Rekordy Ameryki

Rekordy Ameryki

Dodano:   /  Zmieniono: 
W obliczu groźby światowego kryzysu Bill Clinton zaproponował rozszerzenie zasad wolnego handlu
Ameryka ma dzisiaj najbardziej w swej historii dynamiczną i konkurencyjną gospodarkę, która generuje nowe miejsca pracy. Możemy jednak zrobić więcej i stworzyć obejmującą wszystkich Amerykanów gospodarkę XXI wieku - stwierdził Bill Clinton w swoim szóstym już orędziu o stanie państwa. Rok 1998 był rzeczywiście bardzo dobry dla Stanów Zjednoczonych. PKB wzrósł o 3,6 proc., podczas gdy przez ostatnie 20 lat wskaźnik ten średnio wynosił 2,4 proc. Bezrobocie spadło do 4,7 proc. i było najniższe od 25 lat. Inflacja utrzymała się na kontrolowanym poziomie poniżej 1,6 proc.
Orędzie zostało wygłoszone zaledwie kilka dni po rozpoczęciu przez adwokatów Białego Domu kontrofensywy w procesie toczącym się w amerykańskim Senacie. Prezydent wykazał po raz kolejny zdumiewającą umiejętność oddzielania swoich osobistych problemów od analizy zagadnień, które - jak wykazują sondaże - leżą na sercu większości Amerykanów. Przemówienie, przerywane oklaskami 98 razy, było kontynuacją zwycięskiej strategii Clintona wobec ciągnącego się już od ponad roku skandalu obyczajowego; nie padło o nim zresztą nawet słowo. Taktyka Białego Domu polega na podkreślaniu osiągnięć prezydenta i skupianiu uwagi na takich problemach, jak reforma systemu emerytalnego, edukacja, ubezpieczenia medyczne i walka z przestępczością. Zwolennicy prezydenta przedstawiają im- peachment jako partyjną rozgrywkę republikanów.
"Gdy przed sześciu laty wprowadził się do Białego Domu, naród był pełen zwątpienia, notowano wysoki deficyt, złą sytuację gospodarczą i złe nastroje. Dziś Amerykanie patrzą w przyszłość z całkowitym spokojem, bud- żet ma rekordowe nadwyżki, szybciej rozwija się gospodarka, a priorytety prezydenta pokrywają się z wyobrażeniami ludności: zabezpieczenie starości, pokrycie kosztów leczenia, lepsze wykształcenie młodzieży" - pisze o Clintonie boński dziennik "General Anzei- ger". Prezydent Stanów Zjednoczonych, mający ograniczony wpływ na całkowicie sprywatyzowaną i zdecentralizowaną gospodarkę amerykańską, zbiera zwykle - zasłużenie lub nie - pochwały w okresie wzrostu gospodarczego i cięgi, kiedy pojawiają się kłopoty ekonomiczne. Przekonał się o tym prezydent Bush, który do dzisiaj nie może wybaczyć Alanowi Greenspanowi, prezesowi Banku Rezerw Federalnych, że nie obniżył stóp procentowych po wojnie w Zatoce Perskiej, w samym środku kampanii prezydenckiej 1992 r., gdy amerykańska gospodarka weszła w recesję. W rezultacie wybory wygrał mało znany na arenie ogólnokrajowej Bill Clinton, gubernator stanu Arkansas, ze swoim sztandarowym hasłem: "Chodzi o gospodarkę, głuptasie".
Clinton nie ma powodów do narzekań na Bank Rezerw Federalnych i Greenspana, który od września 1998 r. trzykrotnie obniżył podstawowe stopy procentowe, aby przeciwdziałać recesji po sześciu latach nieprzerwanego wzrostu gospodarczego. Bezrobocie spadło w listopadzie do rekordowo niskiego w powojennej historii USA poziomu. Od czasu objęcia władzy przez Clintona w amerykańskiej gospodarce przybyło 18 mln miejsc pracy. Po raz pierwszy od trzydziestu lat osiągnięto nadwyżkę budżetową w wysokości 70 mld USD. Zdaniem ekspertów, w roku 1999 powinna ona wzrosnąć do rekordowej wartości 76 mld USD.
Dziś, w zamęcie kłopotów gospodarczych Azji, Ameryki Łacińskiej i Rosji, gospodarka amerykańska jest oazą względnego spokoju. Nic dziwnego, że wystąpienie Clintona w Kongresie zyskało doskonałe oceny Amerykanów. Według badania przeprowadzonego przez sieć telewizyjną CBS, 72 proc. badanych (o 5 proc. więcej niż tydzień wcześniej) twierdzi, że Clinton dobrze wypełnia swoje obowiązki. W niezależnym sondażu sieci NBC 76 proc. uznało, że jest dobrym prezydentem (to wynik niemal rekordowy). 56 proc. badanych przez stację telewizyjną CNN, dziennik "USA Today" i Instytut Gallupa oceniło wystąpienie Clintona jako bardzo dobre.
Główną część orędzia prezydent poświęcił problemom ubezpieczeń społecznych i edukacji. Reforma ubezpieczeń pochłonąć ma ok. 60 proc. nadwyżki budżetowej. Dodatkowe 11 proc. przeznaczone zostanie na rozwój Universal Savings Accounts (Uniwersalne Konta Oszczędnościowe - odpowiednik polskiego II filaru ubezpieczeń społecznych). Kilkanaście procent nadwyżki Clinton proponuje przeznaczyć na poprawę działania systemu ochrony zdrowia Medicare, obsługującego ludzi starszych, ubogich i emerytów. Zaapelował też do Kongresu o przyjęcie karty praw pacjenta, zgodnie z którą każdy chory powinien być zapoznawany z wszystkimi możliwościami przeprowadzenia badań i mieć prawo do leczenia się u specjalistów. Clinton zapowiedział też zamknięcie szkół osiągających najgorsze wyniki nauczania. Zaproponował jednak zbudowanie 5 tys. nowych placówek edukacyjnych. Z największym aplauzem zarówno demokraci, jak i republikanie przyjęli zapowiedź zwiększenia minimalnej płacy w ciągu dwóch lat o dolara, tak by wynosiła 6,15 USD za godzinę. Stawka ta ma być jednakowa dla kobiet i mężczyzn. Prezydent chce również wprowadzić nową ulgę podatkową - dla rodziców, którzy pozostają w domu, by zaopiekować się małymi dziećmi.


Bill Clinton opowiedział sięza nadaniem światowej gospodarce"ludzkiego oblicza"

"W ostatnich latach tempo rozwoju gospodarczego USA było większe niż w Europie" - pisze w miesięczniku "Foreign Affairs" prof. Paul Krugman z Massachusetts Institute of Technology. Ale szybciej od Stanów Zjednoczonych rozwijała się Japonia, która osiągała średnio 4 proc. wzrostu w porównaniu z 2,4 proc. w USA. Ponieważ jednak japońska gospodarka jest o połowę mniejsza od amerykańskiej, potrzeba by ok. 50 lat na wyrównanie dystansu dzielącego oba kraje, oczywiście przy założeniu, że utrzymywałaby się ta różnica. "Na początku lat 90. wydawało się, że jest tylko jeden sposób na pozbawienie Stanów Zjednoczonych miana największej potęgi gospodarczej świata. Mogły je utracić na rzecz Europy, gdyby ta zdołała sformować rzeczywistą unię federacyjną, zyskując polityczny ciężar gatunkowy równy sile ekonomicznej. Ale szanse na to były wtedy tak samo nikłe jak dziś. Amerykańska gospodarka miewa się lepiej, niż zakładała większość ekonomistów" - stwierdza prof. Krugman.
Również eksperci Komisji Europejskiej twierdzą, że Europa wciąż przegrywa z Ameryką pod względem konkurencyjności. Głównie z powodu wysokich kosztów produkcji na naszym kontynencie, niechęci przedsiębiorców do ryzyka i ociężałości w poszukiwaniu nowych rozwiązań. USA są bardziej nastawione na przyszłość - szybko tworzą nowe miejsca pracy w technicznie zaawansowanych gałęziach przemysłu. W orędziu prezydent zapowiedział zwiększenie o 28 proc. nakładów na badania w dziedzinie informatyki i technologii komputerowej, a więc w sektorze, w którym Amerykanie od lat mają dominującą pozycję.
Clinton opowiedział się za nadaniem światowej gospodarce "ludzkiego oblicza". Sposobu na przeciwdziałanie światowemu kryzysowi upatruje między innymi w rozszerzeniu zasad wolnego handlu. Prezydent zaproponował rozpoczęcie nowej rundy rokowań w tej dziedzinie podczas najbliższego posiedzenia Światowej Organizacji Handlu. Rozmowy miałyby dotyczyć ochrony środowiska i praw pracowniczych, a także zwiększenia swobód w handlu produktami żywnościowymi. Deficyt w bilansie płatniczym, sięgający w końcu 1998 r. 2,6 proc. PKB, stanowi jedną z nielicznych bolączek amerykańskiej gospodarki. Clinton zapowiedział wprowadzenie zmian w prawodawstwie, zmierzających do ograniczenia zbyt szybko rosnącego importu (np. japońskiej stali).
Prezydent nie zamierza dokonywać zwrotu w dotychczasowej polityce zagranicznej USA. Zaapelował o rozszerzenie współpracy z Rosją, Ukrainą i innymi krajami dawnego imperium radzieckiego, głównie po to, aby zapobiec przedostawaniu się broni i technologii nuklearnej w niepowołane ręce. Wydatki na ten cel mają być w ciągu najbliższych pięciu lat podwojone. Wzrosną także - o 187 mld USD - nakłady na zbrojenie.
Clinton podkreślił rolę i znaczenie Stanów Zjednoczonych w działaniach na rzecz pokoju, zwłaszcza w Irlandii Północnej, Serbii i na Bliskim Wschodzie. Tu jednak jest najwięcej kontrowersji między USA i europejskimi sojusznikami. "Waszyngton coraz częściej szuka indywidualnej drogi. Czy Europa może temu przeciwdziałać? USA podejmują działania bez względu na stanowisko przyjęte przez Narody Zjednoczone. Z drugiej strony - o tym, jak bez- użyteczna może być ONZ, która blokuje interwencje zbrojne (między innymi z powodu prawa weta w Radzie Bezpieczeństwa), świat przekonał się dobitnie podczas konfliktu w Kosowie. W realizacji polityki światowej Amerykanie oczekują poparcia Europy, ale go nie znajdują - w kwestiach polityki zagranicznej na Starym Kontynencie panuje wielogłos" - pisze w komentarzu "Solo dla supermocarstwa" niemiecki tygodnik "Die Woche". Na przykład nowy minister obrony RFN Rudolf Scharping zaskoczył USA wypowiedzią, że "NATO nigdy nie było, nie jest i nie będzie instrumentem interwencji globalnej". Ambiwalentne podejście Francuzów i niezdecydowana postawa Bonn zmuszają Stany Zjednoczone do zajmowania pozycji mocarstwa hegemonicznego.
Więcej możesz przeczytać w 5/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0