Wodzowie ulic

Wodzowie ulic

Co szykują konkurenci Andrzeja Leppera?
Ich metody to brutalne, pełne ekstremistycznych treści wypowiedzi, szarpaniny z policją, bijatyki z przeciwnikami, atakowanie i okupacje miejsc publicznych, blokady oraz manifestacje wypełnione hukiem petard oraz dymem palonych opon. Na ogół mogą liczyć na poparcie niewielkich grup zwolenników. Ale jednemu z nich - Andrzejowi Lepperowi - udało się właśnie doprowadzić niemal do sparaliżowania kraju. Przewodniczący Samoobrony nie jest jedynym, który od lat żyje z prób organizowania rewolt. - Z jednej strony mamy do czynienia z opieszałością wymiaru sprawiedliwości, z drugiej zaś - nasi radykałowie są społecznie zakorzenieni. Wiele grup społecznych żyje w nieustannym poczuciu niepewności, które pogłębia się przy okazji reform. A lęk powoduje większą podatność na skrajne poglądy i propozycje prostych rozwiązań. Ludzie ogarnięci strachem szukają winnego. W stanie lęku rodzi się też chęć posiadania przywódcy, który niepewności powie "dość" i namaluje ludziom statyczny obraz rzeczywistości - mówi prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.
W 1996 r., tydzień przed upamiętniającym Holocaust Marszem Żywych, skini działający pod patronatem Polskiej Wspólnoty Narodowej demonstrowali w Oświęcimiu. Możliwe, że jeszcze większa kompromitacja związana z marszem czeka Polskę w tym roku. Leszek Bubel, były prezydent Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, zapowiada, że sprowadzi na Marsz Żywych dwa, trzy tysiące ludzi, którzy zorganizują kontrmarsz. - Jeśli Żydzi chcą maszerować, mają inne miejsca na świecie - konstatuje Bubel, który twierdzi, że w Marszu Żywych uczestniczy kilkuset pracowników Mosadu.
W sprawę Oświęcimia Bubel zaangażował się w ubiegłym roku. Zaproponował utworzenie społecznej Gwardii Narodowej chroniącej żwirowisko przed prowokacją. - To Bubel jest prowokacją - odparował mu Kazimierz Świtoń, pilnujący od czerwca ubiegłego roku oświęcimskich krzyży. Lider Ruchu Ratowania Narodu Polskiego i Społecznego Komitetu Obrony Krzyża w Oświęcimiu po apelu prymasa Józefa Glempa o niestawianie nowych krzyży stwierdził: - To my jesteśmy Kościołem i mamy obowiązek bronić krzyża przed wrogami Kościoła, bo nie czyni tego hierarchia.
Nie zawsze tego typu ludzi można oceniać jednoznacznie. W XVII w. szlachcic Samuel Łaszcz był znany jako dobry żołnierz z walk ze Szwedami i Turkami. Ale ten sam Łaszcz pysznił się tym, że ciążą na nim dziesiątki wyroków. Ponad 20 lat temu Świtoń był prześladowany za działalność opozycyjną. Po 1989 r. dalej walczył z komuną, i nie tylko. Jako poseł oskarżył prezydenta Lecha Wałęsę o współpracę z SB, a w 1995 r. kolportował w Katowicach pisma z listą 98 osób określonych jako Żydów działających na szkodę Polski.
Walka z "żydokomuną" pozwala żyć skinom należącym do Polskiej Wspólnoty Narodowej. Bolesław Tejkowski, lider organizacji, oblicza, że w Polsce jest około dwóch milionów Żydów - jak twierdzi - solidarnych, działających tylko na rzecz własnego narodu kosztem innych. - To potworne zagrożenie - utrzymuje.
Wtóruje mu Janusz Bryczkowski, lider Polskiego Frontu Narodowego. - Jestem narodowym socjalistą i podejmę z tym żydowskim systemem walkę, o jakiej się nie śniło jeszcze w tym kraju - charakteryzował siebie przed kilkoma laty. Wsławił się też zaproszeniem do Polski lidera rosyjskich nacjonalistów Władimira Żyrinowskiego. Jeden z członków Legionu Polskiego, paramilitarnej przybudówki PFN, współoskarżony w procesie o pobicie w podwarszawskim Legionowie kilkunastu mężczyzn, z których dwóch zmarło, przyznał, że na jego działania miała wpływ ideologia wpajana przez Bryczkowskiego.

Radykalna Europa

Miron Cozma rozpoczął polityczną działalność w 1990 r. w środowisku górników z zagłębia Jiu. Namówił ich, by na wezwanie postkomunistycznego prezydenta Rumunii Iona Iliescu ruszyli na Bukareszt "zrobić porządek z faszystami", czyli antykomunistyczną opozycją. Iliescu nagrodził górników podwyżką pensji i socjalnymi zabezpieczeniami. Za prezydenta Emila Constantinescu skazano Cozmę na więzienie, z któ- rego wyszedł w 1998 r. i w 1999 r. ruszył na Bukareszt. Znowu wymusił ustępstwa. Za głównego włoskiego "politycznego rozrabiakę" uznaje się lidera Ligi Północnej Umberto Bossiego. Na razie ogranicza się do gróźb, choćby pod adresem prokuratorów, którzy wszczynali postępowanie przeciw członkom ligi. - Odkładamy dla nich po 9 gram ołowiu - straszył Bossi. Gdy jednak doszło do prawdziwej przemocy i grupa członów ligi jeździła po Wenecji samochodem pancernym, a potem okupowała wieżę na placu św. Marka, Bossi odciął się od nich. Dopiero później proklamował ich "padańskimi patriotami". Znanym działaczem w Wielkiej Brytanii był Arthur Scargill, dawniej przywódca górniczych związków zawodowych, obecnie lider marginesowej partii socjalistycznej. Odegrał decydującą rolę w zorganizowaniu rocznego strajku na przełomie lat 1984 i 1985, zakończonego klęską górników i zwycięstwem rządu Margaret Thatcher. Ostatnio kilkuset rolników zdemolowało jedno z ministerstw francuskich. Na chwilę zabłysł szef federacji związków rolniczych regionu paryskiego - Eric Tailhades. Zagroził, że rolnicy siłą odbiją kolegów aresztowanych w czasie zajść. Po dwóch dniach jednak nikt już o nim nie pamiętał.

Jacek Pałasiński (Rzym)
Paweł Bawolec (Londyn)
Piotr Moszyński (Paryż)



Bryczkowski krótko związany był z Samoobroną Andrzeja Leppera. Rozstali się jednak w połowie lat 90., oskarżając się nawzajem o działania agenturalne. Padały typowe dla słownictwa Leppera słowa - "głąby", "gnojki" czy "gówniarze". Lepper nie przebiera też w czynach. Przed laty on i jego ludzie wozili po miejscowym rynku na taczce burmistrza Praszki, wychłostali też i ogolili głowę zarządcy gospodarstwa w Kobylnicy. Po tych wyczynach Lepper trafił na dwa miesiące do więzienia, a kontrolę nad Samoobroną bezskutecznie próbował przejąć Bryczkowski.
Zygmunt Wrzodak, od 1990 r. szef komisji zakładowej NSZZ "Solidarność" Ursusa, od lat zwalcza "czerwonych, różowych, kosmopolityczną prawicę i antypolonizm". Prawie rok temu zorganizował demonstrację w obronie Ursusa, podczas której posypały się petardy. Wrzodak, zaangażowany w restrukturyzację przedsiębiorstwa, przycichł, choć oczywiście popiera protesty rolników, pracowników przemysłu lekkiego i zbrojeniówki. Poparł też demonstrację bezdomnych na Dworcu Centralnym w Warszawie, a podopiecznym ojca Bogusława Palecznego zaproponował lokum w Ursusie.
Podczas ubiegłorocznej okupacji dworca kamilianin ojciec Paleczny zabraniał policji legitymowania protestujących i zarzucał funkcjonariuszom, że zachowują się "jak gestapo". Kamery telewizyjne nagrały przepychankę z policją i scenę, gdy duchowny kopał jednego z ochroniarzy. Ojciec Paleczny organizował też protesty w innych formach. Przebywającego w Polsce prezydenta Stanów Zjednoczonych jego bezdomni powitali transparentem: "Clinton mordercą nie narodzonych dzieci".
Dostało się również polskim parlamentarzystom, ale tym razem od ojca Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja. W październiku 1996 r. na antenie powiedział, że "posłom, którzy głosowali za liberalizowaniem ustawy antyaborcyjnej, powinno się ogolić głowy, jak golono je kobietom współżyjącym z hitlerowcami w czasie okupacji". Śledztwo w tej sprawie umorzono. Nie uspokoiło to ojca, który w ubiegłym roku w likwidowanych zakładach mięsnych Tormięs SA w Toruniu zaatakował ekipę telewizji bydgoskiej.
Wymiar sprawiedliwości jest łaskawy nie tylko dla ojca Rydzyka. Kolegium uniewinniło ojca Palecznego z zarzutu przewodzenia nielegalnemu zgromadzeniu bezdomnych na Dworcu Centralnym, bo nie odbywało ono się na świeżym powietrzu. Sąd uniewinnił Świtonia od zarzutu publicznego nawoływania do waśni na tle różnic naro- dowościowych i wyznaniowych (chodziło o jego listę Żydów), gdyż oskarżony prezentował swoje poglądy, a określenie kogoś Żydem nie jest obraźliwe. Skazany został natomiast Tejkowski. Otrzymał wyrok ośmiu miesięcy więzienia z zawieszeniem na dwa lata za "nawoływanie do walki z Żydami i Niemcami".
Ostatnio prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Janowi Zaborowskiemu, szefowi Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce, za organizację nielegalnego strajku, który kosztował państwo 52 mln zł. Grozi mu kara grzywny. Podczas strajku tłumaczył: - Każdy pracownik ma prawo do protestu i ochrony własnych interesów.
Zaborowski w oskarżeniu dopatruje się tła politycznego i snuje przypuszczenia, że na postawienie go przed sądem wpłynęło poparcie protestu rolników przez ZZMK. Chłopów i ich blokady poparli głośno także ojciec Paleczny i Polska Wspólnota Narodowa.
- Dzisiejsi rządzący powinni odpuścić rolnikom i nie straszyć ich, bo sami też działali przed laty nielegalnie i siedzieli w więzieniach. Rolnicy mieli rację, o czym świadczy to, że rząd im ustąpił - twierdzi Tejkowski. Zdaniem Wrzodaka, pytanie o legalność obecnych protestów jest równie zasadne, jak pytanie o legalność demonstracji w czasach PRL. - Wtedy PZPR klęczała przed Moskwą, dziś rząd jest na kolanach przed Brukselą - uważa Wrzodak. - Wreszcie związki rolnicze stanęły na wysokości zadania i wymusiły na rządzie ratowanie polskiej wsi. Rolnicy pokazali, że mogą się bronić, przecież francuscy chłopi też blokują dojazd do Paryża - tłumaczy Jacek Soska, przez wiele lat chłopski radykał, potem wiceminister rolnictwa w gabinecie Włodzimierza Cimoszewicza. Jako członek rządu także Soska został zaatakowany przez demonstrantów. Władza nie zawsze łagodzi obyczaje. - I minister może dać po pysku - krzyknął Soska do demonstrujących.
Górnośląskie PSL, któremu dziś przewodniczy Soska, złożyło wniosek o odwołanie wojewody śląskiego Marka Kempskiego za to, że nakazał użycie siły wobec rolników. Kempskiemu wypomina się żywiołową działalność związkową, w tym przywództwo manifestacji NSZZ "Solidarność" Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, gdy pod Urzędem Rady Ministrów w Warszawie posypały się śruby, a demonstrujący sprawdzali umiejętności policji. Dziś Kempski przyznaje, że decyzja o użyciu siły wobec protestujących rolników była trudna, zwłaszcza że sam bywał po różnych stronach barykady w przeszłości. Blokada dróg - jak tłumaczy - jest niezgodna z prawem, a wojewoda odpowiada za bezpieczeństwo w regionie. Przyznaje, że w okresie sprawowania władzy nie zmienił poglądów, ale nauczył się pokory...
Okładka tygodnika WPROST: 8/1999
Więcej możesz przeczytać w 8/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0