Worek bez dna

Worek bez dna

Dodano:   /  Zmieniono: 
Głównych przyczyn złej sytuacji w służbie zdrowia należy szukać w nieracjonalnym sposobie wydawania pieniędzy podatników
Wiele słyszymy na temat niedofinansowania służby zdrowia. Ile w tym prawdy? Na służbę zdrowia przeznaczymy w tym roku znacznie więcej naszych podatkowych pieniędzy niż w latach ubiegłych. Nakłady wyniosą 25,7 mld zł, czyli o przeszło 3,2 mld zł więcej niż w zeszłym roku i o ponad 5,1 mld zł więcej niż dwa lata temu. Oznacza to, że budżet służby zdrowia (włącznie z kasami chorych) będzie o przeszło 14 proc. większy niż w 1998 r., czyli grubo ponad inflację.

Z naszych podatków przeznaczymy w tym roku na służbę zdrowia o ponad 6,5 mld zł więcej niż na oświatę, ponadtrzykrotnie więcej niż na szkolnictwo wyższe, czterokrotnie więcej niż na bezpieczeństwo publiczne i siedmiokrotnie więcej niż na wymiar sprawiedliwości. Ale na tym sprawa się nie kończy. W służbie zdrowia funkcjonuje - jak wiemy - również system "nieformalnych" płatności. Dodatkowe opłaty pobierane są przy różnych okazjach: od przyjęcia na oddział, poprzez rozmaite zabiegi, aż po wypisanie ze szpitala. "Bezpłatna" służba zdrowia jest więc fikcją, tak zresztą bywa niemal z każdą bezpłatną usługą. Im więcej "bezpłatności", tym wyższe podatki i z reguły więcej szarej strefy. Lepiej jest więc przynajmniej w części zastąpić nieoficjalne "datki" jawnym i uczciwym współpłaceniem za usługi medyczne, chroniąc przy tym interesy osób chronicznie chorych i ludzi o niskich dochodach. Rozmiar szarej strefy w usługach medycznych oszacowano w 1997 r. na 3-3,4 proc. produktu krajowego brutto. Jeśli zsumujemy te nieoficjalne nakłady z wydatkami budżetu, okaże się, że na służbę zdrowia przeznaczamy 7-7,4 proc. PKB. To więcej niż w Danii i Wielkiej Brytanii, krajach znacznie od nas bogatszych.
Dlaczego więc wciąż słyszymy, że pieniędzy jest za mało i nie wystarczają na pokrycie nawet najbardziej podstawowych potrzeb? Brak pieniędzy jest często odwrotną stroną marnotrawstwa, a największe marnotrawstwo wynika ze złych decyzji, które z kolei mają swoje źródło w wadliwym systemie. Na tym polegał dramat socjalizmu. Jego istotą było to, że nie opłacało się dobrze gospodarować, a można było oczekiwać korzyści ze złego gospodarowania.
Nie możemy więc podnosić podatków do poziomu marnotrawstwa, ale odwrotnie - trzeba poprawiać gospodarność, aby obniżać podatki i w ten sposób tworzyć więcej miejsc pracy. Przy okazji chciałbym podkreślić (nie po raz pierwszy): nie dajmy się nabrać na termin "składka" na kasy chorych - ta tzw. składka to część podatku, który płacimy od naszych dochodów. Ci, którzy domagają się podniesienia "składki", chcą podnieść podatki.
Głównych przyczyn złej sytuacji w służbie zdrowia należy szukać właśnie w złym systemie podejmowania decyzji, prowadzącym do nieracjonalnego i nieefektywnego wydawania naszych podatkowych pieniędzy. O tych problemach mówiły często raporty Najwyżej Izby Kontroli. Główne grzechy to złe decyzje inwestycyjne, brak dyscypliny budżetowej i dziurawy system refundacji leków. Pieniądze podatników wydawano często na niepotrzebne szpitale lub kosztowny sprzęt, który był słabo wykorzystany. Do dziś nie udało się zracjonalizować sieci szpitali. Efektem są puste łóżka w jednych szpitalach i kolejki w drugich.
Brak dyscypliny finansowej i "nieszczelny" system refundacji leków spowodowały gwałtowny przyrost "dzikich" zobowiązań. W 1996 r. zobowiązania służby zdrowia wynosiły 2,6 mld zł, w 1997 r. wzrosły do 3,08 mld zł, a w listopadzie 1998 r. sięgały już 6,1 mld zł. Jednostki ochrony zdrowia zadłużyły się u dostawców usług (ciepło, prąd, gaz), żywności i sprzętu medycznego. Znacznie szybciej rośnie zadłużenie z tytułu refundacji leków. W 1996 r. wynosiło 0,98 mld zł, w 1997 r. - 1,27 mld zł, a w 1998 r. - 2,7 mld zł. Wzrosło zatem o 29 proc. w 1997 r. i ponaddwukrotnie w 1998 r. Mimo wielu ponagleń, system refundacji zaczęto uszczuplać zbyt późno i niekompletnie. Warto dokładniej przyjrzeć się temu problemowi i sprawdzić, jakie leki są refundowane i kto na tym korzysta.
Na przykład jednym z najpopularniejszych refundowanych leków w 1998 r. był Geriavit Pharmaton - zestaw witamin i soli mineralnych z niewielkim dodatkiem żeń-szenia. Inny, równie popularny i kosztowny dla podatników specyfik to Detralex - tonik poprawiający krążenie krwi. Specjaliści w Wielkiej Brytanii uważają, że lepsze efekty daje zwykła opaska uciskowa. Korzyści z tak "dziurawego" systemu refundacji leków czerpią głównie zachodnie koncerny farmaceutyczne, za to nic nie zyskuje pacjent, traci polski przemysł farmaceutyczny i bardzo duże koszty ponosi podatnik.
System ochrony zdrowia przypominał dotychczas "worek bez dna". Zwiększenie podatków nie załata tego worka, a przyniosłoby tylko wzrost bezrobocia. Właściwą terapią jest samodzielność i finansowa odpowiedzialność zakładów zdrowotnych, właściwie sformułowane kontrakty dla tych, którzy dysponują naszymi pieniędzmi, tych, którzy świadczą nam usługi zdrowotne, a także umowy między kasami chorych a usługodawcami. Taką reformę warto i trzeba poprzeć.
Więcej możesz przeczytać w 5/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0