Opakowani w śmieci

Opakowani w śmieci

Dodano:   /  Zmieniono: 
Sensacyjnie wyglądają najnowsze europejskie statystyki: świat odchodzi od aluminium i plastiku, opakowań jednorazowych
Po zsumowaniu wszelkich kosztów ekologicznych (emisja trujących gazów i pyłów podczas produkcji, wykorzystanie surowców, a przede wszystkim rosnące opłaty za składowanie odpadów) ich produkcja przestała się po prostu opłacać. W Szwecji masa rocznie wytwarzanych opakowań w latach 1993-1999 zmniejszyła się z 1,14 mln ton do 935 tys. ton. Podobny proces zachodzi w Niemczech, gdzie ich masa w ciągu ostatnich ośmiu lat zmalała z 15,6 mln do 14,1 mln ton. Czyżby rozwiązano jeden z głównych problemów niepokojących ekologów i urbanistów wielkich miast zachodniej Europy?

W Polsce jeszcze niedawno aluminiowe puszki, butelki PET, wzmacniane aluminium kartonowe pojemniki do soków, opakowania z papieru i plastiku były symbolem "lepszego świata": sterylnego, kolorowego, nowoczesnego, przez długi czas niedostępnego. Kolekcje pustych, często lekko nadgniecionych puszek po coca-coli i zachodnich piwach ozdabiały polskie mieszkania. Teraz stały się problemem - stanowią już bowiem niemal połowę śmieci na polskich wysypiskach.
Prowadzimy dziś w rankingu europejskich producentów opakowań jednorazowych, szczególnie tych najgroźniejszych dla środowiska. W naszym kraju ich produkcja rosła w ostatnich latach o kilka, kilkanaście procent rocznie. W 1999 r. wytworzono w Polsce ponad 1,1 mld puszek aluminiowych. Dziesięć razy więcej niż w Szwajcarii (115 mln sztuk), dwanaście razy więcej niż w Skandynawii, kilkakrotnie więcej niż w Austrii (340 mln), Niemczech (640 mln), krajach Beneluksu (350 mln) czy we Francji (730 mln). W tych państwach rosną bowiem dopłaty do bezzwrotnych opakowań i wprowadza się kaucje. Produkowanie opakowań jednorazowych przy tak wysokich podatkach ekologicznych zwyczajnie przestało się opłacać.
Ostatniego roku do środowiska w naszym kraju wprowadziliśmy 2,76 mld butelek plastikowych. Każdego miesiąca na wysypiska śmieci trafiło kilkanaście tysięcy ton opakowań. Wyprodukowaliśmy niemal 2 mld plastikowych kubków do jogurtów. W chwili gdy w Austrii ogłasza się zakaz wprowadzania na rynek opakowań jednorazowych do wody mineralnej, piwa oraz napojów gazowanych, w Danii zakazuje się konfekcjonowania piwa w puszkach i innych pojemnikach jednorazowych, a we Francji ponaddwukrotnie podnosi się opłaty za wprowadzanie do środowiska opakowaniowych śmieci, w Polsce producenci opakowań czują się zwolnieni z jakiejkolwiek odpowiedzialności. Zarówno organizacje ekologiczne, jak i instytucje państwowe są bowiem wyjątkowo słabe. Przy tak gigantycznym wzroście produkcji opakowań jednorazowych brak jest choćby prowizorycznych systemów odbioru i przetwarzania zużytych opakowań.
Nie bez powodu ekolodzy powtarzają, że hałdy odpadów tarasują naszą drogę do Unii Europejskiej. Na przykład Węgrzy dawno już wprowadzili system podatków ekologicznych i opłat produktowych na opakowania. Zgodnie z "dyrektywą opakowaniową" unii państwo członkowskie wspólnoty musi zapewnić odzysk lub usuwać odpady w sposób bezpieczny dla środowiska (a takim nie jest ich spalanie). Od 1 lipca przyszłego roku 50-60 proc. surowców z opakowań musi być odzyskiwane także w Polsce. Takie jest stanowisko Unii Europejskiej. Reakcją ze strony "lobby śmieciowego" w Polsce, zainteresowanego przedłużaniem się prac nad projektami ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych oraz ustawy o odpadach produktowych, lokalizowaniem tu kolejnych spalarni i zakładów produkujących opakowania jednorazowe, jest tylko śmiech.
Prowadzimy w europejskich rankingach śmieciarzy za sprawą kolejnych milionów ton opakowań trafiających nie tylko na wysypiska, ale też do rowów i lasów. Na zachodzie Europy wprowadzono w życie zasadę "trzech U": unikania (co zmniejsza ilość odpadów o połowę), użycia po raz kolejny (o kolejne 10-20 proc. ogranicza to ich przyrost), utylizacji (recykling, kompostowanie). W Polsce tymczasem od lat toczą się akademickie dyskusje o korzyściach z objęcia wyższą stawką VAT odpadów nie segregowanych, a niższą bądź zerową posegregowanych.
Możemy korzystać ze sprawdzonych w innych krajach wzorców, choćby z niemieckiego systemu Der Grüne Punkt. Od 1991 r. produkty oznakowane "zielonym punktem" są obciążone minimalnym podatkiem ekologicznym. Środki z tego podatku trafiają do firm zajmujących się organizowaniem zbiórki opakowań, przeznaczane są też na dopłaty do cen skupu surowców wtórnych. Producenci, którzy nie przystąpili do systemu, zostali zobowiązani do samodzielnego odbioru i utylizacji opakowań (sic!). W efekcie aż 72 proc. opakowań w Niemczech stanowią dziś opakowania zwrotne; jednorazowe po doliczeniu kosztów ich utylizacji okazują się zbyt drogie. System ten wprowadziło osiem innych krajów. Na przykład w Portugalii opakowania jedno-razowe mogą być wprowadzane na rynek tylko przez przedsiębiorców uczestniczących w zarejestrowanym systemie zbiórki i recyklingu opakowań.
Finowie wprowadzili ostatnio podatek od wszelkich opakowań jednorazowego użytku do napojów. Założyli bowiem - i to całkiem realistycznie - redukcję całkowitej masy wprowadzanych na rynek opakowań o kolejnych kilka procent jeszcze w tym roku. W Belgii podatek na opakowania jednorazowe nakładany jest wówczas, gdy producent nie osiągnie poziomu zbiórki i recyklingu w wysokości 70-80 proc. Dotyczy to szczególnie aluminium i PCV, na które nałożono najwyższe podatki, gdyż są to produkty najbardziej obciążające środowisko, stanowiące "odpad na wieki". W podobny sposób rozprawiono się z butelkami plastikowymi w Holandii, ostatecznie eliminując je z rynku.
Dopóki zanieczyszczanie środowiska się opłaca, dopóty będzie trwać - to kwintesencja raportów unijnych dotyczących ochrony środowiska w Polsce. Tymczasem podatki ekologiczne i opłaty produktowe stały się w Europie głównym mechanizmem ograniczania przyrostu ilości odpadów i poprawy stanu środowiska. Nakładane są nie tylko na opakowania, ale także na zużyte oleje, akumulatory, opony, sprzęt elektroniczny. W Belgii opłatami produktowymi obciążono ostatnio producentów i importerów jednorazowych aparatów fotograficznych i golarek. W Danii nalicza się je na pestycydy, naczynia i sztućce jednorazowe, a także na złomowane auta. W Holandii opłaty ekologiczne nałożono na wszystkie produkty zawierające rtęć, na Słowacji - na PCV, zaś w Szwajcarii - na chlorowane rozpuszczalniki, opakowania aluminiowe, metalowe i PET. Ta ostatnia przoduje zresztą w zagospodarowywaniu wszelakich odpadów: już dziś 95 proc. szkła produkuje się z surowców wtórnych. W Niemczech ponowne wykorzystanie butelek po wodach mineralnych i piwie sięgnęło 80-90 proc. We Włoszech po wprowadzeniu opłat ekologicznych na jednorazowe torebki plastikowe handel zaczął szukać innych rozwiązań. Wcześniej nie był do tego zmuszony.

Więcej możesz przeczytać w 33/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0