W USA i w kraju

W USA i w kraju

Dodano:   /  Zmieniono: 
Władza, nawet najwyższa, nie może stać ponad prawem. Jest po to, by prawa przestrzegać i się doń stosować
Wróciłem niedawno ze Stanów Zjednoczonych, gdzie mogłem obserwować, jakim zainteresowaniem cieszy się proces odsuwania od władzy prezydenta Clintona. Niektóre kanały telewizyjne (jak C-SPAN) nadają bez- ustannie transmisje z kapitolińskiego wzgórza. Proces przeciwko prezydentowi USA jest na ustach, przed oczyma i w umysłach wszystkich. Ów proces i moja o nim opinia stanowiły najczęściej temat kierowanych do mnie pytań. Odnosiłem się do tej sprawy już kilkakrotnie na tych łamach, ale powrócę raz jeszcze.

Sprawa Clinton-Lewinsky ma dwa oblicza, dwie strony medalu. Jedna to strona seksualno-obyczajowa. Pełna spraw intymnych i brudów - jak choćby słynna, dawno nie prana sukienka. Tą nie zamierzam się zajmować. Stanowi ona pole zainteresowania moralistów lub plotkarzy, a ja do żadnego z tych typów się nie zaliczam. Miałem zaszczyt poznać Billa Clintona i mam honor zaliczać go do swoich przyjaciół, a publiczne roztrząsanie takich intymności o przyjaciołach uważam za świństwo. To jest - jak słusznie zauważył prezydent USA - sprawą między nim, jego rodziną i jego Bogiem. Ale jest też druga strona - prawna. Prezydent Stanów Zjednoczonych jest jednocześnie pierwszym obywatelem USA. Musi więc wszystkim obywatelom dawać przykład przestrzegania prawa. Jeżeli miałoby się okazać, że prezydent złamał prawo (lub też do łamania prawa namawiał), oznacza to, iż wszyscy obywatele są zwolnieni z przestrzegania prawa. Jeżeli pierwszy strażnik prawa je podeptał, to i drudzy, i tysięczni nie muszą go stosować. Władza, nawet najwyższa, nie może stać ponad prawem. Władza jest po to, aby prawa przestrzegać i się doń stosować. To, czy w tym wypadku prawo zostało złamane, musi rozstrzygnąć sąd. Ja mam nadzieję, że nie. Ale to rozstrzygnie sąd - jedyna instytucja, która może autorytatywnie stwierdzić, czy prawo zostało złamane. Specjalnego znaczenia nabiera w tym kontekście orędzie o stanie państwa, które wygłosił prezydent Clinton. Zaczynało się od słów: "Nasze państwo jest silne". Rzeczywiście - Stany Zjednoczone są w dobrej kondycji ekonomicznej, politycznej i społecznej. Przemówienie prezydenta było tak gęsto przerywane oklaskami, że zebrało się ich w sumie ponad dwadzieścia minut. Widać było, że polityka i prezydentura Williama Clintona cieszy się powszechnym poparciem. Ludzie mają do niego zaufanie, co jest widoczne nie tylko przy wygłaszaniu przemówienia, ale - przede wszystkim - w przeprowadzanych sondażach. Popularność prezydenta wynosi ponad 60 proc. i rośnie. Jest to swoisty paradoks. Niełatwo jest stracić dobrego prezydenta. Ameryka staje dzisiaj przed szczególnie trudnymi decyzjami. Ale nigdzie nie jest powiedziane, że na politykę mają się składać łatwe decyzje i proste wybory. W kraju zaś powstała nowa partia tak szczęśliwie, że od razu jej szef został premierem. To się nazywa skuteczność! Tym bardziej że słyszeliśmy o tworzeniu takiego ugrupowania już od 1997 r. - efekt jest więc, można powiedzieć, ździebko przenoszony, ale udany. Ponieważ nowo powstały podmiot polityczny jest częścią AWS (koalicji wyborczej), która działała na podstawie przysługujących koalicjantom parytetów, ciekawe, ile parytetów ma nowa partia i czyim uzyskała je kosztem. To jest tylko moja ciekawość, bo zmartwienia zupełnie kogoś innego. Ciekawym, co na to NSZZ "Solidarność", mający 50 proc. parytetów w AWS. Koalicje nie mają się najlepiej. Ta rządząca - AWS-UW - ciągle trzeszczy w szwach, trochę się pruje, niemniej jednak się trzyma. Gdy się zawiera związek z rozsądku, wbrew uczuciom, nie jest on łatwy, ale bywa trwały. Panowie koalicjanci nie zgadzają się w wielu sprawach politycznych i gospodarczych. Dzieli ich stosunek do Prokuratorii Generalnej i do pomysłów powszechnego uwłaszczenia prof. Bieli. Ten ostatni przypomina mi mój własny pomysł znany pod nazwą "sto milionów dla każdego" (10 tys. zł w przeliczeniu na nowe pieniądze). Oczywiście miało to być przekazane w bonach uwłaszczeniowych. I ja ten pomysł miałem przed sześciu laty, gdy było o wiele więcej majątku, na którym można się było uwłaszczyć. Nie będę dochodził swoich praw autorskich, bo - jak to mówią - lepiej późno niż wcale.
Więcej możesz przeczytać w 5/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0