Gejsze

Gejsze

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Nigdy cię mąż nie zdradzi, ale w zamian zawsze musisz mieć ochotę na seks, na to, by pójść z nim do łóżka" - przekonywała Jerry Hall, żona Micka Jaggera
Jerry Hall, niekwestionowana gwiazda świata mody i jedna z najbardziej tolerancyjnych żon kończącego się stulecia, ostatecznie powiedziała wiarołomnemu mężowi: basta. Nie tylko nie przebaczyła Mickowi Jaggerowi kolejnego skoku w bok, ale kategorycznie zażądała rozwodu. Wszystkich, którzy dotychczas skrupulatnie liczyli idące już w setki chwile słabości Micka Jaggera, nie zaskoczyła kolejna zdrada niezmordowanego rockmana. Zaskoczyła ich natomiast żywiołowa reakcja pani Jaggerowej.

Żadnego przebaczenia ani nawet ultimatum. Tym razem zdrady nie mogła wybaczyć, wydarzyła się bowiem tuż po urodzeniu ich kolejnego - czwartego - dziecka, a w dodatku ta "trzecia" także wkrótce zostanie matką. Oczywiście za sprawą tego samego tatusia.
A jeszcze nie tak dawno to właśnie Jerry Hall przekonywała, że sprytna kobieta potrafi "przytrzymać" przy sobie mężczyznę na dłużej: "Nigdy cię mąż nie zdradzi, ale w zamian zawsze musisz mieć ochotę na seks, na to, by pójść z nim do łóżka". Dlaczego nie przyszło jej do głowy, że to, co jest w nadmiarze, przestaje po czasie nęcić, nawet jeśli mężczyzna myśli o seksie - jak to statystycznie wyliczono - co kilkanaście sekund, czyli od rana do wieczora. Trudno orzec. Być może Hall hołduje dawno już niemodnej szkole postępowania z mężczyzną, która naucza, że ten do szczęścia potrzebuje przede wszystkim gejszy. Z tą różnicą, że gejsza kiedyś i dzisiaj to dwie różne kobiety.
Sharon Stone po nieudanym małżeństwie i przeciągającym się okresie mniej lub bardziej trafionych związków wyszła wreszcie za mąż z tzw. wielkiej miłości. "Kiedyś chciałam być żoną doskonałą, a doskonałość oznaczała dla mnie kogoś innego, lepszego od tej osoby, którą byłam naprawdę. Dopiero znacznie później zrozumiałam, że w zupełności wystarczy być po prostu tym, kim się jest". Taka gejsza.
W centrum uwagi amerykańskich mass mediów pozostają dwie wielkie damy: żona Billa Clintona i żona Boba Dole?a - Hillary i Elisabeth. Ta ostatnia postanowiła się włączyć w kampanię prezydencką - tym razem nie męża, lecz swoją - i kandydować z ramienia republikanów na najwyższe stanowisko w państwie. Przystojna Elisabeth Dole dała się poznać jako kobieta konserwatywna i nowoczesna zarazem. Z pewnością nie ma feministycznych zapędów, ale gdy męski świat zelektryzowała wiadomość o cudotwórczym działaniu viagry, wraz z mężem byli pierwszą parą, która publicznie zachwalała siłę sprawczą specyfiku, mimo że bezdzietną i nie najmłodszą już panią Dole trudno podejrzewać o to, by walczyła o seksualną sprawność w celach prokreacyjnych. Komunikat, jaki przesłała, był więc prosty: seks w każdym wieku. Taka gejsza.
Po heroicznym robieniu dobrej miny do złej gry dziennikarze najpoważniejszych tytułów prasowych stale koncentrują swoją uwagę na Hillary Clinton. Pojawiają się coraz częściej pytania: czy po odejściu czy wygaśnięciu prezydentury męża wycofa się z życia publicznego, pozostanie w świetle reflektorów, a może sięgnie po prezydenturę? W tygodniku "Newsweek" na temat przyszłości prezydentowej spekulują publicystka Doris Goodwin i była rzeczniczka prasowa pani Clinton - Lisa Caputo. Według tej pierwszej, ostatnie lata Hillary Clinton przypominają traumatyczne przeżycia, jakie kiedyś stały się udziałem Eleanor Roosevelt. To, że jej mąż umierał w towarzystwie swojej długoletniej kochanki, wkrótce stało się tajemnicą poliszynela. Nie mówiąc o jego licznych romansach za życia. Od tego momentu pani Roosevelt - podobnie jak Hillary - zaczęła żyć podwójnym życiem: tym znanym tylko najbliższym i tym na użytek innych. O tym, co przytrafiło się Hillary Clinton, nie trzeba przypominać. Czy więc ostatnie miesiące kosztowały ją tak wiele, że zrezygnuje z życia publicznego, czy wręcz przeciwnie - poczuje, że oto wreszcie nadszedł jej czas? Czas pierwszej kobiety na stanowisku prezydenta USA.
Warto przypomnieć, że szanowana przez Amerykanów pani Roosevelt, mimo zapewnień, że po śmierci męża wycofa się z życia publicznego, jeszcze przez 17 lat była w jego centrum. Miała szczęście, że wiele pikantnych szczegółów z jej życia prywatnego ujrzało światło dzienne dopiero po jej śmierci. Począwszy od romansu z własnym ochroniarzem, którego ciepłe objęcia wspominała w pamiętnikach, a skończywszy na romansie z Loreną Hickok. Nadużywająca alkoholu i mocnych cygar dziennikarka pisała do ówczesnej pani prezydentowej: "Dobranoc, kochanie. Chciałabym Cię całować. Może nieco mocniej niż ostatnim razem". Według historyków, namiętna kochanka wpłynęła na zmianę zachowań prezydentowej, dała jej odwagę do zerwania z dotychczasowym modelem bycia first lady. Pani prezydentowa po raz pierwszy wygłaszała radiowe komentarze, zwoływała prasowe konferencje, była przedstawicielką USA w ONZ. I na zawsze zmieniła wyobrażenie swoich rodaków na temat tego, kim jest żona prezydenta. Osobą z własnymi poglądami, a nie kimś żyjącym w cieniu. Taka gejsza. "Bycie byłą żoną tak ważnej osoby jeszcze długo po rozstaniu otwiera kobiecie wiele drzwi, ale nie ma żadnego wpływu na wiarygodność tej, przed którą są otwierane" - zwierzyła się Bianca, jedna z żon Jaggera. Nie tylko była żona, lecz także była gejsza.
Więcej możesz przeczytać w 3/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0