Nauka savoir-vivre

Nauka savoir-vivre

Jak uniknąć popełnienia towarzyskiej gafy?
Tegoroczny karnawał pokazał, że wraca moda na olbrzymie klosze sukni balowych, męskie fraki, muszki i laseczki. Nastąpił również renesans manier prawie arystokratycznych. Nie znając zasad towarzyskiego bon tonu, nie tylko w czasie karnawałowych balów i przyjęć łatwo popełnić gafę, która może nawet zniszczyć karierę. - Wśród elit nowobogackich modna jest znajomość reguł dworskiego savoir-vivre?u i popisywanie się nią na przyjęciach. Uważny obserwator z łatwością jednak dostrzeże, kto wyuczył się kindersztuby, a kto wyniósł ją z domu. Ktoś, kto jest grzeczny i szarmancki na balu, a w domu nie szanuje żony lub sąsiadów, jest sztuczny i śmieszny - mówi prof. Jacek Leoński, socjolog z Uniwersytetu Szczecińskiego. - Dlatego na przyjęciach wszyscy przypominają nadęte balony. Każdy boi się popełnić gafę, która skompromituje go w towarzystwie - dodaje Ireneusz Krzemiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Coraz łatwiej popełnić dziś faux pas. Większość z nas przez lata nie miała okazji jedzenia małżów i karczochów, niewielu zapraszano na garden-party do ambasady. Zdarza się, że na szwedzki stół rzucamy się jak po tygodniowym poście i na talerze nakładamy piramidy jedzenia, zapominając, że szynka nie znosi obecności ryby w galarecie, a wielowarzywna sałatka towarzystwa ciasteczek z kremem. Obcokrajowcy dziwią się, że Polacy już po kilku minutach spotkania w międzynarodowym gronie zaczynają rozmawiać z sobą po polsku. Nie przeszkadza im to jednak szybko zmniejszać dystans wobec gościa z zagranicy: po kilku słowach już przyjacielsko klepią go po plecach lub na początku rozmowy wciskają swoją wizytówkę. Podczas koktajlu w rękach trzymają talerzyk, kieliszek (powinno się go trzymać zawsze w lewej ręce, by podczas witania się nie podawać zimnej i wilgotnej dłoni), notatki i telefon komórkowy. A w środku służbowego przyjęcia niejeden potrafi z fantazją ściągnąć marynarkę i porwać siedzącą obok panią do tańca. Albo wznosić toasty wódką.
- Takie braki w dobrym wychowaniu dyskwalifikują dziś nie tylko w towarzystwie. Ważnym elementem profesjonalizmu menedżera jest na przykład rozumienie i odróżnianie kanonów kulturowych. Nietaktem jest posadzenie japońskiej delegacji przy okrągłym stole: w tym kraju ważność miejsc jest odbiciem mocno respektowanej hierarchii zawodowej - mówi Leszek Korporowicz, socjolog kultury z Uniwersytetu Warszawskiego. Nie wystarczy, że dyrektor lub menedżer wie, jak posługiwać się nożem do ryby i jak trzymać widelczyk do homara. Nie może "kilku minut" przedłużać do kwadransa, bo to świadczy o kulturze osobistej. Ilustruje to również sytuacja, w której sekretarka w obecności gości przysiada na biurku szefa. Powinien też wiedzieć, że wychodząc na powitanie delegacji, która przyleciała awionetką, nie wypada zakładać garnituru. Goście bowiem prawdopodobnie poczują się niezręcznie, gdyż z powodu niezbyt komfortowych warunków lotu sami będą ubrani sportowo.
Wyjątkowo spektakularne wpadki, o których długo opowiada się na salonach, zdarzają się naszym dyplomatom. - Na początku lat 90. Polaków szkolonych w dobrej dyplomatycznej "szkole moskiewskiej" zastąpili amatorzy. Na całym świecie mnożyły się skandale. Gdy nominację na konsula dostawał człowiek nie znający języka, udawało się to jeszcze naprawić. Gorzej było, jeśli na przykład bił żonę lub był alkoholikiem - mówi Piotr Dzieduszycki, były wiceszef protokołu dyplomatycznego.
- Do niedawna nasi dyplomaci uczestniczyli tylko w szkoleniu komputerowym i językowym. Dlatego do dziś popełniają karygodne błędy na swoich placówkach. Nie wiedzą, jak posługiwać się korespondencją dyplomatyczną, jak organizować przyjęcia. Trudno się temu dziwić, skoro Polacy wciąż mylą strój wieczorowy z balowym, nie znają zasad pierwszeństwa i starszeństwa - wylicza luki w kindersztubie prof. Jerzy Sułek, wieloletni dyplomata, wykładowca przedmiotów dyplomatycznych. Kilka lat temu w Meksyku polski dyplomata podczas przyjęcia rozbawiony wskoczył na stół, by pokazać zebranym, jak się tańczy krakowiaka. Jako anegdotę opowiada się przebieg pewnego przyjęcia dla korpusu dyplomatycznego, wydawanego na początku lat 90. przez naszego konsula w Australii. Miesiąc wcześniej został on ojcem, przywitał więc gości w t-shircie, spodenkach i z niemowlęciem na ręku. Natomiast ambasador w jednym z krajów europejskich w swojej rezydencji nie miał gdzie przyjąć gości, bo we wszystkich pokojach rozgościły się jego koty.
Jak uniknąć faux pas? Znawcy dworskiej etykiety radzą się zachowywać w nowych sytuacjach naturalnie, ale z dystansem i trochę nieśmiało. Wskazane jest raczej obserwowanie innych i rezygnacja z ambicji zostania gwiazdą wieczoru. - Nie ma powszechnie obowiązującej etykiety. O gafie można mówić w określonych środowiskach, w których obowiązują wyraźnie reguły. Zdarza się jednak, że nawet jeśli ktoś je naruszy, nie zawsze popełnia nietakt. Na świecie wzrasta tolerancja wobec innych zachowań - pociesza prof. Aldona Jawłowska z Zakładu Teorii Kultury PAN.


Na przyjęciach nakładamy na talerze piramidę jedzenia:obok wielowarzywnej sałatki leżą ciastka z kremem

W globalnej wiosce obowiązują zatem globalne obyczaje. Czy pielęgnowanie narodowych inności trąci więc zaściankiem? Jeszcze kilkanaście lat temu Polak słynął w świecie ze swojego szarmanckiego stosunku do kobiet. Goście z Zachodu odwiedzający Polskę w latach 70. i 80. byli zaskoczeni "arystokratyczną" etykietą na naszych ulicach. Bernarda Margueritte?a podczas pierwszej wizyty w Warszawie nie zaszokował polski brud ani pustki w sklepach, lecz robotnik, który na placu budowy całował w rękę panią dyrektor. - We Francji taki przejaw kurtuazji można zobaczyć w salonach, na pewno jednak nie pod gołym niebem ani tym bardziej na placu budowy - mówi korespondent francuskiego radia Europe 1.
Polski cmok-nonsens przetrwał nie tylko wojny i komunizm. Nieźle się trzyma także w epoce amerykanizacji obyczajów, kiedy silny i zdecydowany uścisk ręki jest wyrazem równouprawnienia płci i dowodem profesjonalizmu kobiety menedżera. Wśród płci pięknej szybko jednak rośnie grupa przeciwniczek tego obyczaju. Zwłaszcza że panowie wciąż zapominają, że nie całuje się w rękę pod gołym niebem ani podczas oficjalnych spotkań. Co gorsza, w towarzystwie potrafią się schylić do ręki tylko jednej pani, a pozostałym jedynie uścisnąć dłoń. - Całowanie w rękę powoli odchodzi w przeszłość. I nie ma czego żałować! Naruszało intymność i często było upokarzające - mówi prof. Jawłowska. Rycerskie obyczaje nadal jednak mają wielu zwolenników, którzy twierdzą, że męska szarmanckość wynika ze staropolskiej kultury. Wygląda na to, że seksizm długo nam jeszcze nie grozi, choćby dlatego, iż w grupie polskich yuppies otwieranie drzwi przed kobietą lub podanie jej płaszcza jest ciągle elementem obowiązującej etykiety, modnego konwenansu. - Może płynę pod prąd, ale moich studentów uczę eleganckiej uprzejmości w stosunku do kobiet. Lepsze miejsce przy stole będzie zajmować u mnie pani prezesowa, a nie pan prezes - przyznaje prof. Sułek.
Panie wzdychają z żalem, że prawdziwych dżentelmenów jest niewielu. Ich mężowie pomagają im wprawdzie zdejmować płaszcze, ale w biurze w obecności koleżanek opowiadają niestosowne dowcipy. Panowie z szacunkiem całują znajomą w rękę, lecz nic niestosownego nie widzą w rozmowie ze stojącą kobietą, podczas gdy sami siedzą w fotelu. Niewielu z nich gryzie się w język przed wulgarnymi komentarzami. - Dziewczyna często traktowana jest w brutalny sposób i - co dziwne - sama się na to godzi. Młodzi ludzie żywcem przejmują model zachowania z zachodnich filmów - wyznają zasadę, według której odnoszenie się do kobiety jak do kumpla lub partnera świadczy o tym, że są nowocześni, "zachodni". Na świecie relacje między płciami rzeczywiście zmieniają się, pewne wzorce są jednak chyba zbyt sztucznie przenoszone w polską rzeczywistość - zastanawia się prof. Leoński.


Króluje moda na luz, ręce w kieszeniach i niechlujny sposób siedzenia

Nowe "amerykańskie" obyczaje nie wyeliminowały cwaniactwa i chamstwa na ulicach. Obcokrajowcy częściej niż kiedyś narzekają na celowe wprowadzanie ich w błąd, gdy pytają o drogę. Uważają nas za agresywnych, niesympatycznych i niechlujnych. Plujemy na ulicach, jadąc samochodem ochlapujemy pieszych, z byle powodu wszczynamy awantury... - Drażni mnie w Polsce brak poczucia wspólnoty, wypaczenie idei demokracji i dziwne przekonanie, że to, co ja robię, nikomu nie przeszkadza i nikt nie ma prawa się do tego wtrącać - mówi Bernard Margueritte. Ambasador Pietkiewicz, znawca bon tonu, pisał o nie potwierdzonym przepisami obyczaju wsiadania do autobusu środkowymi drzwiami, a wysiadania przednimi i tylnymi. Dziś reguły tej przestrzegają wyłącznie zorganizowane gangi kieszonkowców. Nikt nie reaguje, gdy bezczelnie okradają nieświadomych niczego turystów. Zamiast starszemu człowiekowi miejsca ustępuje się pijanemu, by nie zataczał się na współpasażerów. W dobrym amerykańskim tonie jest jednak pod koniec rozmowy życzyć miłego dnia, a na pytanie "Co słychać?" opowiadać: "Świetnie!".
- Króluje moda na luz, ręce w kieszeniach i niechlujny sposób siedzenia. Dom nie ma dziś czasu na wpajanie dzieciom zasad kindersztuby. To telewizja rewolucyjnie kształtuje nowe wzorce. Stąd też pewna dezynwoltura języka żywcem przeniesiona w nasze realia z amerykańskich talk-showów - mówi prof. Jak Miodek. Dziwi się on młodym ludziom ze stacji radiowych, którzy do sześćdziesięcioletniej słuchaczki krzyczą: "Czołem! Co słychać?!", albo młodym aktorom, którzy prowadząc telewizyjny teleturniej, zwracają się do uczestniczącego w nim emeryta "Drogi Mieciu!". - W popularyzacji niewłaściwych zachowań celują zwłaszcza dziennikarze telewizyjni. Prowadzący jeden z najbardziej popularnych talk-showów drapią się w uchu, ciągną za włosy, wkładają rękę pod kołnierzyk koszuli lub podpierają brodę ręką i zasłaniają usta palcem, tak że nic nie można zrozumieć. Nie wspomnę już o przyjmowaniu postawy półleżącej, która jest wyrazem lekceważenia rozmówcy. Świadczy to nie tylko o braku profesjonalizmu, ale też o niewłaściwej kindersztubie - ubolewa Leszek Korporowicz. Za nonszalanckie i bezczelne uważa również nadużywanie telefonów komórkowych w kościołach, teatrach i na uniwersyteckich wykładach. - Ciągle wiele osób nie potrafi zrezygnować z afiszowania się "komórką". Żenujące jest też rozmawianie przez telefon w towarzystwie - mówi prof. Jacek Leoński.
Podawanie ręki przez stół, zwracanie się do podwładnych per "ty", gdy oni mówią do przełożonego "pan", ostentacyjne żucie gumy i robienie balonów, tytułomania - to tylko niektóre z braków w dobrym wychowaniu. Niejednemu z nas obca jest sztuka zwykłej uprzejmej pogawędki lub nawiązanie rozmowy w taki sposób, aby nie być uznanym za natręta. - Polacy nie potrafią mówić o swoich intencjach, nie wyrażają myśli wprost. Kombinują: nie jestem taki głupi, by wam zdradzać swoje zamiary. Na Zachodzie dyskutuje się o sensie własnych intencji, bo tylko szczere rozmowy prowadzą do konstruktywnych wniosków - mówi Ireneusz Krzemiński
Prof. Jerzy Sułek uważa, że Polacy ciągle mają kompleks cywilizacyjny: - Czasami rzeczywiście nie wiemy, jak spuścić wodę w nowoczesnej ubikacji, ale czy to znaczy, że mamy czuć się gorsi i każdemu się nisko kłaniać?

Joanna Kostyła
Rysował Jakub Wiejacki


Etykieta świata

Nawet w Wielkiej Brytanii nie wiadomo już, co jest w dobrym tonie. Określenie "gentleman" używane jest coraz częściej w kontekście ironicznym. Rzadko ustępuje się miejsca w autobusie lub metrze, natomiast chętnie akceptowane są maniery nowoczesne: kobieta może na przykład malować usta w restauracji. Niedopuszczalne towarzysko jest między innymi nieodprowadzenie partnerki po pierwszej randce do taksówki czy przyniesienie ciętych kwiatów dla gospodyni obiadowego przyjęcia (będzie musiała szukać wazonu). W dobrym tonie jest zaś przysyłanie kartek z podziękowaniami za miły wieczór, obiad czy przyjęcie.
W USA można ulec złudzeniu, że akceptowane są wszystkie formy zachowania. Nie ma zwyczaju krytykowania i narzucania innym swojego sposobu bycia. Za brak dobrego wychowania uważa się nieuprzejmość i lekceważący stosunek do drugiego człowieka. Bunt Amerykanek przeciwko formom napastowania seksualnego doprowadził do tego, że mężczyźni coraz rzadziej mówią im komplementy, nie ustępują miejsca i nie przepuszczają w drzwiach. Amerykanie mają kompleks europejskiej tradycji, obyczajów i dobrego wychowania. Bogate rodziny zatrudniają do opieki nad dziećmi przede wszystkim Europejczyków. W szkołach prywatnych obowiązuje żelazna dyscyplina, mundurki i szacunek do nauczyciela, a specjaliści od etykiety uczą dzieci starych dobrych zasad i manier.
Podręczniki etykiety przeżywają prawdziwy renesans także w Szwecji. Wraca (po słynnej reformie "tykania" w latach 70. ) zwyczaj zwracania się do obcych per "pan" i "pani". Do podstaw bon tonu należy dziękowanie za gościnę (listownie lub osobiście). Przy stole rygorystycznie przestrzegany jest rytuał toastów. Żelazną zasadą Szweda jest punktualność, przynoszenie kwiatów na wizyty. Oznaki złego wychowania to między innymi pchanie się w kolejkach, pytanie o wysokość zarobków, odkładanie serwetki obiadowej na stół, ściskanie i całowanie obcych ludzi. Na topie jest bycie wolnym i brak telefonu komórkowego.
We Francji jednym z największych nietaktów jest składanie wizyt bez uprzedzenia. Na drugi dzień wypada zadzwonić z podziękowaniami za miłe przyjęcie i zapewnieniem, że rozmowa była pasjonująca, a poczęstunek doskonały. Bardzo niegrzecznie jest telefonowanie do kogoś w porze posiłków, czyli między godziną dwunastą a czternastą oraz między dziewiętnastą a dwudziestą pierwszą. Przyjęte jest przysyłanie un petit mot (bileciku lub wizytówki z kilkoma słowami podziękowania za prezent, życzenia itp.). Savoir-vivre nie obowiązuje zaś na drogach. Nie ma też zwyczaju ustępowania miejsca w metrze, nawet kobiecie w ciąży.
Niemcy wolą być bardziej "pragmatyczni" niż szarmanccy wobec kobiet. W rękę całują na ogół tylko w telewizji, zwłaszcza żony prominentów albo miejscowe piękności. Dopiero przed kilku laty Bundestag wydał specjalne rozporządzenie odnośnie ubierania się posłów w parlamencie niemieckim. Zabroniono przychodzenia na obrady w koszulkach polo i w tenisówkach. 



Okładka tygodnika WPROST: 7/1999
Więcej możesz przeczytać w 7/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 11
  • Chrisu   IP
    @fifi może jakiś super nie był, ale potrafił zainteresować.
    • fifiif   IP
      Ciekawy, racja, tylko długi, bo 7 godzin. No ale zlatuje szybko w miarę.
      • asaas   IP
        dokładnie, bez dobrych manier trudno jest cokolwiek osiągnąć w wielu dziedzinach życia. Chociaż na pewno nie w polityce, politycy temu przeczą. A kurs bardzo ciekawy, tu się też zgodze.
        • Bielu   IP
          Savoir vivre rzecz przydatna, jak żadna inna. Po tym człowieka bardzo szybk oceniają. Ja byłem na kursie jednym. Szkoła dobrych manier chyba, kurs dość ciekawy, no i jak mówiłem, można się nauczyć paru sztuczek co do zachowania eleganckiego.
          • yogi   IP
            W Anglii ustepuje sie miejsca w metrze. Jest to wszechobecne.