Skala

Dodano:   /  Zmieniono: 
To, co dla władzy jesthamletyzmem, dla obywatelajest zwykłym życiem
Istotą skundlenia polskiej polityki jest zagubienie skali. Każda wielka i sensowna idea jest postrzegana po paru wymianach - ciosów? słów? myśli? - z perspektywy gigantów lub liliputów. Wyzwania, przed jakimi stoi Polska, tracą miarę: obywatelską, narodową, europejską. Stają się frazesami dryfującymi na falach emocji.
Ulubionym chwytem demagogów (opozycji i koalicji) jest doprowadzenie argumentów do skrajności. Raz lekceważy się konkret, na przykład ludzi błąkających się między lekarzem a aptekarzem, innym razem abstrahuje od całej rzeczywistości polskiej wsi. Reformatorzy skupieni są na strukturze, systemie, modelu. Opozycja skupia się na chorych (sama ich nie uleczyła) procedurach, kadrach, absurdalnym budżetowaniu czasu i pieniędzy.

Zarzuty, że za szybko się reformujemy, są pomyłką. Cztery reformy, które przeprowadza rząd Jerzego Buzka, są i tak spóźnione. Natomiast ministrowie (właśnie ministrowie, a nie posłowie), zamiast skupić się na pytaniu "jak?", wgryzieniu się w detale, propozycjach neutralizacji grup interesów przeciwnych reformom, zadowalają się udziałem w debatach "czy?", zatem debatach na miarę exposé rządowego, a nie na miarę oczekiwań obywatela ogarniętego wirem zmian. Rząd, proponując rozwiązania, nie wyjaśnia ich i nie informuje, lecz głosi prawdy, propaguje swoje słuszne idee. Inżynieria społeczna, socjotechnika, nie pomaga w szerokim spojrzeniu na procesy historycznych zmian. Ale jest niezbędna we wdrażaniu reform, które przecież nie tylko w parlamencie, ale i w społeczeństwie mają zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Argument, że decentralizacja i przeniesienie odpowiedzialności za decyzje bliżej obywateli z pożytkiem dla nich uruchomi energię polskiego interioru, jest fragmentem wstępnej debaty, którą zakończyliśmy głosowaniem. Pozostały natomiast wszędzie grupy interesów przywiązane do starego układu, określone ambicje i decydenci różnych szczebli zagrożeni przez zmiany. Często ten sam obywatel, który głosi potrzebę reform, jest im przeciwny, gdy uderzają w jego interesy.
To, co dla władzy jest hamletyzmem, dla obywatela jest zwykłym życiem. To, co dla polityków patrzących z góry jest fascynującą przemianą, dla ludzi widzących reformy z poziomu ulicy jest tylko męczącą kolejką do jakiegoś okienka.
Pocieszające, że od czasu "okrągłego stołu" już parę razy udało nam się przejść przez bałagan przemiany do lepszego porządku.
Więcej możesz przeczytać w 6/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0