Poczta

Poczta

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wolność wojewody
CW felietonie Janusza Tomaszewskiego "Wolność wojewody" (nr 2) czytamy: "Byli też wojewodowie kontrowersyjni, którzy nie patrząc na to, że sprawują funkcje w okresie przejściowym, nie bali się podejmować śmiałych i niepopularnych decyzji. Przykładem może być wojewoda warszawski Maciej Gielecki, który chcąc zwiększyć bezpieczeństwo dzieci, a jednocześnie zmniejszyć przestępczość wśród nieletnich, wprowadził zakaz przebywania tych ostatnich poza domem bez opieki dorosłych po godzinie 23.00. I nagle okazało się, jak wielu mamy obrońców swobód obywatelskich, krzyczących o łamaniu praw dzieci. (...) Choć ostatecznie zdecydowano, że wojewoda nie miał prawa wprowadzić takiego rozporządzenia, wielu osobom te właśnie działania otworzyły oczy na problem. (...) Z krytyką nie spotyka się jednak tylko ten, kto nic nie robi. Podobnie było z wojewodą katowickim Markiem Kempskim, który musiał wycofać swoje rozporządzenie dotyczące przewożenia narkomanów z centrum miasta do szpitali, gdyż było niezgodne z obowiązującym prawem. Może to rzeczywiście nie był najlepszy pomysł rozwiązania problemu narkomanii, liczy się jednak chęć działania". Felieton ma swoje prawa, to nie traktat prawniczy. Ale jeśli felietonistą jest członek rządu, minister spraw wewnętrznych, felieton staje się trybuną oficjalnych poglądów establishmentu. Felietonista, pisząc figlarnie o "obrońcach swobód obywatelskich krzyczących o łamaniu praw dzieci", nie wspomina, że to w NSA "ostatecznie zdecydowano", że jednak wojewoda warszawski złamał prawo, wydając niekonstytucyjne rozporządzenie. Uważam za gorszące i naganne, jeśli oficjalnie pochwala się łamanie prawa w imię tego, że "ktoś chciał dobrze". A już skandalem jest, gdy ta pochwała wychodzi spod pióra ministra spraw wewnętrznych. W latach 70. nieżyjący już profesor prawa z Krakowa, Witold Z., opowiadał mi, że brał udział w wizycie, jaką pewien zagraniczny gość złożył wojewodzie z południa Polski. Gospodarz chwalił się, że gdy czegoś chce, robi to, nie oglądając się na żadne konstytucje czy ustawy. Gość był zażenowany, podobnie jak relacjonujący sprawę profesor. Ówczesny wyznawca "wolności wojewody" krępował się jednak wystąpić publicznie ze swymi rewelacjami na temat praworządności. Nam obecnie nie jest to oszczędzane.

prof. EWA ŁĘTOWSKA
Warszawa



Od autora:
Pragnę zwrócić uwagę pani profesor na fakt, że nigdy jako obywatel, a zwłaszcza jako minister spraw wewnętrznych i administracji, nie opowiadałem się za łamaniem prawa, nawet w imię tego, że "ktoś chciał dobrze". Nigdy też takich słów w żadnym ze swoich felietonów nie użyłem. Wygląda na to, że tekst "Wolność wojewody" przeczytała pani niezbyt uważnie. W jednym bowiem z pierwszych zdań omawianego felietonu znalazło się sformułowanie: "Rząd powinien mieć w województwie reprezentanta, którego zadaniem byłoby nadzorowanie przestrzegania prawa przez funkcjonujące na danym terenie szczeble samorządu". W sprawie decyzji wojewody warszawskiego i katowickiego zająłem bardzo wyraźne stanowisko. Podkreśliłem, że programy "Małolat" i "Wagarowicz" nie mają stosownego umocowania prawnego, zaś wojewoda katowicki Marek Kempski uchylił rozporządzenie na moją prośbę. Należy też dodać, że felieton, o którym mowa, jest utworem podpisywanym przede wszystkim przez Janusza Tomaszewskiego, nie zaś wyłącznie przez ministra spraw wewnętrznych i administracji, a zawarte w nim wypowiedzi mają często nie tylko charakter opisowy, ale i ocenny. W sferze opisowej należy na przykład wyróżnić pierwszą część przytoczonego zdania: "choć ostatecznie zdecydowano, że wojewoda nie miał prawa wprowadzić takiego rozporządzenia...", w sferze ocennej zaś drugą część wypowiedzi: "...wielu osobom te właśnie działania otworzyły oczy na problem, z którym stykamy się na co dzień". Być może dobrym sposobem na rozwiązanie tych problemów jest- według pani profesor - niemówienie o nich i oszczędzanie słuchaczy. Moim zdaniem, taka oszczędność się nie opłaca. Dlatego nie należy zrażać władz lokalnych do podejmowania wysiłków na rzecz przeciwdziałania przestępczości i demoralizacji nieletnich, której znaczne nasilenie notuje się w ostatnich latach.

Janusz Tomaszewski



Telewizja równowagi
Jan Maria Jackowski myśli "o czymś na kształt fundacji narodowej, która miałaby stałe źródła finansowania na przykład z dodatkowego podatku przy zakupie sprzętu" ("Telewizja równowagi", nr 4). Takie pomysły mają politycy i filmowcy, którzy chcą opodatkować bilety do kina, a nawet uczeni, którzy chcą opodatkować cokolwiek, by nie zginąć śmiercią głodową. Tymczasem w dobrze zorganizowanym państwie podatki pobierają tylko rząd i władze samorządowe. Po komunie odziedziczyliśmy dziesiątki funduszy parabudżetowych - nie wiedzieliśmy, ile płacimy podatków i kto nimi dysponuje. Sporo tego udało się zlikwidować. Ale hydrze idiotycznych pomysłów głowy odrastają. Cel jest zawsze zbożny i uzasadniony społecznie, a że wali się logiczna konstrukcja państwa - to detal.

KRZYSZTOF GOSIEWSKI
Gliwice



Sprostowanie
W artykule "Wielka wsypa" (nr 2) błędnie podano, że na wokandzie Sądu Apelacyjnego w Poznaniu wywieszono informację o zaplanowanych przesłuchaniach świadków incognito. Wydarzyło się to w innym sądzie. Przepraszam.

Ewa Ornacka
Więcej możesz przeczytać w 5/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0