Głód milionerów

Głód milionerów

Dodano:   /  Zmieniono: 
W Polsce udział w teleturniejach to głównie szansa na wielkie wygrane, a dopiero potem zabawa


Dla wielu osób uczestnictwo w teleturnieju "Milionerzy" to chęć "sprawdzenia się", a wygrane często oznaczają poprawę warunków materialnych i możliwość zainwestowania w przyszłość. Stawką jest milion złotych i - jak twierdzą przedstawiciele Endemol Neovision, producenta programu - wygrać może go każdy. Popularność programu emitowanego w TVN wzrasta. Po czterech miesiącach emisji liczba osób, które obejrzały program przekroczyła 20 mln, a oglądalność wzrosła o 50 proc.
- Dla wielu uczestników wygrana jest szansą diametralnej zmiany swojego życia - mówi Hubert Urbański, prowadzący teleturniej "Milionerzy" w TVN. - Pieniądze naprawdę wędrują do kieszeni graczy. I nie jest to telewizor czy sokowirówka, może to być milion złotych. W krajach zachodnich uczestnicy teleturnieju traktują udział w nim jak świetną rozrywkę. W polskim społeczeństwie, silnie spauperyzowanym, "Milionerzy" wywołują znacznie większe emocje. Polscy gracze, którym udało się zgromadzić 16 tys. zł, boją się zaryzykować dalszej gry. Przecież na to, co wygrali w jeden wieczór, często musieliby pracować ponad rok. Przyglądałem się podczas nagrywania programu uczestnikom teleturnieju w Wielkiej Brytanii. Tamtejsi gracze nie są tak zdeterminowani finansowo i łatwiej im potraktować program jak dobrą zabawę. Wielu z polskich uczestników ma jednak zacięcie hazardowe.
- Polskie społeczeństwo ciągle nie potrafi się uśmiechać i zachowywać swobodne, nie nauczyło się jeszcze autoprezentacji, nie myśli pozytywnie nie tylko o sobie, ale i o świecie - uważa Piotr Ławacz, psycholog społeczny. Tę opinię potwierdza Hubert Urbański: - Ludzie niechętnie mówią o sobie, a już najbardziej boją się mówienia o sobie w sposób pozytywny. Kiedy w programie występuje właściciel prosperującej firmy, to powie, że prowadzi mały biznes, jeżeli ktoś jest świetnym nauczycielem akademickim, mówi, że pracuje na uniwersytecie. Te rozmowy są bardzo trudne, ale zdaję sobie sprawę, z tego, że kiedy gra się o tak duże pieniądze, trema jest ogromna i dlatego nie zmuszam rozmówców do osobistych wyznań. - Kiedy prowadzący pyta, co gracze zrobią, gdy uda im się wygrać milion złotych, najczęściej pada odpowiedź, że zainwestują w dom i samochód - zauważa Piotr Ławacz. - Rzadko planują inwestowanie w przyszłość, studia, naukę, własne przedsiębiorstwo. Zachowanie to wynika z nikłej wiary w siebie, we własne możliwości. To pozostałość z czasów socjalizmu, kiedy wmówiono nam, że tak naprawdę to niewiele zależy od nas samych, że naszym losem kieruje ktoś inny.
Magicznego miliona w polskich "Milionerach" nie udało się wygrać jeszcze nikomu, ale padały już naprawdę duże sumy. Pięć osób wygrało po 125 tys. zł. - Wygrana nie zmieniła radykalnie mojego życia, ale umożliwiła wykupienie mieszkania i kupno samochodu - mówi Barbara Płachta, 57-letnia rencistka. - Nigdy wcześniej nie miałam takich pieniędzy. Zgłaszając się do teleturnieju, chciałam się po prostu sprawdzić. Siedząc w domu, rozwiązuję wiele krzyżówek i konkursów. Taka forma sprawdzenia wiedzy to jednak nie zabawa, jaką można sobie zafundować przed telewizorem. - Dla mnie suma, którą wygrałem, to duże pieniądze - mówi Bogdan Rzepka, drugi zdobywca 125 tys. zł. - Moja żona zatrudniona w budżetówce na tę sumę musiałaby pracować dziesięć lat. Jestem już w pewien sposób ustawiony w życiu, dlatego pieniądze z wygranej ulokowałem w obligacjach. Uważam, że powodzenie w tym teleturnieju to 40 proc. wiedzy i 60 proc. szczęścia, bo pytania są z tak różnych dziedzin, że nie sposób przygotować się do wszystkich tematów. Program daje jednak szansę zwycięstwa każdemu, zarówno gospodyni domowej, jak i pracownikowi naukowemu. - Piętnaście pytań, które dzielą uczestnika teleturnieju od wygranej, każdemu potencjalnemu zawodnikowi siedzącemu przed telewizorem wydaje się możliwe do odgadnięcia. Promocja programu jest doskonała, gdyż akcentuje głównie to, że piętnaście pytań to tak niewiele - podkreśla Piotr Ławacz.
Zdobywcy mniejszych sum również są zadowoleni ze swojego startu w programie, z tego, że przełamali strach, nieśmiałość i mogli się sprawdzić. - Do udziału w teleturnieju namówiła mnie mama - opowiada Grażyna Jedlińska, księgarz. Sama do końca nie wierzyłam w swoje możliwości. Jeszcze nie wiem, na co przeznaczę wygraną, ale 32 tys. zł to dla mnie duże pieniądze. Publiczny występ wiąże się jednak z tak dużym stresem, że nie zamierzam już więcej startować w konkursach, chociaż atmosfera podczas nagrania była fantastyczna. - Nie jestem biednym człowiekiem i wygrana w wysokości 32 tys. zł nie spowoduje zmiany mojego stylu życia - mówi 57-letni Piotr Gabryelewicz, dyrektor handlowy firmy produkującej luksusowe opakowania. - W pewien sposób ten zastrzyk gotówki odciążył budżet domowy. Kiedy oglądałem program w telewizji, pomyślałem: dlaczego mam zazdrościć innym, może sam spróbuję. Dzwoniłem trzykrotnie i udało się. Zakładałem, że kiedy wygram milion złotych, wspomogę fundację mojego chorego przyjaciela. Ten plan się nie powiódł, ale występ w programie obudził we mnie żyłkę hazardzisty. Deklaracja dotycząca przeznaczenia pieniędzy, złożona przeze mnie na początku programu, też w pewien sposób obligowała do grania na całość, bo za słowami muszą iść czyny. Miejmy nadzieję, że polskie społeczeństwo już niedługo dostrzeże szansę nie tylko wielkich wygranych, ale i możliwość dobrej zabawy.

Więcej możesz przeczytać w 5/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0