Cudowne rozmnożenie

Cudowne rozmnożenie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie można być posłusznym równocześnie dwóm wodzom. Głupek się w tym gubi i wskutek nawału doświadczeń może zmądrzeć. Wobec perspektywy takiego dramatu staje Front Narodowy Le Pena
Mieliśmy we Francji jedną partię faszystowską, a teraz mamy dwie. Jest to bardzo dobra wiadomość. W każdym społeczeństwie istnieje pewien żelazny zapas głupków, na których zawsze mogą liczyć m.in. faszyści, jest to jednak rezerwuar ograniczony i nie można z niego czerpać bez końca. Jeśli za dużo chętnych rzuca się równocześnie na worek z głupkami, to nieuchronnie przychodzi chwila, gdy już zupełnie nic nie da się z niego wytrząsnąć. Zamiast tłuściutkich, różowiutkich głuptasków, ozdobionych obliczami nie zwiastującymi obcowania choćby ze śladami myśli, ręce ciągle łapią pustkę. Wszyscy się gdzieś zapisali.

Dopóki jedna partia faszystowska czerpie z krajowego zagłębia głupków, dopóty może stopniowo zyskiwać na sile, podbierając co smaczniejsze okazy komunistom i lewakom. Przychodzi jej to tym łatwiej, że ma wtedy nieocenioną dla matoła zaletę: bezkonkurencyjną jasność programu i organizacji działania. Jest jeden szef, który wszystko wie i trzeba go słuchać z niezawodną dyscypliną, bo w przeciwnym wypadku może nadejść straszna kara: zostaniemy postawieni w sytuacji, w której trzeba myśleć i radzić sobie samemu. Teraz są dwie partie. Nie można być posłusznym równocześnie dwóm wodzom. Głupek się w tym gubi i wskutek nawału niespodziewanych doświadczeń może wypaść z obiegu, czyli zmądrzeć. Wobec perspektywy takiego dramatu staje Front Narodowy Jean-Marie Le Pena. Podzielił się on ostatnio na dwie części: większość mas członkowskich pozostała przy Le Penie, a większość aparatu partyjnego podążyła za dotychczasową osobistością nr 2, Bruno Mégretem. Mégret założył partię o nazwie Front Narodowy-Ruch Narodowy. Być może w worku z głupkami pozostał jeszcze pewien zasób nie zrzeszonych, ale wkrótce go zabraknie, bo każda z partii musi teraz gwałtownie udowodnić, że cieszy się większym poparciem niż ta druga, więc polowanie na bałwanów będzie prowadzone z wielkim zapałem i rozmachem. Obie strony zresztą dokładnie już określiły, jak będą to robić. Le Pen nawet nie próbuje dawać do zrozumienia, że chodzi mu o jakieś poglądy, które ktoś miałby z nim dzielić. Kładzie nacisk tylko na to, że jest szefem, szefa trzeba słuchać i być mu wiernym, a kto nie jest wierny, ten zasługuje wyłącznie na wyzwiska. To jest język trafiający - w przekonaniu Le Pena - do każdego, kto jest godzien dzielenia z nim przynależności partyjnej. A wymyślanie oryginalnych wyzwisk to jedna z niewielu rzeczy, jakie umie robić naprawdę dobrze, więc sobie nie odmawia. Nie cofa się nawet przed kpinkami z wyglądu Mégreta. To prawda, że wygląda on jak mały, zakompleksiony cherlak - nieomalże sobowtór doktora Goebbelsa. Le Pen nie bierze jednak pod uwagę, że mimowolne przypominanie tego historycznego precedensu kurdupelka, który brał się za mocarza, może akurat w tym środowisku budzić nad wyraz ciepłe uczucia. Sam Mégret stara się być nieco bardziej subtelny, a ponieważ wie, że worek z głupkami już się kończy, próbuje wyprzedzić Le Pena w zebraniu tych, którzy wprawdzie boją się być bez wodza, ale jeszcze bardziej się boją, gdy wódz za głośno krzyczy. Zapewnia zatem, że w nowym Froncie Narodowym nie będzie już "obelg", "prowokacji" i "niesmacznych gier słów". Arabów, Murzynów, Żydów i urzędników Unii Europejskiej, którzy nas wynaradawiają i pozbawiają suwerenności, będzie się teraz tępić dyskretnie i elegancko. Zmienią się metody, ale - podkreśla Mégret - nie zmieni się "program i wartości". Te wartości najlepiej pokazał reporter francuskiego radia, który przeszedł się z otwartym mikrofonem po kuluarach zjazdu FNRN. To, co tam mówiono o imigrantach, jest tak śmieszne i groźne zarazem, jak śmieszne i groźne jest każde matołectwo przybierające skalę kolektywną. W skrócie biorąc, według tych wypowiedzi, tak naprawdę można mieć zaufanie jedynie do białego, genetycznie czystego Francuza, bo tylko on nie chce nikomu zająć żadnego miejsca pracy, tylko on tryska inteligencją i pracowitością, tylko on nie kradnie i nie wszczyna bójek, tylko jego zasługą jest to, że Francja jest wolna, demokratyczna i bogata, a w dodatku tylko on nie mlaska przy stole, nie kłamie i nie dłubie w nosie. Z takimi ludźmi można naprawdę przenosić góry. Ale co teraz się stanie, gdy trzeba będzie przenieść tę samą górę w dwóch różnych kierunkach, według dwóch różnych instrukcji i pod kierownictwem dwóch różnych majstrów? Odpowiem krótko: będzie lepiej. Wyobrażam sobie, że ktoś może mi zarzucić nadmierne upraszczanie oceny zjawiska poprzez sprowadzanie go do karuzeli głupków, matołów i bałwanów. Może istotnie można taką ocenę pogłębić i zniuansować. Jest jednak pewien kłopot słownikowy: jak nazwać ludzi, którzy w samym końcu XX w., kiedy już wiadomo, co przyniósł i co zrobił faszyzm, rasizm i komunizm, popierają partie faszyzujące i komunistyczne lub zgoła do nich należą? Chętnie ogłoszę, że to ludzie światli, mądrzy i dalekowzroczni - pod warunkiem, że mi się wytłumaczy, na czym dokładnie polega ich mądrość i dalekowzroczność. podejrzeniach i inwektywach.
Więcej możesz przeczytać w 6/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0