Zakładnicy SZATANA

Zakładnicy SZATANA

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kongregacja Kultu Bożego ogłosiła nowy rytuał egzorcyzmowania
Zjawisko opętania i egzorcyzmów stało się niewątpliwie obce współczesności i sam diabeł - jak przyznają pisarze katoliccy - znalazł się w sferze mitu. Wbrew tej świadomości, wypędzenie szatana, egzorcyzmowanie (grec. eksorkodzo - zmuszać do przysięgi, zaklinać), dokonywane jest w stosunku do każdego katolika w sakramencie chrztu. Jak mówi katechizm: "Chrzest oznacza wyzwolenie od grzechu i od kusiciela, czyli diabła, dlatego wypowiada się nad kandydatem egzorcyzm". Czym innym jest jednak wypędzenie diabła z opętanego, co zdarza się bez porównania rzadziej. Egzorcyzmy w takich wypadkach zaleca prawo kanoniczne, wspomina o nich również katechizm Kościoła katolickiego. "Obok Belzebuba, który jest szatanem, jest jeszcze wielu innych diabłów, zamieszkujących ziemię i próbujących porwać ludzi z sobą do piekła. Diabeł nie jest kobietą ani mężczyzną. Mówi wszystkimi językami i potrafi zmusić ludzi, których opętał, aby czynili rzeczy, których nie chcą" - to wypowiedź z 1991 r. wybitnego egzorcysty, arcybiskupa Emanuela Milingo z Rzymu. Oficjalnie na temat realnej obecności diabła i jego niecnej działalności wypowiadali się papieże Paweł VI i Jan Paweł II. Łatwo znaleźć do niej odniesienia w Nowym Testamencie. W Dziejach Apostolskich czytamy, że Jezus uzdrawiał "wszystkich opętanych przez diabła" (10, 38). O mocy egzorcyzmowania danej apostołom przez Jezusa powiadają ewangelie św. Mateusza (10, 8), św. Marka (3, 15) i św. Łukasza (9, 1). 26 stycznia tego roku Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów ogłosiła nowy rytuał egzorcyzmowania. Dotychczas wypędzanie szatana odbywało się za pomocą "Rituale Romanorum", pochodzącego z 1614 r. Ten z kolei zapoczątkowany został w III-IV w., a rozwinięty w VIII w., kiedy opracowywany był przez Alcuina (zm. 804 r.). W egzorcyzmach z X w. znajdowały się dodatkowe zalecenia wobec opętanego, na przykład powstrzymywanie się przez piętnaście dni od stosunku, przez cały rok od jedzenia chleba, mięsa i piwa przygotowanych w niedzielę, a nawet unikanie gorących potraw i napojów "po kres swoich dni".

W pierwotnym chrześcijaństwie prawo do egzorcyzmowania mieli wszyscy wierni, ale w 416 r. papież Innocenty zdecydował, że egzorcyzmy nie mogą być odprawiane przez kapłanów bez licencji udzielonej przez biskupa - i tak też dzieje się do dzisiaj. Obecność "lokatora" w człowieku rozpoznawano m.in. po mówieniu obcymi językami czy przejawianiu nadludzkiej siły. Opisy przejawów obecności szatana właściwie są dziś takie same jak przed wiekami. Ksiądz Benedykt Chmielowski (1700-1763) wskazywał na 24 znaki obecności diabła w człowieku, na przykład: "jeśli mówi językiem cudzoziemskim nienauczony", "jeśli na czytanie nad nimi egzorcyzmu strachają się kapłana i ręki jego", "od niektórych wychodzi zimny wiatr", "przechodzenie od głowy do nóg, od nóg do głowy jakiegoś wiatru". Jak doszło do utraty wiary w obecność diabła i jego mocy opanowywania ludzkich ciał? Przecież również znaczna część księży wysyła ludzi z tego rodzaju problemami do psychiatry, a liczba egzorcystów jest znikoma. Najpierw należy zauważyć, że przedoświeceniowe praktyki egzorcyzmów powiązane były z wierzeniami jeszcze przedchrześcijańskimi. Wypędzanie zła z opętanego znaleźć można już u starożytnych ludów Asyrii, Babilonii i Egiptu, również w pogańskich wyobrażeniach Słowian. Jak opowiada Alfonso di Nola, w XVII w. w celu ochrony przed atakami diabłów zalecano noszenie przy sobie poświęconych gałązek cebuli morskiej, kartki z formułą błogosławieństwa czy wąchanie ruty. Sporządzono specjalne kadzidło służące do odpędzania diabła. W obecności opętanego rysowano wizerunek demona, podpisywano go i palono. Sprzeciw wobec tego rodzaju praktyk narodził się w Europie wraz z powstaniem w XVII w. kartezjańskiego racjonalizmu, a więc przekonania, że świat da się objaśnić rozumowo. Wkrótce Pierre Bayle zaprzeczył istnieniu cudów i zjawisk nadprzyrodzonych - Bóg przestał interweniować w stworzony przez siebie porządek, a więc nie mógł tu działać również diabeł. Zanegowano istnienie opętania, a więc i sens egzorcyzmów. Przede wszystkim oświecenie bezlitośnie je ośmieszyło. Giovanni G. Casanova opisywał wypędzenie złego ducha ze ślicznej Bettiny, do której wezwano pewnego kapucyna: "Zaledwie Bettina go ujrzała, wybuchnęła śmiechem i zaczęła wykrzykiwać najgorsze obelgi, co ucieszyło zebranych dookoła, jako że tylko diabeł mógł się odważyć na takie traktowanie kapucyna. Egzorcysta, zwymyślany od śmierdzących brudasów i głupców, zaczął okładać Bettinę krucyfiksem, twierdząc, że bije diabła, i zaprzestał dopiero, gdy we własnej obronie pochwyciła nocnik. Doktor Gozzi zarumienił się, lecz nie stropiony niczym kapucyn odczytał straszliwą formułę egzorcystyczną, po czym wezwał szatana, aby powiedział swe imię. - Nazywam się Bettina. - Nie, gdyż to jest imię ochrzczonej dziewczyny. - A więc myślisz, że diabeł musi mieć imię męskie? Wiedz, głupi kapucynie, że diabeł nie ma płci. Co mówiąc, Bettina wybuchła śmiechem tak zaraźliwym, że poszedłem za jej przykładem". Biskup Józef Olechowski w tym samym czasie zamiast egzorcyzmów nakazywał stosowanie wobec opętanych "doświadczonego lekarstwa, to jest sznurów od dzwonów, któremi smagając, najlepiej diabła się wypędza". Stanisław Wodzicki komentował skutki tego pomysłu: "W pół roku w całej diecezji krakowskiej czarodziejskim sposobem zniknęli opętani, a obrazy przedtem ciągle płaczące lub mieniące się płakać i mienić się przestały". Już przecież Krzysztof Opaliński (1609-1655) powątpiewał: "Małpie się robić nie chce i stąd ma diabła... Konopne egzorcyzmy dziwnie na to dobre". Pewien ksiądz oceniał, że kobieta mająca się za opętaną przez diabła cierpi na histerię, wynikającą z niezaspokojenia biologicznych potrzeb przez "słabego i delikatnego" męża. Z innej strony atakował Denis Diderot w "Zakonnicy", pokazując zaszczuwanie niewinnej dziewczyny przez złą przeoryszę fałszywym oskarżeniem o opętanie.

W środowisku lekarskim z opętaniem zaczęto się potykać znacznie wcześniej. Wprawdzie już w 1583 r. w dekretach synodu z Reims Kościół przyznawał, że niektóre zachowania nasuwające podejrzenie o opętanie przez złego ducha mogą być po prostu objawami chorób umysłowych, jednak to egzorcysta zawsze oceniał, czy należy wezwać lekarza. Jak napisał Etienne Trillat w "Historii histerii", medycy doby renesansu nie negowali opętania, stwierdzali tylko jego jednoczesność z "chorobami duszy". Melancholicy mieli cierpieć od "czarnych wyziewów", w których usadawiał się uwielbiający czerń szatan. Ta konstatacja pozwalała leczyć chorych bez popadania w sprzeczność z religią. Inaczej miała się sprawa z czarownicami, które poddawały się diabłu z własnej woli - tym odmawiano prawa do choroby i jedynym panaceum pozostawał stos. Jedynie Jean Wier (1515-1588) wyrażał pogląd, że kobiety oskarżane o czary były chore umysłowo, a szatan wykorzystywał ich osłabione umysły. Obrony czarownic w słynnym procesie w Loudun (1633-1634) podjęli się dwaj lekarze - Duncan i Quillet. Inny lekarz, Pierre Yvelin, sądził w 1634 r., że opętanie to tylko skutek zaburzeń cielesnych i psychicznych. Jego wyjaśnienia były jednak jeszcze bardzo naiwne - oto wyziewy powstałe na skutek rozkładu organów wewnętrznych unoszą się do mózgu, gdzie pobudzają duchy zwierzęce. Broniąc opętanych zakonnic w Louviers, ocenił, że w wypadku siedemnastu z nich powodem dzikich zachowań jest psychoza i - jak to poczciwie określił w 1862 r. Jules Michelet - "niewyżyta kobiecość". Na koniec w 1935 r. wybitny polski historyk medycyny Władysław Szumowski, nie mając już cienia wątpliwości co do chorobowego charakteru opętania, podsumowywał: "Problem czarownic z postępem nauki i oświaty staje się coraz mniej jaskrawy, w epoce oświecenia traci znaczenie, blednie, aż nareszcie staje się śmieszny".


Balducci ocenia, że spośród tysiąca osób zgłaszających się do egzorcystów pięć, sześć jest prawdziwie opętanych

Jak zauważył Michel Foucault w "Historii szaleństwa", oświecenie kwestii obłędu bynajmniej nie rozwiązało. Klasyfikowany był jeszcze długo nie wedle kryteriów naukowych, lecz według poczucia odmienności. To, co było obce w zachowaniu, przestało już jednak uchodzić za natchnione przez Boga albo diabelskie, a zaczęło być postrzegane jako chore - do domów wariatów zamykano więc nie tylko opętanych, ale też homoseksualistów, ateistów, hazardzistów, mężczyzn i kobiety o nazbyt rozbudzonym temperamencie. Historia opętania przed XVIII stuleciem uświadamia znaczenie nowoczesnego prawa. Człowiek, któremu zarzucano, że działa pod dyktando diabła, mógł być mianowicie oskarżony przed sądem o wyrządzanie szkody innym ludziom przez mordowanie ich nowo narodzonych dzieci, wywoływanie chorób, niszczenie plonów, odbieranie krowom mleka. Nędza ówczesnego prawa pozwalała na wymuszanie na nim zeznań za pomocą tortur. Podczas męczarni uzyskiwano odeń nazwiska innych opętanych - w ten sposób dochodziło do procesów masowych. Przed sądem stawiano również dzieci, które denuncjowały rodziców, kolegów i koleżanki. Po procesach palono na stosie, często grupami, dwu- i czterolatki, a zdarzały się nawet sześciomiesięczne niemowlęta. Hartwig Weber poświęcił osobną monografię procesom dzieci oskarżonych o opętanie przez diabła i o czary. Kościół zawinił tu nie bardziej od innych - katolicką Polskę słabiej dotknęła wielka fala procesów, która objęła w większym zakresie protestancki Śląsk. Oskarżycielami też były częściej od pastorów i księży sądy świeckie. O czary oskarżano zwykle mieszkające na skraju wioski starsze kobiety, zajmujące się zielarstwem, leczeniem, akuszerią, a czasem i ludową magią - taki był też znany z ikonografii stereotyp czarownicy. Mechanizm, który w innych czasach czynił za wszelkie nieszczęścia odpowiedzialnymi Żydów, wówczas wskazywał na diabła. Jak zresztą dowodzi Joshua Trachtenberg w rozprawie "Diabeł i Żydzi", również nowoczesny antysemityzm wywodzi się ze średniowiecznego mitu, wedle którego Żydzi są nacją opętaną przez szatana, nakazującego im zniszczenie chrześcijaństwa.

Dopiero nowoczesne oświeceniowe prawodawstwo wyeliminowało tortury jako sposób wymuszania zeznań i pozbyło się szatana jako sprawcy przestępstwa. Opętanie nie tylko zamieniło się w chorobę, ale zniknęło również z prawa karnego. Ten przełom zawdzięczamy wszakże nie rewolucji francuskiej, lecz XVIII-wiecznym oświeconym monarchom - Bourbonom, Habsburgom, Hohenzollernom, zaś u nas królowi Stanisławowi Augustowi. Opętania pozbyto się bowiem w imię wiary oczyszczonej z przesądu, a moralność chrześcijańska tworzyła podwaliny nowoczesnego prawa karnego. Po XVIII stuleciu również Kościół wziął egzorcyzmy pod lupę i podjął starania oddzielenia opętania od choroby. Instrukcja dla egzorcysty zaleca: "Nie wolno mu zbyt łatwo uwierzyć, że ktoś jest opętany przez złego ducha. Musi dokładnie zapoznać się z oznakami, które pozwalają odróżnić osobę opętaną od osób cierpiących na fizyczne dolegliwości". Biskup Balducci ocenia, że spośród tysiąca osób zgłaszających się do egzorcystów pięć, sześć jest prawdziwie opętanych.

Więcej możesz przeczytać w 7/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0