Ludzkość u krawca - "Historia stroju" Maguelonne Toussaint-Samat

Ludzkość u krawca - "Historia stroju" Maguelonne Toussaint-Samat

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy wzięłam do rąk liczącą ponad czterysta stron książkę "Historia stroju" (W.A.B.), myślałam, że wdaję się w encyklopedyczne śledzenie dziejów mody.
Na dole okładki widnieje napis "Larousse", a autorka, Maguelonne Toussaint-Samat, w swoim podziękowaniu wymienia wprost niebywałą liczbę osób, muzeów, instytutów i firm z całego świata. Książka została wydana w ramach Programu Wspierania Działalności Wydawniczej im. Boya-Żeleńskiego z pomocą francuskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Biura Radcy Kulturalnego Ambasady Francji i Instytutu Francuskiego w Polsce. W dodatku "Słowo wstępne" napisał Yves Saint Laurent, który przedstawił się jako "człowiek pracujący w dziedzinie sztuki" i historię ubioru potraktował jako "historię jednej ze sztuk". Jego zdaniem, "eleganckimi stają się ci, którzy próbują odnaleźć swój własny styl. W życiu i w sposobie ubierania się".

Ambitna badawczo i jednocześnie tak promowana książka okazała się lekturą pasjonującą, bardzo daleką od erudycyjnego "tortu" na wyjątkowe, naukowo-dyplomatyczne okazje. Jest przeznaczona dla każdego i czyta się ją jednym tchem. To raj dla hobbystów, erudytów, rzemieślników, historyków sztuki, archeologów, wielbicieli powieści przygodowych, etnografów czy moralistów (tytuł oryginału brzmi: "Histoire technique et morale du vetement"). W ogóle dla każdego, kto uważa, że strój ściśle łączy się nie tylko ze sztuką ubierania się, lecz także ze sztuką życia, z traktowaniem ciała, seksu, natury i kultury. Autorka potrafiła pokazać w wielkich skrótach, a zarazem z wysmakowanymi szczegółami, dzieje stroju jako sposobu istnienia człowieka w różnych środowiskach oraz układach cywilizacyjno-społecznych. Opowiedziała, po co i jak rodziły się poszczególne części naszej garderoby i jak wielorakie pełniły funkcje: praktyczne, prestiżowe, rytualne, symboliczne. Pokazała, że elegancja towarzyszyła człowiekowi zawsze, nawet wiele tysięcy lat temu. Ludzie odległych epok byli genialnymi kreatorami, od których uczymy się do dnia dzisiejszego.
W rozdziale "Niezwykła technika kuśnierska inuickich kobiet" autorka przedstawia perfekcyjne sposoby zszywania skór, układania futrzanego włosa, rolę nici z wysuszonych zwierzęcych ścięgien. Ów wyłącznie futrzany, absolutnie doskonały w każdym szczególe strój decydował o życiu ludzi Północy: "Od dokładności pracy zależy los człowieka, który będzie nosił te buty. Jeżeli do środka przedostanie się choćby odrobina wody, stopy mogą w ciągu paru minut ulec odmrożeniu. Dla przebywających na odległym pustkowiu myśliwych praktycznie oznacza to śmierć".
Inuici noszą niemal wyłącznie futra. Żyjąc tylko z polowania i rybołówstwa, tworzą dziś swoisty skansen paleolitu, "są żywymi ludźmi z Lascaux". Słowo Inuici oznaczało "istoty ludzkie". My używamy określenia Eskimosi. Ich dzisiejsze stroje są podobne do doskonale zachowanych ubrań odkrytych w roku 1978 - po 3400 latach od śnieżno-lodowej katastrofy, która zamknęła w grocie osiem osób. Ubiory wydobyte po tysiącleciach nie różnią się ani pod względem techniki wyprawiania futer, ani pod względem kroju od noszonych przez dwudziestowiecznych Eskimosów. Ten przemyślany i wirtuozersko wykonany strój doskonale odpowiadał warunkom klimatycznym, umożliwiał przetrwanie. Był jedynym możliwym sposobem życia. Autorka dodaje do tej niesamowitej, szczegółowej opowieści suchą informację: "Ten niezwykły lud od zarania dziejów wynalazł technikę, która została zastosowana dopiero niedawno i tylko do wyrobu udoskonalonych ubrań dla polarników, alpinistów i speleologów. Na nich wzorują się dziś producenci zimowej odzieży sportowej".
Surowe prawidła kroju skór i futer nie wykluczają motywów zdobniczych, stylizowanych i mających znaczenia symboliczne. Ich analiza pozwala ustalić, jak zaludniano obszary północne. Dzisiejsze wzory na przedniej stronie kaptura okazują się na przykład dokładną kopią tatuażu, jaki zdobił zamarzniętą mumię sprzed 1600 lat, odnalezioną na Wyspie Świętego Wawrzyńca. Doprawdy przy tej lekturze czuje się lodowy horror tysiącleci. W "Historii stroju" jest wiele opowieści przygodowych z różnych epok.
Równie niezwykła jest opowieść o całkowicie odmiennych stronach świata, gdzie królowała nagość. Rozliczne jej odmiany, zdobienia, tatuaże świadczą o barwnej wyobraźni. Oto medytujący hinduscy asceci "spowici przestrzenią" (czysta poezja!). Albo pustynni eremici, pierwsi samotnicy chrześcijańscy, z pasem zwierzęcej skóry na biodrach, niedbale przerzuconej przez ramię. A także nieprzebrane tłumy "dobrych dzikusów" (i złych) spotkanych w 1502 r. przez Krzysztofa Kolumba i jego hiszpańsko-portugalskich awanturników. Złote płytki zawieszone na rzemieniu osłaniały męskość autochtonów, natomiast kobiety swoje bujne piersi podtrzymywały złotymi płytkami szerokimi jak dłonie. "Dwadzieścia pięć lat później najeźdźcy z Europy wymordowali trzy czwarte z dwóch milionów Indian, a ich wioski, miasta i pola wydali na pastwę dżungli, która pochłonęła także kopalnie złota" - tak brzmi krótka puenta historyczna.
Nie da się tu wymienić wszystkich Nagich, którzy w różnych krainach pod sprzyjającym niebem uczynili ze swojego ciała "ekspresję własnej, odrębnej kultury. (...) Ubiór zastępują rysunkiem, tatuażem czy ozdobami - lichymi koralikami lub imponującymi i cennymi klejnotami. Ubrani skąpo, nadzy czy wystrojeni, czują się dobrze we własnej skórze - jedynej prawdziwej osłonie. To, co ich zdobi lub okrywa, jest często oznaką uznania i pozycji społecznej, czasami wiąże się z zapobieganiem złu albo z magią, czasami ma po prostu sprawić, by człowiek czuł się piękniejszy".
Temu korowodowi ludzi nagich i zarazem mających niezwykłą inwencję w zdobieniu swych ciał autorka przeciwstawia ludzi ubranych, którzy nie tylko od dawna nie akceptują swego ciała, "ale też zdążyli zapomnieć, że nawet pod osłoną ubrań to ono jest wciąż najważniejsze. Dowodzi tego rozwój mody - bez wytchnienia wymyślamy stroje, które już dawno przestały być głównie ochroną. Zakrywają ludzkie ciało, wynaturzając je, deformując naturalne kształty, zacierają i przytłaczają osobowość, tym bardziej, że psychika ludzka jest złożona. Ekstrawagancja i nadmiar to oznaki dekadencji, końca pewnego cyklu". "Człowiek ubrany" zdominował kilka wieków, poczynając od średniowiecza.
Proszę nie myśleć, że autorka nie dostrzega piękna strojów wielu stuleci. Pisze o nich może z nazbyt chłodnym uznaniem, często pomysły budzą w niej jednak zachwyt. Wiele napawa zdumieniem, niesmakiem, a nawet grozą. Trudno jej pojąć taki oto ubiór scytyjskiego wojownika: "Wyobraźmy sobie płaszcz, a raczej pelerynę z futra o niezwykle długim włosie, znacznie dłuższym od futra angorskich kóz i znacznie od niego grubszym, a przy tym gładkim, czarnym i lśniącym, pod warunkiem, że właściciel nie wycierał w ów płaszcz nosa i rąk zatłuszczonych pieczystym, które jadał, siedząc w siodle. Cóż - łatwo zgadnąć - przecież to nie futra zwierząt, lecz włosy czy raczej skalpy wrogów, z których uszyto makabryczny strój!". Jaki strój, taki sposób życia. Autorka dodaje długi cytat z "Dziejów" Herodota, który ową pelerynę opisał, zaliczając ją do "obyczajów Scytów".
"Historia stroju" pokazuje, że wyobraźnia i szaleństwa ludzi zaiste nie mają granic.


Bez wytchnienia wymyślamy stroje, które już dawno przestały być głównie ochroną

Dużo miejsca w "Historii stroju" zajmuje "Gorączka futer", której rozmiary trudne są dziś do pojęcia. Cech kuśnierzy w XIII w. ufundował piękny witraż w katedrze w Chartres. Nie wiadomo jednak, czy miła była Bogu ta pobożność. Dzika moda na futra opanowała świat, stała się motorem handlu. Skóry lisów, gronostajów, popielic, soboli, bobrów można było nabyć w każdym zakątku ziemi. Nawet drobne zwierzęta futerkowe, z królikami i wiewiórkami włącznie, padały masowo. Nie tylko władcy, wielcy panowie i szlachetne panie gromadzili nieprawdopodobnie wiele futrzanych strojów. Także ich zamki, nie dogrzane zarówno w zimie, jak i lecie, wymagały kap, narzut, baldachimów. Sypialnia żony Karola VII była ogromnym gniazdem wymoszczonym gronostajowymi futrami. Pojawienie się modnego stroju - wielkiej opończy - było konsekwencją tego stylu życia. 267 skórami bobrowymi podbito opończę diuka de Berry. Na szaty królewskie przeznaczono 545 skór sobolowych, a na nakrycie głowy władcy 98 brzuszków najdelikatniejszych popielic. Zanim Karol VI popadł w obłęd, zamówił 450 czepców dla siebie i brata. Autorka sypie cyframi z ksiąg rachunkowych domów książęcych i zapisków kuśnierzy, a czytelnika przeraża ta nieprawdopodobna zagłada zwierząt.
Futra umożliwiały nie tylko wygodny sposób życia w chłodnych klimatach i świadczyły o prestiżu, władzy oraz bogactwie. W rozdziale zatytułowanym "Futro do góry nogami, czyli o symbolice i wyobrażeniach na temat futra" autorka ukazuje różne rytuały, postawy wobec życia i śmierci, ściśle wiążące się z poglądami na temat zwierzęcości i człowieczeństwa. Obyczaje i obrzędy wyzywająco łączące te dwa stany budziły wśród ludzi grozę i zachwyt. W "Złotej legendzie" Jakuba de Voragine owo rozpasanie, prawdziwe i wyzwalające zbiorowe koszmary opisane zostały następująco: "Jedni przywdziewali zwierzęce skóry, inni stroili się w głowy zwierząt, by w ten sposób udowodnić, że nie tylko wyglądają jak bestie, ale są nimi w głębi swego jestestwa".
Tak więc "Historia stroju" ociera się również o głębokie tajemnice osobowości, świadomości i podświadomości. Autorka odsłania ich rąbek, sięgając po bardzo różne przykłady. Zastanawia się: "Włochaty potwór, pół człowiek, pół zwierzę, powrót do prapoczątków i dewiacja zarazem, wzbudza tym większy lęk, że przynależy do niejednoznacznego świata, świata zmiennego i posępnego, ani ťtamtegoŤ, ani ťtegoŤ. Czyżby zjawisko z przełomu tysiącleci? Bo przecież i dziś filmy, horrory, roją się od takich istot".
Nie trzeba horrorów filmowych, wystarczy rzeczywistość, by poczuć grozę "zwierzoczłekoupiora", jak go nazwał Tadeusz Konwicki w jednej ze swych powieści. Maguelonne Toussaint-Samat przenosi nas z odległych epok do współczesności i w rozdziale "Kilka słów o czarnej skórze" pokazuje młodzieżowe, agresywne, satanistyczne subkultury, noszące ściśle określone ubranie z wymownymi odznakami. Najpierw przypomina ostatnie lata XIX w. i początek XX stulecia, "gdy w tumanach kurzu mknęły drogami ryczące i ťstrzelająceŤ automobile, w nich zaś kierowcy w grubych paltach z koźlęcych lub wilczych skór. Te pojazdy siały popłoch wśród wieśniaków". Potem wieśniacy i miastowi, młodzi nie mający dla siebie dobrego miejsca w brutalnym świecie wsiedli na ryczące motocykle, przywdziali czarne skóry i postanowili być brutalniejsi od innych. Autorka widzi taki krajobraz:"ťSkórzanaŤ moda środowisk marginalnych - rockersów, punków, homoseksualistów i innych współczesnych ťnomadówŤ, włóczących się po betonowych miastach, po betonowych podziemiach miast - poprzez odrzucenie tkanin (poza dżinsem- ťdrugą skórąŤ) jasno wyraża odrzucenie przejścia - zżycia - spoufalenia ze społecznością. O dziwo, skóra, będąca materią naturalną w najpełniejszym tego słowa znaczeniu, współgra i jest akceptowana przez sztuczny, ťbetonowyŤ świat, z którym zlewa się margines społeczny. Być może dlatego, że jest ona swoistą powłoką, izolującą zbroją, skafandrem, że chroni i nie daje się przeniknąć nie tylko wilgoci. Aby jednak była ťskutecznaŤ, musi być czarna. Jak gehenna. Jak noc, pośród której nikną ci ludzie, pośród której żyją. Przekonamy się, że w języku barw czerń - kolor chtoniczny, piekielny - oznacza także ukrycie, żałobę po sobie i swej osobowości".
Takim językiem napisana jest cała "Historia stroju". Z ubioru człowieka czyni zjawisko obejmujące całe życie, psychologiczne, kulturowe, a niekiedy kultowe. W książce pojawia się niekiedy humor. Krótki rozdział "Suknie w stylu hiszpańskim. Vedugado" przedstawia tortury infantek z portretów Velasqueza lub męki Elżbiety, królowej Anglii. Ich suknie wspierały się bowiem na stelażu i rusztowaniach, które więziły ciało, miały sztywną halkę pikowaną drutem rozpiętym na ogromnym koszu z wikliny, a między dwie warstwy tkaniny wszywano żelazne obręcze. "Każde przejście przez drzwi stawało się istną komedią - akt pierwszy: pchanie; akt drugi: wyciąganie".

Więcej możesz przeczytać w 5/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0