Antykonstytucyjny podatek

Antykonstytucyjny podatek

Czy progresywny podatek dochodowy jest zgodny z konstytucją?
Wszyscy są równi wobec prawa. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny" - czytamy w konstytucji III RP. Czy wolno zatem gorzej traktować bogatych niż biednych? Premiować bezczynność, a karać przedsiębiorczość? W Polsce (a także w wielu innych krajach) wolno - taki stan rzeczy wprowadza ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych, oparta na zasadzie progresji (stawki podatku zależne są od wysokości dochodów). Progresja podatkowa - chociaż legalna, bo przyjęta przez demokratycznie wybrane parlamenty - jest tymczasem sprzeczna z zasadą równości obywateli wobec prawa, która jest fundamentem wszystkich innych praw.

Równi i równiejsi
"Wysoka woda podnosi wszystkie łódki, nie tylko luksusowe" - powiedział amerykański prezydent Ronald Reagan, uzasadniając obniżkę podatków. - Moim zdaniem, wielkość osiąganych dochodów może być czynnikiem różnicującym podatników i stanowić podstawę do wprowadzenia odmiennych stawek podatkowych - twierdzi prof. Kazimierz Działocha, były sędzia Trybunału Konstytucyjnego, obecnie poseł SLD. - To fałszywe przekonanie - polemizuje dr Robert Gwiazdowski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, szef Komisji Podatkowej Centrum im. Adama Smitha. - Stawki i progi podatkowe określane są w sposób absolutnie arbitralny, a taki brak czytelnych kryteriów godzi w zasadę równości.
Zasadę równości podatkowej chciał wprowadzić Leszek Balcerowicz, przygotowując w 1998 r. projekt podatku liniowego - łatwiejszego do poboru, korzystniejszego dla gospodarki, a przede wszystkim bardziej sprawiedliwego. Koncepcja ta nie przekonała parlamentarzystów. W Polsce nadal obowiązuje więc prymat ideologii nad prawem i ekonomią - mgliste pojęcie sprawiedliwości społecznej jest ważniejsze od zasady równości wszystkich obywateli wobec prawa.
Konstrukcja podatku progresywnego polega na tym, że bogatsi nie tylko płacą proporcjonalnie więcej niż biedniejsi (20 proc. od 100 tys. zł to 10 razy więcej niż 20 proc. od 10 tys. zł), ale stosuje się wobec nich wyższą stawkę podatkową, na przykład dwa razy wyższą. Sprawiedliwość społeczna jest zatem "wymierzana" bogatszym dwa razy, co oznacza naruszenie zasady równości wobec prawa. Jednocześnie konstrukcja podatku progresywnego zawiera niezwykle zróżnicowany i skomplikowany system odliczeń. Ten system dyskryminuje przede wszystkim najuboższych - większości z nich nie stać na inwestycje, za które przysługują ulgi. I w tym wypadku naruszona zostaje konstytucyjna zasada równości, tyle że tym razem "bici po kieszeni" są najbiedniejsi.

Jakim prawem?
W orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego wielokrotnie odwoływano się do zasady równości. "Wszystkie podmioty prawa charakteryzujące się daną cechą istotną w równym stopniu mają być traktowane równo, a więc według jednakowej miary, bez zróżnicowań zarówno dyskryminujących, jak i faworyzujących" - wyjaśniali sędziowie trybunału. Podkreślali także, iż odmienne traktowanie jest dopuszczalne, "jeżeli służy zasadzie sprawiedliwości społecznej". Nigdy jednak "cel nie może uświęcać środków", a obie wartości muszą być proporcjonalnie wyważone. Na tej podstawie TK uznał na przykład, że pozbawienie dodatków mieszkaniowych osób zajmujących lokale socjalne, prowadzących działalność gospodarczą oraz rolników było pogwałceniem zasady równości.
- Stosowanie jakiejkolwiek zasady konstytucyjnej nie może prowadzić do zmarginalizowania innych wartości, o których mówi ustawa zasadnicza. Przecież zbyt duże ciężary podatkowe mogą godzić w regułę wolności gospodarczej - twierdzi prof. Adam Zieliński, były rzecznik praw obywatelskich. Skoro zatem decydujemy się na progresję podatkową, przynajmniej powinna być ona stosowana powściągliwie i z umiarem. Do czasu, aż Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnie, czy jest ona w ogóle zgodna z konstytucją. - Najwyższy czas, aby rozpocząć publiczną debatę na temat tego, co tak naprawdę oznacza równość w obowiązkach obywateli wobec państwa - uważa dr Robert Gwiazdowski.
Podatek progresywny traktuje się niemal jak dogmat prawno-ekonomiczny, chociaż jego stosowanie nie prowadzi do zrealizowania żadnego z celów, którymi tłumaczy się jego istnienie. Nie jest on bowiem sprawiedliwy, jego pobieranie nie prowadzi do pomnażania bogactwa narodowego, nie pomaga biednym, nie sprzyja tworzeniu nowych miejsc pracy, nie wpływa na skalę społecznych nierówności. Wszyscy ci, którzy uważają, że zasada progresji podatkowej jest sprzeczna z innymi wartościami zagwarantowanymi w konstytucji, a także krępuje rozwój gospodarczy, mogą skorzystać z indywidualnej skargi konstytucyjnej. Niech Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnie, czy progresywne podatki, a więc dyskryminujące nie tylko zamożniejszych, ale także lepiej i wydajniej pracujących, są zgodne z zasadą równości wobec prawa. Niech trybunał odpowie na pytanie, na jakiej podstawie część obywateli łoży na utrzymanie państwa więcej niż inni, choć nie wynika to wcale z akceptowanej społecznie zasady proporcjonalności i solidarności. 

Okładka tygodnika WPROST: 33/2000
Więcej możesz przeczytać w 33/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0