Pułapka antysemityzmu

Pułapka antysemityzmu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ksiądz prałat Henryk Jankowski, duchowny o trudnych do przecenienia zasługach dla sprawy odzyskania niepodległości przez Polskę, ostatnimi laty podjął się bardzo ryzykownej misji: uzdrawiania polskiego życia publicznego poprzez demaskowanie groźnych niekiedy - jego zdaniem - dla państwa i narodu związków polsko-żydowskich.
 Sęk w tym, że etykietować łatwo - znacznie trudniej zrozumieć tę wielopłaszczyznową materię. Bez wątpienia ksiądz prałat nie kieruje się przy tym prywatą, chęcią zysku czy zamiarem zbicia kapitału politycznego i nie działa pod wpływem nacjonalistycznych obsesji. W najlepszej wierze pragnie służyć Polsce jak najlepiej - tyle że jego własna opinia na temat tej służby i ocena przeważającej części opinii publicznej rozmijają się drastycznie i nieodwołalnie. Krytyczne sądy księdza prałata o Żydach, podawane w formie odkryć i rewelacji, o jakich rzekomo nie wie rodzima opinia publiczna, to naprawdę tylko nikła i wcale nie najważniejsza część tych krytycznych opinii, które Żydzi na włas- ny temat zapisali i wydali w naszym kraju drukiem w niebotycznych nakładach. Najlepszą formą polemiki z zasłużonym duchownym, który - chcąc nie chcąc - wpadł w pułapkę antysemityzmu, jest zachęta do lektury. Przypominamy to, co i tak każdy jako tako oczytany rodak wie. Najpierw literatura. Okupacyjne złudzenia żydowskich liberałów wykpił z całym sarkazmem Artur Sandauer ("Śmierć liberała"), przejęcie przez ofiarę Holocaustu roli kata własnego narodu opisał wnikliwie Adolf Rudnicki w "Kupcu łódzkim". Oparł się na losach szefa łódzkiego getta, Rumkowskiego, który wzorując się ochotniczo na hitlerowskich mocodawcach, zaprowadził w podległej sobie dzielnicy zamkniętej rządy totalitarne. Całą antologię żydowskiej okupacyjnej małości i pospolitości - obok postaw heroicznych i chwalebnych - dał Bogdan Wojdowski w napisanym z reporterskim zacięciem "Chlebie rzuconym umarłym". W deheroizacji postaw żydowskich z czasu okupacji trudno prześcignąć Marka Edelmana, rozmówcę Hanny Krall ze "Zdążyć przed Panem Bogiem". Jeśli kto ciekaw żydowskich autokompromitacji przeniesionych głęboko w historię, w każdej bibliotece czeka "Przybysz z Narbony" Juliana Stryjkowskiego; jeśli komuś mało wynaturzeń psychiki żydowskiej po Holocauście - jest "Kadysz" Henryka Grynberga. To literatura: wydawana w masowych nakładach, komentowana setkami recenzji, umieszczana na licealnych i uniwersyteckich listach lektur obowiązkowych. A są jeszcze dziesiątki tomów wspomnień, a w nich - obok scen nieopisanej martyrologii - setki dowodów na żydowski autokrytycyzm, także w sytuacjach ostatecznych. "Żydzi przeżyli dwa tysiące lat, a więc przetrwają także Hitlera" - cytuje swoich naiwnych współplemieńców W. B. Pawlak we wspomnieniach "Urodzeni w Warszawie". Arnold Mostowicz ("Żółta gwiazda i czerwony krzyż") wspomina pobożnego Żyda, który znajdując się na skraju wyczerpania z powodu głodu, wezwał lekarza dopiero wtedy, kiedy nie mógł już spełniać przepisanych prawem obowiązków małżeńskich, i poprosił o specyfik, który pomógłby temu zaradzić. "Przerzucali się często z jednej skrajności w drugą i to do tego stopnia, że ich natura stała się dla nas zagadkowa i zgoła niezrozumiała" - pisze o esesmanach Samuel Willenberg ("Bunt w Treblince"), rejestrując w swych wspomnieniach syndrom ofiary ulegającej chorej fascynacji katem. O postawach szmalcowniczych wśród samych Żydów piszą M. M. Mariańscy ("Wśród przyjaciół i wrogów"), Leon Guz ("Targowa 64"), Eugenia Szajn-Lewin ("W getcie warszawskim") czy Mary Berg ("Dziennik getta warszawskiego"), a to tylko pierwsze nazwiska z długiej listy. O udziale żydowskiej policji w Holocauście pisze w trybie wspomnieniowym Jarosław Marek Rymkiewicz ("Umschlagplatz"), a w trybie naukowym prof. Israel Gutman ("Żydzi warszawscy 1939-1943"), by nie przywoływać historycznej już monografii Ruty Sakowskiej "Ludzie z dzielnicy zamkniętej". A "żydokomuna"? Tysiące razy przypominano, że Żydzi stanowili 80 proc. kadry komisarzy - ideologów i terrorystów decydujących o ludobójczym charakterze rewolucji październikowej. Po prostu wśród Żydów było bez porównania więcej "gramotnych" - takich, którzy umieli czytać i pisać - niż wśród Rosjan. Stąd przydzielanie im funkcji wymagających posługiwania się słowem pisanym. Złudzenia, jakie tłumnie popychały przedwojennych Żydów w ramiona partii komunistycznej, też zostały opisane więcej niż wyczerpująco. Tylko Julian Stryjkowski, filar XX-wiecznej literatury polskiej o tematyce żydowskiej, poświęcił swojemu akcesowi do komunistycznej ideologii aż pięć książek. Kto nie lubi czytać, może sobie pooglądać "żydokomunę" na ekranie: od filmu "Pod gwiazdą frygijską" Jerzego Kawalerowicza po "Brata naszego Boga" Krzysztofa Zanussiego. Ale czy ta biblioteka może przekonać kogoś, kto przeczytał parę książeczek sprzedawanych z jednego i tego samego straganu?

Więcej możesz przeczytać w 5/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0