Fatalne zauroczenie

Fatalne zauroczenie

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Agnieszka S. i Iwona M. wybrały życie na pograniczu ryzyka.
Obie zginęły w taki sam sposób jak ich partnerzy - przeszyte kulami. Iwonę zamordowano 8 listopada 1998 r. Agnieszkę pięć lat wcześniej - także 8 listopada. Związały się z mężczyznami, o których w dziennikach telewizyjnych mówi się krótko: "pan Bolek", "duży Jasio", a obroty kontrolowanych przez nich firm zapewniają im dostatnie życie - do czasu.

Dziewczyny gangsterów wyróżniają się z tłumu. - Seksowne, młode, wysokie i pięknie opalone. Ekskluzywne ciuchy, dobre perfumy, perfekcyjny makijaż - wylicza właściciel warszawskiego kantoru. - Krótko mówiąc: dziewczyny jak z okładki - podsumowuje inspektor Bolesław Bernat, szef szczecińskich służb kryminalnych. - Dbają o swój wygląd. Pochodzą z różnych domów, niekoniecznie z rodzin patologicznych. Nie są zamożne. Karierę w charakterze "dziewczyny gangstera" zaczynają w lokalach, gdzie pracują jako barmanki lub kelnerki. - Te dziewczyny mają świadomość, że nigdy nie zrobią kariery naukowej ani nie zaistnieją w świecie biznesu. Są młode, niedojrzałe i marzą o "Dynastii" na żywo. Karierę zaczynają w wieku 16-17 lat. Wtedy poczucie śmierci nie istnieje, tylko wiara, że zawsze będą piękne, bogate i szczęśliwe - zauważa Katarzyna Kolasińska, psycholog.
Agnieszka S. pracowała w szczecińskim klubie nocnym "Babylon". Do dziś na ścianach lokalu wiszą jej zdjęcia. Na jednym z nich, ubrana w podkoszulek i krótkie jeansowe spodenki, otoczona koleżankami z pracy, przyciąga uwagę regularnymi rysami twarzy. Na innym, z zabawy karnawałowej, widać ją na pierwszym planie ubraną w hinduskie szaty. Kasztanowe włosy, smukła sylwetka. Za partnera życia wybrała trzydziestoletniego Waldemara S. znanego jako "duży Jasio". Był od niej o dziesięć lat starszy. W kręgach szczecińskiego półświatka uchodził za faceta o mocnych nerwach i mocnej pięści. Wysoki, masywny i sprytny.
- Waldek działał w zorganizowanej grupie, ale bardzo szybko próbował się usamodzielnić - mówi prawnik znający kulisy jego interesów. - Miał wspólników, jednak przestał się z nimi liczyć. Omijał Warszawę i sprzedawał samochody na własną rękę. Oszukiwał także klientów - sprzedawał im towar, a po kilku tygodniach szantażował: "Kupiłeś kradziony, więc albo dorzucasz tysiąc dolarów za milczenie, albo policja się dowie, że jeździsz na przebitych numerach". - Z każdym miał na pieńku. Wszędzie chciał zarobić, ale innych wystawiał do wiatru - komentuje jeden z oficerów. Liczył się tylko z Agnieszką. - Zostawił dla niej żonę - studentkę prawa. Kupował jej złotą biżuterię, a ona na początku znajomości nie wiedziała o jego interesach. Potem, gdy znikał na całe noce, szalała z niepokoju. Uspokajał ją. Mówił, że luksus kosztuje, a jego głowa w tym, żeby pieniędzy nie brakowało - wspomina jej przyjaciółka. Krótko przed śmiercią zgłosił się na policję, twierdząc, że ktoś mu grozi. Przyznał, że oszukał wspólników, nie płacąc im za BMW.


Dziewczyny, żony i rodziny gangsterów nie są nietykalne. Do nich też się strzela

Gdy w szczecińskim sądzie miała się odbyć rozprawa przeciwko grupie parającej się handlem kradzionymi samochodami, jednym z oskarżonych był Waldemar S. Odpowiadał z wolnej stopy. - Kilka dni wcześniej do mojej kancelarii przyszła Agnieszka S. - przypomina sobie Andrzej Mataj, adwokat reprezentujący w sądzie "dużego Jasia". - Przepraszała, że Waldemar nie mógł się ze mną spotkać w umówionym terminie. Wyjechał do Warszawy, ale na rozprawę z pewnością przyjedzie. Nie pojawił się. Zamierzałem wyjaśnić, dlaczego. Poprosiłem sędziego o godzinną przerwę. Zatelefonowałem do jego domu. Słuchawkę odebrał policjant - powiedział krótko: "Waldek już nie potrzebuje twojej pomocy".
Waldemara i Agnieszkę znaleziono martwych w ich szczecińskim mieszkaniu. Dziewczyna zginęła od kuli wymierzonej w głowę. Było to jedno z pierwszych w Polsce zabójstw na zlecenie. Wyrok wykonano perfekcyjnie. Nie było świadków. Nie było dowodów. Nie było podejrzanych. Znany był tylko motyw - porachunki gangsterów. Sprawcy tej zbrodni do dziś pozostają nieznani. Prokurator Zdzisław Rynkiewicz umorzył sprawę. - Chodziło o "Jasia", nie o Agnieszkę. Nie wiem, czy cokolwiek wiedziała o interesach Waldka. Ale była świadkiem morderstwa - dlatego musiała umrzeć.
W piątą rocznicę ich śmierci przyjaciele Agnieszki zanieśli na jej grób kwiaty. Tego samego dnia w Szczecinie znów wykonano wyrok. W pubie "VIP", miejscu spotkań półświatka zamordowano 35-letniego Dariusza Ś. - gangstera o pseudonimie "Rambo" i jego dziewczynę, 23-letnią Iwonę M. "Rambo" zginął od strzału w głowę. Iwona dostała trzy kule: jedną w głowę i dwie w pierś. Policjanci dokonujący oględzin mówili o "leżącej w kałuży krwi pięknej, długonogiej, czarnowłosej kobiecie w wysokich kozakach i krótkiej bluzeczce". Iwona osierociła czteroletniego synka.
Pochowano ją dwa tygodnie po zbrodni. - Szkoda dziewczyny, ale chyba wiedziała, w co się pakuje - sugeruje barman z popularnej w mieście dyskoteki. - Lubiła się otaczać mężczyznami z wypchanym portfelem. Chciała brylować, mieć życie lekkie, łatwe i przyjemne. Imponowały jej dobre auta i ci, którzy nimi jeździli. Zostawiła męża i małe dziecko. Nie każdy lubi domowe pielesze. Ona widać nie lubiła.
Iwonę widywano nie tylko w towarzystwie szczecińskiego gangstera, ale także z Dariuszem Z. - domniemanym zabójcą (szczecińska policja zatrzymała go pięć dni po zbrodni). Zanim związała się z "Rambo", była jego dziewczyną. - Dariusz Z. był zwykłym "żołnierzem" bez przyszłości. Potrafił tylko bić i wymuszać haracze. Nie znamy jeszcze motywu zbrodni, ale jedna z wersji zakłada porachunki na tle finansowym. "Rambo" przejął zarówno dziewczynę Dariusza Z., jak i jego pieniądze. Sprawca strzelał do czterech osób przebywających w lokalu, ale to właśnie Iwona dostała najwięcej kul. Pierwsza była śmiertelna. Wygląda na to, że dwa kolejne strzały były na dobicie, chociaż ona i tak już nie żyła - sugeruje policjant znający kulisy śledztwa.
- Nie miała szczęścia do mężczyzn. Szukała kogoś na stałe, tak do prawdziwego kochania. Zanim związała się z "Rambo", przez rok była dziewczyną "Oriona". Bił ją za to, że nie brała od niego grosza, że chodziła do pracy i nie chciała razem z nim brać narkotyków. Wiedziała o jego gangsterskich interesach, zresztą on sam mówił o tym otwarcie. Nieraz jej radziłam, żeby odeszła od "Oriona", ale się bała. Któregoś dnia powiedział, że ją zabije, gdy to zrobi. Nie czuła się bezpiecznie, dlatego wybrała "Rambo". Wiedziała, że to on rządzi - opowiada przyjaciółka zamordowanej. Mężczyzna zatrzymany pod zarzutem zabójstwa Iwony i Dariusza Ś. nie jest tym, o którym opowiada. Policja nie wyklucza jednak zabójstwa na zlecenie.
"Młode wilki" z polskiego półświatka nie przestrzegają starych zasad o nietykalności kobiety gangstera. Żonę Rafała Ch. ("Czarny"), odsiadującego wyrok za zorganizowanie i kierowanie związkiem przestępczym na Pomorzu Zachodnim, próbowano wyeliminować, podkładając pod jej samochód 450 g plastiku. Dwudziestojednoletnią Agnieszkę B., barmankę ze szczecińskiego "Royal Pubu", która zaczęła handlować narkotykami, zastrzelono w jej mieszkaniu. W pokoju obok spała jej przyjaciółka. Nie słyszała strzału. Gdyby się obudziła, też mogła zginąć.
- W środowisku polskich przestępców nie ma mowy o jakimkolwiek kodeksie etycznym. Dziewczyny, żony i rodziny gangsterów nie są nietykalne. Do nich też się strzela - ostrzega inspektor Bernat.


Matki chrzestne

Żony włoskich mafiosów tylko teoretycznie są niewinne. Tak naprawdę jednak każda z nich ma pewien wpływ na decyzje mężów. A jednak sądy nie potrafią udowodnić im winy, bowiem trudno polemizować z najprostszym z argumentów - że wykonując zalecenia mężów, były im po prostu posłuszne. We Włoszech pokutuje stereotyp, że kobieta jest z natury istotą słabszą, niezdolną do popełnienia przestępstwa. Jej głównym zadaniem jest opieka nad dziećmi i prowadzenie domu. Opieka ta często sprowadza się jednak do wychowywania w ślepym posłuszeństwie wobec mafii, a prowadzenie domu to na ogół pretekst do spotkań "rodziny". Żona mafiosa niczym się nie wyróżnia spośród innych kobiet. Chodzi ubrana na czarno, a jej jedyną ozdobą jest kosztowna biżuteria. Poza kolejnością jest obsługiwana w sklepach, uprzejmiej traktowana przez sprzedawców, a ludzie odnoszą się do niej z większym szacunkiem. Jej rola wzrasta zwłaszcza wtedy, gdy mąż siedzi w więzieniu - jest najbardziej zaufaną osobą, prowadzi rodzinne interesy i przekazuje wiadomości. Niektóre żony mafiosów były wielokrotnie aresztowane (np. Sycylijka Giuseppina Sansone, której zarzucono przynależność do mafii i handel narkotykami) lub przeprowadzano im osobiste rewizje (córki i żona Vittoria Mangano) - nadal jednak pozostają na wolności i kontynuują "pracę" swoich mężów.



Zdjęcia: M. Holiat, J. Mrówczyński
Więcej możesz przeczytać w 5/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1