Balonik w żyle

Balonik w żyle

Dodano:   /  Zmieniono: 
Niewielu Polaków z rozległym zawałem serca jest leczonych prawidłowo
W Polsce połowa osób z zawałem serca umiera, nim dotrze do szpitala. Nie ma zorganizowanej szybkiej pomocy dla nich. Ci, którym zawał przytrafi się w nocy, mogą liczyć jedynie na leczenie farmakologiczne. Zabiegi angioplastyki (najskuteczniejszej formy leczenia rozległego zawału serca) wykonywane są tylko w dzień. Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu pierwsze w Polsce pokonało trudności organizacyjne i od trzynastu lat całą dobę każdego dnia przygotowane jest do ich przeprowadzenia.
Terminem "zawał serca" określa się zamknięcie jednej z tętnic doprowadzających krew do mięśnia sercowego. U połowy chorych leczonych farmakologicznie (lekami trombolitycznymi) nie udaje się przywrócić pełnego przepływu krwi przez zaczopowane naczynie. Najcięższym skutkiem zawału jest wstrząs kardiogenny, wywołany rozległym uszkodzeniem lewej komory serca, która nie jest w stanie tłoczyć odpowiedniej ilości krwi (występuje on w 5-10 proc. wypadków). Spada wtedy ciśnienie krwi, co powoduje niedokrwienie ważnych dla życia organów i zgon. Jedyną skuteczną metodą leczenia wstrząsu jest angioplastyka, czyli mechaniczne udrożnienie naczynia przez wprowadzenie do niego balonika, który po napełnieniu płynem powoduje jego rozszerzenie.
Metoda ta pozwala na udrożnienie tętnicy w 90 proc. wypadków i uratowanie około połowy pacjentów ze wstrząsem kardiogennym. Niestety, nawet w specjalistycznych szpitalach osoba, której zawał przydarzy się w nocy, jest leczona tylko farmakologicznie. Podkreślić trzeba, że 30-40 proc. pacjentów nie może z powodu przeciwwskazań zażywać leków trombolitycznych. Nie powinny ich przyjmować osoby po przebytym niedawno krwawieniu wewnętrznym, wylewie krwi do mózgu, z czynną chorobą wrzodową, po ponaddziesięciominutowej reanimacji. W wypadku angioplastyki nie ma praktycznie żadnych przeciwwskazań. - Chorzy z rozległym zawałem powinni trafiać tylko do najlepszych szpitali w rejonie, gdzie - jeśli zajdzie taka potrzeba - będzie można wykonać angioplastykę. Niestety, nawet w specjalistycznych klinikach brakuje wykwalifikowanego personelu, który mógłby czuwać całą dobę. Bardzo często po prostu nie ma pieniędzy na opłacenie dyżurów. Większość osób z zawałem serca trafia do szpitali bez specjalistycznej aparatury. Zabieg angioplastyki musi być poprzedzony koronarografią, umożliwiającą ustalenie, w którym miejscu naczynie jest niedrożne. Nie każdy szpital ma sprzęt pozwalający na wykonanie tego badania. W efekcie angioplastykę stosuje się u niewielu potrzebujących - mówi prof. Lech Poloński ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. W placówce tej udało się pokonać wszystkie trudności organizacyjne i skompletować zespoły medyczne dyżurujące całą dobę. - Uznaliśmy, że ich finansowanie i tak się opłaci. Mimo że angioplastyka jest prawie pięciokrotnie droższa od leczenia farmakologicznego (zabieg kosztuje ok. 5 tys. zł), to efekty balonikowania utrzymują się dłużej, chory krócej leży w szpitalu i rzadziej dochodzi u niego do ponownego zawału - twierdzi prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Według orientacyjnych danych, śmiertelność wśród pacjentów ze świeżym zawałem serca poddanych angioplastyce wynosi 3 proc., natomiast wśród chorych przyjmujących rozpuszczające skrzep leki trombolityczne - 8 proc. Skuteczną terapię można zapewnić osobom, które szybko dotrą do szpitala. W miarę upływu czasu nawet najlepsze leczenie da mniejszy efekt, a po kilku godzinach będzie zupełnie nieskuteczne. - W Zabrzu dysponujemy karetką K (kardiologiczną), przeznaczoną tylko dla pacjentów z zawałem serca. Dyżurują w niej doświadczeni specjaliści potrafiący od razu określić, do jakiego leczenia kwalifikuje się chory, jak szybko i skutecznie można mu pomóc - mówi prof. Zembala.
Dopiero po reformie służby zdrowia można ustalić rzeczywiste koszty leczenia zawałów serca. Dokładną kalkulację ma umożliwić opracowany i realizowany od stycznia tego roku w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu pilotażowy program kompleksowego leczenia świeżego zawału mięśnia sercowego "Zabrze 2000". Pozwoli on również na ocenę skuteczności obu metod: trombolitycznej i inwazyjnej.
- Założenia programu rozesłaliśmy do większości kas chorych w Polsce. Mamy nadzieję, że wskażą one ewentualnych naśladowców w swoich regionach - mówi prof. Poloński. Całodobowy program pomocy pacjentom z zawałem serca jest coraz powszechniej stosowany w Stanach Zjednoczonych i krajach Europy Zachodniej. W Polsce przynajmniej kilka ośrodków jest w stanie sprostać wszystkim wymogom organizacyjnym. Oprócz Zabrza wprowadzono go już między innymi w Lublinie i Opolu.

Więcej możesz przeczytać w 5/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0