Rachunek za strajk

Rachunek za strajk

Dodano:   /  Zmieniono: 
Strajki, blokady, protesty, głodówki, akcje sprzeciwu, okupacje, demonstracje - codziennie niemal pojawiają się na czołówkach gazet.
Powszechność manifestacji, narodzona w czasach walki z państwem totalitarnym, przeniosła się do obyczajów państwa demokratycznego. "Pokolenie nauczone walczyć nie będzie potrafiło budować" - zauważył kiedyś Jacek Kuroń. Jakie są mechanizmy walki ze społecznymi protestami w krajach o dłuższej tradycji demokratycznej i wolnorynkowej?

Władze USA, zarówno federalne, jak i stanowe, szczególnie dbają o to, aby protesty jednej grupy politycznej czy zawodowej nie stanowiły zagrożenia dla reszty społeczeństwa i nie doprowadzały do aktów przemocy. Nie do pomyślenia jest blokowanie przejść granicznych, wjazdów na autostrady czy też niszczenie własności prywatnej lub federalnej. Winni takich aktów sądzeni są jak zwykli przestępcy. Dlatego też pikietom z reguły towarzyszy obstawa policyjna. Zadaniem policji jest ochrona protestujących i dbanie o to, by strajk lub akcja protestacyjna nie stanowiły groźby dla innych. W USA nielegalne są strajki utrudniające handel pomiędzy stanami czy eksport amerykańskich towarów za granicę oraz strajki w sektorze państwowym. Dotyczy to policji, straży pożarnej, poczty, przedsiębiorstw oczyszczania i kanalizacyjnych. Dlatego m.in. prezydent Ronald Reagan w 1981 r. zwolnił prawie 12 tys. kontrolerów lotów powietrznych i zdelegalizował ich związek zawodowy PATCO (Professional Air Traffic Controllers Organizations). Po tym doświadczeniu strajki o podobnym zasięgu przestano organizować. Podobnie jest ze strajkami okupacyjnymi. Ponieważ przedsiębiorstwo stanowi własność prywatną, strajk taki jest utożsamiany z nielegalnym wejściem na teren prywatny. Zasady organizowania strajków i prowadzenia negocjacji pracowniczych zostały ujęte w ustawie o krajowych stosunkach pracy. Na podstawie tego prawa prezydent USA może wydać polecenie wstrzymania akcji strajkowej na 80 dni, jeśli odbywa się ona w sektorze o istotnym znaczeniu dla gospodarki lub bezpieczeństwa państwa. Lokalne przepisy dokładnie określają, gdzie można podejmować akcje protestacyjne. Nie można protestować na chodniku bezpośrednio przylegającym do ogrodzenia Białego Domu. Można to natomiast robić po drugiej stronie ulicy - w parku Lafayette. Jeśli akcja protestacyjna wymknie się spod kontroli, władze stanowe mogą - na polecenie gubernatora danego stanu - ściągnąć na pomoc oddziały Gwardii Narodowej. Również w niemieckim prawie znajdują się zapisy regulujące zasady organizowania protestów oraz przeciwdziałania strajkom i blokadom dezorganizującym życie społeczne i gospodarcze. Pod tym względem największymi akcjami niemieckich służb porządkowych i wojsk ochrony pograniczna było konwojowanie radioaktywnych odpadów z francuskiego składowiska La Hague do dolnosaksońskiej miejscowości Gorleben. Na czele policyjnych oddziałów pojawili się operatorzy kamer wideo. Już po ulicznych bijatykach i dewastacji sprzętu oraz sklepów zidentyfikowano i zatrzymano kilkudziesięciu "energicznych" przeciwników energii atomowej. Niektórzy chłopi z Gorleben zapłacili mandaty w wysokości kilku tysięcy marek, inni stracili prawa jazdy na ciągniki użyte do blokady dróg. Nadto prokuratura berlińska wszczęła śledztwa przeciw posłankom Elisabeth Altman (Zieloni) i Evie-Marii Bulling-Schruter (PDS) za podżeganie do aktów wandalizmu, a Urząd Ochrony Konstytucji zaczął obserwować działaczy Obywatelskiej Inicjatywy Ochrony Środowiska (BBfU). Kary - zdaniem ministra Kanthera - miały być "lekcjami na przyszłość". Poskutkowało. W ubiegłym roku radioaktywne odpady transportowano w asyście kilku tysięcy demonstrantów i kilkakrotnie większej liczby policjantów, ale obyło się już bez bijatyk i niszczenia mienia. Obecnie w Niemczech - jak co roku o tej porze - rozpoczynają się negocjacje pracodawców i pracobiorców w sprawie podwyżek w układach zbiorowych. Nikomu w Niemczech nie przyjdzie jednak do głowy wzywanie do przedsiębiorstw ministra gospodarki. Ten zresztą nigdy by nie przybył: układy zbiorowe i umowy są sprawą zatrudniających i zatrudnianych. Tuż po zjednoczeniu rolnicy z terenów b. NRD nie chcieli się pogodzić z warunkami istniejącymi w RFN i Unii Europejskiej. W proteście wylali mleko oraz wysypali różne produkty rolne na ulicach Berlina. Ich protest nie zmienił polityki rolnej Bonn i Brukseli, a chłopi musieli zapłacić grzywnę za zanieczyszczanie miasta. Krajem wielu pracowniczych protestów i strajków była w latach 70. Wielka Brytania. Strajkujący pracownicy sektora publicznego, górnicy, kierowcy ciężarówek, śmieciarze potrafili rzucić na kolana brytyjski rząd. Dzisiaj strajki nadal się zdarzają, ale ich liczba jest minimalna. Przyczyniła się do tego prywatyzacja i demonopolizacja gospodarki. Statystyki z kilku ostatnich lat wskazują, że dwie trzecie wszystkich sporów zbiorowych dotyczy poczty. W 1997 r. listonosze zorganizowali osiem jednodniowych strajków ogólnokrajowych. W ostatniej kampanii wyborczej strajki pocztowców były wykorzystywane jako argument na rzecz częściowej lub całkowitej prywatyzacji tej instytucji. We Francji walczące o swoje interesy korporacje często starają się brać na zakładników miasta, regiony, a nawet cały kraj. W ciągu ostatnich kilku miesięcy we Francji wybuchło kilka wielkich protestów. 8 września 1998 r. kierowcy ciężarówek zablokowali drogi wokół przejść granicznych.


Prezydent USA może wydać polecenie wstrzymania akcji strajkowej na 80 dni, jeśli odbywa się ona w sektorze o istotnym znaczeniu dla gospodarki lub bezpieczeństwa państwa

W listopadzie strajk stewardes sparaliżował loty samolotów Air France. 22 i 23 listopada zorganizowano strajk kolejarzy sześciu krajów UE, który najdłużej trwał we Francji. Zaledwie cztery dni po jego zakończeniu francuscy kolejarze ponownie przerwali pracę. We Francji protesty kończą się na ogół połowicznymi kompromisami. Porozumienia pozwalają z honorem zakończyć strajk i jednocześnie zachować argumenty do rozpoczęcia kolejnego. Nawet kiedy niedogodności spowodowane strajkami są duże, wielu Francuzów traktuje je ze zrozumieniem. Również wtedy, gdy strajki transportu kolejowego i miejskiego paraliżują życie kraju, wywołując trudności z zaopatrzeniem i koszmarne korki samochodowe wokół dużych miast. Przeciętny Francuz uważa, że w każdej chwili to on może być uczestnikiem strajku, walczącym o wyższą płacę lub miejsce pracy. Jednak w ubiegłym roku poparcie dla uczestników strajków i innych akcji protestacyjnych - zazwyczaj wynoszące ok. 60 proc. - zaczęło spadać. Strajk pilotów Air France podczas mundialu popierało tylko 38 proc. Francuzów. Teoretycznie państwo dysponuje bogatym arsenałem środków umożliwiających walkę z blokującymi drogi, tory kolejowe, miasta itp. Przepisy zakazujące stwarzania przeszkód w ruchu drogowym i kolejowym są bardzo konkretne. W wielu wypadkach wystarczy zagrozić mandatami za nieprawidłowe parkowanie lub naruszanie bezpieczeństwa ruchu. Francuska policja stosowała te sposoby w kilku miejscach podczas strajków kierowców ciężarówek. Zasadniczo decyzja o użyciu sił porządkowych należy do prefekta - odpowiednika wojewody. Podstawą prawną są przepisy o zakłócaniu porządku publicznego. Samo zakłócanie jednak nie wystarczy. Prefekt musi je ocenić jako wystarczająco groźne i poważne, by uzasadniało akcję policyjną. W praktyce uważa się, że jeśli organizatorzy blokady wyłonili reprezentację, która prowadzi negocjacje z pracodawcami lub władzami, to nie ma takiego uzasadnienia. Czasami prefekci podejmują decyzje wybiórczo, mając na celu ochronę wyjątkowo żywotnych interesów gospodarki, na przykład nie reagują generalnie na blokadę dróg, ale odblokowują siłą dostęp do ośrodków dystrybucji paliw. Pytanie zasadnicze dotyczy bowiem opłacalności politycznej ścisłego i bezwzględnego stosowania prawa. Władze zwykle wychodzą z założenia, że cena społeczna i polityczna ewentualnych pobić - nie mówiąc o ofiarach śmiertelnych interwencji siłowych - będzie zawsze wyższa od kosztów w postaci niedogodności życia codziennego i strat finansowych. Dlatego sięgają w negocjacjach do najgłębszych pokładów cierpliwości. Mniej cierpliwi są bezpośrednio poszkodowani. Zdarza im się występować do sądów o odszkodowania. Procedura jest długa i trudna, ale w sumie to właśnie jest najgroźniejszą bronią przeciwko uczestnikom blokad. Słabą stroną francuskiego ustawodawstwa dotyczącego strajków i akcji protestacyjnych jest natomiast brak prawnego zagwarantowania tzw. minimalnej obsługi w razie przerwania pracy służb publicznych, zwłaszcza transportu zbiorowego. Coraz większy jest nacisk opinii publicznej, by obowiązek taki wprowadzić. Chodzi o to bowiem, aby nie odbierając jednym prawa do strajku i protestu, równocześnie nie narażać innych na straty czy nawet bankructwo. A zagrożenie takie powstaje, gdy firmy, szczególnie małe, przez dłuższy czas nie dostają surowców, zamówień lub czeków z płatnościami, bo akurat zastrajkowała kolej, poczta albo zablokowane są drogi. Wszelkim odstępstwom od dotychczasowych reguł strajkowych, nade wszystko w sektorze publicznym, sprzeciwia się jednak bardzo wpływowe we Francji lobby związkowe, które głównie na tym sektorze opiera swoje istnienie i nie ma zamiaru łatwo zrezygnować z kryjącej się w nim siły uderzeniowej. W wielu krajach europejskich istnieje możliwość powołania strajkujących pracowników, na przykład lekarzy, do wojska. W Polsce z apelem o takie potraktowanie anestezjologów wystąpił Marek Edelman. Protestujący najbardziej nie lubią, gdy porównuje się ich do szantażystów, choć to porównanie jak najbardziej trafne.

Więcej możesz przeczytać w 6/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0