Zastrzyk wiary

Zastrzyk wiary

Dodano:   /  Zmieniono: 
W obliczu niepewności na rynkach międzynarodowych oraz podgrzania nastrojów w kraju rośnie zapotrzebowanie na czytelne, pozytywne i stabilizujące sygnały ze strony rządu
Na światowych rynkach utrzymuje się nerwowość. W kraju wzrasta skłonność opozycji do robienia polityki na ludzkich frustracjach i emocjach. Skutkiem może być rozkołysanie łodzi, która znajduje się na wzburzonym morzu. Dlatego ludzie trzymający w rękach ster rządzenia powinni zachować zimną krew, uzupełniając deficyt wiary, że Polska może pokonać bieżące trudności. Nie przystoi im ani propaganda sukcesu, ani ton Kasandry. Wzorem wstrzemięźliwości i odpowiedzialności powinny być reakcje publiczne Alana Greenspana, szefa Banku Rezerw Federalnych USA, w czasie gdy rynki finansowe znalazły się w chaosie. Nazbyt nerwowe na tym tle wydaje się memorandum ostrzegawcze naszego Ministerstwa Finansów, o którym informacje przeciekły do mediów. Mam nadzieję, że jego nastrój nie przeniesie się na kręgi gospodarcze, a oskarżycielski ton nie spowoduje porachunków w Radzie Ministrów, gdzie i tak trudno mówić o klimacie wzajemnej lojalności i współpracy.


Gospodarka Polski potrzebuje teraz otuchy i pozytywnych scenariuszy

Choć dziś, co trzeba przyznać, rysują się pewne zagrożenia wewnętrzne i zewnętrzne, nie są one porównywalne z niebezpieczeństwami, jakie towarzyszyły nam w pierwszych latach przebudowy ustrojowej. Inna dramaturgia i zupełnie inny poziom ryzyka. Przypomnę ekonomiczny thriller po uruchomieniu terapii szokowej w styczniu 1990 r. Sześć tygodni oczekiwania na reakcję rynku, w atmo- sferze niepewności, a nawet zwątpienia, po czym uspokoiły się ceny i wypełniły na trwałe sklepowe półki. Bardziej ukryty dla społeczeństwa był kryzys z połowy 1991 r., kiedy "Solidarność" zwinęła parasol ochronny nad rządem, a rząd - pozbawiony jakiegokolwiek oparcia w parlamencie - stanął wobec konieczności nowelizowania fatalnie "przestrzelonego" budżetu. Mam nadzieję, że znajdzie to kiedyś wyraz w pamiętnikach Jana Krzysztofa Bieleckiego... Na przełomie lat 1991-1992 najtężsi ekonomiści mówili o niemożliwości sklejenia budżetu i niechybnym krachu finansów publicznych najpóźniej wiosną 1992 r. Następnie, nieco gorsi ekonomiści zapowiedzieli recesję po dojściu do władzy koalicji SLD-PSL. Wyszliśmy z tych wszystkich opresji, realnych i wydumanych, obronną ręką. Dziś można mówić o kumulacji napięć. Ale mieszkamy już w innej Polsce. Nieporównanie wyższy jest stopień demokratycznej dojrzałości kraju. Większa jest odporność gospodarki na wstrząsy i odporność społeczeństwa na demagogię. Jest faktem, że wewnętrzne ostudzenie gospodarki zbiegło się niefortunnie ze spadkiem ekonomicznej temperatury za granicą. Niekorzystna sytuacja dochodowa rolników pcha wielu z nich w objęcia Leppera. Reformatorski bałagan w służbie zdrowia splata się z epidemią grypy, powodując zrozumiałe niezadowolenie lekarzy i pacjentów. Górnicy i hutnicy mają przełknąć trudne i bardzo opóźnione plany restrukturyzacji swojej branży. W telewizyjnych przekazach z naszego kraju, uważanego do tej pory za ostoję stabilności w Europie Środkowej, dominują rolnicy koczujący na drogach. Obrazki te wyparły doniesienia o górniczym proteście w Rumunii. Mniej zorientowani mogą odnieść wrażenie, że to polscy rolnicy zablokowali marsz rumuńskich górników. Wizerunek Polski trochę cierpi, ale bez przesady, bo zachodnioeuropejska publiczność oswoiła się od dawna z rolniczymi blokadami. Istotne jest to, jak dalej rozwinie się sytuacja. A to zależy zarówno od postawy rządu, jak i od zachowania się opozycji. Opozycja zdaje w takich sytuacjach egzamin z odpowiedzialności na równi z rządem. Dziś opozycja staje przed wielką pokusą populizmu, bo łatwo jest robić polityczny użytek z negatywnych emocji tłumu. Lepper chciałby ratować rolnictwo, dopuszczając do transportowego paraliżu w całym kraju. Taki ma pomysł. Może to być styl opozycji, ale tak być nie musi. Nie namawiam do tuszowania problemów. Odwrotnie, warto usuwać niedoróbki reformy służby zdrowia, zmienić politykę rolną i postawić na serio problem wspomagania eksportu. Ale zarazem rośnie odpowiedzialność za rządowe słowo. Przecieki płynące od ministra finansów, mającego duży autorytet w gospodarce, mają większą siłę sprawczą aniżeli oceny ministra Kropiwnickiego, który pełni funkcję rządowego Dyla Sowizdrzała. Oficjalne czarnowidztwo wyciekające na łamy gazet może się stać samosprawdzającą się prognozą. Tymczasem gospodarka potrzebuje otuchy i pozytywnych scenariuszy. Rząd - dźwigając wielkie reformy w niezbyt sprzyjającym czasie i otoczeniu - porusza się na zaminowanym polu. Musi okazać zręczność sapera. Będzie to trudne lub zgoła niemożliwe, jeśli sami ministrowie będą sobie wzajemnie podrzucali dodatkowe miny.
Więcej możesz przeczytać w 6/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0