Konkurencja olimpijska

Konkurencja olimpijska

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Olimpiada bez granic" - reklamuje swą kandydaturę Klagenfurt, "sportowe tradycje naszą szansą" - podkreśla Poprad, a Helsinki stawiają na "zieloną zimową olimpiadę", jakby na przekór antyekologicznej wizji igrzysk w Tatrzańskim Parku Narodowym.
Turyn 2006 rozsławia w świecie Alberto Tomba, a Sion chwali się budżetem olimpijskim w wysokości miliarda franków szwajcarskich. Pieniądze, inwestycje, tory bobslejowe i kryte hale, centra telekomunikacyjne, wypożyczalnie samochodów, wyśmienite dania w restauracjach i przyzwoite hotele dla zawodników i obserwatorów - miasta zimowej Europy, ubiegające się o organizację igrzysk olimpjskich w 2006 r., przystąpiły do licytacji.

Mimo że odbędą się one dopiero za siedem lat, kandydaci są już niemal całkowicie przygotowani. Nie tylko od strony marketingowej. Austriacki Klagenfurt przekonuje członków Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego nie tyle doskonałymi warunkami do zorganizowania imprezy, ile hasłem "transgraniczności". - Co może lepiej oddawać ideę olimpijską niż igrzyska ponad podziałami, zorganizowane na pograniczu trzech krajów i trzech kultur? - pyta Martina Notdurfter, rzecznik Klagenfurt 2006. - To właśnie tutaj przesłanie Pierre?a de Coubertaina - świat bez granic - może się spełnić. Klagenfurt leży bowiem na pograniczu trzech państw: Austrii, Włoch i Słowenii. Trzy państwa, trzy kultury, jeden cel: wspólne igrzyska.
Południowa prowincja Austrii - Karyntia, północny region Włoch - Wenecja Julijska i Słowenia zyskały doskonałą okazję, by wspólnie kandydować na gospodarzy igrzysk. Państwa te szybko postarały się o poparcie Franza Klammera, mistrza olimpijskiego z Austrii, Gabrielli Paruzzi, brązowej medalistki w narciarstwie biegowym z Włoch, i Bojana Krizaja, mistrza świata w narciarstwie ze Słowenii. Trzech sportowców z trzech różnych krajów połączonych wspólnym celem. Członkowie MKOl docenili starania miasta-kandydata: "Komisja przekonała się, że Klagenfurt właśnie dzięki swojemu położeniu ma wiele do zaoferowania ruchowi olimpijskiemu, poza tym jest doświadczony w organizowaniu wydarzeń na szeroką skalę, ma doskonałą infrastrukturę, silne poparcie autorytetów i społeczeństwa" - zauważył Chiharu Igaya z MKOl. - Z drugiej strony, to właśnie przepisy MKOl mówią, że tylko jedna konkurencja może się odbywać poza granicami państwa. Jak więc pogodzić ideę olimpiady bez granic z przepisami? - zastanawia się Andrzej Bac, szef krakowskiego Biura Strategii Olimpijskiej (Zakopane 2006).
Oprócz modnego, choć ryzykownego hasła transgranicznych igrzysk Klagenfurt szybko wytoczył kolejne argumenty: impreza nie będzie stanowić żadnego zagrożenia dla przyrody, bowiem ponad 80 proc. obiektów sportowych już istnieje i możliwy jest wygodny dojazd do nich w ciągu zaledwie godziny. Miejscowość Velden nad jeziorem Wörthersee mogłaby z powodzeniem spełniać funkcję wioski olimpijskiej, bez przeprowadzania w niej specjalnych inwestycji. Klagenfurt gwarantuje też doskonałe połączenia lotnicze, autobusowe i kolejowe z miastami całej Europy. Dla "rodziny olimpijskiej" oznacza to nie więcej niż pół godziny drogi z Velden do wszystkich miejsc, w których odbywać się będą poszczególne dyscypliny.
- A jednak właśnie lokalizacja Klagenfurtu może się nie spodobać członkom MKOl, bowiem igrzyska musiałyby się odbywać na zbyt wielkiej przestrzeni - mówi Bac. Podobna niedogodność może zaszkodzić Helsinkom. Organizatorzy proponują bowiem tzw. igrzyska skandynawskie i trzy niezależne miasta, w których rozgrywano by poszczególne konkurencje: Helsinki, Lahti i Lillehammer. Problem polega na tym, że Helsinki nie są w stanie samodzielnie zorganizować igrzysk, ponieważ nie ma tam odpowiednich warunków do rozegrania konkurencji alpejskich. Trzeba więc było poszukać partnera. Wybór padł na Lillehammer, gdzie mieliby rywalizować narciarze, bobsleiści i snowboardziści.



Miasta zimowej Europy, ubiegające się o organizację igrzysk w roku 2006,przystąpiły do licytacji

Znaczną odległość między miejscowościami ma zmniejszyć most powietrzny między Helsinkami a Oslo, gdzie wybudowano najnowocześniejsze lotnisko. Organizatorzy skrupulatnie wyliczają: z wioski olimpijskiej w Helsinkach na lotnisko można dojechać samochodem w ciągu 20 minut, lot do Oslo zajmie godzinę, a podróż dalej pociągiem do Lillehammer - kolejną godzinę. To niewiele, zważywszy, że dotarcie z Albertville do innych miejsc zajmowało nawet sześć godzin. Członków MKOl Finowie próbują "przekupić" skromnością. "Wykonaliśmy już lwią część roboty, ale się tym nie chwalimy. My, Finowie, już tacy jesteśmy" - w ten sposób na łamach magazynu "Motion-Sport in Finland" odpowiadają na zarzuty, że niewiele słychać o ich olimpijskich przygotowaniach. Dodatkowym atutem jest idea uczynienia z igrzysk "zielonej olimpiady zimowej": "Nie musimy poświęcać środowiska, by budować nowe obiekty, nie musimy ciąć drzew ani wysadzać w powietrze wzgórz" - przekonują organizatorzy.
Do rywalizacji przystąpił też słowacki Poprad. Choć zgłosił swoją kandydaturę dzień po terminie, jego argumenty nie mogą budzić zastrzeżeń MKOl. "Sportowa tradycja - naszą szansą!" - to hasło reklamowe zdobi ulotki i strony internetowe Popradu. Tatry rzeczywiście znane są na całym świecie jako centrum sportów zimowych od początku stulecia. Już w 1900 r. odbyły się tu międzynarodowe zawody w łyżwiarstwie figurowym, w 1909 r. - pierwsze mistrzostwa Europy w jeździe szybkiej na lodzie, a dwa lata później pierwsze zawody w narciarstwie alpejskim.
Do grona faworytów zalicza się Turyn: leży zaledwie 50 km od słynnego czterotysięcznika Gran Paradiso, daje też doskonały przykład profesjonalnej organizacji. Na miejscu działa stałe biuro koordynacyjne, dysponujące szczegółowymi informacjami: na przykład danymi o każdej z dziewięciu miejscowości, w których rozgrywane będą dyscypliny sportowe, oraz dokładnym opisem tras z dołączaną do niego fotografią, planem i wykazem hoteli. Od ponad roku organizatorzy jeżdżą po całym świecie i prezentują kandydaturę Turynu.
Organizatorzy szacują, że igrzyska w Turynie wzbogaci Włochy o 5 bln lirów, czyli równowartość 3 proc. produktu krajowego brutto Piemontu, drugiego (po Osace w Japonii) najbardziej uprzemysłowionego regionu świata. Według najnowszych sondaży, aż 96 proc. mieszkańców tego regionu popiera kandydaturę Turynu. Starania Włochów dostrzegli członkowie MKOl: "Znalazłem się w mieście o ogromnym potencjale ekonomicznym i kulturalnym, a projekty - poza tym, że mają poparcie polityków i przemysłowców - przewidują też rekonwersję starych obszarów, dziś już bezużytecznych" - zauważył Chiharu Igaya podczas wizytowania Turynu w październiku ubiegłego roku.
Za Sion z kolei przemawia przede wszystkim budżet w wysokości miliarda franków szwajcarskich oraz doskonała infrastruktura. Wioska olimpijska będzie zajmować obszar 12 ha. Dla "rodziny olimpijskiej" przewidziano wybudowanie 60 małych, jednopiętrowych domków oraz drewnianych szeregowców, które po zakończeniu igrzysk zostaną zdemontowane. Inne obiekty pozostaną i będą w przyszłości przeznaczone na szkołę, pocztę czy centrum kulturalne. Z myślą o dyscyplinach sportowych powstaną cztery hale i tor do jazdy szybkiej na lodzie. W sąsiedztwie Sion znajduje się 400 km tras narciarskich i nowoczesna sieć stu wyciągów (obsługujących 130 tys. osób na godzinę), a w razie niepogody działa ponad 700 armatek śnieżnych. Zawody w narciarstwie alpejskim będą rozgrywane w słynnych miejscowościach Cras Montana i Veysonnaz.
W projekcie Sion 2006 organizatorzy podkreślają, że zyskali nowe atuty od czasu, kiedy Sion przegrał rywalizację o tytuł gospodarza igrzysk w 2002 r. Po pierwsze - liczbę miejscowości sportowych zredukowano z jedenastu do dziewięciu, mimo że doszły dwie nowe dyscypliny: snowboard i hokej kobiet. Po drugie - przedłużono i rozbudowano autostradę, co skraca czas dojazdu do Sion. Po trzecie - wioska olimpijska będzie położona centralnie między poszczególnymi miejscowościami. Poza tym będzie z niej można przejść pieszo na stadion, na którym będą się odbywać ceremonie wręczania nagród. Kolejnym atutem jest zwiększony budżet olimpijski. Sion gwarantuje też gratisowe przeloty dla delegacji komitetów olimpijskich poszczególnych krajów. Stawia również na tradycję: w 2006 r. minie dokładnie 100 lat od czasu, kiedy Pierre de Coubertain po raz pierwszy odwiedził Szwajcarię. W szwajcarskiej Lozannie znajduje się zresztą siedziba Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Nie wiadomo jednak, czy to raczej nie zaszkodzi kandydaturze Sion.


Więcej możesz przeczytać w 5/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0