Telewizja meteoropatów

Telewizja meteoropatów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prognozy pogody należą do najchętniej oglądanych programów telewizyjnych
Przyciągają więcej widzów niż popularne telenowele czy filmowe megahity. Produkowane stosunkowo małym kosztem stanowią żyłę złota dla stacji telewizyjnych - półminutowe przerwy reklamowe przed i po pogodynce to najdroższy czas w polskiej telewizji. Mimo to w większości stacji informacje o pogodzie nadal spychane są na margines, a na ich niekonwencjonalną prezentację brakuje pomysłu. - Nasze telewizyjne prognozy od światowej czołówki dzieli przepaść, która wciąż się powiększa. Chodzi przy tym nie tylko o szybkość i treść komunikatów, ale i sposób ich prezentacji - mówi Andrzej Zalewski z Eko-Radia. W dużych stacjach przekazy pogodowe trafiają z satelity bezpośrednio na antenę i są komentowane na żywo. U nas pogodynki są zdezaktualizowane o kilka godzin. Informacje o pogodzie emitowane w wieczornej "Panoramie" nagrywa się przed osiemnastą. Nie odstrasza to jednak reklamodawców. - Tylko w ostatnim kwartale wydatki brutto na reklamę emitowaną przed lub po prognozie pogody w głównych programach informacyjnych (w czterech ogólnopolskich kanałach) przekroczyły 58 mln zł - oblicza Aneta Kopacz z OBOP. Najwięcej zainwestowano w reklamówki w TVP 1 - ponad 30,3 mln zł. Stanowiło to prawie 12 proc. reklamowych wpływów brutto publicznej Jedynki. Za trzydziestosekundowy spot przed prognozą pogody w głównym wydaniu "Wiadomości" trzeba zapłacić aż 91 tys. zł (w marcu cena wzrośnie do 92 tys. zł). To najdroższe pół minuty w polskiej telewizji. Powód - programy o pogodzie codziennie przynajmniej przez minutę ogląda ok. 40 proc. Polaków. - Reklamodawcy chcą płacić za jednorazową emisję spotu tak duże pieniądze, bo mogą w tym czasie dotrzeć do 20-30 proc. Polaków - ocenia Jarosław Roszkowski, analityk rynku mediów. - Ludzie oglądają prognozy pogody z rozpędu - przekonuje Jakub Benke z Initiative Media. - Widzowie spóźniają się na informacje, ale potem oglądają je do końca. "Wiadomości" są tego doskonałym przykładem - podczas kończących je informacji sportowych przed telewizorami zasiada nawet o 60 proc. więcej osób niż w pierwszej minucie programu - dowodzi. Zachodnie prognozy są plastycznymi widowiskami: suche informacje o temperaturze czy ciśnieniu przeplatają migawki o zjawiskach przyrodniczych.


Każdego dnia prawie co drugi z nas przynajmniej przez minutę ogląda telewizyjne prognozy pogody

- Pogoda trafia na czołówki, nie konkuruje - jak u nas - z wiadomościami politycznymi. Z rosnącą zazdrością oglądam wiadomości meteo na przykład telewizji niemieckiej, dysponującej kilkunastoma stacjami meteorologicznymi mającymi bezpośrednie połączenie ze studiem w Berlinie. Gdy jest sztorm na Morzu Północnym, łączą się z Helgolandem, skąd prezenter na tle spienionych fal tłumaczy mechanizm tego zjawiska - mówi Zalewski. W prezentowaniu z wdziękiem pogodowych zapowiedzi celują Francuzi. Dziennikarze komercyjnych telewizji dokonują cudów. - Kiedy ma być mróz, jednemu z najpopularniejszych prezenterów pogody odpada nos. Kiedy zanosi się na upał - traci owłosienie. Szumi, gdy nadchodzi wiatr. Zwija się w trąbkę, kiedy grozi cyklon, podłącza się do prądu i dudni, żeby ostrzec przed burzą - opowiada Piotr Moszyński, dziennikarz paryskiego RFI i nasz felietonista. W kanałach publicznych informacje są bardziej wyważone - co nie znaczy, że nudne i schematyczne. - Najbardziej spektakularne pod względem technicznym są jednak prognozy amerykańskie. Gdy na ekranie przesuwają się chmury, ma się wrażenie, że za chwilę wypłyną z ekranu do pokoju - mówi Janusz Nemec, szef redakcji pogody w TVP. Tymczasem w większości polskich stacji telewizyjnych panuje pogodowa sztampa. - Najczęściej patrzymy na kiepsko animowane mapy satelitarne i nudne cyferki - podsumowuje Zalewski. W pomysłach prześcigają się tylko stacje komercyjne: TVN czy satelitarna RTL 7, której prezenterzy pierwsi odważyli się mówić o pogodzie spoza studia. - Wiosną przekazujemy informacje z Ogrodu Botanicznego, zimą siedzimy na sankach na pobliskiej górce. Wyszukujemy przyrodnicze ciekawostki i opowiadamy o sprawach związanych z pogodą: na przykład przed wakacjami z siłowni radziłyśmy, jak dbać o kondycję, a jesienią - z gabinetu kosmetycznego, jak się troszczyć o cerę. Minęła już epoka pań recytujących liczby w telewizyjnym studio - mówi Magda Szkup, która na zmianę z Majką Popielarską prezentuje w RTL 7 w ciągu trzech, czterech minut informacje o pogodzie. - Przekazujemy prognozę w konwencjonalny sposób. Tego typu wiadomości nie mogą bowiem szokować czy być przeładowane ozdobnikami, bo widz gubi istotę informacji - protestuje Monika Jastrząb, prezenterka Polsatu. - Oprócz standardowych informacji meteo ważne są komunikaty o wpływie pogody na samopoczucie, wiadomości dla alergików, sercowców, narciarzy czy w lecie informacje o temperaturze wody w Bałtyku - mówi Tomasz Zubilewicz przepowiadający pogodę w TVN. Według niego, sukces telewizyjnej pogodynki zależy też od języka. - Przez lata monopol na pogodę miała TVP, która przyzwyczaiła nas do suchych deklamacji i prezenterów w krawatach. Gdy w TVP w sylwestra próbowałem wystąpić z balonem, a w czasie dużych mrozów w płaszczu i szaliku, gaszono mnie stwierdzeniem, że przeciętny widz nie chce takich udziwnień - opowiada Zubilewicz. - W TVN zawsze mam swoje trzy minuty. Tymczasem w telewizji publicznej prognoza pogody podlega głównemu wydawcy dziennika, a ten najczęściej skraca ją, by było jak najwięcej miejsca na politykę - dodaje. Podobne problemy miał już Czesław Nowicki ("Wicherek"), jedyny w historii TVP showman od prognozy pogody, który - by ubarwić standardowe informacje meteorologiczne - potrafił przynieść do studia gigantyczny grzyb. - Najprawdopodobniej od marca w serwisach meteo TVP będzie więcej ruchu. Pogodowe blachy z chmurkami i deszczem zastąpi płynna animacja komputerowa - zapowiada Nemec. - To prawda, że prognoza - szczególnie w "Wiadomościach" - jest poważna, ale na luz nie mamy czasu. O to, by pojawiały się informacje o temperaturach w różnych miastach świata, walczyliśmy aż trzy lata - dodaje. - Poza tym część widzów, a także dyrekcja TAI, przyzwyczaiła się do statyki w pogodynce i nie chce zmian. Gdy postanowiliśmy ożywić prognozę i prezenterki zaczęły przechodzić z jednej strony studia na drugą, telewidzowie zasypywali nas pytaniami: "Dlaczego te panie tak się rzucają?" - wspomina. Wyprodukowanie serwisu pogodowego kosztuje dziennie od kilkuset złotych do 2 tys. zł (dla porównania: koszt półgodzinnej audycji na żywo to 5- 10 tys. zł). - Nasze programy są bardzo drogie, bo stawiamy na jakość. Zatrudniamy zawodowych synoptyków, tworzących prognozę o bardzo dużym stopniu sprawdzalności - chwali się Maciej Sojka odpowiedzialny w TVN m.in. za produkcję programów pogodowych. Dane nie pochodzą z IMiGW, lecz z amerykańskiego serwisu opracowywanego na podstawie danych międzynarodowych służb meteorologicznych i NASA. - Niestety, wiarygodność prognoz na razie nie wpływa na popularność tego typu programów. Tu działa siła przyzwyczajenia. Najwięcej widzów ma prognoza po głównych "Wiadomościach", bo emitowana jest o tej porze od zawsze - dodaje Sojka. Na pomysł, by zarabiać na pogodzie, pierwsi wpadli Amerykanie. Programy emitujące wyłącznie prognozy pogody i reklamy pojawiły się w USA już 45 lat temu. W Polsce pierwszym kanałem poświęconym wyłącznie pogodzie jest Wizja Pogoda. Podawane są tam prognozy dla wszystkich większych miast i regionów w Polsce, Europie i na świecie. - Wizja Pogoda to przedsięwzięcie, nad którym pracuje sztab meteorologów korzystających z najnowszych techno- logii - mówi Dorota Zawadzka z Wizji TV. - Gromadzone i analizowane dane ze stacji meteorologicznych uzupełniane są zdjęciami satelitarnymi, które po przetworzeniu przesyła się specjalnym łączem do centrum nadawczego w Maidstone, skąd trafiają do odbiorców. Zainteresowanie tym kanałem rośnie. Przygotowywane w ten sposób informacje tylko za pośrednictwem PTK ogląda prawie 800 tys. widzów miesięcznie, a każdego dnia na kanał pogodowy przełącza się średnio 55 tys. osób - wylicza Zawadzka. - Tworzący się rynek telewizyjnych prognoz meteorologicznych będzie rósł. Pytanie, co będzie bardziej interesować widzów: wiarygodność prognoz czy ich widowiskowość? - mówi Sojka. - W pierwszym wypadku telewizja będzie musiała inwestować w sprzęt, a w drugim - w rekwizyty i showmenów.
Więcej możesz przeczytać w 9/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0