MENU

MENU

Wydarzenia - Polska
Za największe odkrycie minionego roku Akademia Telewizyjna przyznająca Wiktory uznała Macieja Kuronia, który kucharzy na antenie TVN. Wysoko ceniony Wiktor Publiczności przypadł Grażynie Torbickiej. Co roku zestaw laureatów wyłania Akademia Telewizyjna utworzona przez ponad stu laureatów z lat poprzednich. Obowiązuje zasada, że "zwykłego" Wiktora można otrzymać wielokrotnie, natomiast Superwiktora tylko raz i to za całokształt działalności. W tym roku jurorzy odrabiali zaległości historyczne: Superwiktorem uhonorowano Jerzego Waldorffa, który w telewizji wypadał doskonale od początku jej istnienia, a także Stanisławę Ryster za uczynienie z programu "Wielka gra" długowiecznej i szanowanej instytucji. Jana Englerta i Krystynę Jandę wyróżniono za całokształt dokonań aktorskich, prof. Jan Miodek uznany został za osobowość telewizyjną, która ujawnia się w tak trudnych okolicznościach, jak prowadzenie programu z zakresu poprawności językowej. (WK)


Z okazji dziesięciolecia Fundacji Shalom w Teatrze Żydowskim w Warszawie odbył się Koncert Galowy II Konkursu Piosenki Żydowskiej. Dyrektorem fundacji, powstałej z inicjatywy rozproszonych po świecie absolwentów Żydowskiej Szkoły im. Pereca w Łodzi, jest aktorka i reżyser przedstawienia Gołda Tencer. "Konkurs Piosenki Żydowskiej trafił w rosnące na całym świecie zainteresowanie różnymi kulturami etnicznymi. Chcieliśmy przybliżyć kulturę żydowską, ukazując ją nie tylko poprzez piętno historii, ale również poprzez sztukę"- twierdzi Krystyna Gucewicz, jeden z pomysłodawców imprezy. Koncert galowy był efektem zorganizowanego ponownie - po pięcioletniej przerwie - konkursu dla aktorów, absolwentów i studentów Wyższych Szkół Artystycznych z całej Polski. Wielka Gala Piosenki Żydowskiej zgromadziła najwybitniejsze postaci polskiej sceny teatralno-kabaretowej, wśród których znaleźli się między innymi Adrianna Biedrzyńska, Krystyna Janda, Emilian Kamiński, Wojciech Młynarski, Marian Opania, Jacek Wójcicki ,Wiktor Zborowski oraz laureatka konkursu Nina Gajewska. Widowisko "Koszer Nostra" potwierdziło wielobarwność i bogactwo kultury żydowskiej - zaprezentowano zarówno nostalgiczne nastrojowe pieśni, jak i skecze oraz dowcipy. Choć humor żydowski prześmiewczo traktuje przede wszystkim ludzką interesowność i zachłanność, rubaszne aluzje dotyczyły także superprodukcji "Ogniem i mieczem" Jerzego Hoffmana. Dlatego konkurs i gala spotkały się z wielkim zainteresowaniem zarówno znawców kultury żydowskiej, jak i miłośników dobrej muzyki i ciętego dowcipu.
(ES)

Redaktor Teresa Bogucka, publicystka i komentatorka "Gazety Wyborczej", została uhonorowana Nagrodą im. Mariana Dąbrowskiego, przyznawaną od trzech lat przez Krakowską Fundację Kultury. - Jej artykuły stanowią przykład kultury i umiaru w poruszaniu problemów nierzadko kontrowersyjnych, dotyczących życia społecznego, politycznego i intelektualnego w dzisiejszej Polsce - stwierdził prof. Tomasz Goban-Klas, przewodniczący kapituły przyznającej to wyróżnienie. Członkowie kapituły podkreślali, że Teresę Bogucką cechuje obiektywizm, a jej sposób prowadzenia polemik powinien być wzorem dla innych publicystów. Krakowska Fundacja Kultury ustanowiła tę nagrodę, by honorować postawy dziennikarzy dochowujących wierności zasadom etyki zawodowej. Konwent obraduje zawsze w grudniu, gdyż właśnie w tym miesiącu powstał pierwszy numer "Ilustrowanego Kuriera Codziennego", którego założycielem i wydawcą był Marian Dąbrowski. Wyniki ogłaszane są w lutym, a laureaci otrzymują medal zaprojektowany i wykonany przez Czesława Dźwigaja (profesora Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych) oraz wieczne pióro mające symbolizować trwałość fundamentalnych zasad dziennikarstwa. W ubiegłych latach nagrodę otrzymali Stanisław Podemski i Karol Małcużyński.
(JK)


Wystawienie opery "Montecchi i Capuletti" Vincenza Belliniego (Opera i Operetka w Krakowie) stało się wydarzeniem artystycznym tym bardziej znaczącym, że w przedsięwzięciu wziął udział słynny dyrygent Richard Bonynge, uznawany dziś za bodaj najwybitniejszego specjalistę od wykonywania muzyki belcantowej. Prowadząc dzieło Belliniego, stosował spokojne, naturalne tempa i tak dbał o dynamikę orkiestry, by śpiewacy zawsze pozostawali na pierwszym planie. Zespół orkiestrowy zdał trudny egzamin bardzo dobrze. Fascynują dwie znakomite kreacje wokalne. Bożena Zawiślak-Dolny (Romeo) śpiewała pełnym, ciepłym mezzosopranem, pewnie brzmiącym w całej, bardzo rozległej w tej partii skali; przekonująca była również w tak ważnej u Belliniego ekspresji emocjonalnej. Młodziutka Anna Karasińska (Julia) wzruszała natomiast delikatnym, aksamitnym, również dźwięcznym lirycznym sopranem. Doskonale rozumiejąc estetykę belcanta, operowała w śpiewie półcieniami, mniej przekonywała zaś jej kreacja aktorska. Janusz Dębowski (Tybald) i Andrzej Biegun (Capulet) śpiewali stylowo. Słabszy okazał się chór. Reżyser Wojciech Adamczyk ruchem scenicznym umiejętnie ożywił dość anemiczną miejscami akcję. Zdając sobie jednak sprawę, że w operze belcantowej głównym nośnikiem wyrazu dramatycznego jest śpiew, pozwalał się nim rozkoszować, nie przytłaczając pomysłami inscenizacyjnymi.
Piotr Nędzyńskim


Płyta
W pierwszej połowie lat 90. Whitney Houston była niekoronowaną królową muzyki pop, a piosenkę "I Will Always Love You" z filmu "Bodyguard" niemal wszyscy znali na pamięć. Po ośmiu latach przerwy 36-letnia Houston walczy o tron z Celine Dion czy Mariah Carey nowym albumem "My Love Is Your Love". Whitney ma dziś jeszcze więcej magii niż kiedyś, a repertuar świadczy o otwarciu się artystki na nowe trendy w muzyce. Wprawdzie na krążku nie ma megahitu, ale znakomicie brzmi tytułowy utwór, zabarwiony domieszką reggae - dzieło Wyclefa Jeana z grupy The Fugees. Ciekawie brzmi zaskakujący duet z Mariah Carey w balladzie "When You Believe" z przereklamowanego filmu "Książę Egiptu". W kilku piosenkach powtarza wprawdzie sprawdzone, balladowe nastroje, ale całość sprawia pozytywne wrażenie. Powrót chwilami w królewskim stylu.
Roman Rogowiecki


KSIAŻKI
Największe szczęście: gdy szykował mieszkanie z puli Cyrankiewicza dla miłości swego życia Hani Golde i jej córek. Największy szok: gdy dowiedział się, że słowa, które szeptała mu w intymnych chwilach ("Przeżyjmy to razem"), zna pół Warszawy, a spontaniczna namiętność okazała się rutynowym odgrywaniem roli zakochanej kobiety. Marek Hłasko, cudowne dziecko polskiej literatury, do końca życia pozostał dzieckiem. Także w miłości. Karmił się wyobrażeniami o świętych kobietach i heroicznych mężczyznach jak z powieści Londona i hollywoodzkich scenariuszy, a jednocześnie przestawał kochać "w ciągu jednego litra i dwóch paczek sportów". Kobiety szukały go w innych mężczyznach, znajdując jedynie gorsze podobizny. Śnił się mężczyznom, którzy słali do niego pełne oddania i czułości listy, pomagając mu jednocześnie zaistnieć w świecie literackim (Iwaszkiewicz, Andrzejewski, Bereza). Bezgraniczne uwielbienie oraz adoracja czyniły jego życie bolesnym i groteskowym. Mógłby być sobą, gdyby zdobył się na obdarzenie kogoś uczuciem, tymczasem on "nie chciał kochać mężczyzn, a kobiet nie potrafił". Tak w "Miłosnych grach Marka Hłaski" (Prószyński i S-ka) przedstawia pisarza Barbara Stanisławczyk.
(AF)
Więcej możesz przeczytać w 9/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1
  • Marecki   IP
    Swoi dla swoich. Sami, zawsze ci sami żydzi o komunistycznej przeszłości. Ohydne towarzystwo własnej adoracji.