Proszę zapiąć pasy

Proszę zapiąć pasy

Ten, kto czytał prasę w ostatnich dniach i przez nieuwagę nie zapiął pasów bezpieczeństwa, ryzykował wiele. Mógł zerwać się gwałtownie, przerażony informacją o lustracyjnym zamachu stanu, co zawsze grozi urazem kończyn, a nawet głowy. Inne informacje też do bezpiecznych nie należały, zatem Izba Wydawców Prasy powinna rozważyć możliwość wyposażania czytelników w pasy bezpieczeństwa oraz - za niewielką dopłatą - w airbag. Tylko poduszka powietrzna uchroni przed rozbiciem głowy czytelnika "Trybuny", na której łamach Leszek Miller doniósł, że w gabinecie Mieczysława Rakowskiego był (w lampie) podsłuch wykorzystywany w celu inwigilacji lewicy przez generała W. Jaruzelskiego. Jeżeli sytuacja dalej będzie się rozwijała w takim tempie, to wkrótce dowiemy się, że Miller oraz Kwaśniewski mieli być internowani w czasie stanu wojennego. Zapobiegła temu bezpośrednia interwencja Ronalda Reagana w Moskwie, co spowolniło proces obalenia PRL.
Jedyna różnica między mną a wariatem polega na tym, że ja wariatem nie jestem - zwykł mawiać Salvadore Dali. Niestety, każdy może się podpisać pod tym stwierdzeniem hiszpańskiego surrealisty, także wariat. Tylko zapięte pasy pozwalają spokojnie przyjąć do wiadomości przekonanie posła Lityńskiego, że zarówno Lech Wałęsa, jak i Aleksander Kwaśniewski zostaną w wyniku procesu lustracyjnego uniewinnieni. Cóż, różnica między Wałęsą a Kwaśniewskim jest porażająca i stawianie ich w jednym rzędzie graniczy z absurdem. Gdyby nawet - zakładając hipotetycznie - Lech Wałęsa podpisał sto lojalek, to całe jego życie, przywództwo "Solidarności" i pokojowe obalenie PRL świadczą, że nigdy nawet przez ułamek sekundy nie współpracował z SB. Z Aleksandrem Kwaśniewskim jest dokładnie odwrotnie. "Pan Aleksander Kwaśniewski nie był tajnym współpracownikiem, dlatego że był współpracownikiem jawnym" - stwierdza nie bez racji Lech Wałęsa ("Krzywe zwierciadło lustracji"). "Ja - pisze Wałęsa - nie byłem tajnym współpracownikiem, bo byłem przeciwnikiem jawnym".
Histeria lustracyjna związana z osobą Kwaśniewskiego, jego zachowanie w czasie procesu lustracyjnego - wszystko to potwierdza pierwsze prawo Tomasza Lisa, że największym wrogiem Kwaśniewskiego nie jest Krzaklewski, Wałęsa, Miller czy Kalinowski, lecz sam Kwaśniewski. Jego popularność nie spadła, mimo że skłamał, podając, iż ma wyższe wykształcenie. Jego popularność nie spadnie też, gdyby się okazało, że był "jawnym współpracownikiem". Tyle że to kłamstwo niesie z sobą bolesne konsekwencje. Nawet bardzo duża popularność kandydata na prezydenta nie pozwala sądowi - co zapewne zasmuci niektórych publicystów - na umorzenie postępowania. Jeśli chcemy przynależeć do cywilizacji zachodniej, a nie bizantyńskiej, wszyscy, także prezydent, muszą podlegać takim samym procedurom sądowym - podkreśla Andrzej Grajewski w "Rozmowie wprost".
Kiedy zapięte pasy wbijają mi się w obojczyk, otwieram "Takie czasy... rzecz o kompromisie" Adama Michnika, książkę wydaną w Aneksie w 1985 r. Wtedy spokojnie mogę odpiąć pasy bez obawy rozbicia głowy o "prasową bieżączkę". To bardzo mądra książka, niestety, to tylko mądra książka, ale warta przypomnienia, zwłaszcza dzisiaj.
Proszę nie odpinać pasów, czytając najnowszy artykuł okładkowy o przemyśle żebraczym ("Żebraczy biznes"), który być może ma szansę wejść na giełdę po konsolidacji. Wszyscy jesteśmy inwestorami w tym żebraczym interesie, kupując tak naprawdę dobre samopoczucie za niewielkie pieniądze. I tak działa niewidzialna ręka rynku.
Więcej możesz przeczytać w 33/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0