Polityka Arystotelesa

Polityka Arystotelesa

Unia Wolności: między honorem a skutecznością?
Po każdych wyborach przychodzi czas podsumowań. Potrzeba spojrzenia wstecz jest tym silniejsza, im słabsze wydają się rezultaty wyborcze i im większe były wcześniejsze oczekiwania. Prawidłowość ta dotyczy również Unii Wolności. Październikowe wybory samorządowe pokazały, że unia ciągle nie wykorzystuje wszystkich możliwości, jakimi dysponuje. I o to toczy się obecnie dyskusja w samej partii i w jej otoczeniu.

Co czynić? Gdzie skierować aktywność? Jak określić zasadniczy cel? Jak pozyskać jak największe poparcie wyborcze? Pytania te są potrzebne, dyskusja zaś jest zjawiskiem pozytywnym, objawem żywotności i powodem do zadowolenia. Nic dziwnego, że ma ona krytyczny charakter, bo tylko przy użyciu krytycznej siły sądzenia można dokonywać potrzebnych korekt. W tym też celu rada krajowa powołała specjalny zespół mający dokonać oceny sytuacji UW. Wyniki pracy tego zespołu stanowią użyteczny materiał służący do określenia taktyki i strategii.

Unia Wolności partią ogólnonarodową. Jednym z wątków debaty jest pytanie o rodzaj wyborcy, na którego poparcie unia może liczyć. Na podstawie wyników licznych sondaży opinii publicznej zasadnie sądzi się, że "klasyczni" wyborcy Unii Wolności to ludzie przedsiębiorczy, ceniący sobie wysoko niezależność myśli, ocen i sądów. Są wśród nich studenci i przedsiębiorcy, ludzie kultury, nauki i sztuki, menedżerowie i urzędnicy, pracownicy sprywatyzowanych firm, a także rolnicy. Z punktu widzenia celów, jakie stawia sobie unia, błędem wydaje się przeciwstawianie inteligencji przedsiębiorcom czy menedżerów szeregowym pracownikom. Unia Wolności adresuje swoje przesłanie do osób, które - jak często mówimy - potrafią brać swoje sprawy w swoje ręce. Problemem natomiast jest przekonanie do naszego programu tych, którzy z różnych powodów są zmuszeni korzystać z aktywności innych. Mam na myśli pracowników budżetówki, rencistów i emerytów, osoby niepełnosprawne, ludzi pozostających bez pracy. Biorąc pod uwagę istniejące różnice interesów w społeczeństwie oraz odrzucając populistyczne argumenty, należy się pogodzić z faktem, że nowoczesna partia nie jest w stanie zapewnić sobie trwałego poparcia u wszystkich grup wyborców. Nie może na to liczyć Unia Wolności. Istnieje jednak potrzeba ukazywania wspólnoty interesów i związku pomiędzy ludźmi organizującymi aktywność społeczną na różnych polach i tymi, którzy z tej aktywności korzystają. W praktyce zatem powinniśmy jednoznacznie sformułować przesłanie wobec środowisk twórczych i aktywnych, ale także jasno określić stanowisko w sprawie polityki społecznej. Wiele celów można osiągnąć, bezpośrednio oddziałując w sferze umacniania rodziny, współtworząc programy zwalczania bezrobocia, wspierając niepełnosprawnych.

Ideowe przesłanie i polityczna codzienność. Wydaje się, że wybujała wyobraźnia dziennikarzy "Życia" oraz "Rzeczpospolitej" sprawiła, że Unia Wolności zaczęła być postrzegana jako partia dzieląca się na "ideowców" i "technokratów", na "etosowców" i "pragmatyków", albo - używając kryterium wiekowego - na "stare hieny" i "młode wilki". Jednym słowem, jak można by sądzić, na opowiadających się za Tadeuszem Mazowieckim i tych, którzy stawiają konsekwentnie na Leszka Balcerowicza. Niektórzy obserwatorzy chcieliby powrócić nawet do historii fuzji UD i KLD, a tym samym widzieć w partii mur pomiędzy "demokratami" i "liberałami". Ostatni gdański zjazd działaczy byłego Kongresu Liberalno-Demokratycznego może stwarzać takie wrażenie. Jeśli rzeczywiście powyższe oceny o wewnętrznych podziałach odpowiadałyby prawdzie, unia nie miałaby szans ani na rozwój, ani nawet na polityczne przeżycie. Prawda jest inna. Unii Wolności potrzebny jest zarówno Tadeusz Mazowiecki, jak i Leszek Balcerowicz. Spójność unii trzeba mierzyć właśnie poziomem wewnętrznej dyskusji, różnicami w ocenach i propozycjach. One bowiem świadczą o żywotności partii, o jej umiejętności dostosowywania się do nowych sytuacji, o zdolności przewidywania i określenia przyszłości. Na tym polega dialektyka demokracji. Szansą unii jest łączenie ideowości z pragmatyzmem, moralności ze skutecznością, etosu z dążeniem do dobrobytu. I tylko zdolność do takiej syntezy otwiera nowe horyzonty. Unia Wolności jest partią ideowego i politycznego centrum. Jej przywiązanie do podstawowych wartości, takich jak wolność, sprawiedliwość, tolerancja, praca oraz respektowanie demokratycznych procedur i dialogu, pozwalają organizować różnych ludzi i środowiska. Inteligencki rodowód UW sprawia, że wiele osób w partii boleśnie odczuwa uwagi płynące do nas ze środowisk reprezentujących ludzi polskiej sztuki i nauki. Z całą pokorą i namysłem trzeba się nad nimi pochylić, a nie udawać, że nie ma problemu lub że problem można sprowadzić wyłącznie do kwestii finansowych. Polityczna centrowość nie oznacza jednak, że unia jest partią "obrotową". Daliśmy tego dowód w poprzedniej kadencji Sejmu, kiedy odrzuciliśmy arytmetyczną możliwość stworzenia koalicji z SLD. Zbyt bowiem cenimy sobie "solidarnościową" tradycję, by zmienić przekonanie, że SLD, mimo zachodzących w niej zmian, jest nadal bardziej kontynuacją PZPR niż faktyczną partią socjaldemokratyczną. Centrowość oznacza też, że nie jesteśmy "przybudówką" AWS - oznacza samodzielność i zdolność do zawierania porozumień z partnerami, z którymi możemy realizować własny program. Zasadę tę stosujemy w pracach komisji sejmowych i podczas głosowań w Sejmie.
Jak reprezentować wyborców. Każda partia - bez względu na swój program czy liczbę członków - realizuje zwykle dwie strategie: wyborczą, której celem jest uzyskanie jak największej liczby głosów, i powyborczą, której celem jest pogodzenie wcześniej złożonych obietnic z rzeczywistymi możliwościami. Wartość programu mierzy się stopniem spójności dwóch powyższych strategii. Łatwiej oczywiście działać w sferze słów niż w sferze faktów. Napotykając trudności w realizacji przedwyborczych obietnic, partia będąca u władzy szuka argumentów usprawiedliwiających jej oddalenie się od przedstawionego programu. Pierwszy argument to brak pieniędzy, drugi - obecność współkoalicjanta, trzeci - obecność prezydenta, czwarty - kryzys zewnętrznych rynków zbytu. Listę tę łatwo można wydłużyć. Wyborcy domagają się jednak realizacji programów. I słusznie. Unia Wolności tym różni się od innych partii, że nie obiecuje gruszek na wierzbie. Można by więc powiedzieć, że jest jej łatwiej wypełnić to, co deklarowała. Ale tylko pozornie. Unia, angażując się w kolejne ważne, lecz trudne i kosztowne reformy systemowe, nie osiąga natychmiastowych rezultatów wyborczych. Ludzie mają więc poczucie, że unia nie dba o ich sprawy i pozostaje w tyle z innymi ugrupowaniami politycznymi. Cały wysiłek partii skierowany być zatem winien na ukazywanie związku między reformami a warunkami życia ludzi. Budżet na przyszły rok, zgodnie z programem Unii Wolności, przewiduje dodatkowe wydatki na wymiar sprawiedliwości, szkolnictwo, poprawę stanu dróg i bezpieczeństwa wewnętrznego. Ale mało kto o tym wie. Wyborcy oczekują od partii, na którą głosowali, realnych korzyści. Unia Wolności musi dbać o swoich wyborców, lecz troska ta nie może kolidować z wyznawaną w partii zasadą "dobra wspólnego". To, co dobre dla naszych wyborców, musi być także użyteczne dla całego społeczeństwa.
"Po co nam ta unia?". Pytanie to postawiła pani prof. Hanna Świda-Ziemba w wywiadzie opublikowanym 24 października ubiegłego roku w "Gazecie Wyborczej". Na to pytanie nieustannie należy szukać odpowiedzi. W życiu społecznym i politycznym trzeba bez ustanku przekonywać opinię publiczną o słuszności dokonywanych wyborów. Od tego obowiązku nie może się czuć zwolniona Unia Wolności. W praktyce poza racjonalnymi zachowaniami ludzi ogromną rolę odgrywają emocje wywoływane przez różne zdarzenia. Polityka to sfera działań, która musi uwzględniać nastroje społeczne. Już Arystoteles traktował politykę jako sztukę wykorzystywania możliwości. Te możliwości w ustroju demokratycznym nie są mierzone tylko słusznością rozwiązań, ale i gotowością obywateli do ich przyjęcia. Unia Wolności jest potrzebna instytucjom państwa i społeczeństwu, gdyż wprowadza do życia publicznego zasady dialogu, stanowczości i kompromisu, ideową debatę i inicjatywy społeczne wyznaczające poziom kultury politycznej. Promując i konsekwentnie realizując program niełatwych reform, unia przygotowuje Polskę do zajęcia należnego jej miejsca na mapie Europy i świata. Rozwinięta Polska jutra to kraj ludzi wykształconych, znających wartość wiedzy i informacji, które decydują o międzynarodowej pozycji całych narodów. Wartość i zysk określa się miarą wysiłku i stopniem ryzyka. Unia Wolności podjęła stojące przed Polską wyzwania. Jest nadal gotowa wspólnie ze środowiskami ludzi nauki, sztuki, kultury z szeroko pojętą inteligencją, czyli z warstwą stale rozszerzającą się, wspólnie realizować tę wizję przyszłości, o której śniły pokolenia Polaków i której realizacja dzisiaj zależy już tylko od nas samych.

Okładka tygodnika WPROST: 4/1999
Więcej możesz przeczytać w 4/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0