Terror decybeli

Terror decybeli

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jeśli udałoby się wprowadzić w życie zapis, że mamy kupować tylko polskie wyroby, najbardziej ucierpiałyby na tym nasze uszy.
Lodówki, pralki, sokowirówki i miksery produkcji krajowej generują zwykle o kilka decybeli więcej niż produkty zagraniczne. Suszarki - nawet o kilkanaście decybeli więcej. Dudnienie i rzężenie z silnika "malucha" na niskich biegach osiąga 85 dB, czyli górny pułap normy dla urządzeń przemysłowych. Autobusy należą do najgłośniejszych w Europie. Nie lepiej jest z windami, instalacjami wodnymi, których hałas zwielokrotniany jest w budynkach z wielkiej płyty - swoistych pudłach rezonansowych.

Aż 45 proc. ankietowanych niedawno warszawiaków stwierdziło, że pogorszył się stan środowiska w ich mieście. Obok złej jakości wody (lekarze zalecają gotowanie jej już co najmniej 10 minut) i powietrza, coraz bardziej dokucza im wszechogarniający hałas. Nic dziwnego, w najnowszym raporcie o stanie środowiska inspektorzy Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska za najgłośniejsze miasta uznali właśnie Warszawę, Katowice i Łódź. Aż na jednej czwartej powierzchni kraju panuje "zły klimat akustyczny". Ponad 10 mln ludzi żyjących w miastach i 4,5 mln mieszkańców miasteczek narażonych jest stale na hałas powyżej 70 dB. Aż 80 proc. prowadzonych nocą pomiarów poziomu hałasu przemysłowego wykazało przekroczenie norm.
Cisza stała się luksusem - zarówno dla ludzi, jak i zwierząt. Nawet bowiem w otulinach mikroskopijnych rezerwatów przyrody powstają - sygnalizują to wciąż kontrole NIK - zakłady przemysłowe. W 1994 r. niefrasobliwie poprowadzono nad Puszczą Białowieską korytarz powietrzny dla samolotów lecących z Warszawy do Moskwy. Wytyczane trasy autostrad w kilkunastu miejscach kolidują z obszarami chronionymi, z Górą św. Anny włącznie. Zbyt głośno jest w sanatoriach, szpitalach, żłobkach. W Krynicy, Szczawnicy, Rabce czy Zakopanem inwazja dźwięków sięga 56-70 dB (norma: 40 dB). Warszawskie Centrum Onkologii zlokalizowano w strefie podejścia do lądowania lotniska Okęcie.
W 2010 r. na hałas będzie narażonych już 16,5 mln Polaków, a skażona hałasem powierzchnia kraju zwiększy się do 28 proc. - informują autorzy raportu PIOŚ. Wciąż jednak w Polsce brakuje skutecznych pomysłów choćby na minimalne ograniczenie "decybeliady", uznawanej przez niektórych lekarzy za większe zagrożenie dla zdrowia niż chemiczne zanieczyszczenie środowiska. Nie ma ani skutecznego prawa, ani kar zniechęcających do zanieczyszczania środowiska, także "środowiska akustycznego" ("Środowisko nienaturalne", nr 4).


Inwazja dźwięków

Hałas jest przyczyną przedwczesnego starzenia się mieszkańców miast i to nawet o osiem, dwanaście lat. Zwiększa ryzyko zawałów serca, a przy 60- 75 dB (co jest "normą akustyczną" dla polskich miast) zauważa się zmiany akcji serca, ciśnienia krwi, rytmu oddychania. Już przy 55 dB (w takim hałasie żyje 65 proc. Europejczyków) należy się liczyć z zakłóceniami snu i nerwowością. Hałas jest dziś głównym czynnikiem stresogennym, wywołuje rozdrażnienie, agresję, zmęczenie, bezsenność, dekoncentruje, obniżając wydajność pracy. Wpływa na to i następne pokolenie: hamuje rozwój umysłowy dzieci, utrudnia naukę mówienia i czytania. Wśród neurotyków jeden mężczyzna na czterech i jedna kobieta na trzy są ofiarami hałasu. Uszkodzenia słuchu, które dotknęły już pół miliona Polaków, są też główną chorobą zawodową. Ostatnio dowiedziono, że hałas osłabia też reakcje obronne organizmu - za jego przyczyną stajemy się podatni na infekcje i choroby.


Tymczasem 65 proc. Francuzów mieszkających w miastach uznało hałas za największą dolegliwość czasów, w których żyją, ale na tym stwierdzeniu nie poprzestało. Ważne jest przy tym, że na hałas nie uskarżali się przewrażliwieni sąsiedzkim techno-party staruszkowie. Według Narodowego Instytutu Statystyki i Badań Ekonomicznych, 53 proc. cierpiących z powodu hałasu ma mniej niż 30 lat. To właśnie generacja EKO (dobrze uposażeni, wykształceni, mieszkający w dużych miastach, zaniepokojeni pogarszającym się stanem środowiska młodzi ludzie) wpływa na stanowione prawo - od początku lat 90. przyjęto więc we Francji kilka "ustaw na rzecz ciszy" i sukcesywnie zwiększano sankcje za ich nieprzestrzeganie.
Prawo sprawiło, że dziś we Francji nie można używać motocykli emitujących więcej niż 80 dB (mandat sięga połowy ceny dobrego motocykla), wybudować mieszkania na sprzedaż, które nie miałoby atestu akustycznego, wreszcie pracować w hałasie (karany jest pracodawca). Normy określają maksymalny poziom dźwięku na przykład suszarek, odkurzaczy, wiertarek czy młynków do kawy. Jeśli lodówka jest zbyt głośna - nie uzyska atestu i nie trafi do handlu. Jeśli "przypadkiem" (co się zdarza kilku stacjom telewizyjnym w Polsce, a wcześniej zdarzało się we Francji) zwiększano by poziom dźwięku przy nadawaniu reklam, Rada ds. Mediów Audiowizualnych nałożyłaby dotkliwą dla nadawcy karę. Firmy zarządzające budową i eksploatacją autostrad muszą pokryć koszty budowy zabezpieczeń przeciwhałasowych. Bez tego obiekty te nie mogą zostać dopuszczone do użytku (bowiem we Francji system kontroli i egzekucji prawa ekologicznego jest skuteczny). Już od kilku lat DHL nie może wybudować we Francji europejskiego centrum segregacji poczty lotniczej. Nocnych rejsów samolotów nie zaakceptowały ostatnio władze Strasburga, które wolały zagwarantować spokój mieszkańcom (przy okazji: wyborcom), niż zyskać setkę nowych miejsc pracy.
W Lille czy Nantes renesans przeżywa tramwaj - jest punktualny, nie zanieczyszcza powietrza, nie grzęźnie w korkach, a przede wszystkim jest cichy. Tymczasem przejazd tramwaju przez centrum Warszawy czy Katowic przypomina szarżę amfibii - torowisko i szyby w okolicznych domach drgają jeszcze przez dłuższy czas. Na taki hałas narażonych jest 2,6 mln Polaków z czternastu miast. W ostatnich latach udało się wyciszyć zaledwie kilka kilometrów torowisk. Klimat akustyczny poprawiają we francuskich miastach drzewa, których w polskich miastach jest coraz mniej. Dwa rzędy siedmiometrowych topoli są w stanie wytłumić 20 dB, a gęsty żywopłot - dodatkowe 8-11 dB.
Jeszcze niedawno wydawało się, że poziom hałasu komunikacyjnego będzie w Polsce rósł w nieskończoność - mniej więcej o decybel rocznie - aż do wybudowania obwodnic wokół miast. Dziś hałas przy Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, (na poprowadzonej przez centrum stolicy trasie wschód-zachód) zatrzymał się na poziomie 85 dB w dzień i 70 dB nocą. Przyczyną są korki. Nasycenie autami i poruszanie się w powolnych kawalkadach zaczęło ratować nasze uszy. Czy to jednak wystarczający powód, by nie dostrzegać - i nie dosłyszeć - problemu?


Ciszej, ciszej, ciszej

Za klimat akustyczny w miejscu pracy odpowiadają pracodawcy. Sprzymierzeńcem pracowników jest rachunek ekonomiczny - hałas negatywnie wpływa na jakość pracy (badania wykazały, że w takich warunkach urzędnicy popełniają więcej błędów rachunkowych, maszynistki - literowych). Podobnie w przemyśle: rachunek ekonomiczny sprawia, że w krajach UE bardziej się opłaca ponosić koszt zabezpieczeń akustycznych urządzeń - często droższych od nich samych - niż płacić odszkodowania za utratę słuchu pracowników bądź "uciążliwe sąsiedztwo". Za ograniczanie hałasu w mieście odpowiadają z kolei władze lokalne. Gdy zostaną zmuszone do zauważenia problemu, wznoszone są ekrany dźwiękochłonne przy drogach (pierwszy ekran w Polsce powstał przed 15 laty w Nowej Hucie), wyciszają one jednak zaledwie o 5-15 dB. Władze lokalne mogą też wprowadzić ograniczenia w ruchu w centrum miasta. Dzięki zakazowi wjazdu aut do ścisłego centrum Krakowa nie tylko poprawiła się jakość powietrza, ale i zmniejszył się hałas. Aurę akustyczną naszych mieszkań tworzymy sami - poprzez instalowanie okien i drzwi z atestami akustycznymi, dobór sprzętu AGD i pamiętanie, że pilot telewizora oferuje nam nie tylko opcję "głośniej", ale także - "ciszej".



Współpraca: Juliette de Gautier
Więcej możesz przeczytać w 5/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0