Indeksacja

Indeksacja

Struktura płac odzwierciedla siłę przebiciazałóg przedsiębiorstw, a nie ich rzeczywiste osiągnięcia i rachunek ekonomiczny
W II Rzeczypospolitej, przed drugą wojną światową, żyło się skromnie. Gdy w USA w latach 30. jeździło już 25-30 mln samochodów i jeden pojazd przypadał na 4-5 mieszkańców, w Polsce było 40 tys. aut, a jeden pojazd przypadał na 800 mieszkańców. Protestów z tytułu tej dysproporcji nie było. Nie protestowano też przeciw temu, że profesor uniwersytetu czy generał zarabiał tysiąc złotych, a wykwalifikowany robotnik czy nauczyciel - zaledwie 150-250 zł.

Mniej lub bardziej niesprawiedliwych dysproporcji było wiele, ale nikomu nie przychodziło jeszcze do głowy operowanie pojęciem średniej płacy jako odskocznią do eskalacji żądań płacowych poszczególnych grup zawodowych na podstawie takich współczynników, jak 2,3 czy 5 średnich płac. To prawda, że wysokie bezrobocie zmuszało do zadowalania się niskimi płacami, ale przecież i obecna stopa bezrobocia w Polsce nie jest niska. Protesty i strajki zatrudnionych w służbie publicznej, słabo przed wojną opłacanych nauczycieli, kolejarzy czy personelu szpitalnego były w praktyce nie do pomyślenia. Ludzie mieli zdecydowanie większą niż dzisiaj świadomość obiektywnych uwarunkowań swej sytuacji materialnej, płacowo-dochodowej.
Dziś mamy natomiast prawdziwy związkowy socjalizm i związane z nim stosunki. Pojęcie średniej płacy i indeksacji jako sposobu zapewnienia pożądanego poziomu płac realnych i właściwych (?) proporcji między zarobkami różnych grup zawodowych zrobiło karierę pod koniec epoki Gierka i to przede wszystkim w Polsce. Początkowo mało kto zdawał sobie sprawę ze skutków indeksacji dla gospodarki. Szybko okazało się jednak, że nikt nie godzi się na płacę niższą od średniej krajowej, że indeksacja uruchamia reakcje łańcuchowe w zakresie żądań płacowych i przyspiesza procesy inflacyjne. Że indeksacja, gwarantując określone z góry relacje, odrywa płace od wydajności i od wyników gospodarczych. Struktura płac zaczęła odzwierciedlać siłę przebicia załóg przedsiębiorstw, a nie ich rzeczywiste osiągnięcia i rachunek ekonomiczny.
Przełom ustrojowy roku 1989 nie poprawił sytuacji pod tym względem. Na walkę o relacje płacowe nałożyła się dodatkowo uchwalona przy "okrągłym stole" ogólna stopa indeksacji płac, przewidująca płacową rekompensatę 80 proc. wzrostu poziomu cen - w praktyce niezależnie od wyników gospodarczych. Dzięki kumulacji efektów mnożnikowych tego współczynnika przeżyliśmy pamiętną hiperinflację, która ostatecznie obaliła pseudosocjalistyczny ustrój gospodarczy. Dlatego też do zestawu zabiegów, które trzeba było zastosować 1 stycznia 1990 r. w celu zahamowania degrengolady, należało obniżenie współczynnika rekompensaty płacowej wzrostu cen z 80 proc. na 30 proc., a nieco później nawet na 20 proc. Było oczywiste, że takie posunięcie nie mogło przysporzyć przyjaciół rządowi Tadeusza Mazowieckiego, a zwłaszcza Leszkowi Balcerowiczowi.
Tak więc przełom roku 1989 nie poprawił klimatu w sferze płac. Siła zwycięskich związków zawodowych hamuje prywatyzację ciągle potężnego sektora państwowego, a jednocześnie wymusza kontynuację makroekonomicznej, państwowej polityki płac, poddającej się rozmaitym naciskom. Samobójczym wypada nazwać udział państwa w tzw. komisji trójstronnej. Fiasko jej działalności oglądamy codziennie.
Chyba czas najwyższy wyciągnąć wnioski z klęski tej polityki. Trzeba radykalnie przyspieszyć prywatyzację i "autonomizację" jeszcze państwowych zakładów, by umożliwić wycofanie się państwa z jakichkolwiek rokowań płacowych. Państwo nie może być stroną w tych rokowaniach. Szczególnie ważne jest odejście od gwarancji płacowych w sektorze nierynkowym, odmawiającym podporządkowania się normalnym regułom gospodarowania i finansowania. Z drugiej strony, należy opracować i twardo stosować taryfikatory wynagrodzeń za płacę w służbie publicznej, aby uniemożliwić przyznawanie sobie przez różne gremia samorządowe płac wyższych od płacy premiera. Obawiam się jednak, że w Polsce jeszcze długo nie trzeba będzie się przejmować opinią publiczną, a można będzie nadal skutecznie forsować partykularne interesy, zarówno grupowe, jak i indywidualne.
Okładka tygodnika WPROST: 7/1999
Więcej możesz przeczytać w 7/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0