Ziemia obiecana 2

Ziemia obiecana 2

Związkowcy-ministrowie gnębią teraz swoich kolegów, których zostawili w kopalniach, hutach, fabrykach i szpitalach
Końcowe sceny słynnego filmu Andrzeja Wajdy: nasi bohaterowie w pięknej sali pałacowej, a na zewnątrz policja strzela do ludu. Groźna zapowiedź nadchodzących zdarzeń. Powieść Reymonta to jednak zabytek sprzed stu lat. Dzisiaj jest inaczej. Ale chyba nie do końca.

Końcówka filmowej "Ziemi obiecanej" przypomniała mi się nagle w okolicznościach zupełnie niestosownych, które muszę pokrótce opisać. Odbywa się doroczna gala liderów polskiego biznesu, organizowana przez BCC w Teatrze Wielkim. Piękny koncert, tłum eleganckich pań i panów. Fantastyczny aplauz dla uhonorowanej przez koła biznesu Hanny Gronkiewicz-Waltz. Tak samo gorące poparcie dla Leszka Balcerowicza. To dobrze, że nasz najnowszy kapitalizm ma tak wybitnych promotorów i opiekunów. Pada piękne hasło: "Polska lokalnym mocarstwem". W krótkim improwizowanym przemówieniu Leszek Balcerowicz zagrzewa do walki z postawami roszczeniowymi i dyktatem związków zawodowych. Gorąca reakcja zgromadzonych, atmosfera mobilizacji i bojowego ducha.
Mobilizacja i duch bojowy tak naprawdę jeszcze nie były potrzebne i mogły się spokojnie rozpłynąć przy drinkach podczas bankietu. A mnie zaczęła dręczyć myśl, czy byłoby równie beztrosko, gdyby okazało się, że Teatr Wielki otoczył tłum niezadowolonego ludu. Jak wyglądałyby wówczas oblicza dostojnych gości? Czy ktoś wydałby jakiś rozkaz policji? Czy mogą się jeszcze u nas zdarzyć sceny groźniejsze niż te, które malowała wyobraźnia Wajdy?
Kilka dni po gali polskich liderów biznesu rumuńscy górnicy rozpoczęli marsz na Bukareszt. Jasne, że Rumunia to nie Polska. U nas górnicy i hutnicy nie planują na razie większej zbiorowej wycieczki do stolicy, ale relacje z Rumunii mogły wywołać lekki dreszczyk wśród odpowiedzialnych za naszą gospodarkę. Szybko jednak oddalamy od siebie czarne myśli. Przecież u nas jest dobrze, wręcz fantastycznie. Jest i Balcerowicz, i Gronkiewicz-Waltz, a więc czuwają nad nami i Rozum, i Duch Święty. Zachód nas kocha, chroni i pokazuje wszystkim jako przykład. A lud u nas pracowity, wyrozumiały i skłonny do poświęceń. To wszystko prawda. Ale... No właśnie.
Czy możemy być pewni, że nie zdarzy się żadna większa awaria? Ciężkie w doraźnych skutkach reformy firmuje u nas AWS - formacja wyniesiona do władzy głosami ludu bożego i związkowego. Związkowcy-ministrowie gnębią teraz swoich kolegów, których zostawili w kopalniach, hutach, fabrykach i szpitalach. Lud tradycyjnie nie lubiący Unii Wolności może teraz stracić sympatię także dla AWS. I nie oznacza to wcale, że wpadnie w ręce postkomuny, bo rządcy z SLD i PSL niczym się nie popisali i też nie budzą już zaufania. Robi się więc miejsce dla kogoś trzeciego, kto stanie na czele niezadowolonych. Pcha się na tę pozycję Andrzej Lepper, ale jest chyba na to za cienki. Nie wiem, czy w ogóle taki ktoś się pojawi. Poczekajmy, aż spiętrzenie reform osiągnie apogeum. Można natomiast przyjąć za pewnik, że wśród sztabowców światowej polityki i gospodarki nasi wrogowie pracują teraz szczególnie intensywnie. Czy uda im się stworzyć dla Polski scenariusz z siłą skumulowanego niezadowolenia społecznego w roli głównej? Trzeba tylko znaleźć kogoś, kto zdoła połączyć pokrzywdzonych reformami. I wówczas - jak na socrealistycznym plakacie - w pierwszym szeregu marszu na Warszawę będą szli pod rękę górnik z kilofem, lekarz ze słuchawkami, pracownik zbrojeniówki z tekturowym kałasznikowem i Lepper z kosą na sztorc. W nie kończącym się tłumie nie zabraknie Wrzodaków na traktorach, rybaków, chirurgów, hutników, przyszłych emerytów po pięćdziesiątce. Z Gdańska popłynie błogosławieństwo księdza prałata, a nad głowami maszerujących będą przelatywać ostatnie irydy, pilotowane przez młodych wojskowych emerytów.
W tym czasie w Warszawie w Teatrze Wielkim dobiegną akurat końca przygotowania do kolejnej gali liderów biznesu. W styczniu roku pańskiego 2000. Co więc nas czeka w najbliższej przyszłości: ziemia obiecana czy raczej koniec świata?
Okładka tygodnika WPROST: 5/1999
Więcej możesz przeczytać w 5/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0