Wiedza objawiona

Wiedza objawiona

Dodano:   /  Zmieniono: 
Podwyższanie barier antyimportowych przynosi krótkookresowe korzyści małej grupie producentów kosztem reszty społeczeństwa
Teoria i praktyka dowodzą, że wolny handel jest lepszy dla rozwoju kraju niż rezygnacja z międzynarodowego podziału pracy i międzynarodowej konkurencji. Skąd się wobec tego biorą silne tendencje do protekcjonizmu, czyli wznoszenia, utrzymywania czy podwyższania barier antyimportowych? Ekonomia jako nauka formułuje zalecenia, do których kraje stosują się w swojej polityce gospodarczej w różnym stopniu, osiągając lepsze lub gorsze wyniki gospodarcze. Podobnie medycyna określa, jaki tryb życia należy prowadzić, aby zachować zdrowie. Podobieństwo między ekonomią i medycyną polega również na tym, że każdy - podobno - zna się zarówno na jednej, jak i na drugiej. Wiedza na obydwa tematy jest wysysana z mlekiem matki, bez żadnego wysiłku, aby daną dziedzinę choć trochę postudiować. Mam wrażenie, że przekonanie o wiedzy objawionej w momencie narodzenia szczególnie dotyczy ekonomii. Do takiego wniosku doprowadziły mnie publiczne debaty na temat gospodarki. Darem wiedzy objawionej są szczególnie obdarzeni politycy "ludowi", którzy z niesłychanym żarem atakują elementarne zalecenia podręczników (zachodniej) ekonomii, nazywając je - o zgrozo! - liberalizmem. Użycie terminu "liberalizm" jest dla nich magiczną formułką, narzędziem demaskacji ciemnych sił. Mówią "liberalizm" i dla wszystkich ma być jasne, że mamy do czynienia z wrogiem klasowym albo ludowym. Nie są już potrzebne żadne argumenty. Taka postawa u niektórych dyskutantów jest autentyczna, u innych jest świadomą grą na ekonomicznych przesądach, utrwalaniem błędnych przekonań dla korzyści politycznych.
W dyskusji o stanie społecznej świadomości nie można pominąć publicznej telewizji, której najbardziej popularny ekonomiczny program, pokazywany w czasie największej oglądalności, jest narzędziem masowej dezinformacji czy antyedukacji. Dezinformacja polega na tym, że zjawiska negatywne, stanowiące margines albo efekt uboczny zmian pozytywnych, są pokazywane jako dominująca tendencja. Jakie wyobrażenie o lesie miałby ten, komu pokazywano by tylko uschnięte drzewa? Na tym tle nie powinno dziwić, że w ostatnich sondażach większość osób pozytywnie oceniała własną sytuację, a jednocześnie negatywnie oceniała sytuację innych ludzi, czyli kraju. Wiedzę o własnej sytuacji czerpie się z własnego doświadczenia, poglądy na sytuację kraju - z debat politycznych i mass mediów.
Protekcjonizm jest schorzeniem polityki gospodarczej, wyraźnym odchyleniem praktyki od zaleceń teorii ekonomii. Jego głównym źródłem są naciski branżowych grup, aby uzyskać ochronę przed zewnętrzną konkurencją. W tych naciskach występuje zwykle osobliwy sojusz kapitału i pracy, czyli kapitalistów, pracowników i związków zawodowych. Konkurencję lubi się, ale raczej nie na własnym podwórku. Sprzedawać bez konkurencji, a kupować w takich warunkach, że można przebierać między rywalizującymi ofertami - taki jest ideał przynajmniej niektórych branżowych grup.
Grupy nacisku (interesu) nigdy nie uzasadniają swoich żądań własnym odcinkowym interesem, zawsze interesem ogółu. Najprostszym zabiegiem jest operowanie słowem "ochrona" bez żadnych dodatkowych wyjaśnień. Sugeruje się w ten sposób, że danej grupie dzieje się krzywda, wyrządzana jest niesprawiedliwość. Podwyższanie ceł czy innych barier antyimportowych mają wobec tego powstrzymać zło.
Nie ma tu żadnej argumentacji, jest proste odwołanie się do elementarnych emocji. O dziwo - bywa to skuteczne. Nie wszyscy zadają sobie trud, aby pamiętać, że podwyższanie barier antyimportowych przynosi krótkookresowe korzyści danej grupie producentów kosztem reszty społeczeństwa, które płaci wyższe ceny. W swoich skutkach jest to równoważne nałożeniu na ową resztę dodatkowego podatku przekazywanego chronionej grupie. Taki podatek byłby jednak widoczny i dlatego jego wprowadzenie napotkałoby opór. Przy ustanawianiu barier protekcjonistycznych skutek jest podobny, ale mniej widoczny. I to jest zasadnicza różnica, która tłumaczy sukces wielu grup nacisku. Korzyści dla zainteresowanych są oczywiste, stąd ich silna motywacja. By wywalczyć dodatkową ochronę (lub inne przywileje), grupa nie musi być wielka, decyduje stopień jej zorganizowania. Natomiast koszty są rozproszone i dlatego poszkodowani rzadko protestują; często nawet nieświadomie popierają nakładanie na nich dodatkowych podatków. Zdumiewa mnie bierność ruchu kons- umenckiego w Polsce. W drugiej połowie 1999 r. wywierano w Polsce bardzo silne polityczne naciski na masową podwyżkę ceł artykułów żywnościowych. Dotknęłoby to miliony konsumentów, szczególnie biedniejszych. Nie pamiętam żadnych protestów, nie mówiąc już o zorganizowanej kampanii ze strony owego ruchu. Co robiła i robi Federacja Konsumentów?
Ludziom, którzy zadają sobie pytanie, kto za to zapłaci, serwuje się często argument pseudoracjonalny. Brzmi on: nikt nie zapłaci, wszyscy skorzystają. Podwyżka ceł da chronionej grupie dodatkowe dochody, a te zostaną wydane na wyroby wytwarzane przez inne grupy. "Nakręci się koniunkturę" i każdemu będzie lepiej. Jest to opis cudu graniczącego z tym z Kany Galilejskiej. Szkopuł w tym, że owe dodatkowe dochody muszą być najpierw zabrane - poprzez podwyżkę ceł i w efekcie cen - reszcie społeczeństwa. Niczego się tutaj nie "nakręca", tylko chce się przeprowadzić redystrybucję dochodów na rzecz jednych kosztem drugich.
Wyobraźmy sobie, że ktoś domaga się systematycznego datku, na przykład 200 zł miesięcznie, twierdząc, że na tym skorzystamy, gdyż dzięki temu kupi nasze produkty! Takiego osobnika wyrzucilibyśmy za drzwi za bezczelność. Jest to przecież istota pseudoracjonalnego argumentu zwolenników protekcjonizmu. Bardziej wyrafinowani protekcjoniści używają argumentu quasi-racjonalnego, a mianowicie odwołują się do tzw. protekcjonizmu wychowawczego albo inaczej - do potrzeby ochrony przemysłu wieku dziecięcego (ang. infant industry). Argument jest taki: aby w kraju o niskim początkowym poziomie rozwoju mogły powstać nowoczesne dziedziny, już rozwinięte w krajach bogatych, trzeba owym gałęziom zapewnić podwyższoną przejściową ochronę, wyższą niż w wypadku branż "tradycyjnych". Dodatkowo na rzecz protekcjonizmu ma przemawiać fakt, że rozwój tych chronionych dziedzin zapewni unowocześnianie pozostałych dzięki rozpowszechnieniu nowoczesnych rozwiązań, na przykład komputerów. W przedstawionym rozumowaniu może tkwić ziarno prawdy, niestety, w praktyce nadużywa się tego argumentu.
Po pierwsze, raz wprowadzona podwyższona ochrona rzadko bywa przejściowa. Grupy, które uzyskały przywileje, mobilizują się w celu ich obrony. W efekcie ochrona często okazuje się trwała, a przemysły osłaniane murem protekcjonizmu rozwijają się w zdeformowanej i nieefektywnej postaci i są skazane na bolesne dostosowania, gdy wystawi się je ostatecznie na zewnętrzną konkurencję. To niebezpieczeństwo było i jest dużo większe w małych krajach, gdzie nie sposób zapewnić dostatecznej wewnętrznej konkurencji. Trzeci Świat jest usiany negatywnymi przykładami zdeformowanych dziedzin, takich jak brazylijska produkcja komputerów czy kolumbijska petrochemia. Również w Polsce największe problemy restrukturyzacji występują w dziedzinach, które uzyskały największą ochronę. Protekcjonizm "wychowawczy" okazuje się często protekcjonizmem deformacji. Po drugie, nie sposób udowodnić, że nawet przejściowa podwyższona ochrona jest zawsze koniecznym warunkiem rozwoju nowych dziedzin w biednym początkowo kraju. Znajdujemy bowiem przykłady krajów, które rozwinęły takie gałęzie, stosując reżim wolnego handlu. Tak działo się w Szwecji, Norwegii, Danii i Holandii na przełomie XIX i XX wieku oraz współcześnie w Hongkongu.
W wypadku państw, które stosowały niegdyś protekcjonizm "wychowawczy" i zdołały się unowocześnić (na przykład Niemcy, Francja, Japonia, nowsze azjatyckie "tygrysy") głównym źródłem sukcesu nie był raczej ten czynnik, ale inne siły: stabilność finansów i pieniądza, sprawne instytucje finansowe, prawna ochrona prywatnej własności, dobry system edukacji. Nie wszystko, co współwystępuje z sukcesem, jest jego źródłem.
Więcej możesz przeczytać w 5/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0