Kraków 2000

Kraków 2000

Festiwal pod Wawelem obejrzy ponad milion turystów

Kraków staje się miastem otwartym na Europę - mówi Elżbieta Penderecka, przewodnicząca rady programowej Festiwalu Kraków 2000. Otrzymawszy tytuł Europejskiego Miasta Kultury Roku 2000, Kraków staje się gospodarzem cyklu koncertów, festiwali i wystaw o europejskim rozmachu. Korzysta z wyjątkowej szansy dziejowej - to jedyne miasto na świecie, gdzie mieszka dwóch laureatów literackiej Nagrody Nobla, a podczas spaceru można tu spotkać tak wybitne osoby, jak Sławomir Mrożek, Krzysztof Penderecki czy Stanisław Lem. Kraków włącza się w światowy obieg kulturalny równie intensywnie jak w czasach monarchii austro-węgierskiej, kiedy krzyżowały się tu wszystkie najważniejsze prądy myślowe ówczesnej Europy. - Proponujemy wydarzenia artystyczne związane nie tylko z naszą kulturą, ale także imprezy i koncerty o randze międzynarodowej - twierdzi Bogusław Sonik, dyrektor Festiwalu Kraków 2000. - To miasto swój fenomen kulturalny zawdzięcza nie tylko postaciom, które tutaj mieszkają i tworzą, ale również klimatowi panującemu tutaj za sprawą szacownego Uniwersytetu Jagiellońskiego i unikatowemu kompleksowi zabytków - uważa Jerzy Fedorowicz, dyrektor Teatru Ludowego i członek rady programowej festiwalu. Imprezy festiwalowe obejrzy - jak się szacuje - ponad milion turystów, w mieście zaś spodziewane są takie sławy jak New York Philharmonic Orchestra. Muzycy zagrają na Wawelu, a transmisję z koncertu będzie można oglądać na ogromnym telebimie ustawionym na krakowskim rynku. - To również okazja do światowej promocji miasta, bowiem swój przyjazd na ten właśnie koncert zapowiedziały grupy amerykańskich biznesmenów i dziennikarzy - podkreśla Elżbieta Penderecka. Występ ten będzie częścią projektu artystycznego o nazwie "Cykl wielkich wykonań", w ramach którego wystąpią m.in. Norddeutscher Rundfunk pod dyrekcją Christopha Eschenbacha czy Wiener Akademie. Już ponad 300 melomanów z Niemiec zarezerwowało bilety na IV Wielkanocny Festiwal Ludwika van Beethovena. Jego myślą przewodnią jest prezentowanie wielkiej symfoniki: od Beethovena do Mahlera. Z tej okazji Kraków spodziewa się zjazdu melomanów z całej Europy. - Tytułu Europejskiego Miasta Kultury nie zdobywa się na kredyt - tłumaczy prezydent Krakowa Andrzej Gołaś. - Kraków zasłużył na to miano swoją historią oraz tym, co dawał i ciągle daje Europie - dodaje. Imprezy festiwalowe będą więc także poświęcone wspomnieniom o takich postaciach, jak Stanisław Wyspiański czy Tadeusz Kantor. W trakcie Festiwalu Stanisława Wyspiańskiego "Teatr ogromny" pokazane zostaną najlepsze współczesne realizacje jego dramatów. Festiwal Tadeusza Kantora "Dziś są moje urodziny" to kilka wystawień dzieł jego samego i autorów z nim związanych. Równolegle w mieście zaprezentuje się teatralna awangarda - będą przedstawienia multimedialne, happeningi i projekty parakonceptualne. Miasto odda również swoje ulice i place grupom teatralnym wystawiającym w plenerze. Teatry alternatywne zaprezentują się w ramach cyklu Alternatywna Europa - Zaduch - Duszność - Duchowość. Wiele przedstawień ze sceny zostanie przeniesionych w miejsca, gdzie można pozyskać nowego widza, na przykład do hipermarketów.
Kraków w sposób integralny należał do kulturalnej Europy - co wielokrotnie podkreślał Stefan Kisielewski - wtedy, gdy był częścią potężnego kosmopolitycznego organizmu monarchii austro-węgierskiej rządzonej przez cesarza Franciszka Józefa. Właśnie w tym okresie - niezależnie od wcześniejszych związków z kulturą śródziemnomorską - Kraków stał się częścią organizmu kulturalnego Europy. W Galicji panowały najdogodniejsze warunki rozwoju życia narodowego i kulturalnego. W szkołach i teatrach mówiono po polsku, a Lwów i Kraków miały polskie uniwersytety. Młodzież często zdobywała wykształcenie na zachodnich uczelniach. Obok poważnych prądów artystycznych, takich jak wiedeńska secesja, do Krakowa przenikały najrozmaitsze sezonowe nowinki. Wzrastało zainteresowanie demonologią (Przybyszewski przedstawiał się jako "namiestnik szatana na Galicję Zachodnią"), białą i czarną magią, sektami i zbiorowymi psychozami religijnymi. Burzliwą karierę zrobiła też teozofia, łącząca elementy żydowskiej kabały, spirytyzmu i chrześcijaństwa. Po powrocie z Paryża, Berlina czy Monachium młodzi poeci wiązali się w cyganerie, obnoszące się ze swoją niechęcią do banalnej mieszczańskiej egzystencji. Na polski grunt na bieżąco przeszczepiano zagraniczne mody i prądy artystyczne. "Przyniósł nowy powiew, urok wielkiej bohemy, nowe prądy" - tak wracającego do Krakowa w 1898 r. Stanisława Przybyszewskiego, który wcześniej zdobył literacką sławę w Niemczech i w Norwegii, witał Tadeusz Boy-Żeleński. Starzejący się i zgorzkniały Jan Matejko pod koniec życia ze zgrozą obserwował, jak jego najzdolniejsi uczniowie odchodzą od patetycznego malarstwa historycznego. Leon Wyczółkowski, Jan Stanisławski czy Julian Fałat, członek berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych, zgodnie z wzorcami świeżo podpatrzonymi w Paryżu wyprowadzali młodzież z dusznych pracowni w plenery. Jan Stanisławski zakazywał kopiowania natury - wzorem impresjonistów polecał studentom najpierw przypatrywanie się słonecznikom i główkom kapusty, a potem malowanie z pamięci najistotniejszych tylko elementów. Kiedy w 1894 r. komplementowano Aleksandra Gierymskiego, że w obrazie "Trumna chłopska" wiernie oddał "wyraz rodzicielskiego bólu", malarz odpowiedział, iż "jedyną jego intencją było uchwycić grę fioletowych cieni na parcianych portkach chłopa". Podobnie szeroki oddech europejski cechował ówczesny Kraków muzyczny. "Nie należy w mojej muzyce szukać kosmopolityzmu. Można w niej znaleźć jedynie europejskość, a ta nie zaprzecza polskości" - mawiał Karol Szymanowski. Usiłował leczyć gruźlicę częstymi pobytami w Zakopanem, gdzie powstał jego balet "Harnasie", uważany za kwintesencję stylu narodowego w muzyce. Miał on swój odpowiednik także w sztukach plastycznych. Zofia Stryjeńska swoje stylizowane na folklor obrazki zapożyczała ze sztuki ludowej Podhala, w czym sekundował jej słynny gawędziarz i rzeźbiarz zakopiański Antoni Kenar. Z jego szkoły wywodził się jeden z najbardziej znanych eksperymentatorów rodzimej sztuki współczesnej - Władysław Hasior, który swoje słynne sztandary eksponował na podhalańskich łąkach. W czasach mocno tradycjonalistycznego Kenara w Zakopanem prowadził swoją firmę portretową Stanisław Ignacy Witkiewicz, a w nieodległej Krynicy na deseczkach i tekturkach pierwsze malunki kreślił genialny prymitywista Nikifor. Zakopane stało się istotną częścią legendy Krakowa. Na przełomie wieków doszło tam do wyjątkowego spotkania kultury przyjezdnych, nierzadko najwybitniejszych umysłów swego czasu, z kulturą góralską. Niewielka wioska zamieniła się w kurort dopiero w latach 80. ubiegłego wieku. "Z Krakowa dojeżdżało się tam góralską furmanką. Przejazd trwał dwa dni, z noclegiem w Nowym Targu. Co dziesiąty człowiek, którego spotykało się na Krupówkach, był jakąś znakomitością" - relacjonował księgarz i wydawca Ferdynand Hoesick.
Zakopane na kilka dziesięcioleci stało się miejscem corocznych zjazdów śmietanki artystycznej kraju. Stale bywali tu Stefan Żeromski, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Stanisław Witkiewicz. Tu nawiązywali kontakty osobiste, dyskutowali, prezentowali swe dzieła twórcy kraju podzielonego między trzech zaborców. Dworzec Towarzystwa Tatrzańskiego, otwarty na Krupówkach w 1882 r., stał się klubem artystycznym mieszczącym salę koncertową, teatr i czytelnię. Władysław Stanisław Reymont czytał tu fragmenty "Chłopów", a Henryk Sienkiewicz przedstawiał szkice do "Quo vadis". W Zakopanem powstały spore fragmenty "Trylogii" i "Krzyżaków". Duże partie "Ludzi bezdomnych" i "Popiołów" napisał tu Stefan Żeromski, regularnie występujący pod Tatrami z odczytami. Nic dziwnego, że właśnie w Zakopanem w 1909 r. założono Towarzystwo Pisarzy Polskich, które później przerodziło się w Związek Zawodowy Literatów Polskich. Ruchliwy kurort ściągał z każdym sezonem coraz więcej snobów, a także ludzi niespokojnych, uwikłanych w działalność polityczną. Nie przypadkiem w jego okolicach konspiracyjną działalność rewolucyjną prowadził Włodzimierz Iljicz Lenin. Kiedy władze austriackie aresztowały go i osadziły w więzieniu w Nowym Targu, na rzecz jego uwolnienia energicznie działali pisarze Jan Kasprowicz i Władysław Orkan.
Kraków swą dzisiejszą rangę w mitologii narodowej zawdzięcza w dużej mierze Wyspiańskiemu i wtopionemu w podkrakowski pejzaż "Weselu". W ciągu jednego marcowego wieczoru 1901 r. pisarz uchodzący wcześniej za niezrozumiałego modernistę został uznany za narodowego wieszcza. W teatrze, w którym przeciętną sztukę grano najwyżej pięć razy, "Wesele" tylko w sezonie 1901 miało sto przedstawień. Na jednym z pierwszych gimnazjaliści udekorowali autora wieńcem z napisem "44". Byli to synowie miejscowych urzędników, nauczycieli i adwokatów zasilających rozbudowaną machinę administracyjną Galicji, bytujących w atmosferze patriotycznej i kościelnej celebry i otoczonych bezmiarem nędzy chłopskiego społeczeństwa.
Faktycznie: rozziew między kultem poezji i historii a realiami dnia powszedniego nigdzie nie był tak dojmujący jak w Galicji. "Poezja, lud, nowa twórczość, apostolstwo pracy, chłopomaństwo pół- pijane, półsenne, półkomedianckie, wielkie słowa, małe myśli, moralistyka patriotyczna, wszystko to kłębami oplotło ducha polskich klas wyższych, zahipnotyzowało go, znieruchomiło, ułożyło w jakiś półmartwy, półmalowniczy obraz" - pisał po premierze socjalizujący dziennik "Naprzód". W rękach 2500 posiadaczy było 40 proc. galicyjskiej ziemi. W tym czasie niemal 6 mln chłopów prowadziło karłowate gospodarstwa liczące najwyżej trzy hektary. Przeludnioną wieś zamieszkiwało ponadto milion "ludzi luźnych" - bez- robotnych, a często i bezdomnych. 76 proc. Galicjan nie umiało czytać i pisać, a przeszło tysiąc z 6 tys. gmin nie miało żadnej szkoły. Doskonale za to prosperowało 17 tys. karczm. Na przełomie lat 20. i 30. produkcja przemysłowa w tej części Polski zbliżała się zaledwie do poziomu z początku wieku. Elektrownię zbudowano w Krakowie dopiero w 1908 r. Miasto żyło natomiast kolejnymi celebrami - na przykład złożeniem prochów Juliusza Słowackiego na Wawelu w 1927 r. Wieś nie zmieniła się jednak od czasów, kiedy w drugiej połowie XIX wieku opisywał ją Stefan Żeromski: "Żaden obóz, nawet postępowy, nie wejrzy w nędzę galicyjską, w ten zastój, w ten brud, nizotę i szych, jakie tu zastępują wszystko". Po ostatniej wojnie ten właśnie otoczony biedą, a wsparty długą tradycją kulturalną Kraków stał się solą w oku władzy ludowej. Miasto bardzo szybko reaktywowało po wojnie swój potencjał intelektualny - zaczął wychodzić "Tygodnik Powszechny", "Przekrój" przybliżał prasę polską do standardów światowych, publicystyczną aktywność rozwijał Konstanty Ildefons Gałczyński. By spacyfikować stolicę kulturalną kraju, postanowiono największy w Polsce kombinat metalurgiczny Nowa Huta zlokalizować właśnie w pobliżu Krakowa. "Wielka bieda była, niskie chaty były/ Niedaleko Wisły obok wsi Mogiły" - głosiła ówczesna szkolna czytanka. Kombinat wznoszono siłami przeszło 40 tys. członków ZMP i Służby Polsce, którzy spali w nie opalanych barakach, na piętrowych pryczach, do pracy chodzili często po kilka kilometrów, a w czasie jesiennej słoty brodzili po kostki w błocie. Nowa Huta okazała się jednak bezsilna zarówno w warstwie ekonomicznej, jak i ideowej. A kulturalny Kraków nabierał tymczasem nowego oddechu. Dzięki absolwentowi uczelni krakowskich Krzysztofowi Pendereckiemu polskiej muzyce udało się od początku lat 60. włączyć w nurt światowy. Krakowska Piwnica pod Baranami, która powstała na fali popaździernikowej odnowy, wzorowała się na paryskich kawiarniach owładniętych wówczas duchem egzystencjalizmu. Ewa Demarczyk, śpiewająca melodie Zygmunta Koniecznego, została zaproszona na serię koncertów do paryskiej Olimpii. A Skaldowie w sposób wzorcowo europejski łączyli folklor góralski z bachowską frazą. Akcenty kameralistyczne zawierały też melodeklamowane songi Marka Grechuty, interpretującego narodową poezję. Kraków stawał się też jednym z ważniejszych miast na literackiej mapie świata. Tutaj swoje najważniejsze powieści pisał Stanisław Lem, którego tłumaczono na wiele języków, tutaj dojrzewał talent Sławomira Mrożka, tu wreszcie uprawiała swe poetyckie zajęcie przyszła noblistka Wisława Szymborska. Z czasem europejski rozgłos zyskały również przedstawienia teatru Cricot 2, kierowanego przed Tadeusza Kantora, który na rodzimy grunt przenosił na bieżąco idee awangardy zachodniej. I odwrotnie: jego "Umarła klasa", synteza bytowania na zapadłej galicyjskiej prowincji, zyskała aplauz w całej Europie. Jerzy Stuhr, potomek radcy prawnego przedwojennego Uniwersytetu Jagiellońskiego, zaczynał swoją karierę jako wodzirej w krakowskich nocnych lokalach, skąd przeniósł do polskiego filmu typ galicyjskiego sowizdrzała, jednego z ulubionych bohaterów kulturowych epoki PRL.
Jedną z intencji festiwalu jest skrzyżowanie tego właśnie rodzimego dorobku z prądami kulturowymi całego świata. Kraków świetnie nadaje się do pokazania człowieka rozdartego między rajem konsumpcyjnym a tym opisywanym w misteriach i rytuałach. Stąd osobny Festiwal Rytuałów i Teatrów Misteryjnych, wymyślony przez Włodzimierza Staniewskiego, założyciela Stowarzyszenia Praktyk Teatralnych Gardzienice. W październiku w Krakowie zatańczą więc m.in. egipscy derwisze i Indianie Zuni. Zobaczyć będzie można mszę czarnej społeczności Kościoła zielonoświątkowego ze śpiewami spirituals. Wystąpią mnisi z góry Atos oraz reprezentanci tradycji muzycznej Laponii. - Chcemy pokazać w Krakowie pierwotne rytmy religijne, muzykę dawną i etniczną, tradycję i misteria - deklaruje Bogusław Sonik. Jednym z elementów tego scenariusza ma być cykl spotkań muzycznych "Siedem tradycji". W jego ramach wystąpi Teatr Wiejski Węgajty z benedyktyńskim dramatem liturgicznym czy grecki Chór Bizantyjski z Aten z dziewięciogodzinną "Liturgią na dzień świętych apostołów Piotra i Pawła". Szeroko prezentowane będzie muzyczne prawosławie: publiczność wysłucha zespołów śpiewaczych z Polski, Bułgarii, Rosji i Ukrainy. Równolegle zaprezentowana zostanie prawosławna sztuka ikonograficzna, m.in. ikony Jerzego Nowosielskiego, który zaprojektował też cerkiew greckokatolicką w Białym Borze na Pomorzu Zachodnim. - Projektując cerkiew, starałem się nawiązywać do architektury rzymskiej, aby ludzie, którzy tam przychodzą, zostali włączeni do europejskiej tradycji kulturowej - mówi Nowosielski. W multikulturalnym pejzażu ważne miejsce zajmuje kultura żydowska, dla której naturalnym miejscem ekspozycji stanie się krakowski Kazimierz. Na X Festiwal Kultury Żydowskiej przyjadą słynni kantorzy, m.in. Joseph Malovany i Benzion Miller. W siedmiu synagogach Kazimierza wystąpią chóry kantorów, a festiwalowi towarzyszyć będą wystawy judaików. Sam Kazimierz to odradzająca się w ciągu ostatnich kilku lat i mająca swoich miłośników w całej Europie dzielnica, która łączy uroki europejskich starówek z niemal nie zmienionym pejzażem przedwojennej dzielnicy żydowskiej.

Więcej możesz przeczytać w 3/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0