtedy Rita Gombrowicz zostanie matką chrzestną jego syna.

Anna Smółka, niegdyś specjalistka od PR w Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych (Palikot był wiceprezydentem Konfederacji): – Nie był sympatycznym gościem. Nieco arogancki, trzymał dystans. Robiliśmy wtedy debaty o finansowaniu kultury. Chętnie się w to angażował, ale podczas jakiegoś spotkania nagle poczułam, że on tego nie robi bezinteresownie. Kliknęło mi, że facet ma polityczne ambicje.

Intuicja trafna. Ale po drodze będzie jeszcze tygodnik „Ozon".

Konserwatysta w przedsionku Kościoła

Palikot przyjaźni się o. Maciejem Ziębą. To ważna postać polskiego Kościoła, prowincjał zakonu dominikanów cieszący się zaufaniem Jana Pawła II. Odrzuca dwubiegunowy podział na „katolików otwartych" i „integrystów” od Rydzyka. Próbuje stworzyć własne środowisko w centrum. Temu ma służyć nowe pismo. Palikot wykłada pieniądze i szuka udziałowców. Pismo nazywa się „Ozon”. Jest rok 2005.

Pierwszy redaktor naczelny „Ozonu" Dariusz Rosiak: – Pracę zaproponował mi o. Zięba. Palikot wydał mi się uczciwym biznesmenem, który nie chce być kojarzony tylko jako producent gorzały. Mówił, że wartości chrześcijańskie są mu bliskie, choć zaznaczał, że jest niewierzący.

Tomasz Terlikowski, kierownik działu religijnego, potem wicenaczelny „Ozonu": – Naszym hasłem było „4R”, czyli rozsądek, rodzina, rynek, religia. Sądziliśmy, że Palikot to człowiek o światopoglądzie zbliżonym do naszego. Co prawda był świeżo po rozwodzie, ale… No cóż, różnie się ludziom życie układa.

Wiele osób z ówczesnego otoczenia Palikota pamięta, że deklarował się wprost jako katolik. „Wciąż mam poczucie, że pozostaję jakby w przedsionku Kościoła, toteż mój wiek męski wydaje się wiekiem klęski – jest czasem spędzonym na pustyni" – mówił jeszcze w 2007 r.

Później jego zainteresowania duchowe podążyły na Wschód. Obecnie regularnie medytuje, uprawia jogę, podróżuje do Indii.

„Ozon" nie był sukcesem, choć nadzieje były ogromne. Rosiak pamięta naiwny optymizm Palikota z tamtych czasów: wejść na rynek i już pierwszym numerem zmieść konkurencję. Podobno z badań rynku wyszło, że można liczyć na 450 tys. sprzedanych egzemplarzy, mimo że osiadłe już na rynku „Polityka”, „Wprost” i „Newsweek Polska” sprzedawały nawet po 200 tys. Zderzenie z rzeczywistością musiało być bolesne. Po kilkunastu numerach Palikot wyrzuca całe kierownictwo pisma. Na ich miejscu instaluje nową ekipę z Grzegorzem Górnym i Robertem Tekielim, liderami ortodoksyjnie katolickiej „Frondy”.

Co nim kierowało? O. Maciej Zięba i Grzegorz Górny nie chcą rozmawiać o tamtych czasach.

– On nie ma trwałej tożsamości – opowiada stary znajomy. – Spokojnie mógłby być w SLD albo w PJN. Nie wykluczam nawet, że gdyby dziesięć lat temu zaprosił na kolację Jarosława Kaczyńskiego, byłby dziś w PiS. Ale to nie znaczy, że jest absolutnym koniunkturalistą i cynikiem. On tylko odbiera świat i politykę zupełnie inaczej niż inni politycy i większość dziennikarzy. Ma specyficzną osobowość artystyczno- -narcystyczną.

Kolejny z dawnych przyjaciół określa to mniej oględnie: – Zakochał się w sobie, i to z wzajemnością.

Jesienią 2006 r. „Ozon" znika z rynku. Jeśli wierzyć Palikotowi, utopił w tygodniku aż 20 mln zł. W tamtym czasie był już posłem PO.

Polityk na dorobku

Wszedł kuchennymi drzwiami, kiedy szefowej lubelskiej PO Zycie Gilowskiej powinęła się noga. Oskarżona o nepotyzm unosi się ambicją i odchodzi. A za pasem wybory i trzeba szybko znaleźć nową „jedynkę".

I znaleziono. Palikot trzy dni się zastanawiał nad propozycją. Akurat przemeblowywał sobie życie – niedługo po rozwodzie, tuż przed nowym ślubem (narzeczoną, znacznie młodszą, poznał w teatrze). Naciskany ponoć przez samego Tuska ofertę w końcu przyjął. Chwilę później stał już nie tylko na czele listy, ale i lubelskiej organizacji partyjnej.

– Spadł nagle, niczym dar niebios – wspomina posłanka PO Joanna Mucha. – Znalazł się w nowym środowisku, polityki nie znał, ale od razu nam zaimponował. Harował w kampanii jak wół, jeździł po terenie, z każdym rozmawiał. Schody zaczęły się dopiero później. Otoczył się grupką ludzi, którzy nie dopuszczali do niego nikogo.

Jesienią 2005 r. po raz pierwszy zostaje posłem. Likwiduje wszystkie interesy i wchodzi w nową rolę. Nie jest w Sejmie specjalnie widoczny, za to stopniowo pnie się w hierarchii partyjnej. W 2007 r., gdy PO bierze władzę, już ociera się o „dwór" – najbliższe grono Donalda Tuska.

– Był zapraszany na spotkania w wąskim gronie. Na ogół spotykano się w takiej restauracji obok Sejmu, gdzie jest bardzo dobra piwniczka. Palikot płacił. A było za co, skoro mawiał, że dobre wino powinno kosztować co najmniej trzy tysiące złotych. Przynosił też drobne upominki, np. cygara. Bardzo tym poprawiał Tuskowi humor – opowiada jeden z niedawnych platformerskich prominentów.

W tym czasie rozpoczyna wielką polityczną grę – z własną partią, mediami i publicznością. Jeszcze w barwach PO, ale już na własny rachunek. W polskiej polityce zaczyna się era gumowego fallusa, świńskiego łba, „małpki" rozpijanej podczas ulicznego happeningu oraz bezprecedensowych ataków na braci Kaczyńskich, kierowanych w najbardziej osobiste sfery. Konserwatywny winiarz szukający szczęścia w polityce z dnia na dzień staje się enfant terrible polskiej polityki.

Kapłan politycznego marketingu

Palikot wywołuje śmiech gawiedzi, wściekłość wrogów, ale też zdobywa uznanie zwolenników. A potem udziela niby to poważnego wywiadu, w którym chwali się, że wszystko, co robi, wynika z PR. Chodzi o maksymalną rozpoznawalność marki Palikot. Gdy już osiągnie poziom prezydentów i premierów, przyjdzie czas na modelowanie wizerunku. Czyli zerwanie maski błazna i odsłonięcie oblicza poważnego polityka. Temu ma służyć komisja Przyjazne Państwo. Plan jednak spala na panewce, bo im większe oburzenie wywołuje skandalista Palikot, tym bardziej rośnie presja na Donalda Tuska, aby jego wyskoki ukrócił. A jedyne, co Tusk może zrobić, to odebrać Palikotowi komisję, w której wbrew szumnym zapowiedziom niczego nie zwojował.

I tak się stanie, ale po długich miesiącach robienia przez premiera srogich min przeplatanych aktami pobłażliwości. Bo ze swymi bezprecedensowymi atakami na PiS Palikot był przecież Platformie przydatny.

Bardzo przydatny. Zabawa kończy się, gdy do Tuska dociera, że Palikot gra przede wszystkim na siebie. Czyli od czasu partyjnych prawyborów z wiosny ubiegłego roku, w których otwarcie zwalcza Radosława Sikorskiego, budując sojusz polityczny z Bronisławem Komorowskim (starym znajomym jeszcze z lat 90.).

Palikot już czuje, że jego czas w PO się kończy. Po wyborach prezydenckich sam odchodzi i zapowiada utworzenie własnej partii. Poznajemy nową twarz Palikota antyklerykała.

– Te antyklerykalne wystąpienia to w gruncie rzeczy nic nowego. Od dawna powtarzał, że nie powinniśmy bać się biskupów. Imponował tym Tuskowi, który myśli tak samo. Tyle że takich rzeczy publicznie nie należało mówić – słyszymy od jednego z polityków PO.

Ten trzeci

– Rozpuszczony gość, któremu się nudzi. Już się najadł, zmienił starą żonę na młodą i szuka nowych podniet. A ponieważ jest inteligentny, to od porsche woli kolację z Miłoszem. Pieniądze? Nie są już dla niego ważne. Po prostu je ma i bardzo lubi wydawać w fajny sposób – ocenia znajomy Palikota.

– A jeśli w polityce powinie mu się noga?

– Przeżyje to. Nikt nie potrafi żyć tak jak on. Z taką pomysłowością. Dziś sprowadzi sobie superoliwki i przez cały dzień będzie się nimi cieszył. A jutro wsiądzie w samolot i poleci na weekend do Kuwejtu. Jeśli wyleci z polityki, to postawi w Warszawie jakiś zwariowany teatr i znów będzie o nim głośno. Prawdziwy problem będzie wtedy, kiedy pieniądze mu się skończą. Nikt poza nim nie wie, ile mu ich jeszcze zostało.

Była żona oskarża Palikota o ukrycie 40 mln zł ze wspólnego majątku w funduszach zarejestrowanych w rajach podatkowych. Sprawę badała też CBA, dopatrując się nieprawidłowości w jego sprawozdaniach majątkowych. Zawiadomienie o przestępstwie trafiło do prokuratury, właśnie ruszyło postępowanie.

Ciągle jeszcze pozostaje niewyjaśniona historia z kampanii 2005 r. Prokurator podejrzewał, że na kampanię PO szły pieniądze Palikota poprzez podstawione „słupy". Prokuratura kilka razy umarzała śledztwo, ale niedawno raz jeszcze je wznowiono.

– Czy wierzę w te wszystkie zarzuty? Od a do zet! – zapewnia jeden z rozmówców, dobry znajomy Palikota. – On w latach 90. działał w biznesie, gdzie takie kombinacje były konieczne, aby się utrzymać na powierzchni. Palikot nie do końca rozumie mechanizmy polityki, więc powiela praktyki biznesowe. Nawet swoją partię buduje nie jak polityk, tylko jak menedżer, dla którego liczy się tylko zapał do pracy. Stąd tyle dziwnych indywiduów na jego listach.

– Hałas wokół ludzi Palikota raczej mu nie przeszkodzi – ocenia konsultant polityczny Olgierd Annusewicz. – Samoobrona przed wyborami bywała mocno niedoszacowana. A z nim jest tak, jak kiedyś było z Lepperem. Liczy się silna osobowość i hasło „Myśmy jeszcze nie rządzili". Na scenie politycznej jest tylko dwóch prawdziwych liderów – Tusk i Kaczyński. Wielu widzi w Palikocie tego trzeciego.

Okładka tygodnika WPROST: 40/2011
Więcej możesz przeczytać w 40/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • Krystyna.   IP
    Nie spodziewałam się że wszyscy politycy panicznie boją się Palikota.Ciekawe DLACZEGO ?
    • zskfilmy@interia.pl   IP
      Co za bzdury...

      Spis treści tygodnika Wprost nr 40/2011 (1495)

      • Ta najbliższa niedziela 2 paź 2011, 12:00 Co się zdarzy w niedzielę? Nie wiem. Wiem, co raczej się nie zdarzy. Nie będzie żadnej wielkiej kumulacji. O wiele bardziej prawdopodobny jest wielki kłopot. 4
      • Na skróty 2 paź 2011, 12:00 Tajemnica książki prezesa PiS Książka Jarosława Kaczyńskiego „Polska naszych marzeń" miała umożliwić PiS obejście zakazu używania billboardów i spotów wyborczych – wynika z informacji „Wprost”. Kodeks... 6
      • Moja eureka 2 paź 2011, 12:00 Najnowsze odkrycia w dziedzinie fizyki dokonane przez naukowców z CERN (Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych), prowadzą do głębokiej refleksji, że nie wszyscy ludzie są mądrzy i trzeba się z tym pogodzić. Nigdy nie byłem prymusem... 10
      • Szczerze i z serca 2 paź 2011, 12:00 Wiadomo już, kto zagra Wałęsę w filmie Wajdy – jak podaje „Fakt", będzie to znany z „Różyczki” Robert Więckiewicz. Najpierw wodza miał zagrać Szyc, ale producenci stwierdzili podobno, że jak na taki film... 12
      • Jeszcze Polska nie zginęła... choć kilka osób nad tym ciężko pracuje 2 paź 2011, 12:00 Potrzebny jest powszechny alert, bo sytuacja zaczyna śmierdzieć obojętnością. A to może zaowocować powtórką z pisowskiej rozrywki. 16
      • Historia pewnej nienawiści 2 paź 2011, 12:00 To coś więcej niż wybory. Dla Donalda Tuska to wojna z potworem. Dla Jarosława Kaczyńskiego to okazja do zemsty za śmierć brata i własne upokorzenia. 20
      • Co by było, ale nie będzie 2 paź 2011, 12:00 Poprosiliśmy czworo naszych felietonistów o opisanie Sejmu o jakim marzą. Te marzenia są różne, tylko wiara w ich spełnienie podobna. Minimalna. 25
      • Czekając na Godzillę 2 paź 2011, 12:00 Zacznę trochę wbrew sobie. Po kuchniach przyjaciół, a i czasem publicznie, narzekam, że nie ma na kogo głosować. Że dosyć tego dobrego, od 1989 r. brałem udział w każdych wyborach, nawet raz w prezydenckich zdarzyło mi się skreślić... 26
      • Dwie duże, jedna mała 2 paź 2011, 12:00 Chciałbym się obudzić 10 października i dowiedzieć, że stan Polski po wyborach jest taki oto. Główne cele wszystkich partii politycznych były podobne, chociaż drogi dochodzenia do nich bardzo odmienne. Celami tymi są radykalna... 27
      • Parlament mój widzę... 2 paź 2011, 12:00 ...różnorodny. Pamiętam, jak w 1989 r. – już coś drgnęło w historii, już dało się czuć powiew wolności, choć układ był jeszcze PRL-owski – oglądałam sejmowe głosowania. Na sali byli wyłącznie mężczyźni ubrani w... 28
      • Trzydziestka 2 paź 2011, 12:00 Polecenie redakcji, by napisać o swojej wizji parlamentu po wyborach, przyjąłem z wielką radością i uprzedziłem, że będę fantazjował. Mój parlament jest bowiem na dziś nie do przyjęcia, ale akurat ja byłbym zachwycony, gdyby tak... 29
      • Nie oddawajmy im Polski 2 paź 2011, 12:00 U Kaczyńskiego zawsze było nabzdyczenie się, gromkie deklaracje o mobilizacji sił, po czym walnięcie głową w mur – mówi minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. 30
      • Marka Palikot 2 paź 2011, 12:00 Jeden z dawnych przyjaciół mówi o nim: „zakochał się w sobie, i to z wzajemnością”. Ale eksperci mówią, że z Palikotem może być tak jak niegdyś z Lepperem. Dla wyborcy liczy się silna osobowość i hasło „Myśmy jeszcze nie rządzili”. 34
      • Co wybieramy? 2 paź 2011, 12:00 Zanim 9 października zagłosujemy na wybraną partię, warto się zastanowić, co tak naprawdę wybieramy. Zapytaliśmy o to politologa Aleksandra Smolara, prezesa Fundacji Batorego. 38
      • Ojciec chciałby karmić piersią 2 paź 2011, 12:00 Trudno ustalić, czy to kobiety pierwsze odmówiły przewijania pieluch, czy to mężczyźni wywalczyli sobie dostęp do tychże. Jedno jest pewne: ojców pchających wózki dziecięce jest na polskich ulicach coraz więcej. 42
      • Pętla 2 paź 2011, 12:00 Andrzej obraził się najpierw na kolegów. Potem na urzędy. Potem na cały świat. Mógł wyjechać, pracować gdzie indziej. Ale się zawziął. 47
      • Miasto pełne samobójców 2 paź 2011, 12:00 Śmierć zbiera żniwo w Wągrowcu wyjątkowo demokratycznie. Życie odbierają tu sobie nie tylko nastolatki i bezradni starcy, ale też lekarze, policjanci i robotnicy. Jedni mówią, że to prawo serii, inni, że przypadek, piramida, ciemne moce. Albo grobowe milczenie. 50
      • Top skandal 2 paź 2011, 12:00 Te dziewczyny są traktowane jak bydło – mówią krytycy programu „Top Model”. Tak działa show-biznes – odpowiadają producenci i szefowie stacji TVN. A same uczestniczki? Twierdzą, że wiedziały, na co się decydują. 54
      • Jastrząb i gołąb 2 paź 2011, 12:00 Był krytykowany i za wojowniczość wobec Arabów, i za zawieranie z nimi porozumień. Od pół wieku Szymon Peres jest jednym z głównych rozgrywających na Bliskim Wschodzie. 57
      • Walka o Żyda 2 paź 2011, 12:00 Barack Obama traci poparcie lewicowego i umiarkowanego elektoratu. Teraz republikanie próbują odebrać mu poparcie Żydów. Gdyby im się udało, mógłby się pakować. 60
      • Sarkozy, prezydent zaaferowany 2 paź 2011, 12:00 Nicolas Sarkozy ma na głowie masę kłopotów, z których każdy może go pozbawić prezydentury. Jednak pewnie nie zaszkodzą mu liczne afery, które utopiłyby każdego przywódcę. Poza prezydentem Francji. 64
      • Wszystko, co powinieneś wiedzieć o neutrinach 2 paź 2011, 12:00 Są tak lekkie i nieuchwytne, że przez długi czas uważano, że nie istnieją. A jednak to właśnie od nich może zależeć los całego Wszechświata. Na dodatek ostatnio okazało się, że zagrały na nosie samemu Albertowi Einsteinowi. 66
      • Gaz do dechy 2 paź 2011, 12:00 Szybszy niż „Hołek” i Kubica, prawie tak bogaty jak Leszek Czarnecki. Aż dziwne, że to nie on, lecz raper Liroy jest najbardziej znanym kielczaninem. 69
      • Dla złotego ratowania… 2 paź 2011, 12:00 Nie może być tak, że piekła nie ma i że się tylko zarabia – mówi prezes NBP Marek Belka i rusza w sukurs polskiemu złotemu. 75
      • Trzy paski kontra swoosh 2 paź 2011, 12:00 Gdyby tak jak w wyścigach Formuły 1 wprowadzić klasyfikacje producentów sprzętu sportowego, niemal każde zawody wygrywałby Nike lub Adidas. Obie firmy szykują się do ostatecznej konfrontacji. W Polsce, na Euro 2012 78
      • Sukces krwią malowany 2 paź 2011, 12:00 Reżyser „Bitwy warszawskiej" uprzedza: niech chłopcy ani dziewczyny nie idą na mój film bez chusteczek! Łzy będą się lały bardziej, niż jego film leją krytycy. 80
      • Coś się złamało mi w fiacie 2 paź 2011, 12:00 Te listy to zapis szczerej przyjaźni dwóch wielkich pisarzy. Można też na ich podstawie sporządzić poradnik motoryzacyjny z lat 60. Właśnie ukazał się opasły tom korespondencji Stanisława Lema i Sławomira Mrożka. 85
      • Bohater niejednej akcji 2 paź 2011, 12:00 Za młodu słynął głównie z wszczynania pijackich burd i z burzliwych związków."Kiedy dojrzał, jego rysy nabrały szlachetności, a role głębi. Ostatnio jednak Sean Penn od filmów woli prawdziwe akcje: pomaga ofiarom huraganów i trzęsień ziemi. I przyjaźni się z dyktatorami. 88
      • Nie zostać dinozaurem 2 paź 2011, 12:00 Grali 31 lat. Sprzedali 85 milionów płyt, dostali dziesiątki nagród, byli gwiazdami undergroundu, a w końcu największym zespołem ameryki. A teraz – kiedy mogliby zostać rockowymi dinozaurami – członkowie grupy R.E.M. postanowili się pożegnać. 90
      • Pomarańczowa alternatywa 2 paź 2011, 12:00 Dyniowe pole urzeka swoją urodą. Ogromne, pękate dynie jak gigantyczne pomarańcze rozciągają się aż po horyzont. Takie pole widziałam pierwszy raz wiele lat temu w Bułgarii i choć wtedy szczerze nie znosiłam tego warzywa, to tamten... 96
      • Legenda o wielkim hipnotyzerze 2 paź 2011, 12:00 OPIS: Jesteśmy na wielkim targu. Przeplatanka pomidorów malinowych, ciuchów z Chin, plastikowych pistoletów i ziemniaków. Balony z helem lekko unoszą ich sprzedawcę, czemu z niechęcią przyglądają się osy zgromadzone wokół waty cukrowej. 98
      • Oto moja IV (V? VI? VII?) RP 2 paź 2011, 12:00 W IV Rzeczypospolitej moich marzeń będzie… wspaniale: 98
      • Frankowicze pozostają pognębieni 2 paź 2011, 12:00 Łzy wciąż leją ci, którzy kilka lat temu zaciągnęli kredyty hipoteczne denominowane we franku szwajcarskim. Wzrosły raty, spęczniało zadłużenie wobec banków. Tym razem winny jest słaby złoty 100
      • Procent to nie wszystko 2 paź 2011, 12:00 Nie tylko wielkość odsetek jest ważna przy kredycie hipotecznym. Inne, bardziej lub mniej ukryte koszty mogą sprawić przykrą niespodziankę. 102
      • Suchą nogą przez kryzys 2 paź 2011, 12:00 O stanie polskiej gospodarki, wpływie na nią zawirowań na światowych rynkach i kredytobiorcach w pułapce zadłużenia mówi Leszek Niemycki, prezes Deutsche Bank PBC SA. 104
      • Seria zaskoczeń 2 paź 2011, 12:00 Na początek złota myśl z powieści Jerofiejewa „Nam wszystko jedno wódka czy karabin maszynowy, byle zwalało z nóg". Wydarzenia ostatniego tygodnia z nóg nie zwalają, ale zaskakujących informacji i sytuacji znajdzie się... 106

      ZKDP - Nakład kontrolowany