Tabor Europy

Tabor Europy

Dodano: 
"Cyganom nie sprzedajemy" - ten krótki komunikat w sklepie na stacji kolejowej w Bailesti, mieście na południu Rumunii, przypomina czasy II wojny światowej, kiedy rumuński faszysta Ion Antonescu deportował do obozów koncentracyjnych ponad 20 tys. Cyganów.
Pół wieku później napis nikogo nie niepokoi. Romowie - według analizy opublikowanej w jednym z węgierskich tygodników, najbardziej znienawidzona społeczność w środkowo-wschodniej Europie - nadal żyją w izolacji od reszty społeczeństwa, ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami i niewielką nadzieją na poprawę swej sytuacji.

Pierwsze wzmianki o Romach w kronikach średniowiecznych miast środkowo-wschodniej Europy pojawiły się już w XIV wieku. Nikt nie wie, ilu ich teraz żyje w tym regionie, ale jest bardzo prawdopodobne, iż oficjalna statystyka znacznie pomniejsza rzeczywistą liczbę. Lubomir Faltan, dyrektor Instytutu Socjologii Słowackiej Akademii Nauk, wyjaśnia, że sami Romowie podczas spisów ludności deklarują przynależność do grupy językowej dominującej na danym obszarze - na południu Słowacji podają się za Węgrów, a w pozostałych częściach kraju za Słowaków. Ta prawidłowość sprawdza się także w wypadku Rumunii, gdzie - według ostatniego spisu ludności z 1992 r. - oficjalnie żyje 400 tys. Romów. Rumuńscy Cyganie twierdzą, że jest ich 3 mln, a niezależne badania przeprowadzone przez Francuzów i Brytyjczyków szacują ich populację na 1,5 mln. Niezależnie od tego, którą liczbę weźmiemy pod uwagę, nic nie zmienia faktu, że środkowo-wschodnia Europa jest najgęściej zaludnionym przez Romów regionem świata. W Słowacji, Rumunii, Bułgarii i Macedonii stanowią ok. 10 proc. całego społeczeństwa.
Stosunki między Romami a większością społeczeństwa od początku były bardzo napięte. Do tradycyjnych przyczyn konfliktów, takich jak odmienna kultura, mentalność i warunki socjalne, dochodzą także różnice demograficzne - wsie w rumuńskiej Transylwanii, z których ludność niemiecka wyemigrowała po 1989 r., często były zaludniane przez Romów. Brak stałej pracy zmusił ich do prowadzenia "pasożytniczego" trybu życia. W czasie kryzysu ekonomicznego byli obwiniani za złą sytuację, w jakiej znalazła się większość Rumunów. Oskarżono ich o stworzenie złego wizerunku wszystkich mieszkańców kraju za granicą. Potwierdzeniem tych zarzutów ma być tradycyjnie już przytaczana przez Rumunów opowiastka, według której na początku XIX wieku w największym wiedeńskim parku Prater grupa rumuńskich Cyganów złapała i upiekła nad ogniskiem łabędzia z pobliskiego jeziora. Zszokowane media austriackie donosiły o dokonanym przez Rumunów (a nie Romów) barbarzyństwie. W końcu doszło do tego, że rumuński parlament poważnie zastanawiał się, czy nie zmienić określenia "Rom" na "Cygan", gdyż pierwsze zbyt kojarzyło się z Rumunią i rzucało cień na cały kraj.
Podobnie Czesi i Słowacy pamiętają, że Wielka Brytania i Kanada wprowadziły reżim wizowy dla ich obywateli po tym, jak znaczna liczba rodzimych Romów wystąpiła o azyl polityczny w tych krajach. Za główną przyczynę emigracji uznaje się poszukiwanie lepszego życia, natomiast takie powody jak napady skinów są często pomijane. Kiedy latem 1999 r. około tysiąca Cyganów poprosiło o przyznanie azylu w Finlandii, która w tym czasie okresowo przewodziła Unii Europejskiej, słowackie media spekulowały, jakie konsekwencje może to mieć dla integracji Słowacji z UE. Część winy za taki stosunek większości do Romów ponoszą oni sami. Społeczność cygańska nie potępia, a tym bardziej nie karze przewinień, jakich dopuszczają się Cyganie wobec "białych". W rumuńskim mieście Timisoara w ciągu ostatnich dziesięciu lat ponad dwadzieścia luksusowych willi zostało wybudowanych przez "nowobogackich" Cyganów, którzy dorobili się zazwyczaj w nielegalny sposób - częściowo dzięki dochodom dzieci żebrzących na ulicach. Te domy, silnie kontrastujące z pozostałymi budynkami w miejscowości, na wielu Rumunów działały jak prowokacja.
Nieufność Cyganów wobec "białych" nie jest mniejsza niż nieufność "białych" wobec nich. Cyganie, podlegający innym niż reszta społeczeństwa, bardziej rygorystycznym przepisom, nie szanują państwowych instytucji. Prowadzi to do odwrócenia się społeczeństwa od tych dobrowolnych outsiderów. - Czesi nie dzielą ludzi na Czechów i Romów, dzielą ich na tych, którzy respektują zasady wspólnego życia, i tych, którzy plują na to - mówi Aleksander Mitrofanov, komentator praskiego dziennika "Prawo". Mur, którym zarząd czeskiego miasta Usti nad Łabą chciał oddzielić dwa bloki zamieszkane przez Cyganów od reszty osiedla, mógł się stać symbolem nieudanych prób rozwiązania budzącej kontrowersje "sprawy cygańskiej". Na szczęście pod presją europejskiej opinii publicznej mur został rozebrany.
Pierwsze próby integracji Cyganów ze społeczeństwem datuje się na XVIII wiek, kiedy austriacka cesarzowa Maria Teresa zakazała zawierania małżeństw pomiędzy Romami i zachęcała nie-Romów do poślubiania przedstawicieli ludności cygańskiej. Asymilacja, która obejmowała zakaz używania języka Cyganów i "odpowiednią" edukację cygańskich dzieci, zakończyła się fiaskiem, co nie przeszkodziło komunistycznym urzędnikom spróbować ponownie po II wojnie światowej.
W latach 50. w Czechosłowacji zabraniano Cyganom prowadzenia koczowniczego trybu życia, stworzono dla nich specjalne osiedla na przedmieściach oraz zaczęto ich zatrudniać na większą skalę. Podobnie było na Węgrzech, gdzie głośnymi "czarnymi pociągami" Romowie ze wschodniej części kraju co tydzień masowo wyruszali do Budapesztu, by ciężko pracować w fabrykach i na placach budów. Program "integracji poprzez pracę" długo wydawał się dobrym rozwiązaniem - bardzo słabo wykształceni Cyganie otrzymywali pracę, podczas gdy państwo korzystało z taniej siły roboczej. Jednak pod koniec lat 80. upadł także ten program. Nie wykształceni Cyganie byli pierwszymi, których zwalniano na fali bankructw przedsiębiorstw państwowych; później ich miejsca pracy w Budapeszcie przejęli ubodzy Węgrzy z Rumunii. Dla Cyganów nowo wprowadzona demokratyzacja i gospodarka rynkowa zamiast nowych nadziei oznaczały katastrofę. W cygańskich wioskach we wschodnich Węgrzech panowało bardzo wysokie bezrobocie. Dzielnice zamieszkane przez Romów w Republice Czeskiej przypominały miasto po bombardowaniu. Tłumy rumuńskich Romów żebrzących w Rumunii i innych wschodnioeuropejskich krajach, w tym w Polsce, dowodziły, że ich socjalna sytuacja w Rumunii jest coraz gorsza.
Amnesty International w swoim raporcie opisała Romów jako społeczność dyskryminowaną w całej środkowo-wschodniej Europie, mimo że ich sytuacja jest różna w poszczególnych krajach. Z raportu wynika, że najmniej napięte stosunki między Romami a resztą społeczeństwa panują na Węgrzech, głównie z powodu bardzo dobrej organizacji społeczności tutejszych Cyganów. Budapeszt jest siedzibą znacznej liczby cygańskich instytucji - od Parlamentu Romów po Centrum Prasowe Romów. Tutaj jedną ze swych siedzib ma Fundacja Sorosa, która dofinansowuje działalność różnych organizacji cygańskich. Lepsze zorganizowanie Romów na Węgrzech nie jest zbiegiem okoliczności. Romowie mają tu własną inteligencję, której ciągle brakuje na przykład Cyganom rumuńskim. Powszechny wciąż analfabetyzm jest przyczyną powstawania przepaści między garstką wyedukowanych a resztą. W wymienionych krajach istnieją etniczne ugrupowania polityczne, ale są one bezsilne, często ze względu na tradycyjne rozbicie i nieumiejętność wspólnego działania. W Słowacji w lokalnych wyborach w 1998 r. o głosy ubiegało się dwanaście cygańskich partii. - Z powodu rozbicia nie były jednak w stanie uczestniczyć w ostatnich wyborach do parlamentu - stwierdza Lubomir Faltan.
Równie słaba jest organizacja Romów na szczeblu międzynarodowym. Dobrze znanym organizacjom (jaką jest na przykład powstała w latach 70. Międzynarodowa Unia Cyganów) większość Romów odmawia prawa do ich reprezentowania. Podobne problemy ma Narodowy Kongres Romów lub tradycyjni liderzy, m.in. Florin Cioaba, "król wszystkich Cyganów". Na różnych międzynarodowych spotkaniach Romowie są reprezentowani przez innych ludzi, co z jednej strony wprowadza zamieszanie, z drugiej - doprowadza do skandali, takich jak ten, który wybuchł w Polsce w lutym ubiegłego roku w związku z odszkodowaniami przeznaczanymi przez Szwajcarię dla ofiar Holocaustu. Jeden z przedstawicieli polskich Romów przekonywał wówczas szwajcarskie władze, że reprezentuje całą społeczność cygańską w Polsce.
Na szczęście widać również zmiany na lepsze. Nowe organizacje Romów, prowadzone przez cygańskich intelektualistów, stają się coraz bardziej znaczącymi reprezentacjami cygańskich społeczności. Nicolae Gheorghe z Bukarest NGO Romani Criss przekonuje Radę Europy, aby do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka dołączyć osobny rozdział dotyczący Romów. Ci przedstawiciele cygańskich społeczności stanowczo odrzucają asymilację według zasady: "znośny Cygan to taki, który jest podobny do nas". Integracja Cyganów wymaga tolerancji dla różnic kulturowych, gotowości do zaakceptowania Romów jako równoprawnych członków społeczeństwa. Niestety, takie incydenty jak budowanie muru w Usti, nie służą przełamywaniu barier. Z drugiej strony, wykształcenie nie jest przez Romów cenione, a brak gotowości do podjęcia dialogu znacznie powstrzymuje ich szanse na socjalizację. Gdzie zatem szukać rozwiązania problemu? - Więcej kontaktów na europejskim poziomie, więcej programów edukacji szkolnej i uniwersyteckiej, więcej uwagi ze strony oficjalnych władz - mówi Victor Neumann, profesor Uniwersytetu Wschodniej Timisoary w Rumunii, zwolennik integracji od podstaw. Długi proces emancypacji Afro-Amerykanów, który rozpoczął się 30 lat temu i ciągle trwa, daje powody, aby sądzić, że i ten proces będzie długi. - Adaptacja może trwać kilka pokoleń. Sukces będzie zależeć od jej przebiegu w socjokulturalnych elitach Romów, które powinny dawać przykład swoim rodakom - mówi Faltan. Pozytywne wzorce można znaleźć m.in. w muzyce Węgier, Słowacji, Rumunii czy Serbii, silnie naznaczonej cygańskimi wpływami, stanowiącymi część wspólnego dziedzictwa kulturowego. Przepaść między społeczeństwami jest jednak ciągle głęboka, czego dowodzi napis na małym rumuńskim sklepiku.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2000
Więcej możesz przeczytać w 6/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0