Strefa bezatomowa

Strefa bezatomowa

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Czy Francuzi i Niemcy mają dość elektrowni jądrowych?
13 stycznia po raz pierwszy w historii przemysłu nuklearnego rozpoczęto we Francji postępowanie sądowe przeciwko fabryce przetwarzającej paliwo dla elektrowni jądrowych. Dzień później rząd niemiecki, a równocześnie partner Francji w przerabianiu odpadów radioaktywnych, zapowiedział stopniowe wycofywanie się z energetyki jądrowej. Czyżby Francuzi i Niemcy mieli dość elektrowni atomowych?

W ciągu ostatnich dwóch lat dochodziło we Francji do gwałtownych starć między przeciwnikami programu atomowego a grupami nacisku związanymi z przemysłem nuklearnym. W połowie grudnia 1998 r. francuski premier Lionel Jospin zapowiedział utworzenie niezależnej instytucji, która zajmowałaby się kontrolą poziomu skażeń promieniotwórczych pochodzących z elektrowni jądrowych. Dotychczas takiej instytucji nie było. Obiecał również, że polityka nuklearna "prowadzona w sposób utajniony, sekretny, oparta na interesach lobby atomowego, od którego nie wymagano ani jawności działania, ani kalkulacji ekonomicznej, jest skończona".
Opublikowane ostatnio informacje przeraziły Francuzów zadowolonych z opracowanych przez siebie technik. Lekarz epidemiolog prof. Jean-Fran˜ois Viel stwierdził, że trzykrotnie wzrosła liczba białaczek u dzieci i młodych ludzi mieszkających w pobliżu wielkiej fabryki przetwarzającej paliwo z reaktorów jądrowych. Nurkowie międzynarodowej organizacji ekologicznej Greenpeace zmierzyli radioaktywność odpadów, które fabryka wpuszcza do morza - była o 17 mln razy wyższa niż naturalne promieniowanie wody morskiej. Ślady substancji promieniotwórczych pochodzących stamtąd znaleziono na Grenlandii. Odkryto chroniczne skażenie promieniotwórcze wód Rodanu, nad którym działa dwadzieścia reaktorów jądrowych. Od dwudziestu lat francuski przemysł nuklearny jest światowym liderem. Wytwarza 80 proc. energii elektrycznej w tym kraju. Trudno przejechać więcej niż 200 km, by nie zobaczyć instalacji nuklearnych. Elektrownie atomowe widoczne są w krajobrazie od Bretanii na północnym zachodzie po dolinę Rodanu na południowym wschodzie.
Pięćdziesiąt reaktorów produkuje energię elektryczną, a w szesnastu innych należących do Komisariatu Energii Atomowej prowadzone są prace badawcze. W olbrzymich instalacjach nuklearnych nad kanałem La Manche odzyskuje się uran i pluton z wypalonego już paliwa jądrowego. Zanim zbudowano tunel pod kanałem, była to największa budowa w Europie; zainwestowano w nią 58 mld franków, czyli ok. 10 mld USD. W strefie zamkniętej o powierzchni 300 ha wznosi się kilkadziesiąt kominów. Zgromadzono tu największą na kuli ziemskiej ilość radioaktywnego plutonu. Instalacji atomowych jest również wiele w regionie paryskim. Znajdują się tam reaktory nuklearne, fabryki produkujące paliwo jądrowe, magazyny i miejsca składowania odpadów promieniotwórczych. Według oficjalnych danych, we Francji znajduje się ok. 130 jądrowych instalacji cywilnych i drugie tyle militarnych. W stosunku do liczby ludności (58 mln) w państwie tym jest najwięcej reaktorów jądrowych. Rekord biją wprawdzie Stany Zjednoczone - ponad 100 reaktorów produkuje tam energię elektryczną, ale w USA żyje czterokrotnie więcej ludzi niż we Francji.
Uzyskując energię z uranu, Francja wyrzuca w powietrze znacznie mniej gazów, które pochodzą ze spalania węgla, zatruwają atmosferę i powodują niebezpieczny efekt ocieplania klimatu. Emisja tzw. gazów węglowych jest w tym państwie siedem razy mniejsza niż w Niemczech czy Wielkiej Brytanii i jedenaście razy niższa niż w Danii. Mimo to zastąpienie energii z paliw kopalnych energią z uranu wielu przypomina zamianę dżumy na cholerę. Takie stanowisko reprezentuje między innymi założycielka niezależnej organizacji badającej radioaktywność środowiska Michele Rivasi. Stoczyła ona wiele batalii z odpowiedzialnymi za francuską energetykę atomową, zarzucając im zatajanie informacji o wypadkach w elektrowniach jądrowych, systematyczne unikanie prawdy w ocenie stopnia napromieniowania otoczenia, niedokładne analizowanie skutków oddziaływania substancji promieniotwórczych na zdrowie i brak pomysłu, co robić z rosnącymi górami odpadów, których radioaktywność będzie się utrzymywać przez tysiące, a nawet miliony lat.


Reaktor produkuje energię i odpady promieniotwórcze. My chcemy korzystać z energii, odpady zaś zostawić dzieciom

Francuskie czasopismo popularnonaukowe "Science et Vie" w jednym z ostatnich numerów zamieściło listę "baronów przemysłu nuklearnego", którzy blokują badania kancerogennego działania radonu, ukrywają wypadki zdarzające się w elektrowniach i zaprzeczają wszelkim niezależnie stwierdzonym skażeniom. Taką postawę przyjęli, gdy w pobliżu La Hague wyłowiono kraby promieniotwórcze, gdy w mchach Sekwany znaleziono kobalt, bo przeciekał zbiornik reaktora elektrowni w Nogent, gdy w winie produkowanym w pobliżu kompleksu nuklearnego Marcoule na południu Francji odkryto tryt i gdy mleko na półwyspie Cotentin zawierało cez.
Gdy dziennikarze "Le Parisien" znaleźli miejsce nielegalnego składowania odpadów (pozostawione bez żadnego zabezpieczenia na wolnym powietrzu), odpowiedzialna za to dyrekcja Komisariatu Energii Atomowej twierdziła, że to wysypisko dawno odkażono, a jego radioaktywność jest o połowę mniejsza od naturalnej w tym regionie. Redakcja gazety wykazała się jednak przezornością, wysyłając próbki do laboratorium uniwersytetu w Bremie. Wynik badania wywołał szok. "To, co przysłaliście, pochodzi z serca reaktora nuklearnego - w próbce jest promieniotwórczy cez, bar, kobalt, uran, pluton. Promieniowanie jest tak duże, że musieliśmy odkazić laboratorium".
Nikt na świecie nie wie, co robić z odpadami, których radioaktywności w żaden sposób nie można zmniejszyć. Do 1983 r. znaczną ich część wrzucano do oceanów. Tę praktykę ograniczono dzięki konwencji londyńskiej, obawiając się skażenia wód morskich. Proponowano też wysyłanie najgorszych odpadów w kosmos. Można sobie jednak wyobrazić, co stałoby się, gdyby rakieta z takim ładunkiem eksplodowała przy starcie. W praktyce niewiele się zmieniło od roku 1978, gdy szwedzki fizyk prof. Hans Alfven, laureat Nagrody Nobla, ostrzegał: "Reaktor rozszczepiający atomy produkuje zarazem energię i odpady promieniotwórcze. My chcemy korzystać z energii, a odpady zostawić dzieciom i wnukom, żeby sobie same z nimi poradziły".
We Francji jest wyjątkowo dużo odpadów promieniotwórczych. Wynika to ze specyfiki tamtejszego programu atomowego. Budowa elektrowni jądrowych miała uniezależnić to państwo od gwałtownie rosnących cen arabskiej ropy. Francuzi obawiali się również, że w krótkim czasie może zabraknąć uranu, który zasila reaktory. Opracowali więc technologię odzyskiwania uranu z już raz wypalonego paliwa, by go powtórnie wykorzystywać. Zbudowali wielkie fabryki, m.in. w La Hague nad kanałem La Manche. Zużyte paliwo przysyłają do La
Hague także Japończycy i Niemcy. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że w trakcie jego przerabiania i ponownego spalania powstaje jeszcze więcej odpadów promieniotwórczych niż podczas klasycznego rozszczepiania uranu. Jak wiadomo, w reaktorze atomy uranu bombardowane neutronami rozpadają się, uwalniając ogromną ilość energii, która zamieniana jest na energię elektryczną. W trakcie "bombardowania" z części uranu tworzą się pierwiastki radioaktywne, takie jak cez, jod, krypton, stront i pluton. Pozyskanie plutonu było również jednym z celów odzyskiwania paliwa z reaktorów; przemysł militarny potrzebował go do produkcji bomb. Ale teraz plutonu jest tak wiele, że nie wiadomo, co z nim robić.
Pluton naturalnego pochodzenia niemal nie występuje na Ziemi. Sądzi się, że jest go nie więcej niż gram. We Francji, w której produkuje się wiele ton tego pierwiastka rocznie, pod koniec 1996 r. znajdowało się 65 t plutonu, czyli więcej niż w Stanach Zjednoczonych lub Rosji. "Francuski program atomowy dławi się własnymi odpadami" - pisze Michele Rivasi, od niedawna członek komisji parlamentarnej ds. odpadów jądrowych, w książce "Ce nucleaire qu?on nous cache". Rosnące składy plutonu stanowią także niebezpieczeństwo innego rodzaju - z 20 kg tego promieniotwórczego pierwiastka można domowym sposobem zrobić bombę, która zniszczy centrum dużego miasta, a zorganizowanych grup terrorystycznych na świecie nie brakuje. W dodatku francuskie elektrownie jądrowe zaczynają się starzeć. Za 10-20 lat trzeba je będzie czymś zastąpić. Koszt rozmontowania tylko jednej takiej "świątyni techniki XX w." może wynieść 40 mld franków. A co robić z rozebranymi na części elektrowniami? Amerykanie na tzw. clean-up, czyli operację oczyszczania środowiska rozpoczętą dziesięć lat temu, przeznaczyli ponad 6 mld USD. Na pustyni w Nowym Meksyku na głębokości 650 m wybudowali sarkofag, w którym pomieszczą w pokładach soli 80 tys. pojemników z odpadami radioaktywnymi. W Europie niewiele jest pustyń, a składowiska odpadów promieniotwórczych rosną każdego dnia. 
Więcej możesz przeczytać w 6/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1