Elita wizjonerów

Elita wizjonerów

IV edycja konkursu na Menedżera Roku


Ich zawodowe życiorysy są podobne. Na początku była praca na państwowej posadzie lub studia, ewentualnie praktyka w renomowanej uczelni. Praca na "państwowym" nie dawała satysfakcji i nie pozwalała na wykorzystanie posiadanych kwalifikacji. Potem pojawiał się pomysł albo na samodzielną działalność gospodarcza, albo na zrestrukturyzowanie państwowego molocha. Trzeba wiec było pożegnać się z państwową firmą albo zrobić w niej rewolucję. Ci, którzy zaryzykowali, mieli dobry pomysł i potrafili wykorzystać szanse, jakie pojawiły się na początku lat 90 - i na dodatek potrafili, kierując swoimi firmami, uniknąć raf, w które obfitowały pierwsze lata budowy wolnego rynku w Polsce - są dzisiaj lokomotywami polskiej gospodarki i stanowią coraz liczniejszą grupę profesjonalnych, dobrze opłacanych menedżerów.


Moja firma mogła powstać tylko w warunkach, jakie stworzył przełom lat 80. i 90. - mówi Leszek Czarnecki, prezes i właściciel Europejskiego Towarzystwa Leasingowego z Wrocławia, jednej z największych polskich firm leasingowych, finalista tegorocznego konkursu na Menedżera Roku. Kariera Czarneckiego nie należy do wyjątkowych - podobnie o początkach karier opowiada większość liczących się polskich menedżerów i biznesmenów. Koniec komunizmu i początki gospodarki rynkowej to już jednak historia coraz bardziej odległa, która zweryfikowała większość gospodarczych bohaterów z tego okresu. Pozostali najlepsi, potrafiący wykorzystać szansę i przystosować się do nowych warunków. - Dziś menedżerowie to największy kapitał naszego kraju - ocenia Ryszard Bociong, prezes Stowarzyszenia Menedżerów w Polsce. W 1986 r. Czarnecki, będąc jeszcze studentem, wspólnie z kolegą założył spółkę akcyjną Tan, specjalizującą się w pracach podwodnych. Został w niej etatowym przewodniczącym rady nadzorczej. Firma zaczęła przynosić nadspodziewanie duże zyski. W 1991 r. sprzedał jednak swoje akcje i powołał Europejskie Towarzystwo Leasingowe. Rozwijająca się gospodarka rynkowa generowała olbrzymi popyt na usługi leasingowe. Zyski firmy były na tyle duże, że w 1994 r. EFL kupił bank, przede wszystkim do obsługi własnych operacji. Dwa lata później został on odsprzedany z zyskiem koncernowi General Motors i obecnie funkcjonuje jako Opel Bank.
W latach 70. Zbigniew Drzymała, dziś współwłaściciel i prezes zarządu Inter Groclin z Grodziska Wielkopolskiego, pracował w wolsztyńskim biurze projektowym. W tym okresie polska motoryzacja rozwijała się bardzo szybko. Gwałtownie rosło zapotrzebowanie na wszelkie akcesoria samochodowe. W 1977 r. Drzymała rzucił państwową posadę i założył firmę wytwarzającą m.in. zagłówki do foteli samochodowych i foteliki dla dzieci. Na początku lat 90. zorientował się, że pojawiła się szansa, aby wyprowadzić firmę, która do tej pory miała regionalny charakter, na znacznie szersze wody. Miał pomysł na ekspansję - brakowało mu jednak kapitału. Zbigniew Szczypiński zatrudnił się we wrocławskim Polarze na początku lat 80. Pracuje w tej firmie do dziś. Przeszedł wszystkie szczeble kariery zawodowej - od kontrolera jakości do szefa zakładu eksportowego. W 1990 r. znalazł się w jej ścisłym kierownictwie. Pierwsza połowa lat 90. to ostry kryzys Polaru, który wcześniej był największym dostawcą pralek i chłodziarek na polskim rynku. Jego produkty coraz częściej były wypierane przez wyroby z importu. - W 1994 r. rozpoczęliśmy inwestycje, które miały powstrzymać spadek popytu na nasze wyroby - mówi Szczypiński, dziś prezes firmy. - W starych murach, które zresztą też musieliśmy poddać renowacji, powstały praktycznie dwa nowe zakłady produkcji sprzętu chłodniczego i pralek. Zakupiliśmy nowe technologie i urządzenia - opowiada Szczypiński. W firmie zmieniono również strukturę organizacyjną. Powstały tzw. centra zysków i kosztów, co pozwoliło obniżyć koszty wytwarzania. Pierwsze efekty zmian pojawiły się już w 1995 r., kiedy to wpływy ze sprzedaży wzrosły do 400 mln zł.
Po skończeniu elektroniki na Politechnice Warszawskiej Paweł Bondar pracował w kilku firmach państwowych, w których z braku innej pracy zaczął układać programy komputerowe. Pod koniec 1989 r. dowiedział się, że mało wówczas znana, działająca w prywatnym mieszkaniu firma MacroSoft poszukuje informatyków. Przyjął tę ofertę i najpierw został programistą, potem dyrektorem działu sprzedaży, a następnie szefem marketingu. MacroSoft stał się pierwszą polską firmą, która rozpoczęła sprzedaż licencji na oprogramowanie. W 1998 r. Bondar objął funkcję prezesa zarządu.
Znacznie łatwiej było tym, którzy wcześniej zdołali uzyskać zagraniczne stypendia lub - tak jak Jarosław Lasecki - uzupełnić studia w renomowanych uczelniach na Zachodzie. Po ukończeniu Politechniki Krakowskiej, a następnie politechniki w Aachen Lasecki otrzymał propozycję pracy, o jakiej marzy każdy absolwent. Trafił do amerykańskiej firmy konsultingowej The Boston Consulting Group. Zaangażował się wówczas w kilka europejskich projektów, które prowadziła ta grupa. W połowie lat 90. otrzymał propozycję objęcia funkcji prezesa przygotowującej się do ekspansji w Polsce sieci tanich supermarketów Plus Discount. - Nikt z polskich menedżerów nie miał wcześniej do czynienia z dużą organizacją handlową. Zaczynaliśmy wszystko od podstaw - wspomina Lasecki. W pierwszym roku działalności wartość aktywów firmy wyniosła ok. 26 mln zł, co w pełni usatysfakcjonowało jej właścicieli. W 1995 r. sieć składała się z 22 sklepów.
Piotr Śliwicki po skończeniu studiów na Politechnice Gdańskiej oraz Uniwersytecie Gdańskim studiował na uniwersytecie w Ratyzbonie oraz uczestniczył w elitarnych kursach i szkoleniach menedżerskich organizowanych przez zachodnie korporacje. Potem współpracował z największymi firmami konsultingowymi. Gdy w 1991 r. powstawała Hestia Insurance, polski rynek ubezpieczeniowy niemal w całości był opanowany przez PZU i Wartę. - Jedyną szansą na zdobycie i utrzymanie znaczącej części tego rynku było stworzenie silnej grupy towarzystw ubezpieczeniowych - mówi Śliwicki, dziś prezes zarządu STU Hestia Insurance SA oraz STU na Życie Alte Leipziger Hestia SA. Sopocką firmę tworzono praktycznie od podstaw. Niektórzy menedżerowie, jak choćby Andrzej Podsiadło, zaczynali karierę w strukturach państwowych jeszcze w epoce Gierka. W 1978 r. Podsiadło, wówczas młody asystent warszawskiej SGPiS, otrzymał propozycję objęcia dyrektorskiego stanowiska w Komisji Planowania przy Radzie Ministrów. W trakcie tej pracy jako stypendysta odbył staże w kilku międzynarodowych instytucjach ekonomicznych. W okresie przemian lat 80. i 90. pracował w Ministerstwie Finansów jako podsekretarz stanu, a potem pierwszy zastępca ministra. W 1992 r. powierzono mu funkcję prezesa zarządu PBH Gecobank, a dwa lata później - Powszechnego Banku Kredytowego SA. - Najważniejszym zadaniem była jego restrukturyzacja oraz przygotowanie do prywatyzacji - mówi Podsiadło.
- Zmiany to dziś immanentna cecha każdego chcącego się liczyć przedsiębiorstwa - mówi Zbigniew Szczypiński. - Dobry menedżer musi dostrzegać szanse tam, gdzie inni ich nie widzą - uzupełnia Czarnecki. - Podstawą jest zdolność nadążania za aktualnymi trendami i zaspokajania potrzeb klientów - dodaje Lasecki. - Wiedza jest potrzebna, ale nie gwarantuje sukcesu. Najważniejsze jest doświadczenie, które zdobywa się przez lata praktyki - twierdzi Drzymała. - Żadna szkoła czy uczelnia nie daje całej wiedzy potrzebnej do kierowania ludźmi. Konieczne jest ciągłe dokształcanie się - uważa Aleksander Jonek. - Liczy się także szczęście. Ja trafiłem na właściwych ludzi we właściwym miejscu i czasie - ocenia Bondar. - Dobry menedżer to osoba, która potrafi w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji podjąć trafną z punktu widzenia firmy decyzję - mówi Podsiadło. - To człowiek, który potrafi optymalnie wykorzystać zasoby, jakimi dysponuje przedsiębiorstwo - podsumowuje Śliwicki.
Najważniejszymi atutami Polaru były m.in. znana marka, wysokie kwalifikacje załogi, dobra znajomość polskiego rynku. Kierowana przez Szczypińskiego firma zaczęła notować coraz większą sprzedaż. W 1998 r. jej wartość wzrosła do 600 mln zł. Firma powiększyła do 38 proc. udział w rynku sprzętu chłodniczego i do 28-30 proc. udział w rynku pralek. Zaczęła odzyskiwać swoją pozycję na rynku, wreszcie trafiła na warszawską giełdę. Potem skarb państwa sprzedał resztę swoich akcji grupie Brandt. - Nowi właściciele byli zaskoczeni nowoczesnością naszego zakładu - opowiada Szczypiński. Jednak po objęciu przez nich firmy prezes wraz z całym zarządem, aby uniknąć niezręczności i nieporozumień, podali się do dymisji. Szefowie Brandta bez zastanawiania się powierzyli mu to stanowisko ponownie. Polar niebawem stanie się centrum produkcyjno-dystrybucyjnym Brandta na Europę Środkowo-Wschodnią.
Czarnecki postanowił, że EFL będzie się specjalizować w leasingu samochodów dostawczych i ciężarowych. W 1998 r. firma przekazała w leasing sprzęt o wartości ok. 720 mln zł - o 144 proc. większej niż rok wcześniej. Hestia zajmuje już trzecia miejsce wśród kilkudziesięciu polskich towarzystw majątkowych; należy do niej ponad 4 proc. rynku, a w sektorze korporacyjnym, którym jest zainteresowana najbardziej - ok. 20 proc. Sieć Plus Discount uruchomiła do tej pory 93 sklepy o łącznej powierzchni 85 tys. m kw. i zatrudnia prawie 1700 osób. W roku obrachunkowym 1999/2000 chce osiągnąć obrót przekraczający miliard złotych. - Największy sukces zawodowy jest jeszcze przede mną - uważa Podsiadło. Jego PBK udanie zadebiutował na giełdzie, najpierw w Warszawie, a potem w Londynie. MacroSoft Bondara, notowany na CTO (publicznym pozagiełdowym rynku papierów wartościowych), jest bliski przeniesienia notowań swoich akcji na wolny rynek GPW. Inter Groclin Drzymały jest już obecny na warszawskim parkiecie. Po dokapitalizowaniu rozpoczął produkcję foteli dla największych europejskich koncernów samochodowych - Volvo, Mercedesa, Porsche, Audi, BMW i Volkswagena. Ma również kontrakt z Fiatem. Kierowany przez Jonka Mostostal Siedlce po sprywatyzowaniu stał się jedną z najlepszych polskich firm budowlanych. Jest największym producentem krat pomostowych oraz palet do transportu butli gazowych. Ostatnio zdominował produkcję poszukiwanych stalowych barier ochronnych na drogi i mosty.
Czy zawód menedżer zyskał już w Polsce właściwy prestiż? - Jeszcze nie. Przez część społeczeństwa menedżer postrzegany jest nadal jako przedstawiciel nomenklatury albo cwaniak, który niezasłużenie zarabia duże pieniądze - odpowiada Czarnecki. - Taka opinia to relikt z pierwszego okresu przemian, gdy istotnie część menedżerów i biznesmenów zasłużyła sobie na złe opinie - tłumaczy Śliwicki. - Coraz częściej jednak zarządzaniem zajmują się profesjonaliści. Ranga menedżera z roku na rok będzie więc wzrastać - uważa Lasecki. - Polscy menedżerowie są coraz lepsi, często nie gorsi od ich zagranicznych kolegów - dodaje Jonek. - W Polsce powstało już kilka dobrych organizacji skupiających ludzi biznesu i menedżerów, dzięki czemu mamy coraz większy wpływ na naszą gospodarkę - twierdzi Podsiadło. - Ministerstwo Finansów coraz częściej uwzględnia nasze opinie przy kształtowaniu polityki gospodarczej - uzupełnia Czarnecki. - Również społeczeństwo już zaczyna rozumieć, że to właśnie menedżerowie, a nie na przykład politycy, będą budować dobrobyt kraju, a więc również żyjących w nim ludzi - reasumuje Śliwicki.

Więcej możesz przeczytać w 5/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0