Wprost od czytelników

Wprost od czytelników

Rachunek sumienia
Z prawdziwym zdumieniem znalazłam właśnie na łamach "Wprost" obszerną apologię wizyty złożonej na znak poparcia gen. Pinochetowi przez znanego moralistę red. Tomasza Wołka i dwóch członków najbardziej katolickiego z ugrupowań politycznych - Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego (Marek Jurek, członek KRRiTV, ma zapewne, zgodnie z ustawą, członkostwo zawieszone, co podaję gwoli ścisłości). Sekretarz ZChN, poseł Michał Kamiński, stwierdził w "Prognozie pogody" ("Rachunek sumienia", nr 4), iż "mieli moralny obowiązek spotkać się z Augusto Pinochetem", z którym zresztą rozmawiali, jak się okazuje, także o zabijanych i torturowanych albo zaginionych bez wieści za czasów jego reżimu. Wniosek stąd tylko jeden: ofiary z kręgu lewicy, nawet takie, ważą moralnie o wiele mniej niż ofiary systemu komunistycznego, w tym wypadku zresztą potencjalne (skoro Pinochet uratował przed nim Chile). Ważna to lekcja etyki stosowanej. Żałuję tylko, że głos posła Kamińskiego nie został zrównoważony bodaj czyimś protestem przeciw angażowaniu w poparcie generała znaku religijnego w postaci ryngrafu z Matką Bożą, wręczonego przez gości gospodarzowi. A tego się już niczym usprawiedliwić nie da, niestety.

JÓZEFA HENNELOWA
Kraków



Rewolucja białych fartuchów
W artykule "Rewolucja białych fartuchów" (nr 2) przytoczono dane OBOP, świadczące o tym, że 64 proc. ankietowanych jest niezadowolonych z funkcjonowania służby zdrowia. Dodam, że 99,9 proc. tego grona stanowią lekarze. Nie podoba się nam odziedziczony po PRL system, przypomnieć jednak wypada, że został on stworzony i jest dotychczas poprawiany wyłącznie przez polityków, choć "białe fartuchy" w tytule tekstu mogłyby sugerować coś innego. Może więc precyzyjniejszy byłby tytuł "Rewolucja czarnych teczek"? Minister Maksymowicz jaki jest, każdy widzi ... I może dlatego reforma systemu ochrony zdrowia wygląda bardziej na końską kurację niż na oczekiwane polepszenie medycznej opieki. Czyżby minister i jego zastępca - jedyni zadowoleni z reformatorskich poczynań - mieli być pierwszymi jaskółkami czyniącymi wiosnę? Miejmy nadzieję, bo po tym, co nam podrzucili, przypominają raczej kukułki.

IWONA KUBIK-GUT
Bielsko-Biała



Wspólny wstyd
Najpierw górnicy wystawili na próbę nerwy pozostałej części społeczeństwa, potem przelicytowali ich anestezjolodzy. Stało się coś, co wydawało się nieprawdopodobne. Lekarze specjalności związanej ściśle z ratowaniem ludzkiego życia odmówili wykonywania posługi lekarskiej. W ocenie tej sytuacji drugorzędną rolę odgrywa dyskusyjna merytoryczna racja. Nawet gdyby anestezjolodzy ją mieli, grupowe złamanie nie tylko przysięgi Hipokratesa, ale i podstawowego obowiązku każdego człowieka, jakim jest udzielenie pomocy w wypadku zagrożenia zdrowia lub życia, stanowi miarę degrengolady środowiska. Rodzi się pytanie, czy jest to incydentalny wybuch nieodpowiedzialności, czy też efekt choroby, która od lat toczy środowisko inteligenckie. W konflikcie zabrakło odzewu autorytetów lekarskich, co rzuca cień na społeczność medyków, jednak wstyd jest wspólny i dotyczy całej polskiej inteligencji. Jest on wykładnikiem ogólnego obniżenia poprzeczki określającej nieprzekraczalne minimum obowiązujących zasad i osłabienia poczucia odpowiedzialności. Kosztem tej sytuacji jest i długo będzie spadek zaufania do lekarza jako instytucji. Naprawienie tego będzie wymagało wiele czasu i wysiłku.


JERZY SALMONOWICZ
Sopot
Więcej możesz przeczytać w 5/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0