Zwrotnicowy Racan

Zwrotnicowy Racan

Dodano:   /  Zmieniono: 
Aby oddać ostatni hołd Franjo Tudjmanowi i wpisać się do grubej księgi pamiątkowej, tysiące Chorwatów cierpliwie stało po trzy godziny w kolejce do jego okrytej flagą dębowej trumny
Ale w wyborach do parlamentu, gdzie kolejki nie były przeszkodą, wyborcy zagłosowali na przeciwników autorytarnego prezydenta, "ojca-założyciela" niepodległej Chorwacji. Jego odejście otwiera bowiem przed obywatelami tego kraju szansę na długo wyczekiwaną demokratyzację i reformy gospodarcze oraz na integrację z Europą. Daje także nadzieję na poprawę sytuacji w całym regionie Bałkanów.
Zwycięzcą wyborów jest centrolewicowa koalicja z Ivicą RacŠanem na czele. RacŠan był ostatnim przywódcą partii komunistycznej w republice chorwackiej przed wybuchem wojny, która przypieczętowała rozpad Jugosławii. Opowiedział się wówczas za wolnymi wyborami. Wygrała je jednak partia Tudjmana. Po upływie dekady dzięki demokratycznemu wyborowi RacŠan powraca do władzy jako szef rządu. Nowemu premierowi - jeśli spełni przedwyborcze obietnice - przypadnie rola zwrotnicowego w chorwackiej polityce. Zamierza on zasadniczo zmienić kurs forsowany przez zmarłego prezydenta. Nacjonalizm Tudjmana i jego autorytarne metody sprawowania władzy przynosiły byłemu generałowi armii Josipa Broz Tito sukcesy w wojnie secesyjnej przeciwko Belgradowi. Pomagały też w konsolidacji nowo powstałego państwa, ale później stały się kulą u nogi - zarówno w polityce wewnętrznej, jak i w stosunkach Zagrzebia z zagranicą. Chorwacja pogrążała się coraz bardziej w samoizolacji i oddalała od Europy - podobnie jak Słowacja pod rządami Vladimira MecŠiara i Białoruś sterowana przez Aleksandra Łukaszenkę. Widocznym tego dowodem było choćby to, że na pogrzeb Tudjmana większość państw przysłała jedynie delegacje niskiego szczebla. Tudjman, zwłaszcza w ostatnich latach, miał niemal obsesję na punkcie "spisków" Zachodu, zmierzających - jak sądził - do podminowania niepodległości Chorwacji i utrzymywania jej na dystans przez resztę Europy. Chorwacja istotnie była na cenzurowanym między innymi za łamanie praw człowieka (w tym wolności prasy i praw mniejszości) oraz niechęć do współpracy z ONZ-owskim trybunałem ds. zbrodni wojennych. Zagrzebiowi odcięto drogę od negocjacji w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej; Chorwaci nie mieli dostępu do brukselskich funduszy pomocowych, nie uczestniczyli też w NATO-wskim programie "Partnerstwo dla pokoju". Jednocześnie Chorwacja przeżywała coraz większe kłopoty gospodarcze. Bezrobocie przekroczyło 20 proc., a wynagrodzenia i emerytury wypłacano z opóźnieniem. Nomenklaturowa prywatyzacja spotęgowała korupcję. Wszystko to sprawiało, że polityka uznawanego za bohatera narodowego Tudjmana, w ostatnich latach cierpiącego na raka, coraz bardziej rozmijała się ze społecznymi oczekiwaniami. Sam prezydent był głuchy na złe wieści. RacŠan zapowiada, że jego priorytetem będzie gospodarka. Obiecuje obniżanie podatków i wydatków budżetowych, zachęty dla inwestorów oraz ograniczanie bezrobocia. Podstawowym celem nowego rządu w polityce zagranicznej ma być przełamanie międzynarodowej izolacji Chorwacji. Prawdopodobnie będzie on bardziej skłonny do współpracy ze społecznością międzynarodową w sprawie Bośni. Tudjman próbował niegdyś na spółkę ze swoim wrogiem, Slobodanem MiloŠseviciem, podzielić Bośnię między Serbię i Chorwację. Nawet później podtrzymywał nadzieje bośniackich Chorwatów na zjednoczenie z rodakami. Na rozwiązanie czeka kwestia ewentualnego powrotu 100-150 tys. serbskich uchodźców do Chorwacji, przewidzianego w układzie pokojowym z Dayton. W zamian nowy rząd będzie oczekiwał od Zachodu pomocy w restrukturyzacji gospodarki i poparcia dla dążeń integracyjnych. Zarówno Unia Europejska, jak i USA nie ukrywają zadowolenia z rezultatu wyborów. Zachodni dyplomaci po cichu liczą na to, że zmiana we władzach Chorwacji będzie także zachętą do zjednoczenia dla serbskiej opozycji. MiloŠsević cieszy się jednak dobrym zdrowiem. Po zwycięstwie w wyborach parlamentarnych dotychczasowa chorwacka opozycja, choć zapowiada ograniczenie władzy prezydenta, jednocześnie ostrzy sobie zęby także na prezydenturę - tym bardziej że wybory odbędą się jeszcze w tym miesiącu. Były dysydent, Drażen BudiŠsa, obecnie drugi z liderów opozycji, będzie jej kandydatem na ten urząd. Ugrupowanie Tudjmana, zdruzgotane po wyborczej klę-sce, zdecydowało wystawić umiarkowanego Mate Granicia, szefa dyplomacji w dotychczasowym rządzie, choć wcześniej odmówiło mu namaszczenia. Czy adwersarze Tudjmana zgarną po jego śmierci całą pulę?


Więcej możesz przeczytać w 3/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0