Republika narciarska

Republika narciarska

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Nazywam się Maier, Hermann Maier.Witam w raju"
- przedstawia się niczym James Bond dwukrotny mistrz olimpijski z igrzysk w Nagano we wstępie do kieszonkowego atlasu narciarskiego. Atlas wydały - specjalnie dla polskich turystów - władze Salzburgerlandu. Ponad 30 proc. Polaków odwiedzających zimą Austrię wybiera właśnie ten kraj związkowy, a co trzeci z nich wypoczywa w Europejskim Regionie Sportowym - "polskim zagłębiu narciarskim".

Oferty z miejscowości Kaprun i Zell am See zdominowały tegoroczną zimową ofertę turystyczną. Austriacy reklamują się na 350 billboardach w największych polskich miastach, zatrudniają polskich instruktorów, specjalne samoloty czarterowe przewożą gości z Warszawy do Salzburga w niewiele ponad godzinę, a podczas ferii w biurze informacji turystycznej w Zell am See pracują mówiący po polsku tłumacze. Początek polskich zimowych wakacji widać nawet w oknach wystawowych austriackich sklepów i restauracji, w których zaczynają się pojawiać plansze: "Tu mówimy po polsku".
W Polsce od miliona do dwóch milionów osób przynajmniej raz w roku zakłada narty lub uprawia snowboard. Polacy co roku kupują 50 tys. par nowych desek i przywożą za granicy ok. 100 tys. używanych nart. Każdej zimy polscy narciarze zostawiają w górach Europy kilkadziesiąt milionów dolarów. Od 1989 r. liczba noclegów wykupionych przez polskich turystów w górach Austrii wzrosła czterokrotnie. Niemal stutysięczna grupa polskich narciarzy, którzy zdobywają w tym sezonie kurorty tego kraju, nie jest jednak obecna wszędzie - jak goście z Niemiec czy Holandii (w Austrii jest 800 miejscowości wypoczynkowych). Polacy mają upatrzone, sprawdzone miejsca, do których się przyzwyczajają i w których czują się jak u siebie.
W ubiegłym sezonie rodzimi turyści wykupili w Salzburgerlandzie ponad 200 tys. noclegów, a w samym Europejskim Regionie Sportowym - ok. 77 tys. (w tym roku liczba ta ma wzrosnąć o 25 proc). Okazuje się, że parę austriackich wiosek narciarskich przyjmuje prawie tyle samo turystów z Polski, ile całe Alpy francuskie - największe i najwyższe. W rankingu gości regionu Kaprun - Zell am See polscy narciarze zajmują wysokie czwarte miejsce, ustępując jedynie Niemcom, Holendrom i Austriakom. Podczas gdy Zakopane rywalizuje ze Szczyrkiem o miano polskiej stolicy sportów zimowych, turyści uciekają za granicę, wybierając tereny wokół lodowca Kitzsteinhorn - miejsce co prawda bez ambicji olimpijskich, ale za to także bez korków, smogu i stoków ogrodzonych płotami.
Choć region Kaprun - Zell am See nie jest ani najlepszym, ani najbardziej znanym terenem turystycznym Austrii, nie figuruje na czołowych pozycjach specjalistycznych rankingów i nie znalazł się wśród dwudziestu najlepszych obszarów narciarskich w Alpach, wytypowanych w teście przeprowadzonym przez niemiecki tygodnik "Focus", stał się mekką polskich narciarzy wyruszających za granicę. - Co trzeci turysta odwiedzający Alpy trafia właśnie w to miejsce, wielu powraca tam co rok, niektórzy zawierają trwałe przyjaźnie z właścicielami pensjonatów - mówi przedstawiciel biura Neckermann. - Choć ten region od dawna nie jest już nowością, nadal bije rekordy popularności. Na ulicach Zell am See tak często słyszy się zimą język polski, że wystarczy zamknąć oczy, by poczuć się jak na Krupówkach - śmieją się w warszawskiej Triadzie.
- Łatwy dojazd, gwarancja śniegu (najbardziej wytrwali amatorzy nawet latem wjeżdżają wyciągami na wysokość 3 tys. metrów), blisko położony i dobrze zagospodarowany lodowiec, urozmaicone trasy i widoki na najwyższe szczyty Austrii - to główne atuty tej okolicy. Europejski Region Sportowy przyczynił się znacznie do narciarskiej edukacji polskich turystów, większość osób zdecydowanych wyruszyć za granicę przeważnie najpierw trafia tutaj. Nawet jeśli w następnych latach jadą dalej w głąb Austrii, ich miejsce zajmują kolejni narciarze, znudzeni stokami Tatr czy Beskidów - przekonuje Robert Stępień z Austriackiego Ośrodka Informacji Turystycznej.


Teraz Alpy
Polscy narciarze docierają już do najdalszych zakątków Alp, w których spotkać można gwiazdy filmu i koronowane głowy (St. Moritz, Gstaad i Davos w Szwajcarii) lub zawodników uczestniczących w zawodach narciarskiego pucharu świata (Kitzbühel w Austrii lub Tignes czy Val d?Isére we Francji). Do najdalej położonych Alp francuskich trafi w tym sezonie ok. 15 tys. Polaków. Głównie do słynnych Trzech Dolin, uchodzących za największy narciarski region świata (Val Thorens, Meribel, Courchevel). Val Thorens proponuje urlop w najwyżej położonej stacji narciarskiej, region L?Alpe d?Huez obiecuje śnieg i słoneczną pogodę. Niezłą markę ma też Les 2 Alpes z największym lodowcem w Europie. Narciarze z Polski trafiają do Portes du Soleil (650 km tras po obu stronach granicy francusko-szwajcarskiej) - z tradycyjną wsią alpejską Châtel lub gigantyczną fabryką turystyczną Avoriaz. Wielu wczasowiczów udaje się także do Włoch, gdzie zastają doskonale przygotowane trasy i system wyciągów pozwalający na podróżowanie po górach bez odpinania nart. Jedną z najpopularniejszych i najchętniej odwiedzanych miejscowości Alp włoskich jest Bormio. Polacy bywają w Val di Sole, Val di Fiemme, Val di Fassa, Passo Tonale i słynnej Cortinie d?Ampezzo w Dolomitach. Niewielu rodaków wybiera na razie droższe i bardziej odległe stacje w Andorze, hiszpańskich Pirenejach lub w Stanach Zjednoczonych. W rankingu dziesięciu najlepszych na świecie stacji narciarskich niemieckiego tygodnika "Focus" znalazło się siedem miejscowości z Europy, dwie z USA i jedna z Kanady. Zwyciężył kurort St. Moritz w Szwajcarii, drugie miejsce zajęła francuska stacja Courchevel, trzecią lokatę przyznano regionowi Aspen w USA. Dalej sklasyfikowano Val d?Isére (Francja), Whistler (Kanada), Arlberg (Austria), Vail (USA), Gstaad (Szwajcaria), Ischgl (Austria) i Cortinę d?Ampezzo (Włochy).

- Choć Polacy coraz częściej wyruszają już do Tyrolu, Karyntii czy Vor- arlbergu, żaden teren narciarski Alp nie będzie w stanie w przyszłości powtórzyć ogromnego sukcesu Kaprun i Zell am See - uważają organizatorzy turystyki. Obecność wielu narciarzy z Polski wokół lodowca Kitzsteinhorn związana jest z intensywną promocją tego regionu, wzrostem liczby zagranicznych wyjazdów turystycznych, dobrą pozycją złotówki w stosunku do szylinga oraz szybkim, wygodnym i stosunkowo niedrogim dojazdem (z Warszawy 1100 km).
- Kilka lat temu Austriacy prawdopodobnie nie spodziewali się, że turyści z nizinnego kraju, który na światowej mapie sportów zimowych praktycznie nie istnieje, okażą się tak dobrymi klientami - mówi Witold Bartoszewicz z Instytutu Turystyki. - Żyjący z zimowej turystyki Austriacy szanują Polaków szczególnie, gdyż narciarz jest zazwyczaj lepiej sytuowanym turystą, wyjeżdża na wakacje co najmniej dwa razy w roku i wydaje więcej pieniędzy niż urlopowicz ograniczający się do dwóch tygodni nad morzem w lipcu.
W Salzburgerlandzie co roku nocuje 2 mln turystów. W całym regionie jest 1700 km przygotowanych nartostrad i 2200 km tras dla narciarzy biegowych. Oprócz Kaprun - Zell am See wśród kilkunastu centrów zimowych zdecydowanie wyróżnia się Salzburski Świat Sportu Amadé, Saalbach-Hinterglemm oraz Doliny Gasteinertal-Grossarltal.
W ulubionym przez Polaków Europa Sport Region Austriacy przygotowali 130 km tras zjazdowych, 250 km szlaków dla amatorów biegówek, 140 odśnieżonych ścieżek dla spacerowiczów, dwie kolejki naziemne, pięć kolei linowych, 14 wyciągów krzesełkowych, 35 orczyków. Łyżwiarze korzystają z przeważnie zamarzniętego zimą dużego jeziora Zeller, dzieci mają specjalne przedszkola na śniegu i bezpieczne wyciągi do nauki jazdy na nartach. Saneczkarze korzystają z oświetlonego toru, a snowboardziści mają swój funpark na lodowcu Kitzsteinhorn. Rekordy popularności wśród polskich narciarzy bije Zell am See (więcej gości przyjeżdża tylko do Wiednia). Spośród miejscowości Europejskiego Regionu Sportowego Polacy chętnie nocują też w Kaprun, Pisendorf, Niedernsill i w Bruck.
Czteroosobowa rodzina, której wszyscy członkowie chcą przez tydzień korzystać z atrakcji u podnóża Kitzsteinhorn, musi być przygotowana na wydanie ok. 3,8 tys. zł (nie licząc wyżywienia i dojazdu). Za taką kwotę można wynająć czteroosobowy apartament, kupić cztery karnety na wszystkie wyciągi regionu i opłacić sprzątanie kończące pobyt (ok. 120 zł). W niedalekim Mais- hofen - mieście rowerzystów - biura podróży oferowały miejsca w pensjonatach za 1,4 tys. zł (tydzień, noclegi ze śniadaniem). W Kaprun można znaleźć nocleg w dwuosobowym pokoju za 1,1 tys. zł (tydzień, dwa posiłki dziennie). Prawie zawsze dzieci do sześciu lat śpią za darmo, a te, które nie przekroczyły dwunastu lat, płacą połowę. Amatorzy trzy- lub czterogwiazdkowych hoteli w Zell am See wydają zazwyczaj 1,5-1,9 tys. zł za tygodniowy pobyt z dwoma posiłkami dziennie. Bungalow w Kaprun (80 m kw.), bez problemu mieszczący sześć osób, oferowano w tym sezonie za 3,8 tys. zł.
Klienci pięciu polskich biur podróży mogli dolecieć w Alpy samolotem. Drugi sezon działa czarterowe połączenie między Warszawą a Salzburgiem. Mniej więcej trzy godziny po odprawie celnej na Okęciu można już przypiąć narty, ale cena biletu podraża koszt urlop o 800-900 zł (firmy gwarantują przejazd autokarem z lotniska w Salzburgu do wybranej miejscowości). Polskie przedstawicielstwa zachodnich koncernów turystycznych sprzedawały w tym sezonie pakiety o wartości około tysiąca marek, obejmujące przelot, nocleg w hotelu średniej klasy i wyżywienie. Najtańsze miejsca w apartamentach kosztowały 250 DM.
Prawie każde szanujące się biuro podróży ma w swoim katalogu ofertę z Kaprun lub Zell am See, jednak - we- dług szacunków Austriaków - zaledwie 20 proc. gości przyjeżdżających z Polski korzysta z pośrednictwa firm. Trudno się dziwić, skoro wystarczy jeden telefon do miejscowego biura informacji turystycznej, by zarezerwować nocleg w wybranym terminie i miejscu.
Narciarskich globtroterów - zainteresowanych zwiedzaniem całego Salzburgerlandu, a nie tylko doskonaleniem techniki na kilku wybranych nartostradach - kuszą specjalne karnety SkiJoker, które upoważniają do korzystania z 27 pobliskich terenów narciarskich. Taki skipass na dziesięć dni kosztuje 868 zł. Polscy turyści zamawiają też Skiburgera, czyli pakiet zawierający panoramiczny atlas narciarski, bony na kartę telefoniczną i wizytę w kopali soli oraz oferty z najważniejszych terenów turystycznych Salzburgerlandu. Uważni narciarze znajdują tu kilka cenowych hitów, na przykład tygodniowy pobyt w pensjonacie w Lofer wraz ze śniadaniami oraz sześciodniowym karnetem narciarskim za 850 zł; oferty dla dzieci do 15 lat, które mieszkając z rodzicami, otrzymują nocleg i karnet narciarski za darmo. Można także wybrać "tydzień dla zdrowia" za 2,2 tys. zł, obejmujący pobyt w trzygwiazdkowym hotelu, dwa posiłki dziennie, wstęp do sauny i siłowni, sześciodniowy karnet narciarski, wypożyczenie sprzętu i sześciodniowy kurs z instruktorem. Wszystko w miejscowości Leogang w regionie Saalbach-Hinterglemm, znanym z bardzo urozmaiconych tras. Polscy narciarze najszybciej rozchwytują jednak propozycje z Zell am See. Siedmiodniowy pobyt w dwugwiazdkowym hotelu, dwa posiłki, skipass, wstęp na kryty basen i lodowisko oraz testowanie nowoczesnych nart karwingowych - taki pakiet kosztuje przez całą zimę 1,7 tys. zł.
Mimo że Europejski Region Sportowy ma w Polsce tysiące miłośników, pojawiają się też opinie krytyczne. Narciarze podzielili się na tych, którzy wciąż pozostają wierni temu miejscu, i tych, którzy nie chcą już o nim słyszeć, wspominając tłumy Polaków na uliczkach i w miejscowych dyskotekach. Nikt jednak nie kwestionuje faktu, że zarówno Kaprun, jak i Zell am See wprowadzają Polaków do narciarskiej Europy.
Więcej możesz przeczytać w 6/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0