Teleedukacja

Teleedukacja

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kto wychowuje nasze dzieci
"Koniec okresu ssania jest jednocześnie końcem procesu kształtowania charakteru dziecka" - stwierdził socjolog David Riesman. Według niego, wiara w to, że rodzice, szkoła i księża wpływają na wychowanie dzieci i młodzieży, jest od dawna mitem. Jest nim również tradycyjna pedagogika w stylu Makarenki, według której państwo odpowiada za wychowanie i modelowanie nowego typu człowieka.

O tym, że rodzice mają niewielki wpływ na kształtowanie swojego potomstwa, jest przekonana także większość Polaków. Z badań OBOP wynika, iż 61 proc. ankietowanych uważa, że o zachowaniu i obyczajach młodzieży decyduje przede wszystkim telewizja, 55 proc. przypisuje tę rolę rówieśnikom, a 68 proc. filmom wideo i tygodnikom dla nastolatków. Tylko 27 proc. respondentów sądzi, że na wychowanie dzieci ma wpływ szkoła, a ledwie 14 proc. uznaje, iż tak oddziaływuje Kościół. - To, że telewizor stał się wychowawcą, jest procesem nieodwracalnym, takim samym jak emancypacja kobiet - przekonuje prof. Kazimierz Pospiszyl, psycholog społeczny.
Wyniki badań pokazują, że szkoła będzie miała coraz mniej do powiedzenia w sprawach wychowania. Nie należy więc od niej oczekiwać, że zastąpi zapracowanych rodziców. Tymczasem aż trzy czwarte rodziców wolałoby, aby to właśnie ona niwelowała ich wychowawcze zaniedbania. Wyniki badań dowodzą równocześnie, że rodziców, nauczycieli i katechetów nie uważa się już od kilku lat za tych, którzy przekazują normy i wartości. A przecież dla przyszłości społeczeństw nie jest obojętne, co jest ich źródłem - w przeciwnym razie popadną w anarchię albo ulegną jakiejś formie totalitaryzmu.
Proces destrukcji podstaw tradycyjnego społeczeństwa mieszczańskiego jest doskonale widoczny w krajach byłego ZSRR. Żyją tam setki tysięcy "bezprizornych" dzieci, które wychowywane są przez ulicę. Rządzą nimi reguły skrajnego społecznego darwinizmu: przy życiu utrzymują się najlepiej przystosowane do egzystencji bez domu, rodziców, a nawet dorosłych. Obserwowany ostatnio stan totalnej atrofii wychowawczej jest ogromnym wyzwaniem dla polskiego Kościoła: obecność katechezy w szkołach nie ma żadnego widocznego wpływu na wychowanie uczniów.
W ubiegłym roku w Stanach Zjednoczonych furorę zrobiła książka "Dlaczego dzieci są takie, jakie są" Judith Rich Harris, negująca dominującą rolę rodziców w procesie tworzenia osobowości dziecka. W świetle badań autorki, dzieciństwo jest "dżunglą", w której dziecko walczy o to, jak zdobyć i utrzymać wysoką pozycję wśród rodzeństwa i rówieśników. Nie ma znaczenia, czy potomstwo wychowuje się bez ojca, gdyż ma on niewielki wpływ na kształtowanie systemu wartości dziecka. Młodzież raczej stara się przeciwstawić dorosłym, a nie ich naśladować. O tym zaś, czy dziecko jest antyspołeczne czy nie, przesądza wyłącznie grupa rówieśnicza.
- Książka wywołała wrzawę wśród pedagogów. Stwierdzili oni, że Harris zakłada, iż dzieciństwo rozpoczyna się od trzeciego roku życia - mówi Jacek Santorski, wydawca polskiej wersji tej publikacji. - Na to, kim stanie się dziecko, gdy dorośnie, wpływa zwykle kilka czynników. W 50 proc. decydują o tym geny, w 25-30 proc. trzy pierwsze lata życia, gdy kontakt z rodzicami jest niezwykle istotny. Reszta to oddziaływanie kultury i środowiska. Mimo to nie ulega wątpliwości, że w rodzinach mamy do czynienia raczej ze zjawiskiem modelowania niż wychowania: niezależnie od tego, jakie wartości chcemy przekazać dziecku, ono przejmie te, według których żyjemy, a nie te, o których mówimy.
Tymczasem - jak wynika z badań CBOS - polskie rodziny są skonsternowane w kwestii pożądanych wartości i "właściwych" metod wychowawczych. Aż 65 proc. badanych uważa, że poświęca dzieciom zbyt mało czasu i uwagi, a niedostatek ten jest kompensowany nadmiernym rozpieszczaniem (56 proc.) lub nadopiekuńczością (49 proc.). Z drugiej strony, co piąty Polak sądzi, że rodzice są zbyt oschli i za szybko żądają od dzieci samodzielności, 15 proc. uważa, że za często je biją, a 12 proc. twierdzi, że zbytnio się na nich koncentrują, rezygnując z własnego życia. Co dwudziesty rodzic nigdy nie omawiał z synem lub córką spraw rodzinnych.
"Rodzina powinna robić coś więcej, niż tylko zapewniać miejsce do odrabiania lekcji, załatwiać transport na mecze piłki nożnej czy służyć jako miejsce postoju na sporadyczne posiłki" - przekonują autorzy książki "Dziecko emocjonalnie inteligentne". Badania pokazują jednak, że dla wielu nastolatków rodzina jest jedynie sposobem organizacji życia codziennego, nie zaś miejscem tworzenia emocjonalnej wspólnoty. Na pytanie: "Co robisz razem z rodzicami?", 95 proc. dzieci odpowiada bez wahania: "Oglądam telewizję".
Z badań sopockiej Pracowni Badań Społecznych wynika natomiast, że w 60 proc. rodzin telewizora nie wyłącza się nawet podczas wspólnych posiłków. - Wpatrywanie się w ekran jest naj- łatwiejszym i najwygodniejszym sposobem funkcjonowania w rodzinie - mówi Danuta Dziuba, psycholog. - Nic tak skutecznie nie uwalnia dorosłych od konieczności rozmowy i wnikania w świat potomstwa jak włączenie mu po raz kolejny ulubionej kasety. Dziecko nie ma szansy, by się nauczyć ufać rodzicom.
Dla wielu rodziców posadzenie dziecka przed telewizorem jest przejawem odpowiedzialności, bo przecież w tym czasie nie wychodzi ono na ulicę i nie przebywa w niewłaściwym towarzystwie. Jednocześnie korzystanie z pomocy mediów w procesie wychowania jest wyrazem rosnącej niepewności, jakie wartości pomogą synowi lub córce w odniesieniu sukcesu w dorosłym życiu. "Im społeczeństwo jest bardziej stabilne gospodarczo, tym w mniejszym stopniu powodzenie zależy od tego, kim ktoś jest i co robi, a w większym od tego, co o nim myślą inni oraz od sprawności w manipulowaniu innymi i poddawaniu się manipulacji" - przekonuje Riesman. Poszukiwanym produktem staje się "nie surowiec ani maszyna, lecz osobowość". Rodzice nie wyznaczają więc swojemu potomstwu jednoznacznych celów, nie zachęcają także do ich osiągania za wszelką cenę. Oczekują raczej umiejętności dostosowania się do zmiennych sytuacji. Ponieważ nikt dokładnie nie wie, co za kilka lat będzie poszukiwanym produktem "na rynku osobowości", odpowiedzi szuka się w prasie, radiu czy telewizji.
- Badania nad telewizją prowadzone są od lat 70. i dowodzą, że młodzież spędza więcej czasu przed telewizorem niż studenci na zajęciach. Telewizja pełni funkcję dezinformacyjną: lansuje ekskluzywny, ładny, wygodny styl życia. Ten zaś ma się nijak do świata, w którym dziecko funkcjonuje. Jeśli rodzice nie potrafią spełnić oczekiwań nastolatka, łamie on prawo i kradnie - mówi prof. Pospiszyl.
Agresja nie jest jedynym rezultatem samotnego wpatrywania się w ekran. Psychologowie wskazują też na zanik abstrakcyjnego myślenia i skłonność do popadania w schematy. W wieku dojrzewania pojawia się problem miłości: dzieci nie widząc kochających się rodziców, oczekują łatwo osiągalnego "uczucia w pigułce". Oglądanie pornografii uaktywnia fantazje seksualne młodych ludzi, oddalając ich jednocześnie od rzeczywistości. Kobieta traktowana jest albo w sposób nadmiernie wyidealizowany, albo niezręczny i brutalny. Ta "pułapka nowoczesnego seksu" prowadzi z kolei do narastania lęku i nieporadności erotycznej mężczyzn.
- Dzieci, które dziś spędzają kilka godzin dziennie przed telewizorem, z pewnością nie będą obdarzone społeczną elastycznością - mówi Kazimierz Szczerba, seksuolog. - Nawet jeśli rodzice poświęcają czas swojemu dziecku, skupiają się raczej na fizycznej obecności niż kontakcie psychicznym. Telewizja podsuwa "gotowce" zachowań zamiast kształtować umiejętności rozwiązywania problemów. Wkrótce będziemy mieli więc do czynienia z pokoleniem naśladowców, a nie twórców.
Naśladowanie nie będzie dotyczyć - jak niegdyś - stylu życia rodziców, ale raczej abstrakcyjnego i nie istniejącego naprawdę telewizyjnego bohatera. Znajduje to potwierdzenie w poziomie i stylu konsumpcji. Pokolenie, które "urodziło się z pilotem w ręku" i opanowało do perfekcji przełączanie telewizora z kanału na kanał, stanowi już dziś prawie piątą część polskich konsumentów. Firma IQS and Quant Group, zajmująca się badaniami rynku, nazwała tę zbiorowość "dziećmi popkultury", ceniącymi przygodę, ryzyko, seks, zabawę i zdobywanie pieniędzy. Wkrótce największą przygodą intelektualną będzie dla nich rozszyfrowywanie niuansów konsumpcji, a szczytem wyrafinowania - koncentrowanie się podczas oglądania reklam na technikach rynkowych i ignorowanie produktów w nich zachwalanych.
"Ojcowie zawsze pragnęli być traktowani jak bogowie, lecz dzieci rzadko zachowywały się zgodnie z tym, czego od nich oczekiwano" - stwierdził Theodore Zeldin, francuski historyk. Prowadziło to rodziców do rozczarowania własnymi dziećmi i irytacji. Poźniej relacje w rodzinie opierano nie na strachu, lecz na poczuciu wdzięczności. Dziś zastąpiły je "cynizm, zawiść i inteligencja". Rodzina z pracującej wspólnoty stała się grupą organizującą sobie wolny czas, przy czym to dzieci, a nie rodzice mają w tej sprawie więcej do powiedzenia. Wskazanie: "Czcij ojca i matkę swoją!", zastąpiono więc bardziej praktycznym: "Ucz ich i toleruj!".

Więcej możesz przeczytać w 3/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0