Ekstraklasa amerykańska

Ekstraklasa amerykańska

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy 77 lat temu czwórka biznesmenów - ze słynnym lekkoatletą Jimem Thorpe?em na czele - zakładała ligę futbolu amerykańskiego, składka członkowska za udział w rozgrywkach wynosiła 100 USD, a wypłata dla najlepszych zawodników - 150 USD za mecz.
 Dziś magnat naftowy Robert McNair na przyjęcie do tej najpopularniejszej zawodowej ligi Stanów Zjednoczonych i zakup nowej drużyny wyłożył 700 mln USD. Kontrakty najlepszych graczy przekraczają 10 mln USD za sezon. Sportowy biznes za oceanem jest jak wulkan. Dymił przez wiele lat, ale nikt nie wierzył, że wybuchnie. W końcu lawa wylała, a ci, którzy zainwestowali odpowiednio wcześnie, zarobili miliony dolarów. W 1925 r. Wellington Mara kupił futbolową drużynę New York Giants za 500 USD (dzisiejsza wartość: 376 mln USD). Trzydzieści lat później Lamar Hunt, kolejny milioner z branży naftowej, zapłacił za Kansas City Chiefs 25 tys. USD (dzisiejsza wartość: 353 mln USD). Klub New York Yankees, kupiony w latach 60. przez George?a Steinbrennera, potentata w handlu nieruchomościami, jest dziś wart 625 mln USD. Niewielki przełom nastąpił w 1966 r., kiedy po raz pierwszy stacje telewizyjne zaczęły płacić za prawa do pokazywania rozgrywek, pokrywając niemal 35 proc. wydatków właścicieli. Media pomagały utrzymać stadiony i opłacić graczy.
Przez następne lata kluby sportowe dryfowały. Utarło się nawet przekonanie, że inwestowanie w drużyny czterech czołowych lig zawodowych (futbol amerykański, koszykówka, baseball i hokej) jest tylko dla tych, którzy lubią tracić pieniądze lub zaistnieć w środowisku, jak Micky Arison, właściciel Miami Heat i połowy statków wycieczkowych w Ameryce, który lubi się pochwalić znajomością ze słynnymi sportowcami lub umówić się na koniak z trenerem tak znanym jak Pat Riley. Rosły żądania płacowe zawodników, a stacje telewizyjne inwestowały ostrożnie. Kiedy dziesięć lat temu Jerry Jones zgodził się zapłacić za Dallas Cowboys 170 mln USD (gotówką przyniesioną w stalowych skrzynkach), specjaliści pukali się w głowę, zwracając uwagę, że na Kowbojach poprzedni właściciel tracił milion dolarów miesięcznie. Ale Jones miał plan, który stał się wzorem dla innych: najpierw zbudował luksusowe kabiny na trybunach, które sprzedał zamożnym kibicom po 200 tys. USD za sezon, podpisywał kontrakty sponsorskie z Nike, Pepsi i American Express. Pieniądze zaczęły wpływać do kasy szerokim strumieniem, zawodnicy mogli otrzymać roczne wypłaty sięgające kilkudziesięciu milionów dolarów i Cowboys znowu zaczęli wygrywać. W 1993 r. stadiony były już wypełnione, a zainteresowanie rozgrywkami wśród telewidzów rosło szybciej niż drożdże. Stacje telewizyjne zgodziły się zapłacić NFL niebotyczną sumę 4,5 mld USD za pokazywanie meczów - Jerry Jones wygrał na loterii. Dzisiejsza wartość Cowboys sięga 663 mln USD. Tylko od ubiegłego roku wartość drużyny wzrosła o 61 proc., czyli o 161,7 mln USD. Jones po zarobieniu w minionym roku 15 mln USD na sprzedaży pamiątek związanych z Cowboys postanowił wybudować w Teksasie dwanaście sklepów sprzedających wszystko, na czym można wydrukować logo drużyny.
Ci, którzy nie mają szefów tak prężnych jak Jerry Jones, radzą sobie w inny sposób - pożyczają. Jest to tym łatwiejsze, że władze NFL zawarły umowę z szefami NationsBank (czego nie ma w innej lidze świata), na podstawie której mogą zaciągnąć kredyt w wysokości 100 mln USD, kiedy tylko zapragną.
Skąd biorą się w amerykańskich ligach takie pieniądze? Miliarder Philip Anschutz, który dorobił się fortuny na sieci hoteli i handlu nieruchomościami, właściciel hokejowej drużyny Los Angeles Kings oraz współzałożyciel piłkarskiej ligi zawodowej (MLS), wybudował nowoczesną salę sportową w Los Angeles. Dziś gości ona nie tylko jego drużynę, ale także dwa grające w tym mieście zespoły NBA - Los Angeles Lakers i Los Angeles Clippers. Zanim na plac budowy wjechały buldożery, Anschutz miał w kieszeni kontrakt, który gwarantował mu 100 mln USD od potentata produkującego sprzęt biurowy. Musiał tylko nazwać swoją halę Staples Arena. Sprzedał 160 luksusowych miejsc na trybunach za 40 mln USD rocznie oraz miejsce na reklamy wewnątrz sali mające co roku przynieść nie mniej niż 5 mln USD. Anschutz ma też oczywiście prawo do części zysków ze sprzedaży biletów. Właściciele stadionu Cleveland Browns, mającego otworzyć podwoje w roku 2000, szacują swoje roczne wpływy na 49 mln USD. Luksusowe kabiny na trybunach chcą sprzedać za 11 mln USD, bilety mają im przynieść 16 mln USD, sprzedaż nazwy i powierzchni reklamowych - 15 mln USD. Aby zarabiać, nie trzeba mieć drużyny zdobywającej tytuły. Najlepszym przykładem jest Chicago Bulls, warta - według najnowszych danych magazynu "Forbes" - 307 mln USD. Sześciokrotni mistrzowie NBA, prawdopodobnie najlepsza drużyna w historii ligi, to obecnie najbardziej dochodowy zespół koszykarski. Niech więc nikt nie myśli, że jego szefowie martwią się słabą postawą zawodników w rozgrywkach. Sukcesy Jordana, Pippena i Rodmana pozwoliły Jerry?emu Reinsdorfowi, właścicielowi drużyny, sprzedawać na kilka lat zarówno sezonowe bilety, jak i miejsca w 216 ekskluzywnych "boksach" hali United Center. Reinsdorf dodatkowo zaoszczędził, decydując się na odmłodzenie drużyny, czyli podpisywanie kontraktów tylko z tanimi zawodnikami. Dzięki temu w ciągu dwóch ostatnich sezonów zanotował zysk w wysokości 20,4 mln USD rocznie. "Kalkulacja jest prosta" - mówi Andrew Zimbalist, wykładowca ekonomii sportowej na Smith University. "Kupując drużynę, trzeba kupić stadion, bo większością zysków, które on przynosi, nie trzeba się dzielić z zawodnikami. Na takie wydatki już wkrótce stać będzie konglomeraty biznesowe i niedługo później wielonarodowe korpora- cje" - dodaje. W USA coraz bardziej widoczne jest zainteresowanie drużynami zawodowymi ze strony wielkich korporacji. Po inwestycji Disney Corporation, która kupiła hokejową drużynę NHL z Anaheim w Kalifornii, największą inwestycją ostatnich lat są zakupy Cablevision Systems, stacji kablowej z Nowego Jorku. Bracia Charles i James Dolanowie najpierw kupili koszykarską drużynę New York Knicks (334 mln USD) i hokejową New York Rangers (236 mln USD), by w ostatnich dniach sfinalizować zakup baseballowego zespołu New York Mels i drużyny futbolu amerykańskiego New York Jets za prawie miliard dolarów. Inwestycja wcale nie jest tak szalona, Dolanowie obliczyli bowiem, że kupując drużyny, wydadzą mniej, niż mieliby płacić za prawa do transmisji telewizyjnych. Niejako przy okazji Charles Dolan stał się pierwszym człowiekiem w Ameryce, który posiada większość udziałów w drużynach występujących w czterech dominujących ligach USA.

Więcej możesz przeczytać w 5/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0