Król luksusu

Król luksusu

Bernard Arnault swoich 41 mld dolarów dorobił się, zaspokajając snobizm finansowej arystokracji. Luksus z jego podpisem sprzedaje się doskonale, nawet mimo globalnego kryzysu.
To geniusz! – zachwycał się Bernard Arnault w 1996 r. nowym głównym projektantem domu mody Dior. – John Galliano zrobi dla Diora to, co  zrobiłby Christian Dior, gdyby żył!

I rzeczywiście. Pod wodzą Galliano Dior prosperował świetnie, sam projektant wdarł się do czołówki kreatorów mody, a przyzwyczajone do fortepianowej ekwilibrystyki dłonie właściciela (Arnault jest pianistą amatorem, ale podobno całkiem niezłym) liczyły milionowe zyski. Galliano zawiódł dopiero kilka miesięcy temu. Tyle że nie biznesowo, ale moralnie i wizerunkowo. Pijany obrzucił grupkę gości jednego z paryskich barów antysemickimi hasłami. Arnault nie miał ani chwili wątpliwości: Galliano, geniusz i kura znosząca złote jaja, musi odejść. – U nas już nigdy pracy nie znajdzie –  zaznaczył na konferencji prasowej biznesmen. 

Amerykańska lekcja

Byli menedżerowie firmy przyznają anonimowo, że wyroki Arnaulta są szybkie, nieodwołalne i surowe. Nawet gdy chodzi o jego ulubieńców. To  właśnie dzięki swej umiejętności szybkiego podejmowania decyzji, a potem ich konsekwentnego realizowania Arnault osiągnął spektakularny sukces. Oprócz Diora kontroluje też LVMH, konglomerat ponad 60 firm produkujących dobra luksusowe. W 2010 r. sprzedały one towary za 20 mld euro i miały z tego 3 mld euro zysku. W tym roku – na przekór kryzysowi – będzie lepiej nawet o mniej więcej 15 proc. Może w 2012 r. Arnault wskoczy na podium listy najbogatszych ludzi świata? Obecnie z 41 mld dolarów majątku jest czwarty – za Warrenem Buffettem, Billem Gatesem i  Carlosem Slimem.

Przydałby się w pierwszej trójce wreszcie jakiś Europejczyk, prawda? Tyle że Arnault to wątpliwa reprezentacja Europy. To biznesmen w amerykańskim stylu – nie europejskim, a już na pewno nie  francuskim. Jest dynamiczny i bezwzględny, a nie ślamazarny i  wyrozumiały.

– Szybki kurs zarządzania przeszedłem w Stanach Zjednoczonych – przyznaje często w wywiadach.

Do USA wyjechał w 1981 r., gdy do władzy we Francji doszedł Franćois Mitterrand. A nawet nie tyle, „gdy", ile „dlatego że”. Mitterrand był socjalistą, a Arnault –  wzorcowym kapitalistą. Polityczny klimat przestał sprzyjać rozwijaniu biznesu nad Sekwaną. A Arnault prowadził rodzinną firmę deweloperską budującą apartamenty turystyczne. Zdecydował o wyjeździe do USA. Tam też budował apartamenty – w Palm Beach. Poniósł jednak klęskę. To dlatego –  jak przyznaje – że francuska rzeczywistość nie nauczyła go prawdziwego znaczenia słowa „konkurencja”.

– We Francji biznes robi się na  politycznych salonach. W USA liczy się zysk – tłumaczył po powrocie do  Francji w 1983 r. Wspominał też, że zanim opuścił Stany, sprzedał swoją piękną willę na Long Island sąsiadowi, potentatowi medialnemu Johnowi Kluge: – Okazało się, że kupił moją willę tylko po to, by ją wyburzyć! Zasłaniała mu widok z okna! To było takie amerykańskie. Kluge dał mi najważniejszą lekcję biznesową w życiu: gdy chcesz coś zrobić, zrób to  natychmiast. We Francji ludzie mają tyle pięknych idei i tak rzadko je  realizują…

Koniec z przerwą na obiad!

W 1984 r. Arnault za 15 mln dolarów kupił od francuskiego rządu (przyciśnięty gospodarczą koniecznością Mitterrand zaczął szukać kompromisów z kapitalistami) podupadającą firmę z branży tekstylnej –  Boussac. Posiadała ona prawa do legendarnej i działającej na wyobraźnię nazwy: Dior.

Arnault był zainteresowany właśnie Diorem i również należącą do Boussac siecią luksusowych sklepów Le Bon Marché. W iście amerykańskim stylu, zwalniając 8 tys. osób, wyczyścił firmę z  wszystkich, których uznał za darmozjadów („tylko chodzili na lunche i  szastali pieniędzmi"). A potem prawie całą sprzedał, i to z pokaźnym zyskiem. To „prawie” czyni różnicę, bo zachował właśnie Diora i Le Bon Marché. I świeżutkie 400 mln dolarów, które pozwoliło mu na jeszcze bardziej drapieżne rynkowe posunięcia. Namierzył dwie połączone z sobą w  1987 r. firmy, Moët Hennessy i Louis Vuitton. Tylko jak przejąć udziały? Na szczęście dla Arnaulta szefowie obu firm już od samego początku mariażu byli w ostrym konflikcie. Tak ostrym, że alkoholowo-modowa potęga, dziś znana jako LVMH, poszła w końcu pod młotek. Arnault nie  mógł tego nie wykorzystać. W 1988 r. kupił 24 proc. udziałów w LVMH, by  pół roku później, wykorzystując giełdową przecenę, przychylność banków i  alians z browarem Guinness, przejąć pakiet kontrolny. Przez rynek przetoczyło się westchnienie podziwu i zazdrości. Od początku było jasne, że Arnault ma bardzo konkretny i ambitny plan: uczynić z LVMH największą na świecie grupę produkującą i sprzedającą towary luksusowe.

W 1989 r. powiedział pismu „Fortune": – Z reguły kochamy z  niewytłumaczalnych przyczyn, ale moja miłość do luksusu jest całkowicie racjonalna. Na niczym nie zarobi się tak, jak na produktach z najwyższej półki. Zaczęła się trwająca do dziś wycieczka Francuza po rynkowych wyprzedażach. W latach 90. Arnault zyskał sobie sławę reformatora, którego główna reforma nosi nazwę „zwolnienia grupowe”. Dużo mówią o nim cytaty z tamtych lat: „To twardy gość, ale w przypadku pieniędzy lepszy taki niż czaruś” (Michele Giovannetti, inwestor i  finansista) albo „Tasuje akcjami jak kartami, to giełdowy rajdowiec, francuski Donald Trump” ( jeden ze zwolnionych przez Arnaulta menedżerów LVMH). Koniec końców zebrał w swoim imperium legendarne marki. Perfumy Guerlain. Szampan Dom Pérignon. Zegarki Tag Heuer Zenith. Ubrania spod znaku Emilio Pucci czy Donny Karan. I jeszcze nasza krajowa wódka Belvedere. I obecna także w Polsce sieć sklepów Sephora. A do tego Arnault jest jednym z głównych udziałowców sieci wprawdzie niezbyt luksusowych, ale dochodowych i również obecnych u nas supermarketów Carrefour.

Wrażliwość artystyczna

Arnault nie kupuje poszczególnych marek po to, by je mieć i odcinać kupony od sukcesu wypracowanego przez innych. Kupuje je, by je rozwijać. W 1997 r. amerykański „Forbes" pisał: „Berluti, włoski producent obuwia ze stuletnimi tradycjami. Jeden sklepik w Paryżu. Arnault kupił go dwa lata temu. Na pewno nada temu przedsięwzięciu globalny rozmach”. No i  faktycznie. Jest rok 2011. Berluti ma swoje sklepy w japońskim Kobe, w  tureckim Stambule, a także w Hongkongu. Do grona swoich klientów zalicza m.in. Roberta De Niro, Gérarda Depardieu czy Arnolda Schwarzeneggera.

Łączenie produktów ze znanymi twarzami od dawna wychodziło Francuzowi na  dobre. W latach 90. podarował lady Dianie poręczną torebkę Diora. Sprzedaż tego modelu (kosztował 1,2 tys. dolarów) natychmiast mocno wzrosła, podnosząc roczne przychody marki o 23 proc.! Ostatnio zaś  Arnault w promocyjne tryby swojej flagowej marki Louis Vuitton (butiku z  torbami, torebkami i walizkami tej marki nie ma w Polsce – jesteśmy na  to zbyt biedni!) zaprzągł Angelinę Jolie. Wysłał ją do Kambodży i nagrał z nią artystyczne spoty reklamowe. Angelina pozwoliła się fotografować tam boso i (podobno) bez makijażu. Za 10 mln dolarów. Opłaca się wydawać aż tyle? Oczywiście. Tylko w ten sposób można przekonać klienta, że  luksusowa marka to coś więcej niż znaczek na torebce czy buteleczce z  perfumami. Że to bilet wstępu do innego, lepszego, przyjemniejszego świata. Ludzie mody dostrzegli w posunięciach Arnaulta coś więcej niż  większość i więcej niż analitycy giełdowi, coś przekraczającego wrodzoną inwestorską intuicję i zaimportowany z Ameryki spryt. – Wspaniałe w nim jest to, że ponownie ożywił ten nudny, zakurzony stary dom mody. Nie bał się nowości. Większość biznesmenów nie zrozumiałaby, czego potrzeba Diorowi. Są pozbawieni odpowiedniej wrażliwości, nie mają do tego smykałki – recenzowała kolejne posunięcia biznesmena naczelna „Vogue’a" Anna Wintour.

Co bohaterka książki „Diabeł ubiera się u Prady" miała na myśli? Choćby zatrudnienie wspomnianego Galliano i zgodę na to, aby złamał kilka modowych zasad. Do historii przeszedł już „Homeless Show” z 2000 r., w  którym modelki wkroczyły na wybieg ubrane w prawdziwe gazety i papierowe torby. Po co robić pokaz kostiumów, których nikt nigdy nie założy? Jak to „po co”? Głupie pytanie. Po to, by o tym mówiono. Ale to też sztuka dla sztuki, czyli… sztuka nowoczesna. Arnault uwielbia sztukę nowoczesną – zgromadził kolekcję tysiąca nowoczesnych dzieł i buduje muzeum, w  którym mają się znaleźć. Jest konsekwentny: zna artystów tworzących dla wąskich grup odbiorców, na fortepianie grywa utwory zupełnie nieprzyswajalne dla miłośników popu (obecną żonę poderwał na preludium Aleksandra Skriabina) i produkuje rzeczy, które z założenia nie mają być ani masowe, ani popularne. W  opinii Arnaulta luksus jest czymś, co winno kojarzyć się raczej z  arystokracją. Z tą współczesną arystokracją, którą wyróżniają raczej dobry smak i dobre pieniądze niż dobre urodzenie. Do grona jego znajomych należy japoński artysta Takashi Murakami, architekt Frank Gehry czy Jeff Koons, uchodzący za wybitnego kontynuatora Warhola. Sam Arnault lubi się wśród tej współczesnej arystokracji pokazywać. Szczególnie lubi bywać na ślubach głów państw. I – naturalnie – nie  znosi, gdy ktoś mówi przy nim o demokratyzacji czy upowszechnieniu luksusu.

1 proc. oryginałów

Tyle że demokracja puka do drzwi imperium Arnaulta coraz głośniej. Wszystkie produkty ze stajni LVMH są masowo podrabiane. Najczęściej te  ze znaczkiem Louis Vuitton. Słynny, wymyślony już w 1896 r. wzór „Monogram Canvas" należy do najczęściej kopiowanych na świecie.

Tylko niecały 1 proc. produktów z tym wzorem to produkty oryginalne. Jakość podróbek wzrosła tak, że odróżnić kopię od oryginału coraz trudniej. W internecie powstają specjalne fora z poradami, jak to zrobić. Często rzekomo oryginalne torebki nigdy nie ukazały się w danej serii. Np. w  serii Multicolore nigdy nie wypuszczono modelu torebki o nazwie Papillon, a jednak w sieci można ją kupić… Poza tym produktu LV nie  można kupić na przecenie, z rabatem czy w outlecie (to niezmienna strategia firmy). Jeśli trafimy gdzieś na przeceniony towar z tym znaczkiem, powinna nam się zaświecić w głowie czerwona lampka! No i  cena. Na Allegro znajdziemy nieużywaną torebkę za 480 zł? Niemożliwe… Ceny torebek LV to zazwyczaj co najmniej 1000 zł, o cenach rekordzistek nie wspominając. Podróbki przyprawiają Arnaulta o tym większy ból głowy, że najczęściej pojawiają się w krajach, które chciałby traktować jako antykryzysowy bufor. A więc w Azji. Arnault wręcz chwali się tym, że  podczas gdy świat z Chin importuje, on do Chin eksportuje.

Podróbki psują ten obrazek. – Hindus nigdy nie kupuje w salonie Louis Vuitton i  nigdy go nie odwiedza. Chińczyk również nigdy nie kupuje, ale odwiedza salon codziennie. Swoim smartfonem robi zdjęcie najnowszej torebce z  najmodniejszej serii i wysyła je kumplom z Hongkongu z dopiskiem: „Zróbcie identyczną i sprzedajcie tanio Hindusowi" – żartował w jednym ze swoich skeczy kanadyjski komik Russell Peters. Arnault stosuje wszystkie możliwe metody walki z podróbkami.

By przyskrzynić ich producentów, zatrudnia 250 prywatnych detektywów, kilkudziesięciu prawników, wydając na nich rocznie ponad 25 mln euro. Jak podaje „Gazeta Finansowa", w 2005 r. antypodróbkowy sztab Arnaulta codziennie przeprowadzał 20 „nalotów”. W ich wyniku aż tysiąc osób trafiło za  kratki! Teraz metody są już bardziej globalne. W maju tego roku największy serwis aukcyjny świata eBay i LVMH połączyły siły. Będą kontrolować handel wtórny produktami LVMH i wspólnie wyławiać oszustów. Tyle że dla chcącego nic trudnego.

Torebki Louis Vuitton, którymi obwieszeni są młodzi Murzyni na placu św. Marka w Wenecji czy na  nadmorskim bulwarze hiszpańskiego Costa del Sol, kosztują przynajmniej trzy razy mniej, a trzeba dobrze wyszkolonego celnika, by odróżnił podróbkę od oryginału… Czy Bernardowi Arnaultowi uda się wygrać? Z  podróbkami? Z konkurencją – choćby z Franćois-Henri Pinaultem, właścicielem marek Gucci i Yves Saint-Laurent? Z wiekiem? Ma już w końcu 62 lata. Na pewno będzie walczył. Jego marzeniem jest przejęcie domu mody Herm?s. Ma już ponad 21 proc. jego akcji. Współpraca: Karolina Zajezierska

Okładka tygodnika WPROST: 51-52/2011
Więcej możesz przeczytać w 51-52/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 51-52/2011 (1506)

  • Z dziejów mądrości w Polsce 18 gru 2011, 12:00 Tak jak rok 2010 był rokiem smoleńskiej porażki państwa polskiego, tak rok 2011 był rokiem sukcesu polskiego społeczeństwa. 6
  • Jarosław, piłkę zbaw! 18 gru 2011, 12:00 Zaczynam swoje cotygodniowe zwierzenia przepojony radością, optymizmem, wiarą w przyszłość. 8
  • Spleśniały opłatek, pijany Mikołaj 18 gru 2011, 12:00 Polskie media zagotowały się od ploty, jakoby Kazik Staszewski miał być jurorem w programie „Bitwa na głosy”. 10
  • Apostołowie. Nie tacy święci 18 gru 2011, 12:00 Wszystko, co dziś wiemy o Jezusie, wiemy od nich. Kim byli apostołowie? 14
  • Wigilie na dziwnych krańcach świata 18 gru 2011, 12:00 Osiem opowieści o Świętach, które trudno by było wymyślić. Tam, gdzie skaczą delfiny, w magicznej bieli, na zaproszenie muzułmanów, w poszukiwaniu siebie. 18
  • Marzenie o myciu włosów prawą ręką 18 gru 2011, 12:00 O tym, jak szmaciana lalka zamieniła się w Wolverine’a, mutanta z amerykańskiego filmu. I o tym, jak skutecznie straszyć ojca, nawet jeśli nazywa się Wałęsa. 24
  • Niemowlę, które wszystko zmieniło 18 gru 2011, 12:00 Niemowlę, które wszystko zmieniło To trochę skomplikowane: jest mama i tata, ale też nowy tata i nowa mama, trzy babcie i trzech dziadków. Są „byli” i „byłe”. A z nimi: bonus-siostry i bonus-bracia. Czy zmieszczą się wszyscy przy jednym stole wigilijnym? 30
  • Plecy 18 gru 2011, 12:00 Na grób Leppera ciągną pielgrzymki: ludzie postoją, zrobią fotkę, zostawią liścik. Do rodziny wicepremiera, który w sierpniu odebrał sobie życie, przychodzą już nieliczni. 34
  • Nie dam się zastraszyć 18 gru 2011, 12:00 Słyszę cudze kazania, kiedy siedzę w konfesjonale podczas rekolekcji. I to są czasem takie pierdoły, takie banialuki – mówi ks. Wojciech Lemański, niepokorny kapłan, który został przeniesiony przez biskupa z podwarszawskiego Otwocka do małej wsi koło Tłuszcza. 41
  • Cała Ela 18 gru 2011, 12:00 Minister Elżbieta Bieńkowska ma cechy utrudniające polityczną karierę – niewyparzony język i niechęć do biegania po mediach. A mimo to robi polityczną karierę. Zawrotną. 45
  • Alfabet Lejba Fogelmana 18 gru 2011, 12:00 Są ludzie, których znają wszyscy. Są i tacy, którzy znają wszystkich, w każdym razie tych, których znać warto. Tak jak Lejb Fogelman, warszawski adwokat, polski Żyd, który po 1968 r. wyemigrował z Polski, a po 1989 do Polski wrócił. Oto alfabet Lejba Znam Wszystkich Fogelmana. 50
  • Człowiek, który się ciosom nie kłaniał 18 gru 2011, 12:00 – Daniel, nigdy nie byłem na deskach, teraz mnie trzymaj – wyszeptał Jerzy Kulej do Daniela Olbrychskiego. 71-letni polski pięściarz wszech czasów doznał rozległego zawału podczas gali zaprzyjaźnionego z nim aktora. Równie dramatyczne jak ta scena było całe życie... 54
  • Poker Roberta 18 gru 2011, 12:00 Koszmarny wypadek przerwał jego wspinaczkę po tytuł mistrza Formuły 1. Ale w 2012 roku podejmie ją na nowo. Kto go zna, jest pewien, że Robert Kubica zrobi więcej niż wszystko, żeby się udało. 58
  • Patrzę pacjentom w oczy 18 gru 2011, 12:00 Pacjentowi trzeba powiedzieć prawdę: że ma raka i że jest to choroba nieuleczalna. Ale nie wolno chwilę potem dodawać, że zostało mu kilka miesięcy życia – mówi prof. Cezary Szczylik, jeden z najwybitniejszych onkologów w Polsce, przez lata lekarz Krzysztofa Kolbergera. 65
  • Ci egoistyczni dobroczyńcy 18 gru 2011, 12:00 Pomaganie innym to biologiczny instynkt. Daje nam fizyczną przyjemność i poczucie, że jesteśmy lepsi. Tylko gdzie w tym szlachetność? 70
  • Gadają nie tylko w Boże Narodzenie 18 gru 2011, 12:00 Gdy nadjeżdżam, słyszę tupot kopyt i rżenie. Baśka rozpoznaje głos Baśka rozpoznaje głos silnika mojego samochodu. Nie chodzi nawet o jedzenie. O miłość chodzi, no i żeby sobie trochę pogadać. 74
  • Dyskretny urok obcości 18 gru 2011, 12:00 Moi sąsiedzi przypominają mi Anglików. Zawsze trzeba porozmawiać o pogodzie i pożartować. Rozmowa bez żartów byłaby niegrzeczna. Żarty bywają nasycone erotyką, nawet panie nie boją się dosadności. 76
  • Jak trudno czekać na syna 18 gru 2011, 12:00 Misza, jak kiedyś wyjdzie z więzienia, nie będzie się mścił na Putinie. Ale jak ja bym kiedyś Putina spotkała, to już by go nie było na świecie. Z Mariną Filipowną i Borysem Moisiejewiczem Chodorkowskimi, rodzicami Michaiła Chodorkowskiego, rozmawia Wiktor Bater. 78
  • Królestwo nepotyzmu na gruzach komunizmu 18 gru 2011, 12:00 Na gruzach sowieckiego komunizmu powstało rosyjskie królestwo nepotyzmu – sfrustrowane i gnijące. Elity, które ograbiły kraj ogromny i zasobny, są za to tak wdzięczne Putinowi, że chcą jego powrotu na Kreml na kolejne 12 lat. Ale wygląda na to, że życie zaczyna rewidować... 82
  • Greenpoint maj law 18 gru 2011, 12:00 Enklawa polskich emigrantów awansowała na jedną z najmodniejszych dzielnic Nowego Jorku. Tam, gdzie jeszcze 15 lat temu walczyły gangi, koczowali bezdomni, a uliczkami przemykali wystraszeni gastarbeiterzy, imprezują artyści, rockandrollowcy, hipsterzy i supermodelki. 86
  • Dobijanie Pol Pota 18 gru 2011, 12:00 Największy proces o ludobójstwo od czasów Norymbergi toczy się w Kambodży. Ale weterani Czerwonych Khmerów wciąż wspominają wodza. – To był wielki człowiek i kochał swoich żołnierzy – w głosie Cheana słychać tęsknotę za starymi czasami, gdy jako żołnierz nie musiał... 92
  • Król luksusu 18 gru 2011, 12:00 Bernard Arnault swoich 41 mld dolarów dorobił się, zaspokajając snobizm finansowej arystokracji. Luksus z jego podpisem sprzedaje się doskonale, nawet mimo globalnego kryzysu. 96
  • Najdrożsi przyjaciele kobiet 18 gru 2011, 12:00 Kiedyś błyszczały na kształtnej piersi Elizabeth Taylor, a teraz jakiś chciwiec z Azji zamknie je w swoim sejfie. Najsłynniejsze klejnoty Hollywood rozpierzchły się po świecie – dla nowych właścicieli będą dobrą polisą ubezpieczeniową od kryzysu. 100
  • Monsieur Z. 18 gru 2011, 12:00 W herbie ma Lubicz, w portfelu miliardy euro, interesy robi głównie we Francji, ale mieszka w willi pod Mediolanem. Dwie rzeczy są w stanie sprowadzić Romana Zaleskiego do Polski. Partyjka brydża i 1,5 miliarda złotych, które zainwestował w swój bank. Parę lat temu zaczął się... 107
  • Jeźdźcowie apokalipsy 18 gru 2011, 12:00 Dorota Masłowska pisze o wakacjach w słonecznej Grecji, bo „czy coś dziwnego jest w tym, że wykarmiona Santa Barbarą wyobraźnia ciągnie nas ku piaskom, piramidom i błękitnym basenom, zwłaszcza jako mieszkańców regionu, gdzie przez cały rok występują sroższe lub mniej... 111
  • Matka Boska Kożuchowska 18 gru 2011, 12:00 Niechętni mówią: Małgorzata Kożuchowska to celebrytka, która roztrwoniła talent na serialową drobnicę. Życzliwi prostują: to aktorka niezwykle pracowita, która bardzo świadomie buduje swoją karierę. 116
  • Zmierzch imperium 18 gru 2011, 12:00 Słonimski, Konwicki, Szymańska, Dygat, Kutz, Brandys, Kołakowski, Stryjkowski, Hen, Ważyk, Andrzejewski, Tyrmand, Szczypiorski, Osiecka, Michnik, Stachura, Rymkiewicz, Łapicki. I kilkunastu czy kilkudziesięciu innych. Wszyscy spotykali się przy dwóch stolikach w Czytelniku. 120
  • Papusza wyklęta 18 gru 2011, 12:00 Była dumna z poezji – i wstydziła się własnych wierszy. Wychwalał ją Tuwim, Romowie potępiali. Uciekła od nich, tak jak potem uciekła z literatury. Papusza, cygańska poetka, wraca jako bohaterka filmów i książek. 124
  • Wiktoriański batman 18 gru 2011, 12:00 Sherlock Holmes nie był salonowym intelektualistą pykającym fajką, lecz popkulturowym superbohaterem swoich czasów. Ożywić go zatem można, jedynie sięgając do języka kultury popularnej naszej epoki. I to właśnie uczynił Guy Ritchie. Druga część przygód słynnego detektywa... 129
  • Czy pan się deklinuje? 18 gru 2011, 12:00 Do Michała Rusinka, poety (jakże ja lubię jego sprośno-absurdalne limeryki), tłumacza (dzięki za „Fistaszki”!), tropiciela dziecięcych perełek lingwistycznych, wykładowcy akademickiego, wreszcie sekretarza Wisławy Szymborskiej, zadzwoniła pani z banku. „Czy... 136
  • Małe wielkie rzeczy 18 gru 2011, 12:00 W podesłanym mi filmiku roczna dziewczynka przesuwa palcem po ekranie iPada i głośno wydaje okrzyki podziwu na każdy pojawiający się obrazek. Co jakiś czas rozsuwa palcami fotkę, by ją powiększyć, i wtedy wybucha śmiechem. W innym ujęciu rozmieszcza fotki na ekranie –... 138
  • Mój świąteczny indyk 18 gru 2011, 12:00 Pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia nie jest łatwy. Wszyscy są przejedzeni, nie bardzo wiedzą, co z sobą zrobić, prezenty wręczone, dzieci się nudzą. Można odnieść wrażenie, że w Polsce święta kończą się na Wigilii, a tradycja świątecznego obiadu właściwie u nas nie istnieje. 140
  • Świąteczne życzenia 18 gru 2011, 12:00 Dobre życzenia świąteczne to takie, które dotykają jakichś braków, żywotnych potrzeb. Dlatego zanim je złożę, przypomnijmy sobie, co już się nam udało i czego w związku z tym życzyć już sobie nie musimy. Więc co się udało, a zwłaszcza udało się mimo wszystko? 142
  • Łaciata historia III RP 18 gru 2011, 12:00 Zgodnie ze starym powiedzeniem tylko krowa nie zmienia poglądów. 144
  • Święty Mikołaj protestuje 18 gru 2011, 12:00 Najnowsze propozycje dyscypliny wydatków w unii europejskiej spotkały się nie tylko z krytyką ze strony Jarosława Kaczyńskiego i jego partii, ale także z ostrym protestem Świętych Mikołajów. Stowarzyszenie grupujące świętych w Europie – Santa Claus International... 146

ZKDP - Nakład kontrolowany